w skrocie, mieszkamy od siebie 80km, widujemy sie w weekendy, wczoraj napisal mi ze sie nie spotkamy bo chce wyjsc z kumplami bo dawno sie z nimi nie widzial, powiedzialam, ok, ja sama umowilam sie z kolezankami...podczas gdy bylam w innym barze znajoma napisala mi że mój D. bil sie i jest w lazience w tym barze co on, zalatwilam transport i pojechalam tam natychmiast, faktycznie nie wygladał najlepiej a w jego towarzystwie nie bylo tych kumpli o ktorych mi mówił, wyszlam z toalety i zobaczylam jak dosiada sie do jedngo kolesia i 5 dziewczy, az mna zatrzaslo, podeszlam i powiedziałam mu na ucho cicho i spokojnie jeszcze wtedy kiedy pojdzie od tych kolezanek bo nie o takim wieczorze rozmawilalismy, a on zlewczym glosem powiedział, ze jeszcze troszeczke posiedzi i wziął łyk kieliszka, to mnie tak wyprowadzili z rownowagi ze zlapalam nie dopite piwo i wylałam mu na twarz, wyszedl z toalety i poszedl do jakis panienek, nawet mnie nie przedstawil tylko powiedzial ze jeszcze znimi posiedzi..wyszedl za mna z baru, powiedział, że nikt mu takiej akcji o nic nie odstawil, ze nic zlego nie zrobil, ze tam byli jego kumple, a ja takie akcje odstawiam, wtedy przechodzil jakis koles i zwrocil mu uwage, dlaczego podnosi glos na kobiete i wywiazala sie bojka, wyladowal na pogotowiu...powiedzialam ze dzialalam w emocjach, ze poczulam sie totalnie olana, a on powiedzial, ze mam o nim zapomniec, bo o nic zniszczylam prawie roczna znajomosc, ze przeze mnie wyladowal na pogotowiu i stal sie posmiewiskiem w barze... powiedzialam mu zeby ochlonął, ze nie takie rzeczy sie zapomina, ze oboje dzialalismy w emocjach, a on zaprzepaszcza tyle pozytywnych chwil...
mam do niego nie pisac, nie dzwonic..co robic, czy widzicie szanse na powrot, jak postepowac??;(
powiedzial ze nie bede juz nawet jego kolezanka, ze nie chce mnie znac,ze to koniec bez odwrotu:(