Jestem z moim partnerem ponad 10 lat,5 lat po ślubie cywilnym i pół roku po kościelnym.Mamy dwójke dzieci.Kryzys taki dla mnie najgorszy pojawił się kiedy urodził się drugi syn(7 m-cy).Po pierwsze męża nie ma prawie w domu,cały czas pracuje,a jak już wróci,to tylko leży przed telewizorem,albo śpi.Zero zainteresowania mną,zero zainteresowania dziećmi.Nie bawi sie z nimi nigdy,bo ciągle zmęczony,no i stwierdził,że nie będzie tego robił dla mnie.Czasu nie spędzamy razem,nie rozmawiamy prawie .Ostatnio pojawił sie też problem z alkoholem.W każdą wolną niedzielę mąż pije.Nie powiem,że zawsze się upija(chociaż tez się zdarza).Albo pije drinki w domu,albo wychodzi i wtedy przychodzi już w nie najlepszym stanie.Wystarczy,że rano powiem coś co sie mu nie spodoba,to stwierdzi,że nie będzie ze mną siedział i wystarczy.Ja nie tak wyobrażałam sobie życie,szczęście,rodzinę.Jak próbuję z nim porozmawiać,to słyszę,że wymyślam i przesadzam,że przecież nie robi mi awantur i nie bije!!A ja mam dosyć.Nie chcę takiego życia.Już kilka razy mówiłam mu,że się rozstaniemy,ale pewnie dlatego,że nigdy nic nie zrobiłam,mąż nie wierzy już w moje słowa.A ja postanowiłam tym razem złożyć pozew o rozwód.Nie jest mi łatwo,bo go kocham.Nie wiem jak sobie poradzę sama z dziećmi,ponieważ ja jestem na wychowawczym,więc pieniędzy prawie nie mam(460zł).On ma tylko ojca,który pracuje,więc dziećmi się nie zajmie,moi rodzice nie mieszkają w Polsce.Więc na ich pomoc nie moge liczyć.Poza tym gdy powiedziałam mojemu ojcu co zamierzam,stwierdził,że zachowuję się jak dziecko i sama nie utrzymam chłopców.Przykro mi,ze nie jest po mojej stronie.Cholernie się boję,nie wiem co będzie dalej.Mam nadzieję,że gdy maż zobaczy ,że tym razem nie zartowałam i naprawdę chcę się rozstać,trochę się opanuję i spróbuje zawalczyć o rodzinę.A jesli nie to trudno...Będę wiedziała,że dobrze zrobiłam(?)Jest mi starsznie smutno.Najbardziej martwię się o synów.Oboje z mężem jestesmy z rozbitych rodzin i nigdy nie chciałam tego dla swoich dzieci.
Mój mąz mówi,że bardzo nas kocha,więc dlaczego rodzinę odstawia na bok i idzie sie napic??nie umie mi na to odpowiedzieć.Dlaczego nie mogę z nim się porozumieć?Czasami myślę,że jesteśmy z innych światów.
Podobne tematy
Piccola, rozumiem twoje rozgoryczenie, ale pozew o rozwód zostaw sobie na koniec, zawsze zdążysz go napisać jesli inne środki zawiodą. I dobrze sie zastanów zanim zdecydujesz się na ten drastyczny krok. Z twojego listu wynika, że chcesz sie rozwieść bo mąż nie bawi się z dziećmi, nie interesuje się tobą, nie ma go w domu bo ciągle pracuje, a jak jest to jest zmęczony i w niedziele popija. Nie wiem, może naprawdę jest zmęczony, a w domu wysłuchuje pretensji z twojej strony? Nie chcę go bronić, ale mam wrażenie, że to ty nie chodzisz po ziemi! Mam tez wrażenie, ze jesteś dzieckiem, które obraża się na koleżankę i zabiera zabawki z piaskownicy! Wiem, że jesteś zmęczona i znudzona codzienna rutyną, ale to tak jest, gdy na urlopie wychowawczym siedzi sie w domu, a jedyna łączność ze światem to zmęczony, zniechęcony mąż i internet. Chcesz się rozwieść nie mając pracy, pieniędzy, z dwojgiem małych dzieci, z rodzicami za granicą, bez pomysłu na dalszą egzystencję? Myślę, że tak naprawdę chcesz zaszantażować męża i zmusić go do zajęcia sie tobą. Uważaj, żebyś nie przegięła! Może to tak jest, że te niedzielne randki z butelką to próba ucieczki od gderającej, wiecznie niedoceniającej i niezadowolonej zony? Doradzam szczera rozmowę z mężem. Rozmowę bez krytykowania i oceniania męża. Zapytaj go jak on się czuje, jakie ma potrzeby i może spróbuj go zrozumieć i wyjść mu na przeciw. Zanim nie będzie za późno, zanim się nie zniechęci i nie rozpije! Przecież piszesz, że go kochasz!!!!!!
