Witam!
Wygląda na to że mam kłopot z zapanowaniem nad emocjami. Bywam agresywna i nie umiem sobie poradzić ze swoim spontanicznym zachowaniem. Nie wiem co się ze mną dzieje.
Od dłuższego czasu zachowuję się jak choleryczka łatwo wpadam w złość a nawet wściekłość, od razu dostaje szczękościsku jak ktoś mnie mocno irytuje, potrafię z miejsca kogoś na wyzywać a potem dopiero rozmyślam o tym jak nie właściwie się zachowałam. W złości od razu staję się wulgarna chamska i bezczelna i myślę nie raz o tym jak bym komuś chętnie.....
Często na zaczepki reaguje nerwowo zaczynam się rzucać zamiast spokojnie wyjaśnić.
Nie odpowiada mi taka postawa i wiem że ze mną coś złego się dzieje. Wiem że wina leży po mojej stronie nawet jeśli mam do czynienia z kimś równie nerwowym. Co prawda Nikogo nigdy nie uderzyłam, ani kiedy byłam w wieku szkolnym czy w życiu dorosłym ale przyznaję że nieraz mam na to ochotę. Póki co wybucham jak wulkan z obelgami i złością. Czy takie zachowanie jest sygnałem jakiejś choroby nerwicowej.? Do dam tylko że stres i napięcie powoduje takie wybuchy złości spowodowany jest stalkingiem. Jakiś psychol mnie napada i chyba psychicznie wariuje. Co zrobić żeby się jakoś wyciszyć złagodnieć? Czy to może być groźne?Nie radze sobie z tym.
Podobne tematy
Frida odnosze wrazenie , ze ty sama tak naprawde znasz przyczyny podwyzszonej AGRESJI i wybuchowosci. Nie bez przyczyny tak mowie , bo znam taka identyczna w swoim ZACHOWANIU osobe. Dla mnie jest to ktos kto wlasciwie nie wie czego chce. Ma cala mase roznych kompleksow z ktorymi nie jest w stanie sobie poradzic.Wiec uwaza , ze tylko agresja , i wyladowywanie zlosci na kimkolwiek kto jest pod reka go dowartosciowuje. Jest APODYKTYCZNY i CHOLERYCZNY w jednym wydaniu. Zniewagi , OBELGI i zaczepki sa na porzadku dziennym. Swoje frustracje i niepowodzenia nadrabia wlasnie chamskim i paskudnie prowokacyjnym zachowaniem , wobec bliskich i obcych . Obraza i nie widzi nic zlego w tym. Jego EGO jest rozbudzone do nieprzytomnosci. Straszny i zarazem OKRUTNIE TRUDNY charakter. Brak zupelnego dystansu i nie liczenia sie z nikim i niczym. Frida sprobuj pomyslec nad tym.Wiem z obserwacji, ze jak dlugo trwa taki stan nie UJARZMIANIA SWOICH emocji to przychodzi chwila zupelnego rozchwiania psychiki, a wtedy moze byc nie wesolo. Moze przeanalizowanie sytuacji stresogennych pomogloby w jakims stopniu zmnimalizowac twoja agresje ? Powodzenia
3 2010-11-13 00:31:45 Ostatnio edytowany przez Pixy (2010-11-13 00:34:20)
Aleś Kika przekierowała... ![]()
Nie wydaje mi się, że osoba, którą opisujesz była/jest taka sama, jak frida.
Ja też jestem wybuchowa, i to też stres. Generalnie ludzi lubię i muszę ich potem przepraszać bardzo. Wstydzę się mojej wybuchowości i wulgaryzmu. Może nie bluzgam kogoś prosto w twarz, ale bluzgam w ogóle.
Frida nie pisze nic o byciu apodyktyczną tylko o swoich wybuchach...
Mówi o reakcjach na zaczepki, a nie o jechaniu otoczenia w ramach rozszalałego ego...
Chyba dopisałaś nieco, bo ktoś Ci za skórę zalazł. I się nie dziwię. Takie osoby potrafią załazić
.
Ale w jednym masz rację - to zakopane zakompleksienie+stres życia codziennego*problem z wartością własną=brak umiejętnego, równego reagowania na otoczenie.
Nie musi to być od razu ego. Ja to odbieram, jako reakcję ostateczną/jedyną jaką znamy. Rozładowującą.
Ja najczęściej szałuję kiedy jestem maksymalnie sfrustrowana idiotyzmami przełożonych. Niekompetencją, dziwadłami nielogiczności, niesprawiedliwością etc. etc. Wybucham wtedy kiedy jestem taks straśnie, boląco bezradna.
Może warto spróbować technik wyciszających?
Gdzieś tutaj było o zadawaniu sobie dwóch pytań:
1. Dlaczego tak mnie denerwuje ta sytuacja/osoba?
2. Co mogę zmienić/wyciągnąć z tej sytuacji?
Powiem, że coś pokrewnego temu pozwoliło mi w przeciągu zaledwie kilku minut wyciszyć skutecznie rozszalałe nerwy.
A należę do osób, które dość szybko i łatwo potrafią się nakręcić same, jakąś pierdołą.
