bylam z chłopakiem 2 lata bardzo sie kochaliśmy był nie tylko moim chlopakiem ale i przyjacielem, jego rodzice byli przeciwni naszemu związkowi w końcu się poddaliśmy, stwierdziliśmy ze może za jakis czas i nasze drogi sie rozeszły ja wyjechałam na studia. oboje bardzo cierpieliśmy. zerwaliśmy ze soba wszelki kontakt. niedawno dowiedzialam się że on bierze ślub ;( ryczałam chyba tydzień i nadal ryczę. umówiłam się z nim bo wolalam usłyszeć wszystko od niego, był bardzo zdziwiony że sie odezwalam i wiecie co? zeni sie bo jego dziewczyna jest w ciąży ale on nadal mnie kocha!. jakis czas temu ktoś życzliwy go poinfirmował ze mam "narzeczonego" i ulozylam sobie życie i jestem bardzo szczęśliwa tyle tylko ze to nie była i nie jest prawda. ja go kocham! cały czas wierzyłam że to z nim spędzę resztę życia.on chciał mojego szczęścia i odsunął się na bok, próbował ulożyc sobie życie, znalazł dziewczynę mlodsza od niego (on ma 24 a ona 17), bardzo zakochana, zreszta wcalę się nie dziwie bo to aniol nie chlopak. nie chciał jej skrzywdzić chociaż zdarzalo mu się powiedzieć do niej moim imieniem kłócili się, zrywał z nią kilkakrotnie ale w końcu wracali do siebie bo nie chcia zeby ona cierpiała tak samo jak my kiedyś. zaszła z nim w ciążę ;( on byl przekonany ze już nigdy nie będziemy razem. tak strasznie żałuję ze wcześniej z nim nie porozmawiałam. ona wiedziała że on mnie kocha wiedziala wszystko i złapała go na dziecko bo chciala zeby był z nią. nie radzę sobie z tym wszystkim on mnie kocha jestem tego pewna, ja go kocham ale mimo wszytsko nie bedziemy razem. zyczę mu szczęścia mimo tego ze serce mi sie kraje, on też nie jest szczęśliwy tymbardziej ze teraz zna prawdę ale jest juz za późno. mam nadzieję że wystarczy mi i jemu sił zeby sie trzymac od siebie z daleka. naprawdę go kocham i chce by byl szczęśliwy, oddalabym wszystko by tak bylo bo nie zniosę myśli ze dzieje mu sie krzywda.
Podobne tematy
ale on nie bedzie z nia szczesliwy skoro kocha Ciebie a Ty jego, i watpie żeby był z rtamta dziewczyną szczesliwy skoro po takim długim czasie o Tobie nie zapomniał dlatego mysle ze to sie nie zmieni, tylko biedne dziecko w tym wszystkim
mam problem i nie wiem czy to ze mna jest cos nie tak czy co .
chodzilam z chlopakiem rok pierwsza moja milosc , tak bardzo go kochalam .
moi rodzice byli przeciwni co nas zblizalo do siebie jeszcze bardziej teraz nie jestem juz z nim 2 lata to duzoo
on ma dziewczyne ja chlopaka ale co miesiac odzywamy sie do siebie cos nas przyciaga
on mowi ze ja kocha ja tez kocham ale nie tak jak jego chcialabym o nim zapomniej raz na zawsze ale nie moge
nie wiem co miedzy nami jest ale choc chce to zakonczyc nie umiem i on tez , moze ze mna jest cos nie tak czy cooo..
Pomożciee co o tym myslicie??
smerfetko ile macie lat?
no i to w tym wszystkim jest najgorsze;(
zapomniałam dodac że utrzymujemy ze sobą kontakt on bardzo tego chce ja zresztą też. rozmawiałam z nim wczoraj, w marcu biorą ślub...nie wiem co mam zrobić ? powinnam zerwać z nim wszelki kontakt? jego narzeczona jest strasznie zazdrosna, ja nie chcę żeby ktos przeze mnie cierpiał a juz na pewno nie dziecko więc nie mogę zrobić nic. no ale z drugiej to chciałabym być nadal w jego życiu. jak rozmawiam z nim przez telefon to daje mi tyle energii tyle radości, tyle ze później przychodzi czas że trzeba się rozłączyć i telefon milczy a ja dosłownie usycham i czekam na kolejny. potrafimy tak przegadać kilka godzin i oboje czujemy jakby to było 5 minut...
