Schizofrenia jest jedną z najpowszechniejszych chorób psychicznych w dzisiejszych czasach. W szpitalach u większości pacjentów, stwierdza się schizofrenię, w różnych jej odmianach. Najgorsze jest to, że nigdy nie wiadomo, kiedy może nas zaskoczyć, ponieważ zapadają na nią zarówno osoby młode jak i starsze. Dlatego też, tak wielu ludzi się jej obawia.
Strach budzi, także sam kontakt z osobami chorymi. Chociaż może nie zawsze jest on uzasadniony.
Jak sądzicie, czy należy bać się takich osób? A może miałyście jakiś kontakt z ludźmi chorymi na schizofrenię? I skąd się wogóle bierze się ta choroba, kto z nas może być pewny, że go nie spotka?
Podobne tematy
Oczywiście, że nikt nie może być pewnym i jednoznacznie stwierdzić, że ta choroba na pewno go nie dotknie, tym bardziej, że, jak sama piszesz, naprawdę ciężko jest to przewidzieć.
Miałam koleżankę, u której po kilku życiowych zawirowaniach zdiagnozowano schizofrenię. Dziewczyna miała wtedy niecałe dwadzieścia lat, przeżyła ogromny zawód miłosny, zawaliła szkołę, nie umiała się odnaleźć w swoim środowisku, miała też trochę zatargów z rodzicami i... niestety stało się. Kiedy przychodził atak zabierano ją do szpitala psychiatrycznego, nie wiem co się z nią wówczas działo, ale kiedy wracała i pamiętała o lekach funkcjonowała zupełnie poprawnie, nie widać było w jej zachowaniu żadnych zmian. Z postępem czasu jednak zachowywała się coraz dziwniej, była jakby nieobecna, nie poznawała ludzi na ulicy, nie odzywała do nikogo, nawet z domu nie mogła sama wychodzić, bo zwyczajnie się gubiła. Niestety rozwój choroby postępował na tyle, że ostatnio już stale przebywa w zamkniętym ośrodku leczniczym. Gosia nigdy nie bywała agresywna, ale niestety żyła (i żyje do dzisiaj) w swoim własnym świecie, do którego nikogo nie chciała i wciąż nie chce wpuszczać.
Czy osób cierpiących na schizofrenię należy się obawiać? Myślę, że jeśli powstają jakieś obawy to wynikają one głównie z powodu niezrozumienia istoty problemu, nieznajomości i obycia się z pewnymi charakterystycznymi zachowaniami schizofreników, a to co jest niezrozumiałe zwykle rodzi lęk.
3 2011-04-07 22:46:58 Ostatnio edytowany przez Wojciech Imielski (2011-04-07 22:50:11)
Schizofrenia jest poważnym problemem społecznym, jednak z całą pewnością nie stwierdza się jej "u większości pacjentów". Pacjenci szpitali i oddziałów psychiatrycznych cierpią na najrozmaitsze zaburzenia psychiczne i emocjonalne, zaś schizofrenia i zespoły psychopatologiczne z kręgu schizofrenii to tylko pewien odsetek chorych. Zwyczajowo największy procent pacjentów psychiatrycznych to alkoholicy na odtruciu - stwierdza się u nich Alkoholowy Zespół Abstynencyjny (i ewentualnie Zespół Uzależnienia Alkoholowego), a nie schizofrenię
Zapadalność na zespoły schizofreniczne utrzymuje się na względnie stałym poziomie ok. 1%, obserwując kierunek i charakter zmian cywilizacyjnych można się jednak spodziewać, że zachorowalność na choroby psychiczne wzrośnie.
Z całą pewnością osób chorych na schizofrenię nie należy bać się bardziej, niż osób "zdrowych" psychicznie. Z samego faktu choroby nie wynikają tendencje agresywne ani ich brak - po prostu ludzie bywają bardziej lub mniej agresywni, w zależności od bardzo wielu najrozmaitszych czynników. Miałem do czynienia z dziesiątkami (może setkami) osób z diagnozą schizofrenii, zapewniam, że nie są one z zasady ani mniej, ani bardziej agresywne od osób "zdrowych". Strach przed osobami chorymi wynika przede wszystkim z pokutujących w społeczeństwie przesądów i stereotypów.
