witajcie,
mam w szkole zajecia z panem praktykantem,niby jaki tam z niego pan,zaledwie kilka lat starszy ode mnie,student. jest bardzo fajny.lekcje z nim zachecily mnie nawet do czestych wypowiedzi,a ze rozmawiamy o filozofii wiec mozna blysnac swoimi pogladami itd:) ostatnio mielismy dialog na forum calej grupy,nie wiem czy mozna to okreslic flirtem ale zakonczyl sie jego stwierdzeniem ze mam ladna bluzke:P nasz wzrok bardzo czesto sie spotyka i mnie tym rozbraja, nie wiem jak ma na imie ale wiem skad pochodzi, tutaj rodzi sie moje pytanie czy mam jakies pole manewru w stisunku do niego? co moge zrobic zeby jakos nawiazac kontakt? moze on mnie tylko traktuje jak uczennice i dla kazdej jest taki mily? zostalo mi juz malo czasu bo zaledwie do wielkanocy i zajecia sie skoncza...
Podobne tematy
Praktykanci...widze ze nie jednej dziewczynie w glowie zawracaja..
U mnie w szkole byl podobny motyw...:) tylko ze on tak rob?l do wszsytk?ch z powodu tego ze m?al tak? sposob bycia..:)
O wszystkim zartowal..?tp...
Moze po prostu taki jest..albo chcialby czegos wiecej ale skoro jestes uczennica to nie wie czy powinien..
Moze go zaczep jakos na przerwie..:) i zagadaj o czyms.. zobaczysz jak zareaguje..:)
Praktykant ktory uczyl mnie w gimnazjum, mial kilka lekcji, dzisiaj jest moim mezem ![]()
Milo sie to zakonczylo..:))
Loczek,powiedz cos wiecej,widze ze dosyc ciekawa historia to musi byc:P
Ja też miałam w liceum fajnego praktykanta od historii... ehhh;) Fajna odskocznia od zajęć z nudnym nauczycielem, który czytał z książki bardzo często. Kochałam historie, a on mi ją obrzydził, a jak kiedyś stwierdziłam, że cała klasa potrafi czytać to na wywiadówce naskarżył mamie na moje zachowanie;) Pierwszy raz wtedy mama usłyszała negatywną opinie o mnie, bo zwykle słyszała same pozytywne, ale cóż... Było minęło;) Fajne wspomnienia.
A co do tematu jeszcze to mój kumpel (chemik;p) tak poznał swoją dziewczynę, a obecnie narzeczoną... właśnie, gdy był na praktykach w szkole jako nauczyciel chemii;)
Tak naprawde nie jest chyba zbyt ciekawa. W szkole raczej on nie byl zainteresowany uczennicami, zaczelismy sie pozniej spotykac przez kolezanke, w sumie juz byla kolezanke, ktora tez uczyl. Spotkala go gdzies na festynie potem utrzymywali kontakt ze soba i potem dala mi numer do niego zaczelismy pisac i tak sie zaczelo. Wiec nie bylo tak ze zakochalismy sie w sobie w szkole
to bylo gimnazjum wiec zdecydowanie za mloda bylam
zaczelismy sie spotykac jak zdawalam mature. A teraz mamy synka prawie 3 letniego i bobas kolejny w drodze. Pomijajac fakt, ze ostatnimi czasy nie uklada sie za dobrze, bo to nie temat w tym watku.