Spróbuj o nim po prostu zapomnieć. Wiem, że to nie jest łatwe. Wiem, tak się nie da.
Ale nie wiem, jak będzie wyglądało jego małżeństwo, skoro nadal Cię kocha. Według mnie stworzył sobie dramat z pasmem nieszczęść i tragedii. Bo w końcu oboje pękniecie i nie będziecie w stanie dalej utrzymywać się na odległość. Nie mam pojęcia, co Ci poradzić. To chyba jest sytuacja bez wyjścia. Nie chciałabym krakać, ale chyba jedynym rozwiązaniem abyście znów byli razem byłby rozwód Twojej miłości z jego żoną. A to nie będzie należało do przyjemnych spraw... ;l
ja nie rozumiem, czemu sie rozstaliscie? mieliscie jakis powazny ku temu powod?
no i ile czasu teraz mija od Waszego rozstania?
tak naprawdę to nie było poważnego powodu no poza brakiem akceptacji ze strony rodziny a czasem było to bardzo uciążliwe, takie ciągłe przeszkadzanie, wtrącanie się, później moje studia, wyjazd. dużo o tym rozmawialiśmy i postanowiliśmy ze damy im czas na przemyślenie bo tak dalej być nie może. ja wrócę i spróbujemy od nowa i kontakt nam się urwał.tak było przez 2 lata, przez 2 parą i później jeszcze dwa a uczucie wciąż jest ja go kocham z każdym dniem coraz bardziej tak jak on mnie. chociaż wszyscy mu mówili ze ułożyłam sobie życie bez niego<co nie jest prawdą> nie przestał kochać, bardzo cierpiał, pojawiła się ona, młodziutka całkiem ładna i chcąca go dla siebie wbrew wszystkiemu. nawet jej nie zraziło to ze mówi do niej moim imieniem, o mnie nie chciał opowiadać powiedział tylko że jestem miłościa jego zycia, jak widać nawet to jej nie zraziło, a on, mój Anioł nie chcąc "zakłócać mego szczęścia" leczył swe serce z miłości do mnie, a ona to wykorzystała. tyle tylko że on z miłości się nie wyleczył bo z takiej miłości nie da się wyleczyć.
mrusiaa, chyba troche go idealizujesz. jestem pewna, ze 'TWoj Aniol' nie zostal sila zmuszony do zwiazku z tamta dziewczyna.mysle, ze skoro raz znalazl sie powod do rozstania, to pewnie znajdzie sie za drugim razem.
musiała byś go sama poznać nie idealizuję go, on potrzfił przyjechac do mnie o 2 w nocy tylk dlatego że bylo mi zimno, albo jechac o 22 do kwiaciarni< o tej godzinie wszystkie są zamknięte> tylko dlatego że moja przyjaciółka go podpuściła. w pewnym sensie został zmuszony bo jak nazwać to że "wpychali: mi ja na siłe mimo tego ze on nie chciał to jego siostra przywoziła go do jego domu a wcześniej nawet się nie znały. komuś bardzo zależalo żebyśmy nie byli już nigdy razem.
Marusiaaa jak on cię kocha to będzie chciał zrobić wszystko by być z tobą
Poczekaj co los przyniesie
Mrusia, Smerfetka tak to jest z pierwszą miłością. na całe życie ją zapamietacie! Nic tak nie smakuje jak pierwszy w życiu pocałunek, pierwsze utonięcie w ramionach ukochanego. Ale to juz minęło, chłopak się żeni, będzie ojcem, Mrusia...
No tak pierwsza miłość hmm............
Ale to mija
chociaż wspomnienia są fantastyczne
14 2011-01-21 16:54:12 Ostatnio edytowany przez P&P (2011-01-21 16:57:14)
mrusiaaa, Twoja historia jest dokładnie taka sama, jaką ja znam z opowieści mojego kolegi, którego poznałam całkiem niedawno (przeprowadził się do mojego miasta i gra z moim chłopakiem w drużynie piłkarskiej). Może to zwykły przypadek, może zbieg okoliczności ![]()
Jeśli mogę cokolwiek tu doradzić- Ty nie możesz zrobić już nic. Nie możesz wciąć się w jego życie- mieliście na to czas już wcześniej, którego nie wykorzystaliście. To samo powiedziałam kiedyś M. Myślę, że to do niego należy ruch. Wpadka nie musi od razu zakańczać się ślubem, jeśli później małżeństwo ma być nieszczęśliwe.