Ryzyko zachorowania w przypadku konkretnej osoby jest trudne do jednoznacznego ustalenia. Rolę odgrywają zarówno czynniki genetyczne (schizofrenia jest w części dziedziczna) jak i sytuacyjne.
Z całą pewnością u osób genetycznie predestynowanych, zwłaszcza w trudnej sytuacji życiowej, ryzyko zachorowania wzrasta. Jednak zachorowania na schizofrenię nie należy obawiać się bardziej, niż zachorowania na rwę kulszową - jeśli nie ma podstaw, nie szukajmy dziury w całym.
Skąd bierze się ta choroba? Hipotez jest przynajmniej kilka, każda ma swoje uzasadnienie i fakty przemawiające na jej korzyść, żadna nie została stuprocentowo udowodniona.
Schizofrenia jest jedną z najpowszechniejszych chorób psychicznych w dzisiejszych czasach. W szpitalach u większości pacjentów, stwierdza się schizofrenię, w różnych jej odmianach. Najgorsze jest to, że nigdy nie wiadomo, kiedy może nas zaskoczyć, ponieważ zapadają na nią zarówno osoby młode jak i starsze. Dlatego też, tak wielu ludzi się jej obawia.
Strach budzi, także sam kontakt z osobami chorymi. Chociaż może nie zawsze jest on uzasadniony.
Jak sądzicie, czy należy bać się takich osób? A może miałyście jakiś kontakt z ludźmi chorymi na schizofrenię? I skąd się wogóle bierze się ta choroba, kto z nas może być pewny, że go nie spotka?
Nie miałam kontaktu z osobą chorą na schizofrenię, lecz jestem tolerancyjna i uważam, że nie powinno się takich osób odtrącać. Chora naprawde może spotkać każdego, warto mieć w sobie ematpie, nie każdy chory może nam zagrozić. Oni potrzebują przede wszystkim zrozumienia i wsparcia, najgorzej jak nie mają go w rodzinie.
Witam
Ostatnio zaczęłam się martwić o moją koleżankę, ponieważ zauważyłam u niej zachowania które wręcz mnie przeraziły. Ostatnio jest na etapie wymyślania sobie różnych zdarzeń które wcale się nie wydarzyły, mówi że jest ona podsłuchiwana lub też obserwowana, że jej przeszłość ją dopadła i teraz się mści. Próbowałam się dopytać jaka to przeszłość była no i się dowiedziałam że kiedyś ktoś sobie ją upatrzył, zatruł,zgwałcił no i przetrzymywał. Z relacji koleżanki która była za granica razem z nią , gdzie razem pracowały i mieszkały , wynikło że żadnej takiej sytuacji nie było, zjeżdżały one co tydzień lub dwa do Polski i nikt nie słyszał nawet o takiej sytuacji, oraz wszyscy ją widzieli tamtego dnia w mieszkaniu gdzie mieszkała z tą koleżanką. Nawet mnie próbowała wciągnąć w swoją historyjkę mówiąc że moja druga koleżanka była przy tym wszystkim oraz śmiała się z całej sytuacji. Wiem że to wszystko jest nieprawdą, ale boję się że to co ona robi jest związane z jakąś chorobą, lub też próbuje zwrócić na siebie uwagę. Wiem że w życiu przeżyła wiele , od mieszkania przez 2 lata w domu dziecka , rodziców alkoholików, śmierć znienawidzonej mamy w 1998r, aż do pobicia przez swojego byłego chłopaka. Proszę o jakąś radę...
Ewelka555777,
rozumiem, że rzeczywiście możesz z dużą pewnością powiedzieć, że opowieści koleżanki nie są prawdziwe, masz na to świadków. Warto pamiętać, że podobnie traumatyczne zdarzenia (porwanie, gwałt) mogą przebiec niezauważone przez otoczenie, a ofiara przez długi czas nikomu nic o tym nie mówi. Dopiero po jakimś czasie wyznaje swoją opowieść, która często może być zniekształcona, a nawet sprawiająca wrażenie nieprawdziwej, np. przez pamiętanie świadków, których w rzeczywistości nie było. Nie należy jednak całkowicie jej odrzucać. Być może opowieść dotyczy zdarzeń, które wydarzyły się, ale w innym miejscu, w innym czasie, w innych okolicznościach. Zakłamania mogą być skutkiem traumy.
