Edit : "Czy jestem jedynym chlopakiem piszacym na tym forum ? Jak to forum kobiet
"
Witam wszystkich naprawde serdecznie ! Jestem mezczyzna (22lat\Mlodzieniec:]
Szukalem naprawde dobrego forum gdzie juz cos sie dzieje noi chyba wkoncu jestem
A wiec:
Jestem z dziewczyna lat 20. Jestesmy od 5ciu lat razem. Mieszkamy jeszcze u mojej mamy, lecz to ma sie szybko zmienic. A wiec na poczatku nie moglismy bez siebie zyc. Ciagle przebywalismy razem, ciagle sie kochalismy (2znacznie), bylem dla niej kims ciekawym. Po 3ch latach takiego zycia zaczelo robic sie goraco. Bylo wiecej klutni, duzo milosci, i dalej wszystko bylo w porzadku. Wtedy mialem jeszcze prace. Odkad ja stracilem, dlugo nie mialem nowej, i nie mam do dzis. Zyjemy na utrzymaniu mojej mamy, lecz za wszystko pozniej jej oddam, tzn pisze mi w komis wszystko zeby nie bylo ze siedze i mam wszystko za free. A wiec bylismy juz w tematach ze musze szukac pracy ale nie bylo jeszcze piekla. Zaczne ze do poczatku zwiazku (a ze byl to moj pierwszy zwiazek) robilem blad. Ciagle przytulalem sie do niej na sile, choc tego nie chciala. Ciagle dawalem buzi, tysiace razy to samo az jej tak zbrzydlo ze konsekwencje "DOCENIAM" do dzis
W ostatnich czasach (od roku) problemem bylo to ze ona nie potrzebowala czulosci tylko byla przez chwilke przy mnie, czula sie juz naladowana dobra energia i sobie odchodzila, a ja zostawalem sam. Ona np: byla na kompie, nonstop. Nie interesowalo ja ze ja ja potrzebuje, wrecz przeciwnie, mowila ze taki dystans podoba jej sie, ze potrzebuje duzo czasu dla siebie(od roku). Okey, tak tez sie stalo, choc bolalo mnie to bardzo. Pozniej dala mi ogromny nacisk na szukanie pracy, zaczela mowic ze jestem nieudacznikiem. Co szukalem prace, czulem ze nie mam w niej wsparcia. Nie pomagala mi nic. Wiedzialem ze taka polowka powinna pomagac, a nie narzekac zostawiajac jak psa. Szukalem pracy i szukalem lecz nic nie znalazlem. Pozniej co szukalem prace to czulem zabijajaca atmosfere w domu tak ze nawet nie chcialo mi sie tej pracy szukac i zaczelem to juz olewac mowiac: moze pomozesz mi wkoncu tez znalesc ta prace, razem jest latwiej i zawsze milo. To slyszalem wkolko: jak ja ci jakas prace pokazalam to jej nawet nigdy nie chcesz. I tak wkolko. (Pokazala mi moze 13prac w zyciu). Olalem wszystko w pewnym momencie i przestalem szukac pracy, szukalem raz na kilka dni, czasami caly tydzien olewalem. W tym czasie ona odlaczyla sie ode mnie, totalnie. Zamarzlo jej serce. Po pewnym czasie (3miesiace) zaczelem czuc tak ogromny jej brak, zaczelem rozumiec ze bylem bardzo glupi, ze milosc jest najwazniejsza i ze nie mozna tego tak psuc ! Zaczelem ja blagac tlumaczac ze sie zmienilem, ze 3 miesiace bylem bez niej i ze mialem do myslenia !!! Oczywiscie nic do niej nie przemawialo. Na koncu po jakichs 2ch tychodniach udalo mi sie ja namowic by mi wybaczyla, i niby wybaczyla, lecz jej serce zostalo zimne. Nie wiem co teraz zrobic. Jej zycie calkowicie sie zmienilo. Poznala przyjaciolke, ciagle