Witam. Mam problem i proszę o radę, jak dalej postąpić w tej sytuacji.
W skrócie o co chodzi. Proszę o rady, nie o krytykę, wiem co źle zrobiłam i napiszę o tym.
Przeczytajcie.
Rok temu poznałam kogoś przez internet. Dobrze się nam rozmawia, oboje jesteśmy zaangażowani w jakiś sposób, ale stwarzam pewne problemy...
Jest dla mnie pewnym "przyjacielem". Kiedy się poznaliśmy byłam w rozpadającym się związku i jestem w nim nadal, z tym, ze nic już nas nie łączy prócz kredytu.
Nie spotkałam się więc z tym kolegą. Z obecnym nie rozstaje się, bo boje się, ze nie dam rady podołać finansowo, spłacamy kredyt, który kiedys wzieliśmy na duze wakacje. On też nie odejdzie, bo ma ze mną wygodnie. Zasugerował mi to. Czuję się też w obowiązku pomóc mu w spłacie. W pracy ciężko, mogę ją stracić lada chwila i marnie płacą, a mam wysokie wykształcenie. Zycie. Mimo tego, ze nie szanujemy się, kłocimy(ciągle zaznacza, że to sie rozpadnie i ma wszystko gdzieś), czuję się zoobowiązana być przy nim jeszcze, bo kiedyś też mi pomógł.
Boję się odejść, bo nie mam wyboru, sprawdzałam, radziłam się, nie będę miała wsparcie, pozostanie w nim to po prostu konsekwencje. Jesteśmy jednak oddaleni i oddzieleni od siebie pokojami, nic nie robimy razem. To przypomina układ. Płaczę, cierpię.
Próbowałam zakonczyć znajomość z internetu, aby porządkować własne życie. Urywałam kontakt, znikałam, ale powróciłam po kilku miesiącah. Przyjał mnie. Super się nadal dogadujemy. Mamy ten sam gust, wartości, spojrzenie. Mam ogromne wrazenie, że to właściwa osoba do choćby satysfakcjonującej przyjaźni w realu.
Jednak nakłamałam ... że zerwałam ze swoim, bo nie chciałam, zeby czuł się, jak piąte koło u wozu.
Nie oskarżajcie mnie. Wiem, ze źle zrobiłam, ze powróciłam do kontaktu i że akłamałam.
Ale jest mi bliski. Raz łapię dystans, bo wiem, ze sama sobie nagrzebałam i to nie wyjdzie. Z drugiej strony "czuję się" przy nim w pewien sposób sobą, dostrzeżona i rozumiana i znowu piszę, bo tego potrzebuję i on też. Rozmowy telefoniczne i maile to wszystko co nas łączy. Wiem, że czeka nas spotkanie. Proponuje wypady. Ja też chcę, ale wymyślam, ze mam móstwo pracy, obowiazków, dodatkowe kursy, a to nie prawda, nie robię tego, bo boje sie tego spotkania po prostu. Tego, ze go okłamałam, tego, ze mam problemy i nie będę sobą, ze bedę nieszczera i się sypnie. Dałam mu odczuć, ze się dystansuję, ale usprawiedliwiam się, ze niby szukam spokoju po neiudanym związku- bzdura.
Wiem, ze w ten sposób sama sobie coś odbieram, ale z drugiej strony moze nie zasługuję na szczęscie. Moze nigdy nie uporządkuję życia. Łudzę się, ze szybko zmienię życie, znajdę lepsza pracę i wyjadę, zmienie życie i wtedy się spotkam z tym kolegą, ale nie wiem kiedy to się stanie, a on nie bedzie czekał wiecznie.
Czuję się podle, bo wyrządzam krzywde sobie i jemu, nie wiem czy obecnemu partnerowi też, ale czuje, ze on mnie nie kocha.
Nakłamałam, bo moze chciałam, by widział mnie idealną, bo moze chciałam taka być, bo moze chciałam życ złudzeniami, że to ma sens, bo nie chciałam stracić kontaktu dzięki któremu czuję, ze coś znaczę. (Pomagam mu, doradzam, pocieszam). Wiem- śmieszne, ale tak czuję. Jeśli w to uwierzył to pwnie nic już nie ma, stracone. Boję się przyznać do prawdy, bo uzna mnie za wariatkę, a moze nią jestem heh? Może z drugiej strony sam naklamal i nie ma dobrych intencji, przecież znam go tylko z sieci, wiec nie warto mówic prawdy, zakończyc to?
Jestem wyczerpana obecnym życiem, nie sypiam, nie mam ochoty na ludzi.
