Witam forumowiczki!
Na początku chciałaabym zacząc od tego,że jestem zszokowana tym,jak mało mówi się na temat przemocy w rodzinie i jak niewiele jest instytucji do których można się zwrócić o( bezpłatną) pomoc.Nie mówie tu o forach ani poradniach internetowych,bo jak wiemy nie wszystkie kobiety posiadają dostęp do internetu.Z własnego doświadczenia wiem,że efektem moich poszukiwan bylo odyslanie mnie od placowki do placowki.W koncu zakoczylo sie to na osrodku psychiatrycznym,ww ktorym mojemu partnerowi polecono odychanie przepona,rzucenie papierosow i przepisano leki na padaczkę,które rzekomo miały zahamować nerwowe reakcje partnera.
Z M. znamy się ponad 5 lat-jesteśmy sąsiadami.Nasz związek trwa ok 2,5 roku.Wszystko zaczęło się jakiś rok temu,może trochę dłuzej,kiedy w jego obsesyjnej zazdrosci w podejrzeniu o zdradę uderzył mnie poraz pierwszy-tak samo jak i w wielu przypadkach,obiecywal,ze to nigdy wiecej sie nie wydarzy,ze to ostatni raz,byl gleboko przerazony tym co zrobil.Jednak od zawsze borykał się ze swoim niezrównowazeniem,szybko się denerwowal,najdrobniejsze rzeczy doprowadzały go do szału,rzucał rzeczami,krzyczał i klął.W lipcu tego roku wyjechalam na dwa tygodnie-kiedy bylam juz na miejscu na jednym z portali spolecznosciowych zobaczylam,ze spotyka się z moją dobrą znajomą.Okazało się,że sytuacja szybko sie rozwinela,planowali związek.Zdesperowana zaczelam do niego wypisywac,dalej nie wierzac w zaistniala sytuacje.zaczal znecac się nade mną,poczul się panem sytuacji a ja blagalam go i wilam sie z bolu,modlac sie,zeby ode mnie nie odszedl.Czy wrocil?Pewnie,że wrocil.Jednak od tamtego czasu moje zycie stalo sie koszmarem.Zamieszkalismy razem pod moim naciskiem,z nadzieja,ze zblizymy sie do siebie,ze sytuacja sie zmieni,jednak to byl jeden z moich wiekszych bledow.Dalam sie manipulowac,wierzylam ze kazdy problem ktory on stwarzal jest moja wina,stracilam calkowicie poczucie wartosci.Wiem,ze sama w swojej fanatycznej 'milosci' ppozwolilam sie tak traktowac.Poza tym zazuwazylam,ze zaczal uciekac w marihuane najpierw tylko w nerwach,teraz mowi o tym czesciej.W koncu zdecydowalam sie na zabranie walizek,jednak zaatrzymal mnie.Powiedzial,ze potrzebuje pomocy,wiec zdecydowalam sie zostac i mu pomoc,nie wiem co dalej robic,gdzie sie zwrocic.Ostateczna decyzje chce podjac po terapii.Dziewczyny,proszę was o pomoc!! Mieszkam w warm-maz i pilnie potrzebuje namiaru na terapeute lub jakakolwiek instytucje,gdzie moznaby bylo podjac jakas terapie niwelujaca zachowania agresywne..