Mój syn ma 32 lata. Wrócił z Anglii z końcem listopada gdzie był 1,5 roku. Wrócił zrezygnowany i zniechęcony. Tam pracował i niewiele zarabiał, a to co zarobił wydał na wymarzony sprzęt muzyczny. Wrócił bez pieniędzy i od tej pory jest na moim utrzymaniu. Niby szuka pracy...ale czy można znaleźć pracę klikając cv przez internet?
Jest coraz gorzej: coraz dłużej śpi, coraz dłużej siedzi przy grze komputerowej. Z pokoju wychodzi kiedy jest głodny. Czasami odwiedza go jedyny przyjaciel (na rencie chorobowej). Trudno wyegzekwować jakąkolwiek aktywność i pomoc w domu.
Mieszkam w małym mieście. To prawda, nie jest łatwo o pracę. Ale nie miałabym pretensji gdyby tej pracy aktywnie szukał. Podsuwam pomysły, różne rozwiązania, proponuje wyjazd do dużego miasta, przekazuję informacje jeśli czegoś się dowiem i... bez żadnych kroków z jego strony.
Chciałby pracować w temacie komputery, wiele sam się nauczył. Nie ma niestety uprawnień bo skończył liceum zawodowe. Do matury wyciągnęłam za uszy. Teraz zachęcałam by podjął naukę w zaocznej policealnej-informatycznej, albo wyższej. Niby rozumie, że trzeba by mieć papier i nic - dalej nic nie robi.
Moja cierpliwość się wyczerpała po kolejnym gigantycznym rachunku za prąd!
Zapowiedziałam, że nie będę go dalej utrzymywać. Przestałam zapełniać lodówkę, gotować obiady, więc dojada resztki.
Jestem na emeryturze, trochę dorabiam, ale zwyczajnie nie nadążam finansowo! Sama przeżywam trudny okres, bo jestem po operacji i radioterapii. Powinnam unikać stresu, właściwie się odżywiać, być aktywna fizycznie.
A mnie się po prostu często żyć nie chce! I to głównie z jego powodu.
Zbliżają się święta. Córka mnie zaprasza do siebie. Radzi - zostaw go mamo, przyjedź do mnie, przestań go niańczyć, niech sam zadba o siebie, zajmij się sobą itd.
A ja? Jakoś trudno mi zostawić pusty dom i lodówkę. Wyjechać na cztery dni, zostawić go bez jedzenia? Zostawić suchy chleb?
Przez całe życie dawał mi "popalić". Jestem już tym zmęczona.
Jak mam postąpić?
Podobne tematy
a może to syndrom bezrobocia? ostatnio bardzo dużo mówi się na ten temat - ogólna demotywacja, brak zapału do pracy, izolowanie się - proponuję zajrzeć na blog Harmonia Ciała i Umysłu doktora Sławomira Wolniaka - może tam znajdzie Pani odpowiedź..
Natala teraz rynek pracy jest naprawde kiepski, wiec Twoj syn moze przezywac zalamanie - wspieraj go, bo tego potrzebuje i motywuj, dawaj nadzieje ze znajdzie prace i bedzie okay.
Zbliżają się święta. Córka mnie zaprasza do siebie. Radzi - zostaw go mamo, przyjedź do mnie, przestań go niańczyć, niech sam zadba o siebie, zajmij się sobą itd.
Zgadzam się z córką. Wyjedź, odpocznij, spotkaj się z rodziną.
Pozwól synowi dorosnąć... z głodu nie umrze.
Najwyższy czas by nauczył się odpowiedzialności za własne życie.
Nie wyręczaj go. Sam musi znaleźć pracę, bo tylko tak będzie ją szanował.
Powinnaś też jasno określić jak ma partycypować w kosztach utrzymania domu. I egzekwuj je. ![]()
Niby szuka pracy...ale czy można znaleźć pracę klikając cv przez internet?
Można. Ja tak znalazłam. Wysyłanie aplikacji przez internet to obecnie najpopularniejszy sposób rekrutacji. Jeśli wysyła w rożne miejsca w Polsce, może znaleźć pracę również w większym mieście.
Grunt, żeby szukał i wysyłał oferty, zamiast grać w gry komputerowe. Brak zapału i motywacji to klasyczny syndrom bezrobocia. Próbował wypełnić sobie czas między szukaniem pracy czymś motywującym do działania - jakieś prace dorywcze, wolontariat?
Z tym wyjazdem na święta i brakiem pieniędzy trochę nie rozumiem - nie ma żadnych oszczędności, nie pobiera zasiłku?
zgadzam się - zmuś go do działania, przestań zajmować się jak 5-latkiem. Niech zrobi sobie plan, że np. 5 godzin dziennie szuka pracy i klepie CV i listy motywacyjne - pracę można tak znaleźć, mnie też się udało
Natala teraz rynek pracy jest naprawde kiepski, wiec Twoj syn moze przezywac zalamanie - wspieraj go, bo tego potrzebuje i motywuj, dawaj nadzieje ze znajdzie prace i bedzie okay.
Sęk w tym, że wspierałam i motywowałam przez prawie pięć miesięcy.
Rozmawiałam, radziłam, podsuwałam pomysły.
Tłumaczyłam, że im dłużej pozostaje bez pracy tym większy dołek emocjonalny odczuwa.
Że praca da niezależność, kontakt z ludźmi, nowe możliwości i poczucie własnej wartości.
Wyczerpały się moje możliwości finansowe i moja cierpliwość!
Teraz już ja wpadam w dołek.
Natala59 napisał/a:Niby szuka pracy...ale czy można znaleźć pracę klikając cv przez internet?
Można. Ja tak znalazłam. Wysyłanie aplikacji przez internet to obecnie najpopularniejszy sposób rekrutacji. Jeśli wysyła w rożne miejsca w Polsce, może znaleźć pracę również w większym mieście.
Grunt, żeby szukał i wysyłał oferty, zamiast grać w gry komputerowe. Brak zapału i motywacji to klasyczny syndrom bezrobocia. Próbował wypełnić sobie czas między szukaniem pracy czymś motywującym do działania - jakieś prace dorywcze, wolontariat?