Jak to wszystko rozwiązać? Proszę o pomoc, nie o kopniaki.
Ania z Torunia
Podobne tematy
Twój problem nie jest dla mnie wcale śmieszny ani głupi. Nawet troszkę przypomina mi moją dawną sytuację...
Moja droga skoro nic oprócz kredytu Was nie łączy to ja bym spróbowała jednak związać się z kimś innym. Musiałabyś tylko szczerze powiedzieć, że kogoś masz. no kurde to trochę chore
no ale nie mam innego pomysłu skoro nie możesz odejść i żyć normalnie, a przecież jakoś żyć musisz i trochę szczęścia Ci się należy.
Powiedz prawdę tak jak tu teraz temu koledze z netu i zobaczysz jak zareaguje i skoro tyle Was łączy to powinnaś się z nim spotkać
no co masz do stracenia?
Ja bym zaryzykowała! ![]()
Dzięki Caameron za odpowiedź i zrozumiemie, post jest jednak długi ![]()
Chcialabym mu powiedzieć prawdę, ale w listach pisałam tak, jakbym była zupełnie sama, jakbym to rzeczywiście zakończyła. Pisałam mu co robię, jakbym była singielką. Nawet ja zaczęłam w to wierzyć i tak sie czuć. Paradox. Jeśli się przyznam on się poczuje jak pajac, moze go to zaboleć
Mam dość szanowany zawód i moim obowiązkiem jest szanować innych, boję się, że stracę twarz, że on się rozczaruje. Zaufał mi. Moim zdaniem zachowywałam się dziwnie unikając go już kiedyś, wiem, ze tego nie rozumiał, miałam swoje problemy, takie jest życie.
Z kolegą z netu się nie zwiąże, bo on pracuje i studiuje poza Polską. Wyjazd do niego absolutnie odpada.
Poza tym wiem, ze nie byłabym gotowa na związek przez dłuższy czas, muszę uporządkować swoje samopoczucie, wartość po tym wszytskim. Z resztą nie chciałabym być dla kogoś kłopotem, nawet nie umiem się mu żalić. Nie odczułam też nigdy, że chciałby się mną ... "zaopiekować". jest młodszy 2 lata ode mnie i sam trochę przeszedł. Mam taki zawód, ze nie powinnam się nad sobą rozczulać, to ja zazwyczaj jestem od pomagania. Dlatego radzę się tu ![]()
No zabrnęłaś w te kłamstwa dość głęboko. Trochę źle bo im dłużej to trwa tym więcej było kłamstw i on może nie zrozumieć. W sumie nie zdziwiłabym się bo nikt nie lubi być okłamywany. Piszesz, że związek z nim jest niemożliwy, a może jednak jest jakaś szansa? może on wróciłby dla Ciebie do Polski? Nie można za wiele planować bo nie znacie się w realu. Mimo wszystko uważam, że powinnaś zacząć układać sobie życie. Niekoniecznie z kimś. Kredyt niech będzie swoją drogą, przecież w końcu się skończą raty. Powinnaś poukładać swoje sprawy i zacząć żyć dla siebie.
A ja mam jeszcze jedną propozycję. Skoro nic nie łączy Cię z tym facetem tylko ten kredyt to może spłać go? Weź inny kredyt, oddaj mu część tych pieniędzy i wtedy sama będziesz spłacała już swój własny dług. Kredyt za kredytem to nie jest idealne rozwiązanie ale przynajmniej uwolnisz się z tego związku i będziesz miała jeden problem mniej ![]()
Caameron, kiedy rozmawiamy sugeruje, że chce wrócić do Polski za 1,5 roku, że tam się jednak nie czuje u siebie. Wraca za tydzień na święta i będzie trochę w kraju. Wiem, ze się nie moze doczekać ...
