netkobietyWszystkie działy
Samotność

Samotna po rozpadzie związku.

24 odpowiedzi11 841 wyświetleńzałożony przez miska, 12.08.2008

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Samotna po rozpadzie związku.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 25 ]

1

Temat: Samotna po rozpadzie związku.

Byliśmy ponad 5 lat razem, raz było lepiej, raz gorzej, z reguły gorzej, bo ja krzyczałam, robiłam awantury o byle co, byłam zazdrosna. On po prawie 5 latach przestał to znosić, stawał się coraz bardziej smutny. Musiałam wtedy zrobić coś, żeby nas zbliżyć. Zaczęłam do niego wysyłać smsy z netu, z różnych prepaidów. Początkowo nas to zbliżyło, później przestawało działać, zwłaszcza gdy zaczęłam mówić, że robi to jego przyjaciółka (o którą byłam zazdrosna). Zaczęłam mu mówić, że jeśli nie będzie ze mną to się zabiję. Po sylwestrze, którego spędziliśmy z jego znajomymi dowiedziałam się, że jestem w ciąży, był koniec stycznia. Była rozpacz co dalej zrobimy, jak to będzie jak pojawi się dziecko. Oboje byliśmy w szoku, pełna antykoncepcja itd. Podjęliśmy decyzję, że zamieszkamy razem. W końcu jak kolejny raz mu zrobiłam awanturę o jakieś byle co, stwierdził, że ma tego dość, że nie umie tak dalej żyć, budząc się w nocy z krzykiem. Był koniec lutego jak mnie zostawił. 17 marca poroniłam i całkowicie się załamałam. Przez 2 miesiące nie wychodziłam z domu, mam na koncie 3 próby samobójcze. Codziennie do niego przez ten czas dzwoniłam, zarówno z własnego numeru tel, jak i z prepaidów. W tym czasie wysłałam olbrzymie ilości smsów wulgarnych, obrażających mnie, jego, jego przyjaciół, mówiących o jego i naszym życiu prywatnym. Oczywiście nie tylko do niego, również do jego znajomych, rodziców. Wreszcie - w maju - podjęłam decyzję o leczeniu, zgłosiłam się do szpitala na oddział zamknięty. Spędziłam tam miesiąc. Codziennie do niego dzwoniłam, potrafiliśmy rozmawiać nawet 3 godziny dziennie. Brakowało mi go bardzo. Zresztą dalej brakuje. A teraz on wie, że to ja wysyłałam te smsy i wydzwaniałam do niego. Mówi, że stracił do mnie zaufanie, że nie chce mi nic mówić, żebym znów nie wystawiła na światło dzienne jego prywatnych spraw. Czy istnieje możliwość odzyskania tego straconego zaufania? Jeśli tak to jak. Jestem teraz bardzo samotna, on był dla mnie całym światem. On mówi, że zniszczyłam naszą miłość, że już mnie nie kocha i że nigdy więcej nie chce być ze mną. Zresztą teraz do jakiego faceta się zbliżę, to nikt mnie nie chce. Nie jestem w niczyim typie. Nie mam znajomych i przyjaciół. Moje całe teraźniejsze życie toczy się po to, żeby znaleźć sposób na odzyskanie zaufania. Proszę pomóżcie.

2 Ostatnio edytowany przez Kaya (2008-08-17 21:11:06)

Odp: Samotna po rozpadzie związku.

Moim zdaniem powinnaś przede wszystkim skorzystac z pomocy psychoterapety gdyż związek w którym byłaś wywarł na tobie ogromny wpływ. Przeżycia które opisujesz są bardzo dramatyczne i szczerze mówiąc uważam że wasz powrót nie będzie niczym dobrym. Na początku skupiłabym się aby nauczyc się życ od nowa ale bez ukochanego.Musisz stanąc na nogi ty sama bo bez tego nawet gdybyś chciała nie uratujesz tamtego związku. Najpierw pozbądz się obaw ,lęków popracuj nad własną osobowością a jeśli osiągniesz sukces i nadal będziesz chciała wrócic do przeszłości spójrz na minione wydarzenia z pewną dozą obiektywizmu, bo czasami nie ma czego ratowac.







Poprawiłam błędy ortograficzne. / Kaya.

