Witajcie!
Dawno mnie tutaj nie było...myślałam, że pewne sprawy są już za mną, byłam pewna, że się pozbierałam po odejściu męża, że zaczęłam nowe życie, szczęśliwe życie...byłam zadowolona ze swoich decyzji...jeszcze do wczoraj! I właśnie wczoraj wszystko wróciło do starych schematów, boję się, że to uczucie jednak nigdy mi nie minie!!!
Nie będę się rozpisywać, dlaczego się rozstaliśmy bo o tym obszernie pisałam w innym wątku i nie chcę się powtarzać. Problem jest w tym, że nie potrafię zapomnieć i obawiam się, że nigdy mi się to nie uda
Wczoraj minął rok odkąd nie jesteśmy razem z jeszcze mężem i pod wieczór przypomniał mi się ten dzień. Całą noc przepłakałam z naszymi wspólnymi zdjęciami w ręku. I mimo, że zdaję sobie sprawę, że z tego małżeństwa już nic nie będzie, za wiele się wydarzyło, zbyt dużo złych słów padło to bardzo za nim tęsknię. Nie potrafię ułożyć sobie życia, codziennie myślę o tym jak było i jak mogłoby być. Zaczęłam go sprawdzać na wszystkich portalach, wypytuję znajomych czy kogoś ma i myślę, że mogłabym zrobić coś strasznego, gdybym się dowiedziała o jakiejś innej w jego życiu. Aż sama zaczynam się siebie bać! Każdego nowego faceta, który pojawia się w moim życiu traktuję jak wroga, nie mam ochoty na umawianie się, poznawanie innych. Stałam się zgorzkniałą kobietą, żyjącą przeszłością i nie daję sobie szans na przyszłość, choć wszyscy dookoła myślą inaczej...umiem zachować pozory i twarz, zwłaszcza, że każdy się dziwi jak można kochać kogoś takiego jak on. Czuję się jak uzależniona od niego, a czym bardziej mnie olewa, tym bardziej ja za nim tęsknię...
Najgorsze jest to, że w małżeństwie zostałam wykorzystana, głównie finansowo, byłam poniżana, traktowana jak coś gorszego...a ja wypieram te złe rzeczy i przypominam sobie tylko te miłe chwile, które razem przeżyliśmy! Totalnie bezsensu!!! Jak można mieć świadomość beznadziejności i nadal w nią brnąć??!! Sama się katuję chyba, ale to jest silniejsze ode mnie. Przeszłam 3-miesięczną psychoterapię i myślałam, że przeszło, ale chyba jest ze mnie beznadziejny przypadek bo widać nic mi ta terapia nie pomogła
Codziennie kładąc się do łóżka wieczorem, wyobrażam sobie jak wracamy do siebie i mam już chyba milion wersji!!!
Nie potrafię sobie z tym poradzić, nie wiem jak, skoro nawet terapia nie pomogła! Może któraś z Was ma podobne doświadczenia i potrafiłaby mnie wesprzeć jakąś mądrą radą...
Podobne tematy
Prawdopodobnie nie uda się TOBIE uniknąć wspomnień, ale warto dbać o to, aby nadmiernie nie pogrążać się w rozpamiętywaniu przeszłości.Daj sobie czas. Znane porzekadło mówi: ?czas leczy rany?. I chyba tak.Prostu z czasem utrata kogoś dla nas ważnego przestaje być czymś bolesnym. Z upływem czasu opadają emocje. Powoduje to, że dystansujemy się do problemu. Tracąc kogoś bliskiego i ważnego - jesteśmy zranieni. Często też szukamy winnych. Zauważyłam, że w takich sytuacjach pomocna jest świadomość o przemijalności wszelkich uczuć. Tak. Uczucia ulegają zmianom.To pewna sprzeczność pomiędzy tym, co pragniemy, a naturą uczuć. Chcielibyśmy, żeby uczucia były trwałe i zawsze intensywne. Ale on się zmieniają.Po utracie kogoś bliskiego często mamy tendencje do zamykania się na innych Ludzi. Nierzadko słyszę:- już nigdy nikomu nie zaufam To często jest stan przejściowy. Jednak głębokie zranienia mogą prowadzić do postawy, w której boimy się mocniej zaangażować w relacje międzyludzkie .Nie pozwól na to, by utrata męża NIE ZAMKNĘŁA CIĘ na zdolność zawierania nowych znajomości .Wielu osobom pomaga także wyrażenie bólu w formie pisemnej. Napisz list,pamiętnik. Po prostu zwerbalizuj swoje uczucia i emocje związane z utratą bliskiej osoby.