Nie wiem czy jest szansa na związek. Ta znajomość to taka przyjaźn, w której czuje, ze mu zależy, ale ani ja, ani on nie wybiegamy, bynajmniej bezpośrednio w dalekie plany związku. Były insynuacje różne( ze spotkanie, ze kilka dni razem, aby się poznać, przeżyc coś) ale jest w tym wszystkim ostrożnosć i ja to rozumiem. Nie ma problemu. Sama ją zachowuję. Oczywiście sa, jakieś marzenia o przytuleniu, zbliżeniu, dłuższej przyjaźni w realu, w końcu to rok kontaktu i samo się to dzieje ... Jednak zwiazek, coś poważnego... oj nie teraz, przede mną długa droga na pracę nad sobą. Wolę, zeby akurat ten człowiek widział mnie haha, taką idealną kumpelą na razie. Moze kedyś, kiedy wszystko poukładam, moze na emeryturze haha. Wiem, beznadzieja, ech ;P
Ale masz rację, zacznę żyć dla siebie, jednak nie dam rady wziać kredytu teraz, ale pomysł podałaś dobry. Myslałam o wyjeździe za granicę i zarobieniu, ale do innego kraju niż kolega, czy nawet do innego miasta. Mam 28 lat i jestem coraz bardziej przekonana, że slubu nie będzie z obecnym partnerem, nie jestem już najmłodsza, na rodzinę nie mogę liczyć ... a miało być tak pięknie, życie cóż ![]()
Dzięki Caameron, dałaś mi trochę siły i wiary, ze jednak powinnam się spotkać, tylko teraz musiałabym w tym wytrwać, mimo wszystko nadal nie wiem co z przyznaniem się ...
Ok, ide spać, będę jutro, więc porozmawiamy jeszcze.
Dobranoc
6 2010-12-10 01:05:42 Ostatnio edytowany przez caameron (2010-12-10 10:34:55)
Doskonale rozumiem Twoje rozterki bo pare lat temu w taki sposób poznałam swojego obecnego męża
Też była między nami tylko przyjaźń i byliśmy bardzo ostrożni by niczego nie zepsuć. On też mieszkał za granicą. Ale zaryzykowaliśmy!! Kto nie ryzykuje ten nie ma
Jak się z nim nie spotkasz, możesz żałować, że nie spróbowałaś, a jak się poznacie i okaże się, że to nie "to", to przynajmniej będziesz wiedziała, żeby w to dalej nie brnąć
Tak czy siak - czy przyjaźń, czy plany na przyszłość - powinnaś wyznać mu prawdę. Lepsza gorsza prawda niż okłamywanie kogoś bliskiego, nawet wirtualnego przyjaciela.
28 lat to jeszcze nie koniec życia
Jeszcze wiele przed Tobą i z pewnością wiele pięknych chwil Cię czeka w życiu ![]()
Do jutra ![]()
całkowicie zgadzam się z caameron.
Cześć dziewczyny, tak, jak obiecałam - jestem ![]()
Przespałam się dziś z tymi wszystkimi myślami i zaczynam obojętnieć, a może "odkręcać" się. Jakiś czas po próbie odnowy kontaktu dałam mu do zrozumienia, że powoli tracę chęci i wiarę. Tłumaczyłam to niejasnościami)zapewne przez zaangażaowanie)
Przyznam, ze w tym kontakcie było różnie, ale wg mnie i niego zawsze ciekawie. Kontakt raz burzliwy, raz spokojny, raz było mnóstwo długich listów, raz kilka dni ciszy. Od początku zauważyłam, że różnie odpisuje, ale mu, ze mu b. zależy ... Po pierwszej takiej sytuacji, kiedy mnie zaczepił na portalu (dodał nawet do ulubionych kontaktów, ksiązki adresowej) i napisał kilka wiadomości, to po mojej odpowiedzi np. nie pisał do końca dnia. Zdziwiło mnie to. A ze miałam na tym portalu na którym się poznaliśmy wielu innych adoratrów
od razu przestałam się nad nim zastanawiać i zapomniałam zwyczajnie, mimo, że podobał mi się. Sam się jednak odzywał i to z pewnym brakiem dystansu do siebie ..., że nie pisze do niego, że pewnie lubię zabawy w kotka i myszkę, i tu znowu mnie zdziwił ... a to nie o to chodziło, po prostu lubię płynność kontaktu i częste rozmowy,a on sam różnie pisał. Nie tłumaczyłam się jednak. Dziwiło mnie to, Pan prawnik z takim nastawieniem, ale ok. I tak w sumie jest do dziś. Pojawiają się te niejasności im więcej i otwarcie się pisze. To jak uzależnienie chwilami ... Czasem trudno mi go zrozumieć, może dlatego się też z nim wtedy nie spotkałam, czasem jakby brakuje mu zoruzmienia dla mnie, co nie podoba mi się, z drugiej strony cos mnie w nim ciekawi. Wiem, ze on to samo myśli o mnie. Twierdzi, że kontakt ze mną jest nieprzewidywalny, ale szybko się w niego angażuje i że tak nie ma z innymi osobami.(apropos wciągania) Wiem np., ze czasem go meczy gdy duzo i szybko mówię, ale ja już tak mam ...haha
Poza tym zaczynam być zazdrosna. Na jego proflu na fb pojawiają się wpisy od innych kobiet. To powoduje, ze się znów dystansuje, albo gotuje w środku. Nie wiem co one mają oznaczać ze wcześniejszego jednego wpisu widać, ze korespondował z jakaś kobietą. Wiem, ze lubi kobiety. Nie wiem tylko na jakich zasadach i co kontakt ze mną dla niego znaczy.
