Witam Was moje kochane! Moim problemem (nie tylko z resztą moim) jest wielce rozkapryszona siostra mojego Mężczyzny. Sytuacja jest bardzo dla nas uciążliwa i w końcu zwracam się do Was z prośbą o pomoc. Sytuacja wygląda mniej więcej tak:
Dziewczyna ma 18 lat, należy do osób wiecznie grymaszących,wiecznie skwaszonych, wiecznie narzekających bez poważnego powodu. Ostatnio remontowaliśmy jej pokój (w szczególności mój Mężczyzna, ja tylko farba i panele). Jeździliśmy z nią po wszystkie materiały, sami wymierzaliśmy wszystko, szafę składał mój facet sam. Gdy zadeklarowała, ze pomaluje dwie ściany, nie protestowaliśmy. Pół ściany pomalowała, stwierdziła,ze jej się nie chce. Jej rola w remoncie ograniczała się do komend. Nie myła nawet podłogi i okien, o co ją prosiliśmy, żeby pyłu nie było. Panna zmęczona po szkole, mimo,ze zwolnienie pisaliśmy z ostatnich lekcji, żeby nam pomagała. W jej przeświadczeniu już to,ze ona płaci za swój pokój zwalniało ja ze wszystkiego. Gdy odpoczywaliśmy, szliśmy na spacer,lub na randkę, zaraz były telefony z wyzwiskami,że ona ma dość remontu, a my zajmujemy się byle g*wnem. W końcu nie wytrzymaliśmy, usiedliśmy i przeprowadziliśmy z nią poważna rozmowę. Tylko się obraziła. Zadzwoniła ze skargą do mamy, nagadała głupot z kosmosu i było nieprzyjemnie. Skarżyła się wszystkim, że mój facet zajmuje się tylko mną, a ją, kochana siostrę ma gdzieś. Remont się skończył. Wczoraj byliśmy u mojej przyszłej teściowej. Uszom własnym nie wierzyłam, gdy słyszałam,jak żaliła się mamie, ile pieniędzy jej zabraliśmy (!). Raz tylko dolała paliwa do auta, w końcu wiecznie jeździliśmy tylko do tej całej castoramy. Zaczęła narzekać również na prababcie, jak ją denerwuje, bo jej, biednej, kanał w TV przełącza na jakieś durne seriale (nawiasem, co innego może robić 90 -letnia staruszka w mieszkaniu? tańczyć hula?). Stale narzeka na swoją wagę, ale kiedy jej o tym przypominamy, ze nie powinna kupować kolejnych ciastek, czekolady i cocacoli, bo później będzie znowu nam płakać o wagę, skarży się,ze ją głodzimy.Do sklepu ma niedaleko, ale ma problem,żeby się przejść. Jeśli w danym momencie nie ma auta, lub nie pojedziemy z nią- wścieka się. Wiecznie ględzi i jęczy, jak nie o jedną rzecz, to o drugą. Oczywiście, mama już nie robi nam rewelacji,jest mądrą kobietą i ma pogląd na całą sytuację. Wsparła mnie nawet wczoraj, bo na głos i spokojnie wytłumaczyłam mamie przy siostrze, że ona po prostu kłamie. Nic nie żądaliśmy od niej podczas całego remontu, kiedy ja sprzątałam w mieszkaniu i proponowałam jej,żeby pomogła, twierdziła, że będzie sprzątać, kiedy mieszkanie będzie jej (bo teraz jest prababci), że zamiast narzekać na wszystko powinna wziąć się za siebie, bo jest niewdzięczna i nie potrafi docenić niczego, co posiada i że wstydziłaby się tak oczerniać brata, który sam zrobił jej pokój, mimo, ze miał też swoje własne sprawy na głowie, oraz babcię, której nawet na spacer nie weźmie. Jeśli na nas się nie złości, a na kogoś innego, przylatuje do nas i płacze,jaka jej się dzieje krzywda. Nigdy nie słyszałam dobrego słowa za jakąkolwiek przysługę, mam już dość jej roszczeniowej postawy do wszystkiego i wszystkich. Mam juz tego dość, bo to bardo męczące. Codziennie dzwoni z pretensjami, że nas nie ma,a musi jechać do sklepu, musimy załatwić jej wszystko, musimy być na każde jej życzenie,bo robi jazdy jakby miała 15 lat. Dziś mój facet powiedział jej,ze on jedyne,co musi, to przestać użerać się z księżniczką. Do te pory jakoś sobie radziłam z tą sytuacją, nawet próbowałam stawać w jej obronie, że okres, ze ciężko ma w szkole,ze ma problemy, czy coś...ale i my mamy swoje problemy, niemniej ważne od jej. Niestety, przyjacielska, kobieca rozmowa też do niej nie dociera,bo ona nie rozumie, jakie my możemy mieć problemy przy jej nieszczęsnym żywocie.Chcę mieć z nią dobre kontakty, ale kiedy widzę irytację i zepsuty humor mojego Mężczyzny już na sam widok jej numeru w telefonie, to aż mnie trafia.Jak sobie poradzić z takim uciążliwym charakterem? My musimy po prostu od niej odpocząć, ale jesteśmy w pułapce wrodzonego poczucia obowiązku wobec najbliższych.