Chciałbym poznać kobiecy punkt widzenia na moją sytuację. Sam nie wiem czy płakać,czy śmiać się...
A więc tak. Nazywam się Jacek. Mam 23 lat. Kilka lat temu zacząłem się spotykać z Beata(22). Znaliśmy się trochę wcześniej ze szkoły, i jakoś zaiskrzyło między nami. W sumie to się zakochałem
Byliśmy razem dwa lata. Bywało różnie. Ja byłem jej pierwszym chłopakiem i kochankiem, i i vice versa. Trochę razem przeżyliśmy,i całkiem nieźle Nam szło,aż do pewnego momentu. Otóż zawaliłem szkołę i zachowałem się troche szczeniacko, nie pozwalając sobie pomóc,odrzucając jej pomoc a wreszcie wyjeżdzając za granicę. Było ciężko. Ona szybko znalazła sobie pocieszenie,ale nie wyszło jej( trudno o mnie zapomnieć) Zaczeliśmy pisać, zdecydowaliśmy się na powrót. Przyjechła do mnie, razem spędzilismy cudowne 6 miesięcy,aż chciało się żeby to trwało wieczność. Powrót do Polski, zderzenie z polską rzeczywistościa. Zaczeło być cięzko. Problemy z pracą. To nie nastrajało pozytywnie. Ale jednak. pierścionek zaręczynowy był już kupiony. Zaręczylismy się w listopadzie. I nagle, w lutym, przyszedł koniec. Zerwała zaręczyny. Owszem mieliśmy problemy,głównie chodziło o problemy ze znalezieniem stałej pracy, i to strasznie truło życie. Pierścionek poszedł pływać do rzeki ![]()
Koniec to koniec. A jednak. W czerwcu znowu zaczelismy być razem. Zaczeło się od telefonu,a potem już potoczyło się z górki. Trudny był to powrót, trochę sie ukrywalismy na poczatku. Czuć było że oboje trochę boimy się. Ale było fajnie. Do pewnego moementu,który jest trudny do wyłapania. Coś zaczeło się psuć. Coraz rzadziej chciała się spotykac, dziwne rozmowy itd. W listopadzie sam przerwałem tą ciężka atmosferę zrywając, i robiąc sobie ciężki reset pamięci(nie pomogło)
Wiem że Ona miała potem kilku facetów. No ale normalna rzecz. Jesli nie zaczyna się wygadywać jakiś "głupot" na temat byłych to jest Ok. Z jej strony padła tez propozycja zostania przyjaciółmi. Ok, spróbowałem. Jakoś nie mogę żyć ze świadomościa, że kobieta, która wciąż kocham( jestem tego pewien) jest z innym a ja mam być tylko "friend". Zerwałem kontakty. Nawet miało być już na wieczność. Jasne...
Jakoś w sierpniu odezwałą się. chciała się zoabczyć. No i ja głupi zgodziłem się. Jakoś długo się umawialiśmy, ale w październiku wpadła do mnie, no i ...znowu powrót. To już chyba czwarty raz. Jestem pełen niepewności i starsznie jej nie ufam. No ale,kurcze,ja ją wciąż kocham,i wiem że to jest podstwa na której możemy odbudowąc Nas(naiwny jestem?) A przynajmniej tak myslałem do niedawna...
Zrobiłem coś złego. Coś bardzo złego. Przekroczyłem pewną etyczną granicę. Nazwiecie mnie najgorzymi epitetami itd, no ale stało się. Włamałem się do jej korenspondencji,a konkretnie do archiwum gg
No i to chyba był mój bilet do piekła.