Zgodzę się z pixy. Sama nie zaczepiam. Jakieś kompleksy na pewno mam, Ale np jeżeli zaparkuje auto krzywo i jakiś gość rzuci się do mnie z awanturą jak ja parkuje zamiast spokojnie zwrócić uwagę to bieda..... Wtedy od razu wybucham i mówię w miejscu publicznym weź się odpierd... A jeszcze jak zwróci mi uwagę a sam się pomylił i nie ma racji-koniec!!!! W urzędzie jak 2 razy przegonią po pietrach to przy trzecim już jest dym(..) co sobie pani myśli że ja tu biegać przyszłam, Po trzy tytuły naukowe a prostej sprawy załatwić nie można. Jak będę chciała biegać to na siłownie pójdę. Pani jest głupia.! Jakby diabeł we mnie wstąpił, nie panuje nad tym. Denerwują mnie mało inteligentni nie uporządkowani ludzie.Dostaje furii jak ktoś się umawia ze mną i nie oddzwoni żeby odwołać spotkanie. jakbym nie miała ciekawszych rzeczy tylko czekać na durna koleżankę która olała spotkanie. takie niby pierdoły a wyprowadzają mnie z równowagi. Ja dostrzegam w tym problem, ale nie radzę sobie z tym. Nie wiem czy to jakaś nerwica, czy po prostu stres i przemęczenie. Ale wiem jedno nie odpowiada mi te zachowanie nawet jeżeli ktoś mnie do tego prowokuje. Jak sie z tego leczyć? Czy potrzebny jest mi psycholog?
Jak dla mnie to są objawy nerwów napiętych jak postronek, takich, które się cały czas trzyma, ale potem puszczają przy błahostce.
Według mnie doraźnie pomoże wizyta u psychiatry, opowiesz co i jak i zapewne dostaniesz jakieś leki na wyciszenie.
Teraz jest dużo leków takich co nie ogłupiają i nie usypiają, tylko łagodnie uspokajają.
Psychiatra też po rozmowie z Tobą oceni czy przydałaby się psychoterapia u psychologa i ewentualnie da Ci skierowanie.
Celowo pisze o psychiatrze, bo do tego lekarza można się zapisać państwowo bez skierowania, natomiast do psychologa musiałabyś iść prywatnie, lub wcześniej po skierowanie od rodzinnego.
Super dziękuję za podpowiedź, takiej informacji szukałam. Jeszcze raz dzięki. Będę coś z sobą robiła Pozdrawiam
Witajcie, mam podobny problem, zauwazylam to juz kilkanascie miesiecy temu, zaczelo sie od problemow w domu, zaczelam byc niemila i opryskliwa dla rodzicow, nie mialam ochoty na rozmowe z nimi, na kazde pytanie odpowiadalam w agresywny sposób. Nie wiedzialam co sie dzieje ale to bagatelizowalam, bo w towarzystwie znajomych zachowywalam sie zupelnie normalnie. Dopiero teraz dotarlo do mnie moje zachowanie, kiedy wykrzyczala mi to w twarz moja wspollokatorka i zarazem przyjaciolka, ktora znosi moje humory od kilku miesiecy. Od jakiegos czasu odzywam sie tak i zachowuje takze do najbliszych znajomych z ktorymi spedzam duzo czasu. Myslalam o wizycie u psychologa, o rozmowie z kims kto jest bezstronny. Wydaje mi sie, ze wszytsko zaczelo sie wlasnie jakies 3 lata temu, kiedy rozstalam sie z chlopakiem po dosc toksycznym i pelnym rozczarowan zwiazku. Bylam zakochana bez pamieci, a on to wykorzystywal i wciaz wzbudzal we mnie poczucie winy, nic co robilam/mowilam nie bylo dobre, wszystko zawsze krytykowal. Dlugo nie moglam sie po tym pozbierac i wyzywalam sie na otoczeniu, poznalam swietnego faceta- zabawnego, przystojnego, kazda chwila z nim dawala mi szczescie. Niestety to tylko kolega, ktory bardzo mnie lubi ale nigdy nic wiecej z tego nie bedzie- przezylam ponowne rozczarowanie co chyba jeszcze bardziej nasililo moje nerwowe zachowania. Teraz uslyszalam, ze wyzywam sie na kolezankach...nie wiem co robic, nie hcce zeby sie ode mnie wszyscy odwrocili a jakos nie potrafie o tym rozmawiac, przyznac sie przed nimi, ze nawalilam:( jest mi tak zle i nie wiem juz co robic, sama ze soba nie moge wytrzymac, zaczynam sie juz chyba nie nawidziec. Pomozcie mi!:(
Powiem Ci, że właśnie powiedzenie osobom, którym zrobiłaś kuku pomaga najbardziej.
Przyjaciele nie odbiorą tego, jako słabości, tylko przeprosiny. A Tobie pomoże to jak cholera.
Człowiek jest tak skonstruowany, że takie przeproszenie i wyznanie win traktuje jako altruistyczny odruch, a tak naprawdę poprawia nastrój i samopoczucie tylko "altruiście".
Dla innych to symptom odniesienia się do nich osobiście - co również im schlebia.
Szczerość to dość skomplikowany mechanizm, ale ręczę (na własnych doświadczeniach bazując), że pomaga.
Owszem - trafia się na ludzi głupich, którzy nie doceniają takiej postawy, ale to już ich strata i problem - a Ty odnajdziesz spokój.
Zatem porozmawiaj, przeproś i przyznaj, że nawaliłaś. To nic zdrożnego. Nie zmienia poglądów ponoć tylko krowa
.
I nie myli się ten kto nic nie robi, a takimi gardzimy prawda? ![]()