chcesz go zaszantażować pozwem??? A pomyślałaś co będzie jak dojdzie do rozwodu??? Po prostu gdzieś się mijacie... powinniście się dogadać a nie odrazu lecieć do sądu z pozwem
to nie jest rozwiązanie...
przeczytałam Wasze odpowiedzi i w sumie to się załamałam.Bo wywnioskowałam z nich,że przesadzam i że powinnam się męczyć.Tylko,że ja naprawdę nie chcę tak żyć!Ja chcę w weekendy spędzać czas rodzinnie,posiedzieć razem,czasami może gdzieś pojechać wspólnie.Tak ja to robią inne rodziny.A ja się staram,siedzę w domu z dziećmi,sprzątam,gotuję...czy to się nie liczy?Czy ja nie mogę oczekiwać od męża,że się mną zainteresuje?A nie tylko alkohol.I uwierzcie,że ja się go nie czepiam.Ja bardzo dużo staram się tolerować i chyba właśnie dlatego mąż na tyle sobie pozwala.Co do rozwodu,to nie jest szantaż.Ja mówiłam,prosiłam bardzo wiele razy,aby zaczął liczyć się z rodziną,bo inaczej się rozstaniemy.Ale on ma to gdzieś.Więc jak mam to rozumieć??Może dla Was zachowuję jak dziecko,ale ja nie chcę tak żyć.Jeszcze-mam nadzieje-kawał życia przede mną,więc po co mam się męczyć?Tym bardziej,że ja już wiele razy próbowałam rozmawiać,tłumaczyć.Czy uważacie,że jesli postawię warunek,albo rodzina albo alkohol,to będzie przegięcie??A może wtedy sprawdzę co się dla niego liczy?Wszyscy krytykują mnie za to co chce zrobić.Nie rozumiem tego.Poza tym jest wiele samotnych matek,które doskonale sobie radza.
ps.wyjścia mojego męża zdarzają się coraz częściej.wraca w nocy i nie wiem gdzie jest.na co je mam czekać?gdzie jest ta granica?Jak co się zdarzy?? pozdrawiam
Piccola, piszesz, że wszyscy cie krytykuja za tę decyzję, więc nie jest to tylko nasz odczucie po twojej opowiesci. Napisz więc więcej o swoim związku. Opisz jego picie, bo byc może w swoim pierwszym poscie to zminimalizowałaś. Jeśli to uzależnienie to możesz spróbowac pomóc mężowi, bo wiesz przeciez że to choroba. Możemy ci podpowiedzieć co wtedy zrobić. Ale jeśli nie jest to uzaleznienie, to przyczyna waszych kłopotów tkwi gdzies miedzy wami. Gdzieś sie zozmijacie jak powiedziała plusza24. I napewno nie jest winna tylko jedna strona.
W każdym bądź razie rozwód to ostateczność po wyczerpaniu wszystkich innych sposobów na ratowanie rodziny. On mówi, że kocha ciebie i dzieci, ty też piszesz, że go kochasz. Więc w imie miłości i odpowiedzialności zrób coś konkretnego. Oboje jestescie z rozbitych rodzin, chcecie dzieciom zafundować cos podobnego? Bez walki? Jesteście 5 lat po ślubie i tylko pól roku po koscielnym. Więc jeszcze pół roku temu było dobrze, skoro zdecydowałaś się stanąc z nim przed ołtarzem? Co się wydarzyło przez te ostatnie pół roku, że chcesz rozwodu?????
Nie obrażaj sie na nas bo sam fakt, że pochylamy się nad twoja historią świadczy, że jesteś dla nas wazna i że chcemy ci pomóc!
