Jutro moj pierwszy dzien w nowej, a tak naprawde to pierwszej, pracy. Mam ogromnego stresa, ze wzgledu na ludzi jakich tam spotkam, boje sie (choc to chyba irracjonalne) o to jaka bedzie atmosfera. Z racji ze jest to praca w zawodzie, obawiam sie tez, ze czegos moge nie wiedziec, choc w koncu wiedza ze biora laika i chyba najpierw powinni mi wszystko wytlumaczyc. Ale takie racjonalne mysli rzadko przychodza mi do glowy, bo opanowal mnie jakis taki lek... Juz brakuje mi argumentow by siebie pocieszac...
A przeciez powinnam sie cieszyc, ze studiujac znalazlam prace w zawodzie. Wiem, ze lepiej byloby z usmiechem na twarzy, pewnoscia siebie, wbic tam i pokazac sie od jak najlepszej strony. Ale od zawsze juz tak mam (staram sie to zwalczac) ze stresuje mnie poznawanie nowych ludzi, wiem ze to wynika z niskiej akceptacji, niesmalosci, braku pewnosci siebie... Szkoda ze nie mozna sie zaprogramowac pstryknieciem palcow na odpowiednia okolicznosc.