Z tym wyjazdem na święta i brakiem pieniędzy trochę nie rozumiem - nie ma żadnych oszczędności, nie pobiera zasiłku?
Do innego miasta nie chce wyjechać.
Prace dorywcze i wolontariat - też podsuwałam - zero reakcji.
Słyszę: pomyślę o tym..
Oszczędności nie ma żadnych. (Co najwyżej długi).
Zasiłku nie pobiera bo nie złożył pełnej dokumentacji w Urzędzie Pracy.
Z Anglii dokumentów nie przywiózł, bo ktoś miał dosłać na stary adres i nie dosłał.
Zmusiłam, dosłownie, aby zarejestrował się choćby - bez prawa do zasiłku - dla ubezpieczenia.
Tak więc jak zostawię pusta lodówkę to....pozostanie pusta.
Natala, ja 4 lata temu mialam (rzucilam go) takiego chlopaka, ktory nie chcial pracy szukac, byl na utrzymaniu matki i z tego co wiem nadal jest, a ma tez 32 lata jak Twoj syn. Jego matka rwaly z nerwow wlosy z glowy (doslownie) i chyba nadal to robi z nerwów. Ale on faktycznie nie chcial szukac pracy, a Twoj syn moze szuka, jesli siedzi w internecie i wysyla podania. Moj byly chlopak zwyczajnie nie szukal - co wyniklao z lenistwa, z depresji iz takie kiepskie sa zarobki (nie chcialo mu sie pracowac za 1000 zl), z braku motywacji itd.
Prekonaj syna ze szukac musi i ze niech nie zalamuje sie bo nie on jeden jest w ciezkiej sytuacji a ludzie uwierz wyjezdzaja do wiekszych miast, pracuja tam, dojezdzaja tez po kilkadziesiat km do pracy, takie jest zycie......taka polska...
mam tez kolege, okolo 35 lat i uwierz mi on chodzi ze spuszczona glowa po miescie i nic nie robi zeby zmienic swoja sytuacje. ma wyzsze wyksztalcenie! nie chce tez wyjechac do wiekszego miasta ktore jest zaledwoe 50 km stad.
nie wiem z czego to wynika -z lenistwa czy depresji?
Prekonaj syna ze szukac musi i ze niech nie zalamuje sie bo nie on jeden jest w ciezkiej sytuacji a ludzie uwierz wyjezdzaja do wiekszych miast, pracuja tam, dojezdzaja tez po kilkadziesiat km do pracy, takie jest zycie......taka polska...
Na razie będzie trudno go przekonywać, milczy, jest ...obrażony?
Nie odzywa się, więc będę mówić do nadąsanej miny.
Od tygodnia nie gotuję obiadów. W lodówce coraz większy przeciąg! Za chwilę będzie tylko..światło.
Powiem Ci, mnie samej jest z tym ciężko. Ale co mam zrobić?
Przepraszać go, zagadywać? Tłumaczyć kolejny raz to co już tyle razy mówiłam?
Mówię od 5 miesięcy. Nie dołowałam go, nie zrzędziłam. Tłumaczyłam i podsuwałam rozwiązania.
W ostatniej rozmowie, (pisałam w pierwszym poście o rachunku gigancie za prąd), zapowiedziałam, że przestaję go utrzymywać. Nie dowierza, że będę konsekwentna?
Więc może terapia szokowa pomoże? Dobrze robię?
Skoro moje dotychczasowe działanie nie skutkowało, postanowiłam je zmienić.
Tylko jak ja mam sobie poradzić ze sprzecznymi emocjami ?
Natala moja niedoszła teściowa wykorzystała wszystkie metody - najpierw tlumaczyła łagodnie, podobnie jak Ty zapelniała lodówkę, placiła rachunki, co więcej utrzymywała dla niego mieszkanie!, opłacając czynsz. W końcu owe mieszkanie sprzedała, bo ja przerosło utrzymywanie z emerytury 2 mieszkań. Ja prosiłam, błagałam żeby poszedł do pracy, szukał. Nie poszedł do dziś. Jego matka groziła, chciała wygonic z domu, ale byla niekonsekwentna - zapełniała lodówkę, ojciec jego dawał na odczepnego mu pieniadze, bo juz mial dosc klotni. Tylko ze ten facet byl naprawde niereformofalny, a jego ojciec nie byl biedny i za dobry - on na tym zerowal, z lenistwa, z glupoty.
Twoj syn jest na pewno inny, tylko ze zalamac sie moze kazdy trudnym rynkiem pracy. Dla mezczyzn przeciez jest wiele wiecej pracy niz dla kobiet, z braku laku mozna podjac fizyczna i szukac dalej innej, wyjechac na krotki czas zagranice i zarobic.
Ja tak jezdzilam, jak nie mialam roboty w polsce, pracy fizycznej, ponizej moich kwalifikacji...moja przyjaciolka tak jezdzi nadal, pomimo ze jest po studiach...
Wyjedz do corki a jego zostaw, niech sobie radzi sam, przez ten czas z glodu nie umrze i oberwuj czy zaczal dzialac czy nie. powodzenia
W ostatniej rozmowie, (pisałam w pierwszym poście o rachunku gigancie za prąd), zapowiedziałam, że przestaję go utrzymywać. Nie dowierza, że będę konsekwentna?
Więc może terapia szokowa pomoże? Dobrze robię?
Skoro moje dotychczasowe działanie nie skutkowało, postanowiłam je zmienić.
Tylko jak ja mam sobie poradzić ze sprzecznymi emocjami ?
Postaraj się wyciszyć - musisz być przede wszystkim konsekwentna, bo jeśli ulegniesz - syn szybko straci do Ciebie szacunek.
To, co robisz - mimo że wydaje się być dla Ciebie trudne i bolesne - jest dobre dla Twojego syna. Nie daj sobie wmówić, że jest inaczej - czasem jest tak, że trzeba postawić twarde warunki, nawet tak bardzo kochanym osobom.