Pozdrawiam
A może w tym wspólnym zagubieniu sięgnąć po pomoc z zewnątrz? Są terapie małżeńskie. Zważ, że w sądzie będą pytali co KONKRETNEGO zrobiłaś dla ratowania małżeństwa, czy poddaliście się jakiejś terapii. Rozwód jest ostatecznością a przedtem są inne drogi do naprawy stosunków i relacji partnerskich, spróbuj, nie zaszkodzi ![]()
Czy ktoś każe Ci się męczyć??? Albo siedzieć z Twoim mężem na siłę? Jeśli czujesz , że nie dajesz rady to zostaw go skoro chcesz to zrobić... My wyrażamy swoje opinie a nie rozwiązujemy za kogoś problem... a jeśli uważasz , że źle oceniliśmy Twój problem oraz sytuację to napisz coś więcej... my radzimy Ci tylko , żebyś ten rozwód odstawiła na ostateczność!!! A jeśli uważasz, że to już teraz to rób jak uważasz...
Piccola - ja stanę po Twojej stronie. Nie warto tkwić w związku, który tak bardzo odbiega od naszych oczekiwań. Oczywiście również jestem zdania, że najpierw należy wykorzystać inne metody. Po pierwsze - szczera rozmowa z mężem - inna niż dotychczas - zorganizuj coś, wyjdźcie gdzieś razem - tak, żeby nie potraktował tego jak kolejne Twoje "gderanie" tylko, żeby odczuł powagę sytuacji. Postaraj się od niego wyciągnąć jakie są przyczyny jego zachowania. Po drugie - zastanów się czego od niego chcesz, zrób listę, pokaż mu i powiedz, że jeśli za 3 miesiące (przykładowo) ta lista Twoich potrzeb będzie tak samo ignorowana jak teraz to wolisz się z nim rozstać niż męczyć dalej. Kolejną możliwością jest terapia małżeńska. Ale jeśli Twój mąż nie będzie chciał rozmawiać, Twoje potrzeby uzna za fanaberię a o terapii nie będzie chciał słyszeć - złóż pozew o rozwód. Życie masz tylko jedno i nie warto go marnować. Pozostawanie w małżeństwie ze względów finansowych to właśnie marnowanie życia. A jakoś w miłość z żadnej strony u Was nie wierzę.
Na początku oczywiście dziękuję za zainteresowanie moim problemem.Bardzo to dla mnie ważne,że spojrzy na to ktoś postronny.Więc napiszę trochę więcej.Mój mąż zanim zostaliśmy parą pił bardzo dużo,chyba codziennie.Gdy zaczęliśmy się spotykać alkohol prawie zniknął.Czasami wypił,ale to były sporadyczne przypadki,jakieś urodziny,andrzejki itp.Po 4 miesiącach "bycia razem"całował się z inną dziewczyną.Nie chciał się do tego przyznać nawet jak mówiłam mu,że wiem co się stało.W końcu dał za wygraną,ale trochę to trwało.Wtedy zaczął przepraszać,obiecywał że więcej tak nie zrobi,że bardzo mu zależy na mnie.Więc mu wybaczyłam.Jak już zamieszkaliśmy razem,a ja wyjechałam na m-c to do niego przychodził kolega z 3 koleżankami.Jedna podobno się w nim kochała,dlatego przychodziła.Sam mi wszystko powiedział.Nie było tak,że przed ślubem kościelnym było dobrze.Pewnie to najgłupszy powód,ale wzięłam ten ślub,bo po pierwsze on bardzo chciał,a po drugie namawiała mnie do tego rodzina.No bo dwójka dzieci więc wypadałoby mieć kościelny.A teraz to nie jest tak,że ja CHCE ten rozwód.Ja po prostu wiem,że nie mam innego wyjścia.Rozmowy z mężem do niczego nie prowadzą.I jak już napisałam w poście wcześniej,on nie wierzy,że ja odejdę.Bo ja wiele razy już tak mówiłam.On teraz się z tego śmieje,jak mówię,że się rozejdziemy.Nawet czasami jak coś rozmawiamy i ja wspomnę,że jakbyśmy się rozstali,bo w sumie różnie w życiu bywa,to on zawsze mówi"ale my się nie rozstaniemy,nie ma co gdybać".On jest bardzo mnie pewny.Za dużo chyba mu wybaczałam,on robił ze mnie kretynkę,ja obrażałam się na dzień,później była rozmowa i wszytsko było jak wcześniej.Dodam jeszcze,że on mówi np że idzie na spacer,po czy przychodzi po 5 godz pijany.Zdarzało się też tak,że wrócił nad ranem.Przyznał się później,że obudził się rano gdzieś pod drzewem i przyszedł.A synowie będą więksi??Ja nie chcę żeby widzieli,albo żeby koledzy im powiedzieli,że tato spał w parku po drzewem.Boże jak to brzmi!!!Mówiłam o tym mężowi,ale jakoś nie dotarło to do niego.aha,co do terapii małżeńskiej,to jak mu zaproponowałam,to stwierdził,że jemu nie potrzeba.A jak ja mam taką potrzebę to mogę iść.