3

Odp: Samotna po rozpadzie związku.

Od jakiegoś czasu leczę się u psychiatry, u psychologa również byłam kilka razy, ale moim zdaniem, to nic nie daje. Czasem się uśmiecham/śmieję, ale wewnątrz czuję, że jest to takie oszukiwanie samej siebie i oszukiwanie wszystkich dookoła. Zauważam, że z dnia na dzień coraz bardziej zamykam się w swojej własnej skorupie, uważam, że wszyscy mnie zranią, a z drugiej strony bardzo potrzebuję uczucia. Nie wiem jak sobie dalej radzić...

4

Odp: Samotna po rozpadzie związku.

czesc,ja mnie opuscila kobieta po 5 latach zwiazku,i przechodze wlasnie to co ty,tez za bardzo nie moge sobie poradzic z tym czuje pustke samotnosc,tez chodze do psychologa ale wlasnie tak samo jak tobie tez mi sie wydaje ze to nic nie daje:-(,ja ucieklem w prace cale dnie siedzie zeby nie myslec i to troszke pomaga tylko najgorsze sa soboty i niedziele wtedy po prostu jest tragedja,ciagle mysleniowy,wszyscy mowia zebym myslal pozytywnie ale nie da sie wlasnie tak myslec nie wiem tez tak jak ty przestac myslec o tym drugim czlowieku,chyba tylko pozostal nam czas mowia ze leczy rany ja jestem prawie 2 miesiace po zerwaniu i nic lepiej nie jest,podobnie tez zamykam sie przed wszystkimi,i mam doly ze juz nikogo nie znajde bo nawet nie mam gdzie wszyscy sie gdzies rozeszli i zostalem sam ,

5

Odp: Samotna po rozpadzie związku.

U mnie jest prawie pół roku po rozstaniu i ciągle o nim myślę, ciągle chcę z nim rozmawiać, do niego dzwonić. Często to robię, niestety nie mam na tyle silnej woli, żeby się odciąć od tamtego życia, zresztą nie wiem czy to by było dobre. W ramach "niemyślenia" to u mnie niewiele pomaga, nawet jeśli coś zacznę robić, to bardzo często mi się przypomina. Nie wiem czy czas leczy rany, teraz z dnia na dzień zauważam, że chyba jednak nie.

6

Odp: Samotna po rozpadzie związku.

witaj miska,
ja przeżywam prawie to samo. 2 lata temu rozpadł się mój 7 letni związek. czas nieczego w moim przypadku nie "wyleczył". przeciwnie - zaczęłam chorować - mam nerwice każdego z układów ze wszystkimi podręcznikowymi objawami somatycznymi.

co wymyśliłam przez te 2 lata? być może nic nie wymysliłam. nadal bardzo cierpię. niemniej jednak przez 2 lata urosło we mnie coś w rodzaju pewnego "mikro-oburzenia": widział moje cierpienie i nie reaguje, widzi co znaczy dla mnie być bez niego i nie reaguje. często wydaje mi się, że jedyny "ratunek" to nie czas, ale odległość i zerwanie wszystkich kontaktów.

błagałam przez rok, żebyśmy byli znowu razem.

nie spotykać, pozbyć się wspólnych rzeczy, wyprowadzić się do innej dzielnicy, to wszystko co mi przychodzi do głowy, a co mogłoby przynieść jakieś ukojenie.

nie jesteś sama miska. wiem, że cierpienie innych nie ulży we własnym cierpieniu.
ja żyję. żyję bez niego. a byłam pewna, że to nie jest możliwe.

7

Odp: Samotna po rozpadzie związku.

Miska, przede wszystkim trzeba sobie przyznac szczerze, że Ty rozbiłaś związek. Teraz - niestety bardzo mocno - pokutujesz. Czy ta zazdrośc , awantury były potrzebne ?
Teraz pewnie z perspektywy czasu powiesz, że nie. A jednak chyba miałaś świadomośc, że we wszystkim są jakieś granice i każdy człowiek ma swoją wytrzymałosc.

8

Odp: Samotna po rozpadzie związku.

Niestety wiem, że ja, wiem doskonale, że to ja go do siebie zniechęciłam. Wiem również, że on przestał walczyć. Chcę mieć z nim normalne kontakty, chcę wiedzieć co u niego, pragnę żeby zaufał. Poradzisz jak tego dokonać?

