Witam Drogie panie i zapewne wścibscy panowie, nazywam się Piotr, mam 35 lat, moja żona Sylwia ma 25 lat, 3 lata po slubie, wspaniała córeczka Krysia 2,5 roczku.
Na wstępie dodam, iż nie jest moim celem zaglądanie do innych postów, szukam pomocy naprawdę i bardzo poważnie pomocy dla siebie i dla mojej żony, jeśli to forum kobiece zrozumiecie może moją żonę, a może nawet mnie.
Więc do rzeczy, nasze problemy nie są świeżą sprawą, kłócimy się mniej lub bardziej od samego początku, sięgającego jeszcze sprzed naszego ślubu - okłamywała mnie wtedy parokrotnie, ja to niestety wychwyciłem i coś we mnie pękło były to drobnostki, ale jeśli moja przyszła żona mnie kłamie coś jest nie halo, powiedzmy przymrużyłem oko i było do przodu, w sumie nie do końca irytowałem się piłem troszkę, zdażyło się poszarpywanie, wyzwiska
odejścia, powroty. Będę dodawał na każdym kroku że naprawdę ją bardzo kocham !!! Ona zawsze do mnie wracała, mimo iż niby wybaczała, ciągle było wypominanie, ze źle coś zrobiłem, że jestem taki i owaki, jestem niemal przekonany że juz wtedy jeszcze przed ślubem nie dażyła mnie już miłością, ale jakimś jeszcze zauroczeniem, które pchnęło ja do małżeństwa. Czułem się i zresztą czuję do dzisiaj napiętnowany, naznaczony, ja rozumiem ją naprawdę że sprawiłem jej nieraz bół psychiczny a nawet fizyczny, ale starałem się prosiłem o wybaczenie, może i zapominała na chwilę, ale zło wracała ze zdwojoną siłą, agresja wyzwiska w moją stronę, w jej stronę, psycholog, psychiatra, rodzina. Moja rodzina wogóle w naszym życiu nie uczestniczy, jestem skłócony z nimi siostry, siostrzenica, w sumie ojciec też, z jej rodziną mamy kontakt, ale czuję się przez te wszystkie rzeczy które się wydarzyły jak wyrzutek, jak czarna owca - dobre bo powiecie że ciągle się nad sobą użalam, chcę stworzyc zarys swojej osoby, przepraszam jeśli to brzmi inaczej niż zamierzałem. Wrócmy do nas, nasze pożycie się nie układa, łóżko lezy na plecach i kwiczy, że tak powiem w żargonie, reasumując w sumie moje wypociny, powiedzcie mi drogie panie czy można wybaczyć swojemy mężowi, który naprawdę kocha, wczoraj usłyszałem rano gdy zapytałem że mnie kocha ale nie patrzyła na mnie, po 15 minutach gdy wyszla do pracy telefon - wiesz co w sumie nie wiem czy cię kocham...ja wiem ze jej uczucie do mnie wygasło, ma mnie naprawdę w d... nie interesuje się co ze mną, co ja mogę czuć, staram się zabierać nas do kina, na basen, jeździmy do jej rodziny kiedy tylko zechce, choć czuję się tam jak napisalem wyżej, robię drobne prezenty - ale za każdym razem słysze że jej nie znam co to za gówno kupiłem, ze woda śmierdzi, że kosmetyki do dupy, ze bielizna seksowna jest dla kurew nie dla żon..., wczoraj wieczorem w bezradności w chęci odgryzienia się za brak miłości powiedziałem , żeby oddała mi obrączkę sprzedam swoją i moją, bo po co one - dziecięce prawda
głupi jestem, dodałem że ma mnie przeprosić i powiedzieć że to było kłamstwo, że powiedziała ze mnie nie kocha tak ot, bo się pomyliła - chciałem w to wierzyć, zasneliśmy, dzisiaj rano usłyszałem że ja mam ją przeprosić bo mam wiecej do stracenia żone i dziecko. Co począć czy przepraszać kogoś kto nie kocha mnie i kochać raczej już nie będzie.
Jeszcze raz przepraszam za chaos w mojej wypowiedzi, jeśli coś jest nie zrozumiałe, wyjaśnie dokladniej, opiszę, teraz wychodzę do pracy, czekam na opiekunkę do córeczki, może, nie wiem sam co może być dzisiaj ![]()
POZDRAWIAM, imiona zostały zmienione dla dobra stron