Moi rodzice rozstali się w 2006 roku, kiedy miałam 16 lat. Nie rozwiedli się, jednak mój ojciec wyprowadził się do Warszawy (mieszkamy w Trójmieście), przyjeżdżając na weekendy zawsze nocował w domu i na pozór wszystko było normalnie, chociaż rodzice nie byli już razem. Ja z ojcem zawsze miałam świetny kontakt, w sumie najlepszy (mam jeszcze dwie siostry), często do niego jeździłam do Warszawy, dzwoniłam, wszystko było w najlepszym porządku, nawet powiedziałabym, że idealizowałam ojca, chociaż ideałem on nie był (awanturnik, choleryk, łatwo go można było z równowagi wyprowadzić).
I te świetne relacje skończyły się w październiku 2009 , kiedy ojciec powiedział mamie, że w końcu chce rozwodu. W sumie najwyższy czas. To był dzień, kiedy się z ojcem mocno pokłóciłam, wyprowadziliśmy się z równowagi (on się na mnie darł, ja płakałam i wyszłam z domu), więc nie bardzo mnie ten rozwód obchodził, właściwie się nawet ucieszyłam. Ale w sumie wybaczyłam mu, znowu było wszystko normalnie.
Ojciec pojechał znowu do Warszawy, a potem, nagle w lutym napisał do mnie, że przyjeżdża do Gdańska. Byłam w szkole, więc zadzwoniłam do mamy, ona o tym nie wiedziała (ojciec nawet nie zamierzał jej powiedzieć). A okazało się, że ojciec ma zamiar spać u nas w domu i mówiąc, że przyjeżdża na krótko nie mówił, że to potrwa 2 miesiące. Zawsze przyjeżdżał najwyżej na tydzień i tego się wszystkie spodziewałyśmy.
Szybko po wyjeździe do Warszawy w 2006, przestał mamie wysyłać kasę na nas i na życie, a moja mama jest pielęgniarką i nie zarabia dużo. Do tego wcześniej narobił długów, które do teraz spłaca mama. A wtedy przyjechał w sytuacji kiedy było naprawdę ciężko, nie miał pracy i chciał, żeby mama jako żona go utrzymywała, bo ma taki obowiązek...
Bardzo mnie to wtedy dotknęło, szybko po jego przyjeździe do Gdańska wyprowadziłam się z domu, uciekając od tego wszystkiego. Nie mogłam zrozumieć czemu ojciec, najpierw chce rozwodu, a potem wraca jakby nigdy nic, bo może. Dodam, że moi rodzice już wtedy się z kimś spotykali. Mama wychodziła sobie na randki, ojciec też miał kogoś w Warszawie, a jednak nie mając pracy przyjechał tutaj. W tym czasie dowiedziałam się też, że w przeddzień rozmowy z mamą o rozwodzie, ojciec naciągnął ją na telefon na abonament (on nie ma zdolności kredytowej), którego nie spłacił i mama musiała zapłacić 1000zł rachunku z karą. Mama kupiła mu wtedy też okulary... a dzień później zrobił jej coś takiego.
Nie mogę już z nim rozmawiać, na początku w ogóle nie odbierałam jego telefonów, teraz jak rozmawiamy to chwilę, o niczym, nie chcę mi się z nim spotykać, ani nie wyobrażam sobie go na moim ślubie, chrzcinach dzieci... jest jak obca osoba, z którą nie chcę mieć nic wspólnego.
Czy to normalne? Bo czuję się jak wyrodna córka. Z drugiej strony strasznie mnie to wszystko dotknęło, bo dowiedziałam się, jaki ojciec jest naprawdę. Czuję się strasznie z tym, że chcę zerwać z nim kontakt, ale nie czuję z nim żadnej więzi, jest jak obca osoba.