Piccola - ja stanę po Twojej stronie. Nie warto tkwić w związku, który tak bardzo odbiega od naszych oczekiwań. Oczywiście również jestem zdania, że najpierw należy wykorzystać inne metody. Po pierwsze - szczera rozmowa z mężem - inna niż dotychczas - zorganizuj coś, wyjdźcie gdzieś razem - tak, żeby nie potraktował tego jak kolejne Twoje "gderanie" tylko, żeby odczuł powagę sytuacji. Postaraj się od niego wyciągnąć jakie są przyczyny jego zachowania. Po drugie - zastanów się czego od niego chcesz, zrób listę, pokaż mu i powiedz, że jeśli za 3 miesiące (przykładowo) ta lista Twoich potrzeb będzie tak samo ignorowana jak teraz to wolisz się z nim rozstać niż męczyć dalej. Kolejną możliwością jest terapia małżeńska. Ale jeśli Twój mąż nie będzie chciał rozmawiać, Twoje potrzeby uzna za fanaberię a o terapii nie będzie chciał słyszeć - złóż pozew o rozwód. Życie masz tylko jedno i nie warto go marnować. Pozostawanie w małżeństwie ze względów finansowych to właśnie marnowanie życia. A jakoś w miłość z żadnej strony u Was nie wierzę.
Tu się zgadzam w 100%.
Piccola, po twoim ostatnim poście wiem więcej i wydaje mi się, że twój mąż ma jednak problem alkoholowy. Alkoholik nie przestanie pić jeśli nie doświadczy w bolesny sposób skutków tego picia. Rodzina może mu w tym pomóc pozwalając mu na to. Twój mąż najwyrażniej potrzebuje pomocy chociaż absolutnie tego nie chce, dlatego wszelkie próby podjęcia wspólnej terapii są nieskuteczne. Jesli ci jeszcze zależy na tym małżeństwie, zacznij od siebie, bo zmiana w rodzinie następuje bez względu na to, który z jej członków pierwszy zwróci sie o pomoc. W Poradniach Terapii Uzależnień są programy terapeutyczne dla żon alkoholików. Tam dowiesz się między innymi tego co można zrobić, żeby on zaczął się leczyć. Często się zdarza, że po żonie trafia do przychodni także uzalezniony mąż. Nie ma gwarancji, że tak sie stanie, ale jeśli nawet on nie zacznie sie leczyć, to ciebie twoja własna terapia wzmocni, da ci wiedzę o sobie i twoim małżeństwie i pomoże pozbyć się złudzeń.
Nie wiem gdzie mieszkasz, ale poradnie odwykowe są w kazdym mieście. Nawet we wsiach są punkty konsultacyjne dla uzaleznionych i ich rodzin. Na pewno znajdziesz jesli będziesz chciała.
Życzę ci powodzenia!
MAM PROBLEM. CO MAM ZROBIĆ?
MÓJ MĄŻ B.DUŻO I CZĘSTO PIJE.
W WYNIKU NADUŻYWANIA ALKOHOLU PRZEZ MOJEGO MĘŻA OD KILKU LAT DOCHODZI DO AWANTUR I KŁÓTNI.
BĘDĄC POD WPŁYWEM ALKOHOLU MĄŻ NIE JEST W STNIE ZAPANOWAĆ NAD SWOIM ZACHOWANIEM.NADMIENIAM ŻE MAM 2 SYNÓW 6-LAT I 1-ROK I OBAWIAM SIĘ O JEGO ZACHOWANIE.POD WPŁYWEM ALKOHOLU NIE JEST W STANIE ZAOPIEKOWAĆ SIĘ SYNAMI A WRĘCZ PRZECIWNIE MAM OBIEKCJE CO DO JEGO KONTAKTÓW Z DZIEĆMI.BOJE SIĘ SAMA JE ZOSTAWIĆ Z MĘŻEM ,GDY JEST PO PIWKUCZY CZYMŚ INNYM,
CIĄGŁY ODÓR ALKOHOLU STANY UPOJENIA SĄ NIE DO ZNIESIENIA.
