Witam,
Przedstawię Wam rozwód widziany oczyma mężczyzny, który nie jest powodem. Mam 31 lat.Parą byliśmy od 12 lat, małżeństwem od 5 i mamy 2,5 Córeczkę.
No i stało się. Około 12 VII, Żona oznajmiła mi, że kogoś ma. Uznałem to za jakiś żart, próbę wymuszenia jakiejś, określonej postawy. Dnia 18 VIII przeprowadziła się do 2 pokoju. Moje zachowania, skuteczne do tej pory, przewidziane na moment kryzysu zawiodły. Nawet przez myśl nie przyszło mi, że może już kogoś mieć, uznałem to za głupi żart jak dotychczas (wzajemnie). 26 VIII moje urodziny i 4 rocznica ślubu kościelnego (cywilny rok wcześniej)-składa mi zdawkowe życzenia. Bez pocałunku. Prośby o powrót do małżeńskiego łoża dają chwilowy efekt. Po 3 dniach wraca na na wyjściowe "pozycje". O co chodzi?
Następne 20 dni to moja próba wywarcia na nią nacisku w postaci szantażu emocjonalnego, który do tej pory działał, a polegał na zerowym kontakcie emocjonalnym i cielesnym (to nieprawda,że kobiety wytrzymują dłużej bez seksu). To nie mogło tu zadziałać bo przecież ona kogoś miała, choć nie mogłem w to wierzyć..tak bardzo jej ufałem. 20 dni to naprawdę niewiele. Bywały okresy 3 miesięczne spowodowane wyjazdami.
12 IX. Wracam ok. 0.00 z pracy. Stwierdzam brak żony i dziecka. Dzwonię do niej. Poczta. Dzwonię do teściów. Ala śpi. Myślę, kobiece gierki poszła na urodziny, na które mnie nie zaproszono. Dzień następny. Idę do pracy i wracam o tej samej porze. Braki jak wcześniej. Dzwonię do żony. Odbiera i mówi, że wraca. Wraca w asyście teściowej, która siedzi bardzo długo. Niemal zostaje na noc. Następny dzień na rano. Nie ma kiedy pogadać a nóż w kapsi się otwiyro.
15 IX. Chcę wreszcie pogadać. Ta, zamiast rozmowy daje mi nr kom i idzie do 2 pokoju. Dzwonię. W słuchawce męski głos. Dla pewności pytam czy zna i o co chodz? Ten oznakmia mi, że jestem frajerem. Dowiaduję się, że dała się poderwać 7 lat młodszemu studentowi (nic dziwnego bo sama wygląda na ok 20 choć ma 30). Zagroziłem śmiercią...........zadziałało, o dziwo, następnego dnia już z nią nie był (choć do dziś uprasza się by do niej wrócił). Ponieważ zniszczyłem jej miłość postanowiła w dniu 15 X się ze mną rozwieść. Wtedy do mnie doszło, że nie chodzi konkretnie o niego.
TERAZ: W dniu 2 XI wezwała policję w ponieważ stanowię zagrożenie dla jej życia. W chwili interwencji nie było mnie w domu (byłem w pracy) ale rzekomo uciekłem. Na szczęście jestem w stanie udowodnić stan pracy ale moja żona chce zająć odpowiednie pozycje do rozwodu. Wie, że byłby on zasądzony z jej winy i chce wymusić bez orzekania o winie.
8 XI Kocham moją żonę. Jeśli chciałaby wrócić, wybaczyłbym jej wszystko. Z resztą, zdradę wybaczyłem jej od razu, prosząc o rozsądek. Nie zadziałało. Znudziła się, che się wyszaleć i korzystać z życia będąc jednocześnie matką. Powód odejścia wg mnie: brak perspektyw na moją zgodę na 2 dziecko w najbliższym roku i to, że prosiłem ją aby poszła do pracy, nie mówiąc o prośbie o tym aby poczęła korzystać z doustnych środków antykoncepcyjnych. Wg niej: brak poczucia bezpieczeństwa i romantyzmu w naszym związku.
Pragmatyka kontra romantyka.
Napiszę więcej ale serce mnie boli (nie fizycznie).
pozdrawiam miłe Panie...
ps. wiem, że to płytkie ale nigdy nie zwiąże się już z kobietą..a może tylko teraz tak myślę?