Pomyśl też przyszłościowo - piszesz, że dorabiasz do skromnej emerytury. A co się stanie - kiedy nie będziesz miała sił na dorywczą pracę? Kiedy - czego Ci z całego serca nie życzę - wydarzy się coś, że będziesz potrzebowała finansów (nagły remont, choroba?). A co będzie z synem, kiedy Ciebie zabraknie?
Wiem, to nie są łatwe tematy, ale z drugiej strony masz prawo decydować sama o własnych finansach, na które pracowałaś całe życie - i wydawać je w taki sposób, jaki chcesz.
Z drugiej strony - czy Twój syn naprawdę szuka tej pracy? Widziałaś te CV, listy motywacyjne?
Bo moim zdaniem tak gdzieś między wierszami wynika, że mu się chyba nie chce. Nie zarejestrował się w urzędzie pracy? Nie robi nic w domu? Wolontariat nie, dorywcza praca - też nie?
Myślę, że jemu się zwyczajnie nie chce, i tylko Cię zbywa. Wygodnie mu - bo ma dach nad głową, zaopatrzenie i nie musi się niczym martwić.
Łatwo jest wymyślać "bo to pewnie syndrom bezrobocia, depresja blablabla". Okej, takie sytuacje się zdarzają, ale spójrzmy prawdzie w oczy - praca jest. Może nie wymarzona, może zwykła fizyczna na budowie - ale jest. Trzeba chcieć, zakasać rękawy i oderwać się od komputera.
Natala, wierzę, że taka terapia szokowa poskutkuje. Jesteś mądrą kobietą, i Twój syn zrozumie (oby jak najszybciej).
Przesyłam dobre myśli ![]()
jesteś ,jak każda matka,zbyt pobłażliwa.Krzywdzisz go ,bo on wykorzystuje twoje słabości i nic nie zrobi ,dopuki będzie miał cieplutko mamusi.
po prostu wyznacz mu termin na znalezienie pracy,obojętnie jakiej. Powiedz ,ze nie dajesz rady go utrzymywać i jeśli chce nadal mieszkać z Tobą ,to musi pomóc w utrzymaniu domu.
w przeciwnym wypadku musi sie wyprowadzic. Wiem ,ze to trudne ale konieczne i Ty dobrze wiesz ,ze to tak naprawde jedyny skuteczny sposób.
Czytam z uwagą wszystko co piszecie, za każdy wpis jestem bardzo wdzięczna i buziaki posyłam ![]()
Za słowa stanowcze, zrozumienia i przykłady z życia.
Wiem co i jak powinnam zrobić.
Odpowiedź pewnie siedzi już w mojej głowie, ale jak ją pogodzić z tym co się dzieje w psychice.
Dlaczego mam z tym taki problem?
Aaaa, więc to może ja potrzebuję porządnego trzepnięcia, aby się obudzić?
Łatwo powiedzieć!
Trudne decyzje i stanowcze kroki z mojej strony nieuchronnie doprowadzą do konfliktów i stresu.
I chyba to najtrudniej będzie mi znosić.
(No tak, a teraz nie masz stresów? Mam, ale to jest "bieda" już oswojona)
damakier pisze:
-jesteś jak każda matka zbyt pobłażliwa...
-on wykorzystuje twoje słabości...
-w przeciwnym wypadku musi się wyprowadzić...
-to trudne ale konieczne i Ty dobrze wiesz ,ze to tak naprawdę jedyny skuteczny sposób..
Wiem, wiem, ale jak pisałam w pierwszym poście, dla mnie osobiście (z powodów zdrowotnych) jest to szczególnie trudny czas.
Skąd brać siły jeszcze na domową walkę?
Postaraj się wyciszyć - musisz być przede wszystkim konsekwentna, bo jeśli ulegniesz - syn szybko straci do Ciebie szacunek.
To, co robisz - mimo że wydaje się być dla Ciebie trudne i bolesne - jest dobre dla Twojego syna. Nie daj sobie wmówić, że jest inaczej - czasem jest tak, że trzeba postawić twarde warunki, nawet tak bardzo kochanym osobom.
Pomyśl też przyszłościowo - piszesz, że dorabiasz do skromnej emerytury. A co się stanie - kiedy nie będziesz miała sił na dorywczą pracę? Kiedy - czego Ci z całego serca nie życzę - wydarzy się coś, że będziesz potrzebowała finansów (nagły remont, choroba?). A co będzie z synem, kiedy Ciebie zabraknie?
Wiem, to nie są łatwe tematy, ale z drugiej strony masz prawo decydować sama o własnych finansach, na które pracowałaś całe życie - i wydawać je w taki sposób, jaki chcesz.
(...)
Natala, wierzę, że taka terapia szokowa poskutkuje. Jesteś mądrą kobietą, i Twój syn zrozumie (oby jak najszybciej).
Przesyłam dobre myśli
Każde Twoje zdanie mogłabym sobie wypisać na lustrze i czytać w chwilach zwątpienia...
Dziękuję Ci za mądre rady. Będę wracać do Twojego postu.
Tylko, matko kochana! Jak ja nienawidzę kłótni, konfliktów.
Czemu ludzie sobie to robią?
Przecież już nie jest dzieciakiem!
Czy poskutkuje czy nie, warto spróbować. Jedź na te święta - przynajmniej od niego odpoczniesz. Porozmawiaj też z córką, może razem coś wymyślicie. Stosowana na dłuższą metę "metoda na głoda" na pewno będzie bardzo wyczerpująca psychicznie, zwłaszcza że mieszkacie pod jednym dachem i jest to sytuacja 1:1 - Twój syn kontra Ty i nikt więcej. No ale czegoś spróbować trzeba - grunt, żebyś była wytrwała. Twój syn to rzeczywiście ciężki przypadek - albo syndromu bezrobocia, albo zwykłego wygodnictwa. On na pewno był w Anglii, a nie we Włoszech? Bo chyba tylko we Włoszech jest powszechnie przyjęte, żeby dorosłego mężczyznę po trzydziestce utrzymywała "la mamma" :-).