Co przeczytałem: kiedy zerwała ze mną zaręczyny,to jakiś czas przed tym poznała faceta. Zaprosił ją na kawę. Pogadali trochę itd. Prawdopodobnie nie zdradziła mnie z nim wtedy,tylko zerwałą zaręczyny,a potem po jakimś czasie(tygodnie) zaczeła z nim. Trwało to ok 4 miesięcy. Rzucił ją. Zaznaczam że z tego co wycztałem to była strasznie w nim zakochana, może bardziej niż we mnie. Trudn mi to oceniać. On ją rzucił,bo wróciła jego narzeczona, z którą wcześniej rozstał się,sam nie wiem jak to dokładnie było. Rzucił ją,a ja przypadkowo wtedy odezwałem się do Niej, i wróciła do mnie. To był czerwiec,zaczeło się od telefonu,a skończyło się w listopadzie, kiedy musiałem przerwać tą ciezka atmosferę. Nie podejrzewałem że to wszystko było przez tamtego faceta. Z tego co wycztałem to po zerwaniu, po jakimś czasie znowu nawiązali kontakt. Ale Ona wtedy też ze mną się spotykała!!! Zaczeli się spotykać, nawet to łóżka z nim poszła:/ No i co? On ją wykorzystał,bo powiedział jej że zerwał z narzzeczoną,przespał się z Nia,a potem że jednak wraca do narzeczonej. Ładna historia. Wzruszająca. No ale Ona wtedy była ze mną. Ja ją wspierałem, ja jej pomagałem, opiekowałem się Nia,a Ona kręciła z drugim facetem na boku. Nawet chodziła do psychologa, podobno żeby pomóc Nam,a leczyła sie od tego kolesia.
Prosze nie oceniajcie mnie przez pryzmat tego włamania. Stało się. Po lekturze wiadomości jedną karę już poniosłem. Sam sobie zgotowałem ten los. Ale jak myślę, że to byłoby ukrywane przede mną,to ąz mnie ściska w gardle . Co ja mam zrobić?? Jak mam wyjść z tej całęj "sieci"?? Ona mi tu do ucha szepcze o dzieciach,oślubie,jak to Nam kiedyś fajnie było itd. A ja trzymam w sobie ten "sekret". Jakoś ostatnio pytaliśmy się nawzajem o róznę rzeczy,i padło pytanie o zdradę. Oczywiscie odpowiedź: Nie. No tak, idiota przeciez by się przynał prawda? Jak mam wyjśc z tej sytuacji. Bo ja wciąż ją kocham,mnie to bardzo boli. Nie mogę jeść,spać, płakać mi się chce. Nie mam do Niej zaufania. Jak słyszę od Niej słowo "kocham," to jakby mi szpilkę w serce wbijano. Ja nie rzucam słów na wiatr, dla mnie to słow coś znaczy, ma wartość. Myślałem o tym żeby opowiedzieć jej tą cała historię, jako historię kogoś innego, jakieś mojej wymyslnej znajomej. Albo żeby wysłać sobie fałszywego maila " od zyczliwej osoby", i tym sprokurować ją do rozmowy. Bo przecież nie wygarnę jej tego prosto w twarz. Nie jestem chamem. Potrafię być stanowczy,ale nie przekraczam granic kultury języka. Darzę ją szacunkiem, nie chce mimo wszystko sprawić jej dodatkowego bólu. ALe nie chce sam tez cierpieć. Chce wyjaśnić to. Chce żeby to wyszło na jaw. A wtedy nie wie co. Rzucić. Skasować z życia. Co mam robić???? Prosze o jakies rady
aha, i żeby nie było, że pisze do Was jakiś koleś który jest jakimś totalnym niedorajdą, brzydkim itd. O nie,nie. Do rany przyłóż. Inteligentny, z poczuciem humoru, troskliwy, mający bzika na punkcie swojej kobiety. I to nie moje zdanie, to opinie znajomych. Niektórży tak zazdrościcili,że padły nawet jednoznaczne propozycje,ale zdecydowanie odrzucone. Ja jestem uczciwy wobec swojej dziewczyny,chciałbym żeby Ona była wobec mnie także. Tylko czy to jest możliwe, czy to ma jecze jakiś sens???
Jacek