Witaj;)
po trochu rozumiem Cię. Mój chłopak zostawił mnie przed ślubem i też cierpiałam i zawsze mowiłam sobie, że jak by chciał wrócić to się na to zgodze bo go kocham. Te z sprawdzałam i wypytywałam nasz znajomych czy ma kogoś itp. A każdego faceta, który się pojawiał w moim życiu był traktowany jak wróg. Po pewnym czasie on się odezwał i chciał się spotkać wiec się zgodziłam pewna nadzieji, że chce wrócić i już miałam wszystko zaplanowane co mu powiem;) a jak go zobaczyłam to zrozumiałam, że on nie jest tym człowiekiem którego pokochalam i tak bardzo kocham. Po naszej rozmowie mi ulżyło i już wiedziałam, że czekanie nie miało sensu a miłość przerodziła się po prostu w ...........
Mam nadzieję, że u Ciebie będzie tak samo;) Trzymam za Ciebie mocno;) Czas leczy rany;) pozdrawiam;)
Musisz to zaakceptować że on odszedł, jeżeli sie z tym faktem pogodzisz zacznie się proces uzdrawiania Twojego serca, jak tu juz ktoś mądrze napisał, nic w życiu nie jest stałe, wszystko się zmienia, uczucia innych też, nie możesz nikomu kazać Cię kochać, jeśli nawet to jest Twoim najwiekszym marzeniem i zyczeniem, to druga osoba może tak juz nie czuć. To co dla Ciebie jest szczęściem dla niego może być nieszczęściem, tak bywa niestety i akceptacja takiego stanu rzeczy jest jedynym rozwiązaniem w takich sytuacjach. Nie ma sensu walczyć o to czego już nie ma, czego druga osoba nie czuje, to boli bardzo, wiem sama, odrzucenie, odtrącenie boli cholernie ale trzeba z tym żyć, wiem że teraz wszystkie nasze rady nie mają dla Ciebie sensu bo rozpaczasz, płaczesz, tęsknisz, gloryfikujesz go, widzisz tylko jego dobre strony, nie widzisz teraz i nie pamietasz jak byłaś ponizana, wykorzystywana i traktowana jako coś gorszego, ale z czasem to zobaczysz, jesteś teraz od niego uzależniona, był jak narkotyk i efekt odstawienny bedzie jeszcze długi tak jak długo sączył do Twojego serca jad, który tolerowałaś mówiąc ze go kochasz, ale miłość nie jest cierpieniem i milość nie jest bólem.
motylek20 mam nadzieję, że i u mnie tak będzie...widujemy się dość często bo mamy dziecko razem i każda taka jego wizyta kończy się moim rozstrojem nerwowym trwającym kilka dni! Facetów omijam z daleka, a już tacy, którzy zaczynają się mną interesować działają na mnie wręcz jak płachta na byka. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, większość osób mi radzi, żebym zaczęła się umawiać to może w końcu poznam kogoś interesującego...ale może to jeszcze nie jest najlepszy czas na nowy związek. Podejrzewam, że nikt by ze mną nie wytrzymał, skoro ja myślę wciąż o nim...