Co się stało z "wymarzonym sprzętem muzycznym"? Jak rozumiem stoi gdzieś i porasta mchem. Może by go sprzedał i założył sobie lokatę - na początek? Albo udzielał lekcji muzyki prywatnie?
Natala kolezanki tu dobrze radzą. Musisz byc konsekwentna. Jak Tobie wspomnialam moj ex mial b niekonsekwentnego i za dobrego ujca ktory dawal mu na dodatek kase dla swietego spokoju, a matka zapelniala lodowke. Temu facetowi, ktory byl juz z natury leniwy, odechcialo sie szukac pracy bo przeciez mial co jesc, mial na drobne wydatki....takze badz konsekwentna i twarda.
wszyscy boimy się zmian ,szczególnie tych rewolucyjnych. ja tez nienawidzę kłótni ,bo wiem ,że nikt w sporze nie wygrywa. Myślę sobie ,że ta sytuacja ,która jest obecnie musi stać się dla Ciebie nieznośna na tyle ,że zechcesz ją zmienić . Wtedy podejmiesz bardziej radykalne kroki. Zyczę siły i optymizmu.
Nie przeczytałam wszystkich postów, ale dość sporo aby się zorientować w czym problem.
Trudno tu stwierdzić, czy Twój syn faktycznie szuka pracy, robi to systematycznie, faktycznie śledzi pojawiające się oferty, wysyła aplikacje itp. Czy zwyczajnie przesiaduje godzinami na komputerze szukając zapomnienia (gry, przeglądanie internetu dla rozrywki)?
Dzisiaj rynek pracy jest faktycznie trudny i możliwe, że pomimo wysiłków jakie podejmuje wciąż pracy nie ma. Z tego co się orientuje to średnio pracy szuka się około pół roku. Jak ktoś znajduje szybciej to można rzec, że ma szczęście albo świetne kwalifikacje.
Dzisiaj wśród znajomych obserwuje, że pomimo iż są to ludzie po studiach to ciągle pracują gdzieś dorywczo, łapiąc pracę, która tak naprawdę jest przeznaczona dla osób w trakcie studiów co powoduje, że nie ma za bardzo szans na jakomś sensowną umowę o pracę, czy sensowne zarobki. Pracują po pare miesięcy i są zwalniani, tak też w zasadzie to cały czas szukają pracy. Albo pracują poprzez pośredników. Niestety ale obecnie trudno o stałą, stabilną pracę, która finansowo by staysfakcjonowała.
A czy Twój syn chodzi w ogóle na jakieś rozmowy kwalifikacyjne? Jeśłi tak, to oznacza, że jednak szuka i te starania jego coś tam dają. Jeśłi jednak nie był jeszcze na zadnej rozmowie od kiedy jest w Polsce to możliwe, że ociąga się z tym całym szukaniem.
A co do wysyłania aplikacji przez internet to dzisiaj najbardziej rozpowszechniony sposób szukania pracy. Zresztą rekrutujący często podają tylko taką drogę kontaktu, czasem też można wysłać tradycyjnie, ale w sumie po co płacić za znaczek i kopertę skoro i tak używa się internetu?
Jak osobiście się składa aplikacje to w zasadzie też nic nie daje, bo i tak pewnie sekretarka dalej go nie wpóści i będzie kazać zostawić w sekretariacie. Tak też to niczego nie zmienia. A jak się dzwoni do kadr wypytać czy kogoś nie potrzebują to coraz częściej osoby tam pracujące nic nie chcą mówić tylko każą np. zajrzeć na stronę internetową. Zatem i tak wszystko sprowadza się do internetu.
Co do świąt to sama zadecyduj co zrobić. Ogólnie myślę, że powinnaś go wspierać, ale jednocześnie bądź konsekwentna, czyli skoro się nie dokłada to przynajmniej niech oszczędza. Nie pozwalaj aby miał włączony komputer całą dobę, ale tylko do szukania pracy. Korzystanie z telefonu też tylko w sytuacjach ważnych. Konsekwentnie oczekuj aby nie nabijał Ci większych rachunków.
Zachęć go aby chociaż znalazł jakomś pracę dorywczą! Zaangażuj go w jakieś domowe sprawy, aby musiał wychodzić z domu, aby się rozruszał. Niech pomyje okna na święta! itp.
Coś mi sie wydaje że przede wszystkim należy natychmiast poradzić się psychologa lub psychiatry bo to jego zachowanie nie jest normalne.Radzę szybko sie skontaktować aby nie było za póżno.Nie podoba się mi to że nie wychodzi z pokoju, nie ma zainteresowan ani chęci do pracy.To może być depresja.Tacy ludzie sprawiają wrażenie że wszystko jest w porządku a potem bęc.Jak siedzi w pokoju to zajrzyj do niego co robi pod byle jakim pretekstem.
Dziękuję wszystkim za wyrażone opinie.
Agnessa - "wymarzony sprzęt muzyczny" stoi i porasta mchem.
Rzadko jest w użyciu. Coraz mniej. Czasami kolega wpadnie na muzykowanie. Czasami wyjdzie w plener. Sprzedać nie sprzeda, bo wymarzony. Lekcje muzyki też proponowałam, podobnie jak naukę komputera, serwisowanie sprzętu etc - milczenie, zero reakcji.
motylek79 - wiem, powinnam być konsekwentna i twarda - a kłóci się to z moja naturą. Jestem po prostu umiejętnie manipulowana.
damakier - sytuacja jest bardzo nieznośna! Wiem, muszę podjąć radykalne kroki. Siły i optymizmu najbardziej mi potrzeba, dziękuję za życzenia ![]()
etniczna - na rozmowy nie chodzi. Nikt nie zapraszaj, a on sam nigdzie poza i klikanie w internecie nie szuka. Nie zawsze pracodawca zamieszcza ogłoszenia. Myślę, że gdy praca jest np. na krótko, dorywcza warto się pokazywać, pytać, zostawiać swoje namiary, pokazać jak bardzo zależy itd.
