Witajcie,
Banał, ale potrzebuję wsparcia... miałam partnera ze swoich marzeń. Rozstaliśmy się w kłótni w czerwcu rok temu. Mimo to, wciąż mieliśmy kontakt. Tesknilismy za sobą. W listopadzie się zeszlismy, mieliśmy kilka spięć, przez to rozstanie, które ewidentnie kazdego z nas bolało. Pod koniec lutego, po wyjeździe na narty, podczas którego mój luby kreslil naszą przyszłość, nagle oświadczył, ze się więcej nie spotkamy. Zebym nie szukała winy w sobie i nie zadawała pytań. Unioslam sie dumą i zaakceptowałam jego decyzję. Mieszkamy niestety 100m od siebie, więc często go widzę. Na ulicy nawet nie patrzę w jego stronę. Czułam wielką, czarną, ziejącą zgliszcza pustkę w sercu... wpadłam w depresję, lekarz mi przepisał odpowiednie leki, nie widziałam sensu życia..
Mój luby co 2-3 tyg odzywał się do mnie, popełniłam karygodny błąd, bo jak pisal, to zawsze miło mu odpisywalam. Chyba ludzilam się, ze on też tęskni.. tak pisal do mnie do lipca, aż nagle zauważyłam, ze mnie zablokował na wszystkich komunikatorach. Bez powodu, ot tak blokada. Nie wytrzymałam natłoku emocji i zapytałam O co mu chodzi. W odpowiedzi wylał na mnie wiadro pomyj. Nigdy nie doświadczyłam od nikogo takiej agresji słownej, pogrozek, wyzwisk .. dowiedziałam się, ze on mnie nienawidzi, zawsze bylam beznadziejna, jestem idiotka i miał mnir tylko dla seksu.. A jak jeszcze raz napiszę, to mi "przypier***i". Wróciły moje stany depresyjne z pełną siłą, jak nie większą.
Niestety widuję go dalej, tak 3x w miesiącu. W środę stałam z psem, a on jechał autem. Pierwszy raz od dawna spojrzelismy sobie głęboko w oczy. Poczułam fale gorąca, serce bilo jak oszalał.. Po powrocie do domu, tak tesknilam za nim, miałam ochotę się do niego przytulić, wróciły wspomnienia. Jednocześnie się stopuje i mam do siebie żal, ze nie zerwałam stanowczo z nim kontaktu. Niestety następnego ranka, jak wciąż bylam pobudzona tym spotkaniem, on zadzwonił i zaczął się na mnie wyzywac.. groził mi śmiercią, wyzywal od najgorszych, od wariatów, stalkerow, ze używam jakiegos programu, za pomocą którego, dzwonię do ludzi z jego numeru (!!!), ogrom chamskich i bezlitosnych słów. Po raz kolejny uznał, ze przeciez mnie nie kochał nigdy, bo jestem taka beznadziejna. Nie wytrzymałam napięcia i się rozplakalam. Wykrzyczalam mu, że jestem wariatka bo się w nim zakochalam i zeby sie odczepil. Rozlaczylam się, nie chciałam by słuchał jak płacze..
Czemu on mi to robi? Oskarża mnie o jakieś chore rzeczy, wali tam, gdzie boli.. skąd taka agresja? Przecież pretensje o to, ze mnie widzi, mieszkając 100m ode mnie, to jak pretensje o to, ze słońce wschodzi. Jestem na skraju wytrzymałości.. Nie mogę spać, jeść, pracować.. moje poczucie własnej wartości jest równe zeru. Zaczynam mu wierzyć w to, co mówi. Bo przecież kto może znac nas lepiej, niż nasi partnerzy.. Jestem załamana, dlaczego on się tak względem mnie zachowuje, skoro to on mnie zostawił? ![]()