sa razem. Ja sie nie licze. Do mnie przyjdzie na sekunde, odejdzie i tyle bylo czulosci. Gdy jej to mowie, ona nie rozumie ze mam uzbierany bol i ze potrzebuje kilku godzin dla nas. (Lecz ciagle mieszkamy razem) Pobyc razem, poprzytulac sie. Od tamtego czasu nie poswiecila mi ani razu czasu, tak na serio. Jestem wiec niby z nia, ale sam. Nawet jak przychodzila na chwile to zadawalo mi to bol bo juz na poczatku zaznacza ze "jest tylko na chwile". I im bardziej staram sie byc wytrzymaly tym bardziej jednak na sobie sie zawodze i nie potrafie zyc bez czulosci. Moze musze zrozumiec ze to zimny okres ale ile czasu ? Jak mozna kochac kogos z zalego serca i nie byc wogule odwzajemniamym, rozumianym. Toksyczne czasy nastaly i nie moge sobie z tym poradzic. Nie potrafie udawac ze wszystko jest ok a jak mowie jej wszystko co tutaj napisalem (mam na mysli nie na forum tylko te sprawy) to ja to nie obchodzi. Dzis byla taka sytuacja ze przychodzi do mnie, i mowi: "Mam przyjsc do ciebie?"-Dziwnym tonem. Ja:"No jak chcesz to przyjdz" - mowie - bo czesto potrafila przyjsc na sile i pozniej mowic ze ale ona robila to tylko dla mnie. Ona:"Jak nie chcesz to nie"- i tak wkolko. Na koncu jestesmy razem a po jakiejs blachostce ona mowi": Jak nie to nie - w sesie ze jak jestem taki marudliwy to ona sobie pojdzie na kompa.
Czuje ze nie obchodzi ja juz co ja czuje i gdy jej to mowie to mowi ze nic takiego nie ma, ze jestem przewrazliwiony, ze normalnie przyszla do mnie to ja denerwuje. Ja powtarzam jej ten dialog a ona dopiero sie nad tym zastanawia ale dalej nic sie nie zmienia. Zostaje na kompie bo juz poszla i jak cos mowie to mowi "Jutro porozmawiamy". Mysle - Jaki szok. Teraz musze czekac do jutra i ona dalej sie mna nie interesuje, a mowila ze juz wszystko wybaczyla, a zimne serce dalej ma. Noi smutno mi, jedyne co to plakac, lecz gdy placze nawet blisko niej to ona jest zimna i mowi ze ja ja wkurzam wiec ja to nie obchodzi i ze nie robi jej moj placz roznicy. Co o tym myslicie ? Jak mowie o rozstaniu to mowi ze ja chce sie rozstac, nie ze ona. Ona uwaza ze to ja jestem winny, ze to ja ja denerwuje. Chyba chcialaby zebym kochal ja 100razy mniej wtedy bylo by dla niej normalnie. A wiec o co chodzi ? Wiem ze jak bede czekal dlugo to pozniej ona przyjdzie ze ona sie zateskni, ale gdzie ta rownosc w zwiazku, szczescie a nie walka o tego kto ma za kim biegac ?
Musze dodac (edit) ze to naprawde kochana dziewczyna. Tak jak bym wszystko popsul, lecz gdy to mowie to mowi zebym czekal, ze to wymaga czasu. Ze mam sie uspokajac itp. Nie wiem juz nic....
I choc to kryzys to ta milosc zapowiada sie na ta wyjatkowa gdzie jest sie z kims do smierci.
Edit: Jedyne co to jak bym tylko patrzyl na to kiedy ona bedzie cos chciala "jej potrzeby", ze kiedy sie przytulic itp. No ale co jak ja chcialbym sie przytulic, czy juz nigdy i przenigdy nie bedzie sie dla mnie poswiecac i zawsze to ja bede ostatni ? Chyba ona mysli ze to normalne.... Nie mam pojecia co teraz