Nie dokłada się do niczego i co mnie szczególnie wkurza - nie oszczędza. Piszesz nie pozwalaj - jak? Zakłada mi ignora!
Planuję zawiesić internet od maja. (To jest też kara dla mnie). Ale czy to zmniejszy rachunki, np prądu? Nie internet to komputer bez internetu będzie chodził! O myciu okien za chwilę.
kocia - wątpię czy to jest depresja. Raczej zniechęcenie, marazm i...lenistwo?
Z pokoju wychodzi...do lodówki, rzadko do kolegi, wnieść zakupy do góry kiedy dzwonię domofonem - ot cała aktywność. I zaraz do komputera!
......................................................................................................
Zabrałam się dziś za medytacyjne umycie okien
.
Właśnie, aby przemyśleć co mogę zrobić...
A cokolwiek zrobię nie będzie mi lekko.
Myślałam o wyjeździe.
Przeglądam miejsca, myślę o znajomych i rodzinie, czyli gdzie mogłabym pojechać, na jaki czas?
I biję się z myślami.
Z jednej strony mi go po prostu żal.
Raz wkurzam się myśląc, że leń, że mnie olewa, a jednocześnie użalam nad nim, że mu nie wychodzi i manna z nieba nie leci tylko kłody pod nogi.
Wyprałam firanki. Syn zdjął je na moją prośbę.
Potem odmówił umycia okna w swoim pokoju.
Gra cały dzień na komputerze. Obok stoi telewizor i Discovery...niemal całą dobę...heja!
Widać nie mam na niego wpływu, nie szanuje mnie, nie liczy się z moja opinią.
(Powiedz to sobie głośno: ma cię w nosie!)
Wszystko to prawda, że nie jest łatwo poszukać pracy. Dobrej pracy. Że to jest sytuacja trudna i dołująca. Ale żeby żadnej? Przez tyle miesięcy?
No w to, to nawet ja, naiwna matka nie wierzę
Myślę tak:
to co się zdarzyło czy to dobre czy złe, to już przeszłość.
Czasu nie cofnę, ani jego ani mojego, nic nie zmienimy.
Mamy jedno życie, czas biegnie.
Dla mnie coraz szybciej. A ten co mi pozostał chciałabym przeżyć szczęśliwie i tak jak chcę.
Czy to dużo? Czy kolejne lata mam martwić się o dorosłego człowieka?
Jest młody, zdrowy, ma wiele umiejętności i talentów.
Los nie dał mu mało...Akurat to czego się nie kupi za żadne pieniądze.
A pieniądze? Te może sam zarobić i mądrze wydawać.
PS.
Chciałabym wstać rano i nie martwić się.
Ja uważam że pomoc jest mu potrzebna,To tak wygląda.Jeżeli nawet nie jest to depresja to i tak rozmowa z psychologiem mu pomoże.Nie bój sie, taka wizyta nie jest straszna.Można umówić sie prywatnie w zaciszu jakiegoś gabinetu.Zobaczysz że to i Tobie i jemu pomoże.Nie od razu , bo to nie działa jak tabletka na grype, ale po 2, 3 miesiącach przynosi efekty.Jeżeli jest to np.uzależnienie od komputera to to też jest problem.A to że gdzieś czasemwyjdzie ije i na Twoja komende coś zrobi to wcale nie świadczy że jest dobrze.Wiem co mówie bo przechodziłam przez coś podobnego w rodzinie.To nie są żarty.
Ja uważam że pomoc jest mu potrzebna,To tak wygląda.Jeżeli nawet nie jest to depresja to i tak rozmowa z psychologiem mu pomoże.Nie bój sie, taka wizyta nie jest straszna.Można umówić sie prywatnie w zaciszu jakiegoś gabinetu.Zobaczysz że to i Tobie i jemu pomoże.Nie od razu , bo to nie działa jak tabletka na grype, ale po 2, 3 miesiącach przynosi efekty.Jeżeli jest to np.uzależnienie od komputera to to też jest problem.A to że gdzieś czasemwyjdzie ije i na Twoja komende coś zrobi to wcale nie świadczy że jest dobrze.Wiem co mówie bo przechodziłam przez coś podobnego w rodzinie.To nie są żarty.
Kocia - ten młody człowiek nie raczy ruszyć się sprzed komputera, żeby umyć okna - ile czasu zajmuje jego umycie? Pół godziny?
Jeżeli to dla niego jest problem, to już wyobrażam sobie reakcję na propozycję wizyty u psychologa.
Jasne, można spróbować, ale obawiam się że może tę propozycję odrzucić.
I jeszcze jedno, tak ogólnie - nie rozumiem obecnej tendencji do tłumaczenia wszystkiego depresją. Depresja to choroba, bardzo ciężka - a coraz częściej widzę nazywanie "depresją" każdego przejawu lenistwa, niechęci do zmiany sytuacji, wygodnictwa i Bóg jeszcze wie czego.
Jak dla mnie ten konkretny facet jest leniem patentowanym, który na swoje nieszczęście ma za dobrą mamę, którą bezczelnie wykorzystuje i okłamuje.
Ja uważam że pomoc jest mu potrzebna,To tak wygląda.Jeżeli nawet nie jest to depresja to i tak rozmowa z psychologiem mu pomoże.Nie bój sie, taka wizyta nie jest straszna.Można umówić sie prywatnie w zaciszu jakiegoś gabinetu.Zobaczysz że to i Tobie i jemu pomoże.Nie od razu , bo to nie działa jak tabletka na grype, ale po 2, 3 miesiącach przynosi efekty.Jeżeli jest to np.uzależnienie od komputera to to też jest problem.A to że gdzieś czasemwyjdzie ije i na Twoja komende coś zrobi to wcale nie świadczy że jest dobrze.Wiem co mówie bo przechodziłam przez coś podobnego w rodzinie.To nie są żarty.
Rozmowa z psychologiem? To jest absolutnie wykluczone!
Nigdy go do takiego kroku nie skłonię.
Choć nie przeczę, że by pomogło...
Wczoraj zażądałam aby wyłączał wszystkie urządzenia o godz.1-szej w nocy.
