Długo myślałam jak ten problem opisać.
Nie potrafię zainteresować sobą mężczyzny. Czuję się niewidoczna, jakbym nie istniała. Nie wiem na ile mój problem wynika z braku urody, a na ile z cech charakteru. Wydaje mi się, że z wyglądu jestem przeciętna. Mam różne wady i mankamenty, ale mimo wszystko chyba nie można by mnie nazwać brzydactwem. Po prostu zwyczajna dziewczyna, jakich wiele na ulicach naszych miast (albo mi się tak wydaje). Mężczyźni nie zwracają na mnie jednak uwagi. A ja sama czuję się potwornie słaba jako kobieta. Nie potrafię podjąć inicjatywy kontaktu, nie umiem zawalczyć aktywnie o zainteresowanie faceta, nawet nie wiem jak to zrobić. Kiedy pojawia się w pobliżu inna kobieta, ja zawsze przegrywam. Duża część moich doświadczeń męsko - damskich to są sytuacje odrzucenia. Facet albo nie był mną zainteresowany, albo to zainteresowanie szybko tracił, nawet jeśli ja starałam się jakoś zwrócić jego uwagę. Mam bardzo niewielkie doświadczenie w kontaktach z mężczyznami, a na randce nie byłam już od lat. To niewielkie doświadczenie też mnie zresztą deprymuje ze względu na mój wiek. Mam poczucie, że tracę życie, że omijają mnie najfajniejsze i najpiękniejsze doświadczenia, i nie wiem co mam zrobić, żeby to zmienić.
Moja matka w dzieciństwie bardzo mnie krytykowała, dosłownie wszystko - włosy, oczy, kształt paznokci, kolor cery. Jestem podobna do ojca, nie do niej. Jesteśmy bardzo różne jako kobiety, moja matka zawsze podkreślała te różnice na moją niekorzyść. W młodości była zresztą bardzo atrakcyjną kobietą, taki typ pewnej siebie ślicznotki, która wyszła za błyskotliwego, ale brzydkiego faceta. Dzisiaj zdaję sobie sprawę z tego, że to co mi robiła było niesprawiedliwe i krzywdzące. Tym niemniej gdzieś w środku to ciągle we mnie siedzi, to poczucie, że jestem beznadziejna.
Czuję się zupełnie nieodkryta jako kobieta. Kiedy patrzę w lustro nie umiem zdecydować czy jestem ok., czy nie. Widzę swoje wady, widzę cechy, które wydają mi się normalne. A jednocześnie jest tak, jakbym siebie nie widziała. Nie umiem zdecydować czy w czymś dobrze wyglądam czy źle, nie potrafię podjąć najprostszych decyzji co sobie kupić. Duża część moich zakupów ubraniowych to są zresztą rzeczy nietrafione. To mnie też dołuje, że będąc dorosłą kobietą nie umiem się ubrać tak, żebym była zadowolona.
Nie lubię siebie na zdjęciach, zawsze jestem zaskoczona tym, że jestem właśnie taka. A jednocześnie kiedy patrzę na zdjęcia sprzed jakiegoś czasu widzę, że wcale nie byłam brzydka, nawet wydaję się sobie ok. To co jest aktualne, zawsze wydaje mi się jednak nie do przyjęcia.
Potrzebuję porady. Czy ktoś ma podobne doświadczenia albo obserwacje innych osób? Jak sobie z tym poradziłyście? Czy ja w ogóle mogę cokolwiek zrobić?