Jestem skryta, nie potafię zapytać. Czasem, gdy próbuję, jakby unikał odpowiedzi. Martwi mnie to. Z drugiej strony pisze, ze brakuje mu mojego kontaktu, ze sprawiam mu radość.
Nie wiem czy to tylko manipulacja, bo che mnie w koncu poznać ...
Hm, w ogole jest sprzeczny. Dosć często robię za jego terapeutkę. Mnie mówi o problemach, o jego obawach zwiazanych z byciem tam, a na zdjeciach widzę go uśmiechniętego, studiuje w innym kraju kierunek biznesowy, poznaje wspaniałych ludzi.
A ja? Boje się mu mówić o swoich obawach, problemach, gram przed nim twardzielkę. Kiedyś próbowałam sie wyżalić na świat, to nie zaragował, albo usłyszałam "nie marudź kobieto".- chyba w żarcie. Zrezygnowałam, udaje więc, ze jest super i pewnie dlatego też go okłamałam ...
Wyłaczając emocje, właczając rozum, to nie byłby dobry kandydat na mojego meżczyznę, czuję, że jest emocjonalnie słaby, rozumiecie o co chodzi ...
Casem mam ochotę napisać mu długi list i wszystko wyrzucić z siebie,(albo na spotkaniu). Napisać jak jest, napisać czego się w nim obawiam i że raczej nie mógłby np. być moim partnerem, ale nie wiem jak to odbierze. Duszę to w sobie. Z drugiej strony, nie umiem tego zakończyć, bo jestem go ciekawa, ale też zbyt skryta i pogubiona, aby coś z tym zrobić. On też chyba nie należy do super wylewnych wobec mnie, jedynie daje sygnały i stosuje coś między słowami.
Nie wiem dlaczego, moze dlatego, ze sama chcę tego dystansu, on wie, że jestem teraz ostrożna.
Nie wiem co dalej. Napisać do niego i wyrzucić wszytsko co we mnie siedzi? Czy odpuścic?
Sorki za przydługawy post.:)
Wydaje mi się, że jest zbyt wiele wątpliwości. Dobrze, że posiadasz dystans bo to przecież virtual i każdy może kryć się po drugiej stronie. Ja nie kończyłabym tej znajomości mimo wszystko. Spróbowałabym być z nim trochę bardziej szczera. Powoli wyjawiałabym mu prawdę o sobie i obserwowałabym jego reakcję. Grasz twardzielkę więc on fascynuje się tą twardzielką, a nie Tobą. Pokaż mu swoje prawdziwe oblicze i zobacz co on na to. Jeśli będziesz widziała, że przestajesz mu się "podobać" to przestaniesz w to brnąć. Może właśnie on czeka aż się przed nim otworzysz żeby mógł odwzajemnić się tym samym? ![]()
Dzięki, ale chyba raczej nic z tego. Pisaliśmy. Starał się, ale ja nie potrafie się tak serio otworzyć. Utrzymywałam ten kontakt, pisałam, ale mam wątpliwości.
Nie wiem czy jest szczery, czego oczekuje, intuicja zawodzi ... To nie ma sensu.
Za dużo tych myśli, znów złapałam dystans. Napisałam mu dziś, co sądzę o tym wszystkim. Na razie cisza. Jutro przylatuje do kraju.
Wątek martwy. Podnoszę. Wysłałam wczoraj sms z zapytaniem czy się na mnie gniewa, z troską cy doleciał i ze dam znać, jeśli będę w jego miescie, ale nie odpisje. Widziałam go przez chwilę na gg. Wysłalam mu wcześniej kilka maili, w których byłam dosć stanowcza, opisałam swoje wątpliwosci wobec niego i tej relacji. Wcześniej pisałam, że nie będę mieć czasu. Najpierw tęskniłam za tym spotkaniem, potem gdy było coraz blizej miałam coraz więcej wymówek w sumie ... Nie wiem czy bierze mnie na przetrzymanie teraz, czy dał spokój. Nie wiem, jak to rozwiazać??? Nie chcę pisać kolejnej wiadomosci, może on sam ma obawy, a moze powinnam ... ech, ale problem poradźcie