witam,
5 lat temu moja matka rozpoczela zwiazek z mezczyzna poznanym w sanatorium. Na początku to była istna sielanka, zapewnienia o wielkiej miłości, prezenty,itp. Po dwóch latach od tego czasu zaczęły się jednak pierwsze problemy. Przede wszystkim, na światło dzienne wyszło jego zamiłowanie do alkoholu i wplątywanie się w znajomości z podejrzanymi ludźmi. Zazwyczaj obracał się w kręgu ludzi z marginesu, drobnymi przestępcami, także nie stroniącymi od procentów. Znikał na całe noce, wracał upity i pełny agresji. Moja matka przez dośc długi czas pozwalała mu na takie wybryki i przyjmowała jego chwilową skruchę ze względu na to,że jeszcze jej zależało. Popełniła następne błędy. Z racji,że on nie potrafił utrzymać żadnej pracy na dłużej niż kilka miesięcy, wzięła na niego kredyt, później następny, które on oczywiście obiecał spłacać. Jego wypady powtarzały się średnio raz na miesiąc. Zawsze zaczynało się tym,że książę obudził się w złym humorze, z pretensjami o wszystko i po prostu pryskał z domu, nie odbierając telefonów i cwaniakując z koleżkami. Najgorsze, co można zrobić , moja matka zrobiła dwa lata temu. Sąsiadka z góry zalała nam całe mieszkanie, wszystko bylo do wymiany, praktycznie trzeba było odnowić pokoje od deski do deski. On, w ramach wielkiego gestu, wziął spory kredyt i pomagał matce w wyremontowaniu domu. Dorzucił się do niektórych sprzętów i jako że zajmuje się pracami budowlanymi, miał swój udział i w tym. Wszystko miałam pod kontrolą, kiedy byłam w domu. To znaczy, on znikał i wracał, ale czasem udało mi się przejąc nad nim władzę, sprowadzić go w skrusze do domu , w związku z czym unikał awanturowania się w mojej obecności. Natomiast to,co dzieje się teraz, kiedy jestem na studiach, jest już nie do opanowania. Jestem na etapie, w którym moja matka uciekła z domu, ponieważ on znalazł kolegów, którzy pozwalają mu u siebie nocować, co więcej-kibicują mu gorąco w jego poczynaniach i on upomina się dosłownie o wszystko. Jest bardzo pewny siebie i nie ma mowy o rozstaniu w pokoju, bo twierdzi, że wszystko w naszym mieszkaniu należy do niego. Jest non stop upity jak świnia i ciągle tylko wydzwania z pogróżkami. Nie jest to jednak nic, co mogłoby zainteresować policję a i tego nie chcę, gdyż policja, jak czytałam, w takich sprawach nawala jak w każdej innej. Nie mam pojęcia, co mogę zrobić, żeby z tym skończyć. Wiem,że on się mnie nie boi, straciłam już jakikolwiek wpływ na jego zachowanie. Błagam o pomoc
Podobne tematy
Czy oni są małżeństwem?? Jest tam zameldowany?
Jezeli nie, to policja musi działać - usunąć faceta z mieszkania.
Po pierwsze policja i jeszcze raz policja -są niemili często i jest to nie przyjemne ale innej drogi niema.
Mamy się nie będzie bał napewno po zgłoszeniu będzie jeszcze gorzej ale innej drogi nie ma.
Zameldowanie-bardzo ważne -jeśli nie jest to prosta sprawa -jeżeli nie to trzeba długiej drogi i detrminacji.
My z rodzicami zrobiliśmy tak wycofamy sprawę na policji ale ty się wymeldujesz-straszył,szantażował,było tak strasznie ,że już wiedziałamm,ze albo się uwolnie albo i tak on mnie i moją rodzinę wykończy-po decyzji nie wolno pozwalać sobie na samotne rozmowy bo będzie próbował od prósb do grózb,
Ciężko się wyplątać z takiej sytuacji ale wsperaj mamę niech sie ratuje-
pomoc psychologa też jest konieczna-ja musialam brać leki-bo inaczej strach nie pozwalał mi na trzeżwe myslenie.
nie jest zameldowany, ale to i tak nic nie upraszcza, bo jego znajomi są tego formatu co on, zapomniałam wspomnieć, że sam siedział w pace za pobicie i włamanie, więc ma spore doświadczenie. Problem w tym,że moja mama nie dopuszcza myśli o policji, mówi,że on się i tak ich nie boi, a jeśli nawet zostawią go w areszcie na chwilę to w niczym nie pomoże, a będzie później znacznie gorzej. Jest strasznie mściwy i bez zahamowań, jedynym rozwiązaniem byłoby dożywocie, ale kto mu je da za pogróżki i przepychanki. Prawo nie jest szczególnie ostre dla tego rodzaju prostaków.Groził już nie raz w takich sytuacjach,że chyba nie wiemy,czym jest solidarność więzienna,że ma na wolności i nie tylko kolegów z wpływami, więc jeśli nie on, to zawsze znajdzie się ktoś chętny, by za niego dokończyć zabawę. Wiem na pewno,że jest zdolny włamać się do mieszkania, jak tylko je opuszczę, bo specjalnie przyjechałam, żeby nie stało puste , poza tym nie umiem pogodzić się z myślą,że muszę we własnym domu czuć się jak morderca, ukrywać, każde wyjście z psem to obserwacja,czy ktoś podejrzany już się tu nie kręci. Umiem jednak pohamować strach, tylko nie wiem, jak mam jutro wrócić na studia.
5 2010-11-07 12:27:31 Ostatnio edytowany przez koma5 (2010-11-07 12:27:53)
Dima!
Widzę, że Twoja matka nie chce się go pozbyć, no bo co to za tłumaczenie???
Ty też powielasz jej błędy, niestety.
Nie jest mężem, nie jest zameldowany, sprowadza do domu męty, ma kontakty ze srodowiskiem kryminalnym ...
Policja! Zawołana wtedy, gdy w domu będą jego pijani goście. Niech go zabiorą, z zakazem zbliżania pod groźba kary
I sprawa do sadu.
Działaj! On Was zastraszył!
nie pojawia się w domu, jak ktoś w nim jest, tak jak napisałam powyżej, doskonale wie,że wtedy policja na niego wsiądzie, no bo to jest sytuacja krytyczna. Nikt nigdy nie pozwolił mu sprowadzić do domu żadnego kolegi, pisałam, że on przesiaduje u nich po domach
Dima...to pisz, przestrzegając interpunkcji i granicy zdania, bo trudno zrozumieć, o co chodzi bez podwójnego czytania.
taka sytuacja jest absurdalan rozumię,że to trudne wydaje sie że nawet niemożliwe ale w takim razie nic nie będziecie robić?
nie wierzęże się nie bio policji tak tylko mówi-recydywa przecież ma wyrok więc tymbardziej policja nie będzie miala wątpliwości.
Czy nic nie robiąc uważasz,ze nic się nie stanie zlego?
Jeżeli się włamie to tylko go pogrąży-stałyście się ofiarami nie żyjecie normalnie.
Nie można ze strachu ustępować pola przestępcom w imię czego?dla spokoju? przecież i tak go nie macie