Witajcie.
Do trzydziestej rocznicy slubu nie zostalo juz duzo czasu, moj prawie 27-mio letni zwiazek,choc moze nie najpiekniejszy ,to jednak owocny (mam fajnego syna i kochana corcie ),cieply i spokojny ,zmienil sie w cos co trudno nazwac i zniesc . Jakis czas temu maz mial udar,dzieki Bogu porazenie bylo male i po krotkiej rechabilitacji dosc szybko wrocil do dawnej sprawnosci fizycznej,niestety chyba tylko fizycznej . Zaczol sobie wmawiac ze jest do niczego ,choc z poczatku bardzo sie staralam mu tlumaczyc ze przecież jest wszystko dobrze ze. powinien sie cieszyc przeciesz sobie tak szybko poradzil itd,itp nic nie pomagalo . Bardzo sie zmienil ,choc nigdy nie byl wylewny teraz stal sie zupelnie obojetny ,powiedzialabym wrecz wrogo nastawiony wobec mnie. Stal sie okropnie zazdrosny ,najpierw zaczely sie pytania -gdzie bylam ,czemu tak dlugo ,z kim rozmawialam przez tel i takie tam .Potem zaczął sie okres ze musialam sie ze wszystkiego tlumaczyc z kim szlam ,z kim rozmawialam ,choc bardzo mnie to bolalo ciagle staralam sie mezowi tlumaczyc ze przeciesz nigdy przez tyle lat nie dalam Mu zadnych powodow do zazdrosci ze zna mnie tyle lat ,mowilam jak bardzo mnie to boli ze nagle bez powodu zupelnie stracil zaufania do mnie .Nic nie pomaga !!!! Doszlo do tego ze wczoraj dzwonila moja kolezanka ,kiedy ja bylam na spacerze z psem nie wzielam tel bo znowu by bylo ze wyszlam sobie z kims pogadac wiec odebral ale Ona juz sie rozlaczyla ,wiec na poczekaniu sobie wymyslil ze to jakis frajer dzwonil i awantura gotowa syn wziol tel do reki bo uslyszal wymysly meza i tlumaczyl ze przecież to ciocia Renia( na moja przyjaciolke od malego mowi ciocia ) ze niema tu zadnych innych polaczen ,ale do niego juz nic nie trafia ! niemam juz sily .La Que Sabe ,kiedy kilka miesiecy temu napisalas w Twoim watku do mnie o wiosnie i o sile bylam pelna nadzieji nawet przez mysl mi nie przeszlo ze spotka mnie cos takiego !!! nie wiem juz co robic !!
Podobne tematy
Kryzys to chyba najlepsze słowo. I co z tym fantem zrobić? Chyba sama nie dasz rady. Ja bym się zwróciła do psychologa. Jawnie. Myślę, że twój mąż powinien przejść rehabilitację psychiczną również. Jeśli się zgodzi to dobrze i pójdziecie sobie na terapię partnerską a jak nie, to sama skorzystaj. Umów się, weź wizytówkę i pokaż mu - tam idę, potrzebuję pomocy, pójdziesz ze mną? Zawsze to jakiś krok w szukaniu rozwiązania tego supła
powodzenia
witaj.
Moim zdaniem porażenie zawsze zostawia po sobie jakiś ślad. Mimo, iż Twój mąż szybko wrócił do formy, wygląda na to że mogło to się odbić na jego psychice. Możliwe, że po chorobie Twój mąż czuje się gorszy, niepotrzebny i boi się, że ktoś zajmie jego miejsce. Chorobliwa zazdrość to po prostu paniczny strach, że zostanie sam...
Tak ja myślę. Mam taki pomysł, że może zrób mu awanturę, w której wykrzyczysz jak jest Ci ciężko z nim wytrzymać bo nigdy go nie zdradziłaś i że masz tego dość i jeśli się nie zmieni to odejdziesz. może krzycząc usłyszy i przestraszy się, że naprawdę może Cię stracić. Jeśli to nie pomorze, wydaje mi się, że powinniście iść do psychologa...
Trzymam kciuki!! powodzenia i nie załamuj się! ![]()
Zuzo, to są skutki choroby jaką przebył Twój mąż. I wierz mi to jest problem większości kobiet udarowych mężów. Nie piszesz czy mąż pracuje, czy jest jeszcze na zwolnieniu. Bezruch, bezczynność, brak zajęcia powodują u niego poczucie mniejszej wartości, zagrożenia pozycji jaką zajmował do tej pory w rodzinie i stąd to zachowanie. Porozmawiaj z neurologiem, może on podsunie Ci jakieś rozwiązanie.
Powodzenia ![]()
Witam . Dziekuje za cieple slowa .Maz jest na recie ale od kilku miesiecy tez pracuje ,mimo ze nie pracuje w pelnym wymiarze godzin zarabia wiecej odemnie plus reta wiec jesli chodzi o pieniadze nie powinien sie czuc nie dowartosciowany.Po za tym ciagle staram sie mowic mezowi ze nic sie nie zmienilo ze bardzo Go kocham ,a moze nawet bardziej kiedy poczulam jak malo trzeba i mozna stracic kogos kogo kochamy ,prosilam aby pomyslal co poczolby kiedy mnie by stracil ,spytal dlaczego mialby mnie stracic ,przeciesz nie jestem chora ! Wscieklam sie i zaczelam sie wydzierac ze nie o to chodzi ze bardzo tesknie za moim mezem i chce Go zpowrotem plakalam i sie wsciekalam na zmiane nie wiem czy nie przesadzilam ale cos sie stalo cos sie zmienilo plakalismy razem musze isc ,jutro napisze co z tego wyniklo jestem pelna nadzieji Moze to bedzie jakis przelom mam nadzieje !!!!
Witam .Moze nie jest tak jak bym chciala ,ale maz sie stara ,powiedzial ze nie moze nic na to poradzic , ze ma dziwne obawy ,ze ciagle mysli o tym ze juz nie jest dla mnie takim facetem jakim byl . dlugo rozmawialismy moje zapewnienia wiele nie zmieniaja moze jednak da sie namowic na rozmowe z psychologiem choc to nie bedzie latwe .
Ja również uważam,ze słowo "kryzys" jest tutaj najbardziej odpowiednie. Może powinniście wyjechac gdzieś razem i odpocząc? Zaproponuj taki wyjazd dzięki któremu będziecie mogli sie zdystansowac. Wiem że to bardzo pomaga.