Co myślicie o mężczyźnie,który w obecności kobiety/kobiet mówi o sobie mniej więcej tak:
-czy mój tyłek jest fajny?podoba wam/ci się mój tyłek?fajnie umięśniony?
-uważam,że jestem ładny,mam fajną sylwetkę,rozbudowane umięśnienie.
-powinienem być tu(w firmie)dyrektorem,nudzi mnie już dawno to,co teraz robię,jestem zbyt inteligentny,żeby tu z wami się marnować.
-jesteś ze wsi i niczego nie rozumiesz.
-już i tak za wiele tu robię,nic nikomu nie będę pomagał.
-stać mnie na wszystko,zawsze mam to czego chcę.
-nie wiem po co ludzie robią dzieci?szkoda pieniędzy.
-jesteś za stara,żeby...coś tam,coś tam...
-itp.
Pracuję z panem,który po względnie normalnej rozmowie stosuje takie oto "przerywniki",czy ze mną jest coś nie tak,kiedy potem unikam jego i rozmów?Bo jest mi strasznie przykro,przeżywam w sobie każde takie słowa,może jestem nadwrażliwa,nie wiem...Mówi,że trafił w końcu na inteligentną osobę,z którą dobrze mu się pracuje,rozmawia...Dziś rozpłakałam się jak dziewczynka,łzy same popłynęły mi po policzku,w pracy,przy ludziach,choć nikt nie słyszał co do mnie powiedział.Nakrzyczał jeszcze na mnie,że robię mu przy ludziach sceny,że jestem głupia,do niczego itd. i że to ja go sprowokowałam słowami,że jeśli ktoś stale opowiada ludziom, o sobie,jaki jest wspaniały,piękny,najmądrzejszy,to moim zdaniem jest egoistą i pustym człowiekiem.Tak,tak powiedziałam,bo tak jest moim zdaniem.Mamy oboje po 35 lat,dobrze płatną pracę z której nie chciałabym rezygnować,tylko trudno mi znosić kolejne dni...
Boję się jutro pójść do pracy,znowu się zobaczymy...