maxi ja o tym wszystkim teoretycznie wiem...gorzej z praktyką. Zdaję sobie sprawę, że nic na siłę, że nie zmuszę go do miłości, ale nie wiem dlaczego cały czas wmawiam sobie, że nie mógł przestać mnie kochać, skoro kiedyś kochał tak mocno. Ale masz rację, moja miłość jest dla niego nieszczęściem...dobrze, że chociaż udało mi się przestać do dobijać tą swoja miłością. Przez ten rok często do niego pisałam, mówiłam, płakałam o tym co czuję i co myślę. A on nic, nie reagował ani pozytywnie ani negatywnie. Robiłam z siebie żałosną idiotkę w jego oczach, licząc, że określi się w tą albo drugą stronę...Do dziś nie złożył pozwu o rozwód, ja też, więc podświadomie na coś chyba czekam...
dominika25 faktycznie może zacznę pisać pamiętnik, może mi to ulży. Wiem, że czas pomaga, ale to raczej wszystko w moich rękach. Ja niestety zamknęłam się na innych i na wszelkie zainteresowanie histerycznie reaguję. Mam nadzieję, że z czasem przejdzie...tylko pytanie kiedy??!! Ponad rok z tym wszystkim walczę i nadal żadnej ulgi, chyba, że taka chwilowa jak mam wokoło siebie przyjaciółki...a jak zostaję sama to wszystko wraca...
Bardzo dziękuję wszystkim Wam za wsparcie...Boję się, że depresja wróci bo czuję, że jest blisko, a ostatnim razem źle się skończyła
Boisz się samotności jak każdy, tym bardziej ze masz dziecko, boisz się że nie dasz rady i ze Ciebie to przerosło, bo był on, rozpamietujesz wszystko od nowa dlatego to tak długo trwa, musisz wreszcie zająć sie sobą i swoim życiem, kontaktuj się z nim tylko jesli chodzi o dziecko, sama napisałaś że kontaktowałaś się z nim często a on nic, masz odpowiedź, jemu juz na Tobie nie zależy i olej to, ale Tobie musi zależeć na sobie samej, jesteś największą wartością jaką masz i Twoje dziecko i myśl tylko o WAS nie o nim, niech to co robi i z kim juz Cię nie obchodzi, to zamkniete, Wazna jesteś tylko TY, dasz radę, ale pozwól sobie wreszcie do końca przeżyć swoje emocje, wyrzuć to z siebie i zacznij uwalniać się od bólu i cierpienia.
Najgorsze jest to, że w małżeństwie zostałam wykorzystana, głównie finansowo, byłam poniżana, traktowana jak coś gorszego...a ja wypieram te złe rzeczy i przypominam sobie tylko te miłe chwile, które razem przeżyliśmy!
nie wiem dlaczego cały czas wmawiam sobie, że nie mógł przestać mnie kochać, skoro kiedyś kochał tak mocno.
Agapy - minął rok, powinnaś już ochłonąć na tyle, żeby odpowiedzieć sobie na pytanie: czy on Cię kochał, czy raczej wykorzystywał ze względu na miłość do siebie samego i chęć zaspokojenia swoich potrzeb???
Dlaczego jeszcze o nim myślisz? Być może dlatego, że nie potrafisz sobie samej postawić odpowiednich pytań, które nie pozwolą Ci na żadne pokrętne odpowiedzi tylko na rzetelne ocenienie faktów. Na pewno nie pomoże Ci oglądanie zdjęć i rozdrapywanie ran. Musisz się od tego powstrzymać. A przestaniesz o nim myśleć gdy zdejmiesz w końcu różowe okulary - gwarantuję Ci to!
Należy Ci się od życia partner, który otoczy Cię szacunkiem, ucziwością, troską - i to będzie swiadczyć o miłości.
Trzymam kciuki i pozdrawiam!
Nie dasz sobie sama rady. Musisz isć na terapię. Wczoraj umieściłam tu na forum adresy z telefonami gdzie mozna sie udać po pomoc.
Nie dasz sobie sama rady. Musisz isć na terapię. Wczoraj umieściłam tu na forum adresy z telefonami gdzie mozna sie udać po pomoc.
W ubiegły piątek zakończyłam 12 tygodniową terapię grupową...niestety problem pozostał...
Problem pozostał bo to Ty nie chcesz o nim zapomnieć i widocznie nie dość skutecznie i wnikliwie uczestniczyłaś w terapii, ja byłam na 6 sesjach i jest ze mną duzo lepiej ale ja robię wszystko aby wspomnienie przyblakło.