9

Odp: Samotna po rozpadzie związku.

Witam. OPOWIEM CI SWOJĄ HISTORIE. Jestem mężatką od 16 lat. Mój mąż mnie zdradził  kiedy urodziło nam się drugie dziecko. Ja byłam w szpitalu, on się bawił z prostytutką. Pół roku po wyjściu ze szpitala wszystko się wydało. Wylądowałam u psychiatry. Wpadłam w depresję.Tak bardzo go kochałam , że nie myslałam o dzieciach tylko o tym jak zrobić  to.......Nałykałam się tabletek i cudem mnie odratowali. Przepraszał, starał się, po swojemu. To znaczy- jak nie pił byłam jago muzą. Jak pił byłam nikim. To trwałoKOLEJNE 5 lat. Wczoraj przesadził. Wywaliłam go z domu. Nie wiem jak sobie dam radę ale jedno wiem MOGĘ PŁAKAĆ! MOGĘ KRZYCZEĆ! ALE JESTEM WOLNA! WIERZ MI KOBIETA JES NAPRAWDĘ SILNA JAK CHCE!! MUSI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

10

Odp: Samotna po rozpadzie związku.

Witam, może dla was będzie to przestroga,że nie wchodzi się po raz 2 do związku ,który się rozpadł. Moja historia w wielkim skrócie.
Po 4 latach bycia w szczęśliwym związku  nagle wszystko się rozpadło z mojej winy ,ponieważ to ja zapragnęłam dziecka.Powiedział,że absolutnie się na to nie godzi.Szybciutko(nie minął tydzień) znalazł sobie pocieszycielkę.Zaakceptowała, pogodziłam się z faktem,że mnie zostawił,że jest szczęśliwy, a ja rozpaczam.Długo trwało,aż przyszłam do siebie po takim rozstaniu,jak już zaczęłam  normalnie funkcjonować, zaczął do mnie pisać smsy, emaile,że musimy porozmawiać,że nie może beze mnie żyć,że w tamtym związku w którym teraz jest  ,jest nieszczęśliwy,ze wszystko przemyślał,ze przez pół roku się zastanawiał i juz wie czego chce.Spotkałam się z nim,bo która kobieta tego by nie zrobiła po takich błaganiach.I to był mój największy błąd,którego nie moge sobie wybaczyć,ze tak łatwo dałam się przekonać o jego niby wielkiej miłości do mnie. Podobno rozstał się z tamtą kobietą, ale w miedzy czasie ona pisała błagalne smsy ,mówiła,ze przestała chodzić do pracy ,ze nie potrafi bez niego funkcjonować. telefonowała,oczywiście nie ukrywał tego przede mna i we wszystko mnie wtajemniczał.Zapewnił ,ze sobie z nią poradzi i w odpowiednim czasie o nas powie ,oczywiście jej nie powiedział,że się ze mną zszedł i się spotykamy.Zaczęliśmy budować od nowa nasz związek.A teraz sensacja jak z serialu brazylijskiego.Dziewczyna zadzwoniła do niego i powiedziała ,że podejrzewają u niej guza mózgu,wylądowała w szpitalu na badaniach kontrolnych. A on co zrobił ? No co mógł zrobić ? Oznajmił mi ,że nie może jej zostawić,że jednak mnie nie kocha,że ona jest dla niego najważniejsza i z nią chce być, a nie ze mną .Powiedział,że przez ten czas w którym ponownie się spotykaliśmy zaczęły mu się przypominać same złe chwile ,które ze mną poprzednio przeżywał.  Oczywiście badania wykazały,że dziewczynie nic nie jest. Zrobiłam to samo co Miska,pisałam smsy, telefonowałam, błagałam,bluźniłam wyzywałam po czym znowu błagałam,płakałam ,żeby mnie nie zostawiał, zrobiłam z siebie niezrównoważoną psychicznie kretynkę. To juz było za dużo na moją skrzywdzoną duszę,ile można wycierpieć, takiego upokorzenia? A dziewczyna,która z nim teraz jest ,jest dzielna,dobra ,bo znowu się nim zaopiekowała, bo jest jego prawdziwym przyjacielem, a on tez jest jej przyjacielem,bo nie zostawił jej w tak ciężkiej sytuacji.Wiecie jak ja się teraz czuje?Straciłam do siebie szacunek. Znowu przeżywam rozstanie ,ale ze zdwojona siłą.Zastanówcie się czy chcecie być tak potraktowane? czy warto dać szanse facetowi?

