Jestem facetem przed 40-stką i tak jakoś w życiu wyszło że jestem ciągle sam. Rok temu poznałem przez internet kobietę w
moim wieku. Po trzech miesiącach wzajemnego pisania do siebie postanowilismy spotkać się. Na początku naszej znajomości
powiedziała mi że będziemy tylko przyjaciółmi ok zgodziłem się z nadzieją że może z tej przyjaźni wyjdzie jakieś uczycie.
Spotykaliśmy się kilka razy w miesiącu (dom, pub,kino itp) i to idziemy tam gdzie ona chce a nie ja,filmy ona tez wybiera a
na taki co ja bym chciał obejżec to ze mną nie chce iść do kina. Latem spędziliśmy razem tydzień urlopu w pensjonacie na
mazurach oczywiście grzecznie bo to tylko przyjaźń a jak próbowałem do niej sie tylko przytulić to się obużyła więc były
tylko spacery pod rączke i miłe rozmowy. Innym razem podczas jednej z wielu naszych fajnych pogawędek powiedziałem że
potrzebuję chociaż odrobinę uczucia,ciepła czy przytulenia się do niej to też dość nerwowo zareagowała i od tamtej pory
niby pogodziłem sie z tym że to tylko przyjaźń.Wiem że nie jestem może jej ideałem mężczyzny i nic na siłe.Jeżeli nie
możemy się spotkać to raczej dzwonię tylko ja do niej a ona dzwoni tylko wtedy do mnie kiedy potrzebuje mojej pomocy lub
jeżeli chce żebym ją gdzieś podwiózł samochodem na zakupy lub jakieś sprawy.Ostatnio żadziej sie spotykamy i trudniej nam
się rozmawia.W najbliższych miesiącach mamy zaplanowane (ona zaplanowała) dwa wyjazdy w polske w celach czysto
turystycznych i w związku z tym poważnie zastanawiam sie teraz czy warto jechać i czy nasza znajomość wogule ma sens i
czasami wydaje mi się że ona bardziej woli mój samochód niż mnie. Oboje walczymy ze swoją samotnością ale nasza przyjaźń
nic nie zmienia. Przepraszam za błędy i proszę o opinie i porady. Pozdrawiam