Moim zdaniem tak jak napisala P&P to nie musi zakonczyc sie slubem. Skoro on jej nie kocha to to malzenstwo i tak dlugo nie przetrwa. Powinien powiedziec dziewczynie ze nie kocha jej i po co maja sie wszyscy meczyc. Przeciez moze pomoc przy dziecku ale nie musi odrazu byc nieszczesliwy i brac ten slub. Ale oczywiscie to jest tylko i wylacznie jego decyzja.
No tak loczek87 ma racje to tylko i wylącznie jego decyzja ale jakbyś podsunęła mu ten pomysł [nie w prost tylko tak żeby sam się domyślił] to by było dobrze
a ja pomimo, że historia mojej pierwszej wielkiej miłości zdarzyła się dobre kilka lat temu to nadal o niej myślę, tzn. o Nim. Nie chcę tu rozpisywać całej historii bo to zajęło by straszeeelnie dużo czasu... ale wyglądało to tak: To on mnie pierwszy zauważył i spowodował, że się poznaliśmy... Byliśmy parą przez kilka miesięcy, było cudownie, zakochałam się po uszy... ale nie jestem pewna czy on o tym wtedy wiedział. Po tych kilku miesiącach rozstaliśmy się, w zgodzie, postanowiliśmy zostać przyjaciółmi, ja chyba miałam gdzieś w podświadomości nadzieje, że jeszcze kiedyś on będzie mój. Byłoby dobrze gdybym nie dowiedziała się po tygodniu, że spotyka się z inną dziewczyną... Wtedy moje serce upadło i roztrzaskało się, czułam się jakby połowa mnie umarła, tym bardziej, że znałam tę dziewczynę z bardzo złej strony... Mimo tego rozmawialiśmy nadal od czasu do czasu, ale dla mnie to zawsze było jak swego rodzaju masochizm. Pragnęłam kontaktu, rozmów z nim a jednocześnie za każdym razem czułam jakbym wpadała w jakąś czarną dziurę, bolało, bardzo bolało ale gorsze było dla mnie zerwanie z nim kontaktu. I tak trwało to kilka miesięcy... rozmawialiśmy o naszych problemach, radościach, o wszystkim. Po kilku miesiącach przestał się do mnie odzywać, tłumacząc, że ONA tego sobie nie życzy.... więc kontakt się urwał. Ale nie, to nie koniec historii. Mięło pół roku.... odezwał się mówiąc, że zerwali ze sobą... wiecie jaka była moja radość.... byłam wtedy za granicą, mimo tego przyjechałam go pocieszać, wspierać... i wcale nie dążyłam żeby mnie całował i przytulał, to on zaczął... a do mnie wszystko wróciło ze zdwojoną siłą... ale niestety po kilku miesiącach On przestał się odzywać (gdzie wcześniej rozmawialiśmy co dziennie na skype, czy gg -ja znowu byłam wówczas za granicą).... byłam sama, w obcym kraju, mając setkę innych problemów dodatkowo skołowana całą tą sytuacją... po jakimś czasie okazało się, że zainteresował się dziewczyną z którą studiował! wpadłam w swego rodzaju rozpacz, odrętwienie, nie wiedziałam po co mam żyć... skoro jeden facet, mój wymarzony Anioł robi mi takie rzeczy... nie wiem, czy on był tego świadom bo próbował ze mną rozmawiać jak gdyby nigdy nic. byłam na niego wściekła.... w końcu napisałam do niego list i w którym chciałam zakończyć to wszystko raz na zawsze i za zacząć żyć normalnie.
Tak się stało że po niedługim czasie poznałam cudownego mężczyznę. Związałam się z nim, teraz mieszkamy razem. Od tamtych wydarzeń minęło kilka długich lat, ale niestety (nikomu o tym nie powiedziałam) On śni mi się do tej pory w nocy i zawsze On próbuje porozmawiać ze mną albo ja z Nim i nigdy to się nie udaje.... przyznam, że bardzo mnie to męczy.
Przepraszam, za wszystkie błędy i może za niezbyt przejrzystą formę, ale nigdy w życiu nie napisałam niczego na forum, jest to mój pierwszy raz i pierwszy raz opowiadam, czy też przelewam na pismo tę historię.
Muszę powiedzieć, że jest to moje zwierzenie i mam nadzieje, że łagodnie potraktujecie 'nowicjuszke'
Pozdrawiam wszystkich Forumowiczów bardzo serdecznie ![]()
mrusiaaa, jak się sprawy mają?