Bo dwa monitory, telewizor, komputer i jakieś drobne ustrojstwa chodzą z niewielkimi przerwami po 12 - 16 godzin na dobę!
Czekałam do 1-szej. Najpierw mnie zignorował, potem wyśmiał, bo nie jest dzieckiem.
Nie jesteś dzieckiem? - pytałam. Dorośli ludzie chodzą codziennie do pracy, nie maja czasu grać dnie i noce na komputerze.
Na koniec skończyło się awanturą i "zabawą" z wyłączanie-włączaniem bezpieczników.
Był napastliwy, wściekły i popychał mnie.
Oczywiście nie posłuchał. A telewizor grał do rana!
Tak to wygląda i jest coraz gorzej.
kolezanko twój syn jest uzależniony. kazdy facet ma w sobie lenia ale nawet len widzi granice po między tym co można a tym co trzeba. twój syn zatracil sie w internecie. na twoim miejscu odłączyłbym internet i zamontował kłódkę na lodówce. tutaj tylko drastyczne srodki mogą odnieść skutek.
Wiesz co, ja tobie powiem tak - Moj ex rowniez gral w gry komputerowe, siedzial w necie godzinami, puszczal glosna muzyke. Wiesz, to jest tak, że jak sie nie ma pracy to trzeba się czyms zajac, zeby nie zwariowac - on ma taka metode - siedzi w necie, puszcza glośno tv. Wyobraz sobie jakby siedzial w ciszy i sie zamartwial - to by zwariowal totalnie. Na pewno on sie denerwuje ze nie ma pracy, tylko Tobie o tym nie mowi, bo faceci po prostu o swoich zmartwieniach nie mowia. On mysli, ze zostal sam ze swoim problemem, bo Ty przeciez mu pracy nie zalatwisz, a jeszcze marudzisz, odcinasz mu prad (w jego rozumieniu- podkladasz mu klody pod nogi). Po przemysleniu - mysle ze chyba nie tedy droga zeby go zmobilizowac.
Ja bym zrobila inaczej - nie wyzywaj, nie odlaczaj pradu, nie rob awantur - porozmawiaj z nim konkretnie i krotko (faceci nie lubia zbednych lamentow), po mesku, zyczliwie, zapytaj - czy robi wszytsko by znalezc prace, jesli nie da sie znalezc dobrej stalej to chocby dodatkowa, dorywcza. Zaznacz ze rynek pracy jest ciezki i ze Ty bedziesz go wspierac i pomagac na miare swoich sil, ale wazne jest to zeby sie usamodzielnil, bo Ciebie kiedys zabraknie. Tyle - krotko i konkretnie. Zyczliwie i konkretnie bez awantur. Moze tedy droga?
Oj, obawiam się, że tu rozmowa nie pomoże, skoro syn posuwa się do zachowań przemocowych ("był napastliwy, wściekły i popychał mnie"). Raczej przychylam sie do rady dr.Menel - likwidacja internetu i przyslowiowa kłodka na lodówkę. Syn musi zacząć ponosić konsekwencje swojego nieróbstwa. Nie ma pracy, nie ma chleba! Rozumiem, że to bardzo bolesne dla matki (sama mam dorosłe dzieci), ale dla jego dobra trzeba mu zamknąć dostęp do róznych dóbr. Bez awantur i słownych przepychanek ograniczyć zawartość lodówki do kromki czerstwego chleba z margaryną i wody z kranu i pozwolić, zeby chodził w podartych spodniach i dziurawych butach. Na razie jest mu za wygodnie. Wiem co mówię, bo pare lat temu miałam to samo ze swoim synem, który przez rok siedział na bezrobociu i przeżywał, że pracy dla leśników nie ma. Nie zabijał czasu internetem, za to całymi dniami moczył w rzece wędkę. Strasznie się w koncu wściekłam, bo nie pomagały żadne perswazje i poważne romowy. Nawet psycholog nie pomógł, bo jak mógł pomóc komuś kto nie chciał pomocy? Zrobilismy z mężem szlaban na wszystko co nie było minimum socjalnym, zlikwidowaliśmy wędki, zamknęliśmy rower w piwnicy, nie dostawał ani grosza do ręki, nie uzupełnialiśmy garderoby, nie miał dostępu do komputera ani telewizora, lodówke przeniesliśmy do zamykanego na klucz pokoju, do jedzenia chleb ze smalcem.... i w końcu się ruszył. Zrobił parę kursów zawodowych z UP (wozki akumulatorowe, koparko-ładowarka) i znalazł pracę. Nie taką z marzeń, bo marzeniem jest praca w lesie, ale pracuje i zarabia. Od tamtej pory jest coraz lepiej, własnie robi zaocznie magisterium, zalożył rodzinę, ma motywację i wyszedł na prostą. Nie raz rozmawialiśmy o tym co się z nim działo i syn mowi, że gdyby nie te konsekwencje to mógłby trwać w maraźmie jeszcze bardzo długo, takie zobojętnienie go dopadło.Bezrobocie demoluje człowiekowi, a szczególnie mężczyźnie psychikę i im dłużej trwa, tym trudniej mu wydobyc się z czarnej dziury.
Tobie Natala współczuję, wiem co przezywasz i wiem jak Cię to męczy i przygnębia. Wydawało się, że teraz jest Twój czas na odpoczynek i skupienie na sobie, a tu takie wyzwanie. Trzeba sie borykać z dorosłym synem, który zamiast byc wsparciem, jest ciężarem. To przykre, ale chyba musisz stanąć do mądrej walki o niego i o swoje spokojne życie.
Życzę Ci powodzenia!
29 2011-04-21 15:20:16 Ostatnio edytowany przez etniczna (2011-04-21 16:06:20)
Natala59 faktycznie nie jest dobrze. Zgadzam się z wysłaniem go do psychologa. Długotrwałe bezrobocie często powoduje depresje, zaś takie siedzenie w domu powoduje, że człowiek taki coraz bardziej boi się wychodzenia z domu, kontaktu z ludźmi. Wszystko przestaje być ważne i traci znaczenie. Możliwe, że on jest w takim stanie, że jedynie czego chce to aby "wszyscy dali mu święty spokój", chce nie myśleć, nie zastanawiać się, nie musieć z tą sytuacją walczyć. Czyli innymi słowy depresja!!! Poddał się!