W CZASIE AWANTUR BYŁA RAZ INTERWENCJA POLICJI.
MĄŻ POTRAFI NIE PIĆ PRZEZ KILKA DNI I OBIECYWAĆ POPRZWĘ POTEM WPADA W CIĄG I PIJE PRZEZ TYDZIEŃ DWA ITD.TWIERDZI ŻE NIE JEST ALKOHOLIKIEM I NIE POTRZEBUJE ŻADNEGO LECZENIA.NAŚMIEWA SIĘ ZE MNIE ŻE I TAK NIC MU NIE ZROBIE.ROBI AWANTURY A STARSZY SYN JUŻ WIELEI ROZUMIE I WSZYSTKO SŁUCHA.JAK WPADNIE W CUG TO PIJE TYDZIEŃ WAŻNIEJSI SĄ KOLEDZY PRZYCHODZI DO DOMU ROBI AWANTURE I IDZIE SPAĆ NIC GO NIE OBCHODZ.
.MAMY MIESZKANIE ,KTÓRE KUPILIŚMY NA KREDYT I W RAZIE ROZWODU MĄŻ TWIERDZI ŻE ZABIORĄ MI DZIECI ,BO ON NIE BĘDZIE MIESZKANIA SPŁACAŁ,GDYŻ MOŻE MIESZKAĆ U SWOJEJ MAMY A JA RODZINY NIE MAM WIĘC NIE BĘDE MIAŁA GDZIE .JUŻ DŁUŻEJ TAK NIE MOGĘ BO NAWET CZEPIA SIĘ DZIECI CO MOŻNA ZROBIĆ? I CO Z ALIMENTAMI MĄŻ PRACUJE JA W TEJ CHWILI SIEDZĘ W DOMU Z MŁODSZYM.przepraszam że pisałam dużymi literami.
PROSZĘ O POMOC
Loki, najprościej będzie, gdy skontaktujesz się z pomocą prawną w ramach pomocy kobietom poddawanych przemocy domowej. Adresy i telefony dla Twojego rejo nu znajdziesz w internecie. Nie daj się zastraszyć - Tobie i dzieciom należy się ochrona przed alkoholikiem. Tam pracują osoby doświadczone w temacie - na pewno pomogą.
Ściskam Cię mocno.
Loki, Piccola, przerabiałam to 23 lata w dobrej wierze ( na początku w dobrej, potem, coraz słabszej). Poczytajcie, zastanówcie się. Dzieci wstydzą się ojca, cieszą się, że w końcu odszedł. Mają do mnie żal, że tak późno. Ale dobrze, że nareszcie. Nie chcą go widzieć. Nie chcą z nim rozmawiać. Otwarcie przyznały, że chciałyby, żeby umarł, bo nie przynosiłby im więcej wstydu. a póki żyje, nie wierzą, że znowu im czegoś spektakularnego nie urządzi. Na razie odpuścił, nie pokazuje się. Ale, czy to na zawsze?
Dziewczyny właśnie jutro będe dzwonić do przwnika może coś poradzi,najgorsze jest w tym że szkoda mi dzieci ,ale psychcznie już nie wyrabiam.dzięki i trzymajcie kciuki
Pozdrawiam
Dziewczyny właśnie jutro będe dzwonić do przwnika może coś poradzi,najgorsze jest w tym że szkoda mi dzieci ,ale psychcznie już nie wyrabiam.dzięki i trzymajcie kciuki
Pozdrawiam
Kochana, jestem DDA - moja mam nie potrafiła odejść od ojca. To było piekło, a ja do dziś dźwigam ten garb doświadczeń z dzieciństwa. Jeśli myślisz o dzieciach - tym bardziej odejdź. Będą Ci wdzięczne, zapewniam.
Dziewczyny właśnie jutro będe dzwonić do przwnika może coś poradzi,najgorsze jest w tym że szkoda mi dzieci ,ale psychcznie już nie wyrabiam.dzięki i trzymajcie kciuki
Pozdrawiam
Szkoda dzieci to będzie, jeśli będziesz tkwiła w tym pozornym małżeństwie i pozornej rodzinie. Wychowywałam się w domu, w którym ojciec chlał jak świnia, oszczędź dzieciom strachu, wstydu, stresu - to ciągnie się później za człowiekiem całe życie, a małe dzieci już sporo rozumieją.
Pozdrawiam i życzę dużo siły!