zanim zostaliśmy małżenstwem chodzilismy ze sobą 6 lat... raz było dobrze raz źle, jednym słowem klasyczna para aż w końcu pobralismy się. zaraz na początku małżeństwa zaczęło sie totalnie wszytsko psuć ale starałam sie wszystko godzić, robiłam wszystko tak jak chcial i co chciał oby tylko było dobrze. pewnego dnia oświadczyl mi ze miedzy nami jest ktos trzeci. jak sie pózniej dowiedzialam to juz trwalo przed naszym ślubem. czułam sie fatalnie ale chciałam nas jeszcze ratowac az pewnego dnia wyprowadziłam sie do rodziców. zaczął mnie nekać zebym wróciła, ze mimo tego ze mnie nie kocha chce byc ze mna. po miesiącu wróciłam, dałam sie namówić- i to był błąd. na jakis czas uspokoiło sie ale teraz po pół roku znowu serwuje mi "rozrywke". znowu słysze ze jest nieszcześliwy, ze najchetniej by sie rozwiódł. nie wiem co mam o tym mysleć. wydaje mi sie ze jestem dobra zoną, wszytskim sie zajmuję, ostatnio dostałam swietna pracę tymczasem on odwala swoje 8 godzin i po powrocie do domu zaszywa sie w pokoju z komputerem albo idzie na siłownie. to chory związek, ciągle jestem sama, nigdzie ze mna nie wychodzi, nie spedza ze mna czasu. juz sobie z tym nie radze. mysle ze najlepiej zrobimy jak sie rozejdziemy i kazdy z nas ułoży sobie zycie na nowo choc strasznie sie boje. kocham go ale z drugiej strony po co sie zamęczac?
Podobne tematy
póki nie pojawiły się dzieci odejdź. nic więcej nie da się tu powiedzieć. i tak popełniłaś błąd wracając do niego po zdradzie. ale to już chyba wiesz
Jeśli wciąż jest ktoś trzeci to cięzko będzie Wam odbudowac ten związek, albo raczej Tobie będzie ciężko, bo to by oznaczało, że on nie chce go odbudować. jeśli mówi że najchetneij by się rozwiódł, to dlaczego tego nie robi? Zapytałaś go o to?
Ja myslę że Tuy juz jestteś zmęczona ta walka o Wasze małżeństwo skoro sama zastanawiasz się nad rozstaniem.
Uważam, że powinnaś przeanalizowac wszystko raz jescze porozmawiac z mężem, zeby sie okreslił, czego on chce. Bo jesli tylko Ty chcesz walczyćto to sie mija z celem, bo przegrana masz jak w banku.
Po rozmowie, musicie wprowadzic radykalne zmiany w Waszym związku, musicie przezde wszystki zacząc spędzac ze soba czas, odkryc , że znów Możecie się świetni ebawić w swoim towarzystwie. Może Was zwiazek ma znamiono "przechodzonego". Moze powinnicie pewne rzeczy odswierzyć. Nie piszesz nic o tym czy w sypialni tez jest kiepsko, bo jesli tak - to to jest niezmiernie ważne, aby to naprawić ![]()
Ale przede wszystklim ustal, czy oboje tego chcecie... porozmawiaj z nim. Zapytaj, dlaczego się czuje niesczesliwy, czego mu brakuje.
Trzymam kciuki:)
100 razy wypytywałam co sie dzieje? co robie nie tak? albo nie uzyskiwałam odpowiedzi albo była ona w stylu; "nie chce mi sie z toba gadac", "zejdz mi z oczu"
jesli chodzo o sex to jest tak ze cały czas ma pretensje ze nie sypiamy ze soba a jak sie do niego chce zbliżyc to wymysla ze boli go głowa, brzuch, ze jest zmeczony itp. sama nie wiem co chce przez to osiagnąć. mam wrazenie ze robi mi wyrzuty bo tak narawde chce mnie psychicznie wykonczyc i miec pretekst do tego zeby sie nie odzywac, spedzac czas samemu albo poza rodziną. ach nie mam juz sił. męczy mnie ta niepewność i strach przed tym co mnie spotka jutro, czy znowu nie oswiadczy mi ze ktos miedzy nami jest.
Mój mąż też wymigiwał się od seksu ze mną. A że zależało mi na dzieciach - był to dla mnie problem. Komputer też był jego towarzyszem częściej niż ja. I też jest ktoś trzeci. A gdzie jesteś w tym wszystkim Ty? Bo ja robiłam to samo - nadmiar obowiązków, aby było jak najlepiej. No bo przecież pewnie przeze mnie "coś" nie gra. I nie grało. Dzisiaj wiem, że nie mogło. Bo jak tylko jedno ciągnie - nie da się. Boli, i będzie bolało. Ale czy chcemy tak żyć? Czego się boimy? Samotności? Przecież i tak jesteśmy w tym związku SAME.
najlepiej odejdź póki jeszcze nie zniszczył Cie całkiem.... Takich "rozrywek" będzie pewnie serwował ci coraz więcej a to pogorszy tylko Twoja samoocenę i samopoczucie...Popatrz na to z tej strony: jesteś wartościową kobietą godną najwspanialszego faceta pod słońcem, a jak jemu nie pasuje to droga wolna....
klasyczny związek- ty skaczesz nad mężusiem, starasz się zeby było dobrze, a on zawsze marudzi, zawsze mu źle i grozi odejściem.. przeszłam coś podobnego.. ale z narzeczonym... zostaw go, bo marnujesz sobie życie
100 razy wypytywałam co sie dzieje? co robie nie tak? albo nie uzyskiwałam odpowiedzi albo była ona w stylu; "nie chce mi sie z toba gadac", "zejdz mi z oczu"
jesli chodzo o sex to jest tak ze cały czas ma pretensje ze nie sypiamy ze soba a jak sie do niego chce zbliżyc to wymysla ze boli go głowa, brzuch, ze jest zmeczony itp. sama nie wiem co chce przez to osiagnąć. mam wrazenie ze robi mi wyrzuty bo tak narawde chce mnie psychicznie wykonczyc i miec pretekst do tego zeby sie nie odzywac, spedzac czas samemu albo poza rodziną. ach nie mam juz sił. męczy mnie ta niepewność i strach przed tym co mnie spotka jutro, czy znowu nie oswiadczy mi ze ktos miedzy nami jest.
odejdz od niego. nie wierze ze mozesz cokolwiek do niego czuc po takimtraktowaniu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!