Wcześniej z pracą tak sobie mu wychodziło, może on ma głębokie poczucie porażki i się w sobie poddał. Takie myslenie: "nic mi nie wychodzi, jestem nieudacznikiem, nic mi się nie udaje to trudno w takim razie taki jestem i będę. Mam dość, nie obchodzi mnie to wszytsko". Czyli taki bunt przeciwko samemu sobie!
W każdym razie takie myślenie z pewnością pogłębia lęk przed przyszłością i lęk przed szukaniem pracy! Zwyczajnie mógł stracić całą pewność siebie i pewnie obecnie odczuwa dyskomfort w sytuacjach społecznych i jak wspomniałam paraliżujący go przed działaniem lęk.
Krótkoterminowa terapia mogłaby mu bardzo pomóc. Mógłby odnaleźć na nowo swój potencjał, odnaleźć siebie. Terapia zmotywowała by go do działania, zobaczyłby nowe mozliwości. Możesz mu tą terapię zaproponować jako inwestycję w siebie, jako sposób na samorozwój, w dodatku gdzie tak naprawdę nie musi się przy tym jakoś szczególnie natrudzić. Jedyne co ma zrobić to pójść do psychologa i być szczerym. Wygadać się! Ważne aby zrobił cokolwiek.
Z pewnością ma depresje skoro nawet nie odczuwa potrzeby przebywać ze znajomymi. Skoro porzucił pasje. Nic go nie interesuje, nawet jego sprzęt wymarzony nie daje mu już przyjemności. Kiedy nawet nie chce podjąć nauki, do której go zachęcasz. Zaszył się w pokoju gdzie zamula swój mózg chcąc zapomnieć o otaczającej go rzeczywistości, ucieczka w gry, telewizor. I jednocześnie wpędza się w uzależnienie. Tylko w grach coś mu siię udaje, zatem według niego lepiej pozostać w fikcji niż skomfrontować się z tym co jest naprawdę tu i teraz.
Kiedyś mężczyźni w takich sytuacjach często popadali w alkoholizm, a dzisiaj są już bardziej wyrafinowane formy uzależnienia i tym samym ucieczki od rzeczywistości. Komputer, internet, gry!
Myślę, że odcięcie tymczasowo internetu przynajmniej może wypłoszy go z pokoju. Zaangażuj go w drobne czynności jakie ma zrobić dla Ciebie (nie dla samego siebie, bo pewnie wtedy tego nie zrobi), gdzieś pojechać, coś przywieźć itp. Aby musiał wychodzić z domu. Jeśłi sama dowiesz się o jakiejś pracy, daj mu adres, każ mu tam pójść! On musi poczuć, że coś mu jednak wychodzi. Nawet jakby podjął jakomś dorywczą pracę to jego myślenie pewnie by się zmieniło.
Musi wychodzić do ludzi! Może powinien pojechać jednak na swięta z Tobą do rodziny! Niech poczuje, że rodzina jest po jego stronie, ale ważne aby zaczął coś robić. Niech pomoże w przygotowaniach, jako ten który teraz ma dużo wolnego niech pomaga. Pojedzie z wami na zakupy aby nosił torby. Podwiózł gdzieś kogoś! Niech poczucje się użyteczny i ruszy się, aby coś robił, cokolwiek i przebywał z ludźmi.
Dodam jeszcze, że to żaden wstyd udać siię do psychologa! Dzisiaj terapia coraz częściej jest traktowana jako sposób aby lepiej poznać siebie, inwestycja w samorozwój. Mam wrażenie, że to Tobie trudno zaakceptować takie rozwiazanie, ale naprawdę nie ma w tym nic złego, ani gorszącego. Ludzie bardzo inteligentni, często zawodowo spełnieni też korzystają z porad psychologicznych - nie ma wstydu!!!
Po drugie agresywnośc syna coraz bardziej pokazuje, że on wpada w uzależnienie, gdzie zaczyna tracić granice. Swoją drogą to aż dziwne, że on nie respektuje Ciebie! Możliwe, że to wynika z uzależnienia i tego, że coraz bardziej zaczyna się on w tym gubić.
Skoro uważa, że jest dorosły to przypomnij mu o odpowiedzialności i byciu konsekwentnym co jest miarą dojrzałości. Skoro nie pracuje, to przynajmniej powinien pomagać oraz nie szkodzić. Póki co to Twój dom, Ty jesteś gospodynią i głową tego domu. Jeżeli chce z Tobą mieszkać powinien respektować zasady panujące w domu. A Ty masz prawo wyznaczać te zasady. Jako ktoś dorosły, odpowiedzialny powinien mieć świadomość, że powinien oszczędzać, nie może być mowy aby sprzęty grały całą dobę. Chyba, że jest dzieciakiem i myśli, że pieniądze rosną na drzewie, a skoro tak myśli to niech je pozbiera i przyniesie Tobie - ciekawe czy mu się uda
Czy on chce abyście razem popadli w długi. Nie dosyć, że on nie ma pieniędzy, czy on chce abyś i Ty pozostała bez grosza? Pogadaj z nim za dnia. Krótko i konkretnie, z autorytetem. Wejdź mu (subtelnie) na ambicje! Przypomnij jakie panują zasady w tym domu, o ile chce tu z Tobą mieszkać normalnie, w zgodzie, dobrych stosunkach. Powiedź, że jest dorosły i nie ma żadnego on obowiązku tu z Tobą mieszkać, zatem jeśłi mu się nie podoba to może się wyprowadzić. Natomaist jeśłi chce tu mieszkać to musi przestrzegać danych regół. Powiedź mu, że Ty nie chcesz się wiecznie z nim ścierać, powiedź, że Tobie zależy na nim i na dobrych stosunkach między Wami.