Istnieje również możliwość, że opowieść koleżanki nie ma nic wspólnego z prawdą. Może być świadomym kłamstwem - zaproponowałaś przyczynę potrzeby zwrócenia na siebie uwagi - lub urojeniem związanym z zaburzeniami psychicznymi. To ostatnie wytłumaczenie jest rzadkie, jednak możliwe. Można również rozważyć kwestię używania alkoholu, narkotyków i innych tego typu środków w przeszłości lub obecnie. Są one silnie związane z ryzykiem znalezienia się w niebezpiecznych sytuacjach oraz znieksztłcają percepcję i wspomnienia. Hipoteza schizofrenii nie wydaje mi się na razie silnie uzasadniona, ale na pewno warto - niezależnie od rzeczywistych przyczyn sytuacji, o której piszesz - skonsultować się z lekarzem pierwszego kontaktu, które być może skieruje koleżankę do psychiatry, lub z psychologiem.
Bardzo dziękuję za szybką odpowiedź. Dziś znów się dowiedziałam że niby ja robiłam mojej koleżance krzywdę. Martwię się że ona może mieć zaburzenia świadomości związane z narkotykami , ale wątpię by brała twarde, najwyżej marihuanę, bynajmniej tylko to kiedyś widziałam że zażywa, ale wątpię by to coś mogło jej zaszkodzić. Zauważyłam też że im rzadziej się spotykamy tym gorzej z nią się dzieje. Mam nadzieję że chce ona zwrócić tylko na siebie uwagę, chociaż nie do końca rozumiem po co skoro bez żadnego jej wysiłku potrafi zwrócić na siebie uwagę każdego.
8 2011-09-15 20:25:43 Ostatnio edytowany przez JustynaPiatkowska (2011-09-15 20:26:01)
Ewelka555777,
każda ilość narkotyków (i "twardych" i "lekkich", jak również alkoholu, leków, "dopalaczy" itp.) może mieć znaczący wpływ na percepcję, świadomość, stan zdrowia. Wciąż jest to jedynie hipoteza, ale na pewno jeden z czynników, który wpływa na coraz gorszą jakość życia, kontaktów z ludźmi, konflikty i trudności koleżanki.
Mam pytanie i proszę o odpowiedz eksperta, bardzo Proszę.
Jestem po przejściach , nieudane małżeństwo dzieciństwo i wiele różnych sytuacji nie przyjemnych i traumatycznych . A w tle odkąd pamiętam mama i jej schizofrenia 3 próby samobójcze!!!
Ja jestem chora neurologicznie i zastanawiam się jakie mam szanse na zachorowanie na schizofrenie jak moja mama.
Co prawda moja neurolog mówi że jestem mądrą i trzeżwo myślącą osobą ale moje obawy są zasadne gdyż ta choroba jest dziedziczna .
Co zrobić żeby nie zachorować?? Może dla pewności brać jakieś leki?
Podkreślam że miałam w swoim życiu również myśli samobójcze ale tylko myśli, czasem łapie doła, ale jak sobie popłacze to za kilka dni mi przechodzi i jestem jestem silniejsza, mam plany i wiem co mam robić żeby rozwiązać swoje problemy.
Boje się że jeśli jeszcze kiedyś coś mi w życiu nie wyjdzie to może moja psychika się załamie i zachoruje jak moja mama.
Dziękuje;-)
witajcie ... ja mam okropnie ...choruje nie wiem albo na psychoze albo an schizofrenie mam urojenia leki mi narazie nie pomagaja mam mysli samobujcze zebys ie zabic
ponadto zanikly mi uczica nic nie czuje i mam tak jakby ktos streerowal moimi myslami nie wiem co robic jutro ide do lekarza nowego jakiegos innego psychiatry ale prywatnego mam nadzieje ze to pomoze zyczcie mi powodzenia bo sie okropnie mecze w moim zyciy dodam ze choroba rozwinela sie po narkotykach
nie daje juz rady chciala bbym sie zabic ale sie boje nie wiem .... boje sie ze bede sie gorzej meczyla w piekle dlatego chce tu wyzdrowiec i tu cieszyc sie zyciem i teraz sie nawracac do boga zebym juz nigdy nie cierpiala ale mam motto i mam sile do zycia ze bog jst ze mna i ze dal mi krzyz zeby go dzwiogac tak jak on go dzwigal i etraz jest w niebie tez tak chve bardzo tesknie do jezusa chciala bym zeby mi pomogl