Hej,
Chciałbym się Was (kobiet) zapytać co sądzicie o sytuacji.
Jestem ze swoją dziewczyną od 6 miesięcy , dzieli nas 230 km.
Niestety cały czas mieszka ze swoim byłbym narzeczonym ,z którym była 4 lata ,a zaręczenie kilka miesięcy, rozstali się kiedy pojawiłem się ja (podobno okazałem jej więcej zainteresowania, czułości i miłości niż ex).
Ona wyprowadziła się do innego miasta za nim jak byli jeszcze razem , niestety po rozstaniu nie stać jej na wynajęcie sobie samotnie mieszkania i on nadal za nią płaci. Dodam jeszcze ,że mieszka z nimi brat mojej dziewczyny.
Nadal mają bardzo dobre relacje między sobą ,jakby gdyby nic.
Jakby nic ich nie łączyło poza koleżeństwem , i tak też moja dziewczyna mi powtarza.
Jak do niej jeżdżę to niestety jak on przechodzi obok staję się nerwowy (zamykam się w sobie i tracę humor)
Niestety pół roku mija ,a ja nadal jestem cholernie zazdrosny/zły ... niestety jest to nasz jedyny powód sprzeczek/ kłótni...
Jest nam ze sobą dobrze , wręcz cudownie ,kiedy jesteśmy razem ,ale kiedy wiem ,że ON jest w pobliżu to czasami nie panuję nad swoimi docinkami ![]()
Nie chce tego zepsuć , bo zależy mi na tym związku ... ale po prostu bardzo ciężko mi z tym i nie wiem czy coś ze mną jest nie tak?:(
Wiem ,że brzmi jak jakaś tania telenowela ,ale cóż mogę poradzić na los ![]()
dziękuję
K.