Druga kwestia jest taka, że według mnie różnego rodzaju "przepychanki" jakie stosujesz nie mają sensu. Czyli zamykanie lodówki, wykręcanie korków...itp. To tylko powoduje, że zaczynacie ze sobą walczyć. Zaczynacie się szarpać, traktujecie jak wrogów. Nie przynosi to żadnego porozumienia, zrozumienia sytuacji. To powoduje, że Twój syn tylko coraz bardziej zaczyna się czuć przez Ciebie atakowany, a co za tym idzie może czuć, że chcesz go pokonać, zniszczyć, zmusić. I sam staje się agresywny i też zaczyna atakować. Zamiast być rodziną stajesz się w jego rozumieniu dla niego wrogiem, z którym on musi walczyć. Zaczynacie żyć jak pies z kotem. Ty nie dajesz mu poczucia wsparcia, on pewnie myśli, że nie musi okazywać zrozumienia Tobie. Walcząc tylko zaczniecie się nienawidzić, stracicie nerwy i nic nie osiągniecie. Zachowując się w ten sposób doprowadzisz do tego, że jedyne rozwiązanie jakie Ci pozostanie to wyrzucić go z domu. Czy jesteś na to gotowa? Czy potrafisz to zrobić?
Myślę, że tu trzeba się dogadać, osiągnąć porozumienie, współpracować.
Powinnaś według mnie dać mu zrozumienie, wsparcie ale też być konsekwentna w respektowaniu od niego jego obowiązków.
Etniczna ma dużo racji.A z tego co piszesz że dochodzi do przemocy to już bije na alarm.Natychmiast należy sie porozumieć z lekarzem.To nie są zdrowe objawy.Jeżeli on kiedyś był inny to to znaczy że jest to choroba.A Ty jako matka masz go wspierać.Wsparciem jest też wizyta u lekarza który pomoże.twoją rolą i rodziny i kolegów Jego jest przekonanie że to pomoże i wszystko wroci do normy.Uzależnienie od komputera czy gier jest również chorobą.
A jak wygladalo to przed wyjazdem do Anglii?
Bo czasami jest to tendencja danej osoby a czasami naprawde gleboka depresja, ktora i tak moze nie pozwolic na wypelnianie obwiazkow w nowo znalezionej pracy i straci sie ja bardzo szybko...
Jesli chodz o prace przy komputerach...to sadze ze bez wyzszego i bardzo wyspecjalizowanego wyksztalcenia nie bardzo sa szanse na aktualnym rynku....ale jesli jest dobry w drobnych naprawach...niech zglosi sie na jakims spolecznym portalu(npp gumtree)jako zlota raczka od takich problemow zoorientuje w cenach na rynku i zejdzie troche ponizej z cena za swoje uslugii...
powodzenia
Miałam do wyboru rozsądek lub chorobę. Wybrałam rozsądek.
Podjęłam decyzje i kroki, które nie były dla mnie łatwe:
Po pierwsze wyjechałam do córki.
Po świętach, też nie wrócę do domu. Może przez kilkanaście dni, a może dłużej. Prace dorywcze zabrałam ze sobą. Skorzystam z niekrępującej gościnności dalszej rodziny.
Zakupiłam i zostawiłam w lodówce kilka bardzo podstawowych produktów spożywczych - wystarczą na parę dni.
Zostawiłam list w którym wyjaśniłam dlaczego tak postanowiłam, jak widzę ewentualne dalsze wspólne zamieszkiwanie, uświadomiłam sytuację w jakiej się znalazł i możliwości wyjścia z niej. Zapewniłam, że zawsze będę go kochać i wspierać, ale obecnej sytuacji nie zaakceptuję.
Bo to byłoby jak przyzwolenie na to, że będzie kiedyś w życiu nieszczęśliwy, biedny i samotny.
Złożyłam wniosek i od pierwszego maja zostanie odłączony internet i tv.
PS.
Wszystkim bardzo dziękuję za życzenia i odpowiedzi.
Czy mądrze i słusznie postąpiłam - czas pokaże.
A Wy jak myślicie?
PS.
Wszystkim bardzo dziękuję za życzenia i odpowiedzi.
Czy mądrze i słusznie postąpiłam - czas pokaże.
A Wy jak myślicie?
Natala - my też tego nie wiemy. Cała sytuacja zatrzymałą się w momencie zwrotnym, po którym może być lepeij lub gorzej. Z całego serca życzę Tobie i Twojemu synowi, by było lepiej.
A co do moich osobistych odczuć - postąpiłaś słusznie. Działanie zawsze jest korzystniejsze od tkwienia w niszczących warunkach.
Trzymam kciuki! ![]()
Miałam do wyboru rozsądek lub chorobę. Wybrałam rozsądek.
Podjęłam decyzje i kroki, które nie były dla mnie łatwe:
Po pierwsze wyjechałam do córki.
Po świętach, też nie wrócę do domu. Może przez kilkanaście dni, a może dłużej. Prace dorywcze zabrałam ze sobą. Skorzystam z niekrępującej gościnności dalszej rodziny.
Zakupiłam i zostawiłam w lodówce kilka bardzo podstawowych produktów spożywczych - wystarczą na parę dni.
Zostawiłam list w którym wyjaśniłam dlaczego tak postanowiłam, jak widzę ewentualne dalsze wspólne zamieszkiwanie, uświadomiłam sytuację w jakiej się znalazł i możliwości wyjścia z niej. Zapewniłam, że zawsze będę go kochać i wspierać, ale obecnej sytuacji nie zaakceptuję.
Bo to byłoby jak przyzwolenie na to, że będzie kiedyś w życiu nieszczęśliwy, biedny i samotny.
Złożyłam wniosek i od pierwszego maja zostanie odłączony internet i tv.PS.
Wszystkim bardzo dziękuję za życzenia i odpowiedzi.
Czy mądrze i słusznie postąpiłam - czas pokaże.
A Wy jak myślicie?
Dzielna i mądra kobieta!
Czas .Tak . To co z tego wyniknie zobaczymy.Gorące pozdrowienia.