Witam serdecznie,
nie ukrywam że potrzebuje pomocy, ostatecznoscią jest psycholog ale chciałbym poznać zdanie innych, a internet daje jako taki komfort anonimowośći.
Sam mam 25 lat moja dziewczyna jest 5 lat młodsza. Poznaliśmy się całkowicie przypadkiem. Bawiliśmy się razem świetnie, niekończące się tematy rozmów, non stop chcieliśmy spędzać czas razem. Dalej tak jest ale .... no właśnie.
Oboje byliśmy zapalonymi singlami i dopiero nasze towarzystwo pomogło nam się otworzyć. Szczere rozmowy , wyznania. Trwa to już 6 miesięcy ( wiem że to niedługo ). Mamy te same zainteresowania, spiewamy wspólnie hity klasycznego rocka, piszemy wieczorami wierszyki do siebie. CHodzimy do kina, pubu razem na imprezy. Poznałem jej rodziców, ona moich. Robie wszystko by nie nudziłą się przy mnie. To pierwsza dziewczyna do której naprawde coś czuję i robie wszystko by tak ona właśnie się czuła. Ograniczam kontakty z koleżankami by nie czuła się zazdrosna. Staram się być przy niej w każej chwili słabości jak i radości. Powiedziałem także najszczerzej jak tylko mogłem że ją Kocham.
Jestem osobą która wcześniej miałą dość długi związek za sobą zakończony słowami : nic do Ciebie jednak nie czuję po prawie 2 latach. Ból osamotnienie i mętlik w głowie. Po paru miesiącach pojawiła się ona. Jestem osobą dość spokojną, ale zawsze walcze o swoje.
Ostatnio przeżyliśmy mały kryzys, z mojej winy. Stałem się cholernie zazdrosny. Ja jestem osobą uwielbiającą pocałunki, przytulanie. Ona niestety odwrotnie, chociaż z dnia na dzień widzę jak się zmienia. Kiedy się zagalopuje potrafi sie na mnie obraźić. Tak własnie było, zaczęła rozmowe z innymi osobami jakby nigdy nic się nie stało. Ubzdurałem sobie w głowie coś, że to jest beznadziejne że ona widocznie nic takiego we mnie nie widzi mimo czułych słow.Wyszedłęm sie przewietrzyć i zaczeło się piekło. Prawda, nie powiedziała mi jeszcze Kocham Cie, mówi że potrzebuje czasu na to. Rozumiem, jestem w stanie zaczekać tak długo jak będzie trzeba. Spotkaliśmy się po tych wydarzeniach wyjaśniliśmy sobie wszystko, skończyło się na moich przeprosinach na kolanach( tak wiem, brzmi to śmiesznie ale tak bardzo ją kocham ).
Po małym wstępie przechodze do sedna tematu .... Zauważam w sobie że boję się jej zaufać. Boję się żyć w tej niepewności. Non stop pojawiają mi się w głowie myśli, że może za moimi plecami spotyka się z kimś. Brakuje mi pewności siebie. Zwykłe słowa potrafią w głowie urosnąć mi do skandalu.
Było na tyle źle że niestety ale zrobiłem najgorsze co mogłem zrobić. Próbowałem ją sprawdzać. Początkowo słowami, zapytaniami o tego i tamtego. Cholernie mnie to bolało, ale strach górował nad bólem. Dotarło do tego że sprawdziłem jej rozmowy .... Widziałem jak rozmawiała jakiś czas temu z chłopakiem i umawiała się z nim na romantyczną kolację. Mowiła mi o tym wcześniej że to kolega który pomagał jej na studiach pod warunkiem że się z nim umówi... w jakiś sposób jestem w stanie to zrozumieć ale tam w środku siedzi to cholerne drugie ja które podpowiada mi że już po mnie. że ma mnie dosyć.
Nie wiem co mam o sobie myśleć. Teraz przyszedł jeszcze taki okres że mam troche czasu dla siebie w przerwie prawie dwutygodniowej od pracy. Jednego dnia jest chora, rozumiem, spotykamy się wieczorem, umawiamy się na nastepny dzień że po zajęciach spotkamy się porozrabiać coś razem w domu. Nastepnego dnia sms, ze jednak nie poszła do szłoky odpocznie i dzisiaj się nie zobaczymy. Znowu myśli znowu cholerna niepewność.
Rośnie to do rozmiaru choroby. Nie mogę wysiedzieć w miejscu. Miliony myśli. Staram się ufać, robie co mogę. Powoli zaczyna mnie to przerastać. Nie wiem jak inne kobiety czuły by się wiedząc to. Przeprowadziliśmy szczerą rozmowe powiedzieliśmy sobie co nas boli, były łzy, pocałunki ale wciąż ....
Licze na licz na łamach forum, lub dobre ciepłe słowo które pomoże mi rozwiać wątpliwośći.
Pozdrawiam,
Marek