Problem pozostał bo to Ty nie chcesz o nim zapomnieć i widocznie nie dość skutecznie i wnikliwie uczestniczyłaś w terapii, ja byłam na 6 sesjach i jest ze mną duzo lepiej ale ja robię wszystko aby wspomnienie przyblakło.
wiesz co, w sumie to robiłam wszystko co mogłam...brałam udział w kilku psychodramach...naprawdę się starałam. Nie wiem co więcej mogłam tam zrobić. 12 tygodni codziennej 4 godzinnej terapii podzielonej na dwie sesje i miałam już dobre dni, niestety wszystko wróciło, choć może nie aż tak silnie jak wcześniej. Ponoć trzeba z tym troszkę pochodzić i dopiero zobaczy się zmiany w sobie...no cóż, poczekam...i nadal nad sobą pracuję...
Przechodzilam to! Jak czytalam Twoj watek to dokladnie tak samo bylo ze mna i wszystkie dobre rady niestety braly w leb... CZAS tylko czas Cie wyleczy...
Tylko nie szukaj Go nigdzie8 zapomnij ze istnieje probuj przynajmiej...
Moja chora milosc do kogos kto odszedl trwala prawie 7lat i teraz wiem ze tylko zmarnowalam te lata...ale chcij o nim zapomniec i nie oszukuj samej siebie!
JEGO NIEMA I NIE BEDZIE
pOWODZENIA
Moja chora milosc do kogos kto odszedl trwala prawie 7lat i teraz wiem ze tylko zmarnowalam te lata...ale chcij o nim zapomniec i nie oszukuj samej siebie!
JEGO NIEMA I NIE BEDZIEpOWODZENIA
7 lat?? sporo...mam nadzieję, że uda mi się szybciej zapomnieć, albo przynajmniej nie myśleć o nim jak o kimś wartościowym!!!
14 2010-11-12 20:50:07 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-11-12 20:50:37)
aby nie myslec o nim jak o kims wartosciowym potrzebna jest LISTA.
Zaloz dzienniczek i wpisz tam wszystkie przykrosci jakie cie spotkaly z jego strony. Uzupelniaj go w miare jak sobie przypomnisz.
W chwili tesknoty (mnie najczesciej dopadala gdy kladlam sie spac sama w lozku) siegasz po dzienniczek i czytasz o wszystkich swoich zlych emocjach, bolu i placzu z jego powodu... i jakos nie chce ci sie tesknic wiecej tego dnia.
Mnie ta metode podano wlasnie na terapii
Zazdrość dziękuję bardzo...spróbuje, to może mi pomóc! Za chwilkę zabieram się z spisywanie wszystkich przykrości, które mnie spotkały z jego strony...jakiś gruby zeszyt muszę znaleźć...
aby nie myslec o nim jak o kims wartosciowym potrzebna jest LISTA.
Zaloz dzienniczek i wpisz tam wszystkie przykrosci jakie cie spotkaly z jego strony. Uzupelniaj go w miare jak sobie przypomnisz.
W chwili tesknoty (mnie najczesciej dopadala gdy kladlam sie spac sama w lozku) siegasz po dzienniczek i czytasz o wszystkich swoich zlych emocjach, bolu i placzu z jego powodu... i jakos nie chce ci sie tesknic wiecej tego dnia.
Mnie ta metode podano wlasnie na terapii
Zazdrość ma absolutna rację. Kiedy ogarniają mnie wątpliwości, czy dobrze zrobiłam izolując się od M. - przypominam sobie. A jest co. Boli jak cholera, ale natychmiast prostuje kręgosłup.
Trzymaj się, a w chwili zwątpienia pisz - zawsze któraś z nas da Ci kopa
Na opamiętanie.
Trzymaj się, a w chwili zwątpienia pisz - zawsze któraś z nas da Ci kopa
Na opamiętanie.
dziękuję Wam bardzo...było mi to potrzebne
))