11

Odp: Samotna po rozpadzie związku.

Doro to jest loteria ja mojemu ukochanemu dałam szanse i w rok puźniej pobraliśmy się mamy syna i ogulnie to jestem szczęśliwa owszem są złe chwile ale jest tez wiele dobrych. Nie ma reguły czasami rozstanie nawet to bardzo bolesne uświadamia nam co tak naprawde straciliśmy.

12

Odp: Samotna po rozpadzie związku.

Wiem, mi te pół roku uświadomiło bardzo dużo.Wiedziałam co straciłam ,co mogę dać i czego oczekuje.On zapewniał mnie,że też te pół roku dużo mu dało ,że przemyślał i co w jednej sekundzie przekreślił pół roku przemyśleń.On nie ma 30 lat to dojrzały mężczyzna-podobno. A jednak okazał się zwykłym.........Zagrał na moich uczuciach.Czy jest na tyle nie świadomy swoich czynów? że tak bardzo krzywdzi? Czy to nie jest kolejny chwyt tej dziewczyny,żeby wrócił do niej?Czy z jego strony to był tylko pretekst ,aby mnie bardziej zranić, odegrać się?

13

Odp: Samotna po rozpadzie związku.

Tak jak powiedziałam to loteria tym razem danie szansy okazało sie złym wyborem ale jednak coś z tego wyniosłaś jiwsz że wcale nie był taki wspaniały i że tak na prawde nie ma po kim rozpaczac bo ona też była oszukiwana przez niego tak jak ty.

14

Odp: Samotna po rozpadzie związku.

Witam KOBIETKI. Ja od kilku dni jestem sama z dziećmi. Jest mi potwornie ciężko, ale nie wiem co się ze mną dzieje, bo zrobiłam się spokojna. Powiem wam jedno,samotność jest okrutna. ALE KIEDY WKRADA SIĘ SAMOTNOŚĆ WE DWOJE- TO JEST JUŻ TRAGEDIA.  Ja tak mam takie małżeństwo . Cieszę się że znalazłam to forum, bo będę mogła wreszcie 'wywalić' ten cholerny żal.

15

Odp: Samotna po rozpadzie związku.

Witam wszystkich, których poruszyła historia miski. A Dorę szczególnie ciepło pozdrawiam. Przeczytałam Wasze opowieści i rady, i - choć to niefajnie brzmi - ucieszyłam się, że nie jestem pierwszą i nie ostatnią kobietą, która spotkała na swojej drodze nie tego faceta... Wiesz miska, mają rację Ci, którzy radzą, żeby skupić sie na sobie, oczywiscie przy pomocy terapeuty wychodzić z tego piekła, w którym się znalazłaś... Z własnego doświadczenia wiem jednak, że musi minąc sporo czasu, żeby w ogóle znaleźć siłę w sobie na taka terapię. Ja od 4 miesięcy jestem "singlem z odzysku" (czyt. rozwiedziona). Miałam piękny ślub (3 lata temu), mojego ukochanego znałam prawie 5 lat przed ślubem, nic i nikt nie przekonałby mnie wtedy, że tak sie to skończy. A jednak... Po ślubie mąż coraz rzadziej wracał po pracy do domu - z tego co dowiedziałam sie później, bywał u naszych wspólnych znajomych (tłumacząc im np. że ja nie chciałam jechać do nich, więc jest sam) albo u swoich rodziców (tam jadł obiadek, pospał sobie, pograł na komputerze). Nie byłam zazdrosna, nie robiłam mu awantur o to, gdzie bywa (o naiwności, uważałam, że powinien mieć swój świat). Prowadziłam dom, obiadek trzydaniowy codzienie czekał, zarabiałam na rodzinę, uczyłam sie do egzaminu (od którego zależało utrzymanie pracy i wieksze zarobki), remontowałam własnymi rekami mieszkanie, spłacałam kredyt (wzięty na siebie)...Mój ukochany tymczasem z każdym dniem robił mi awantury, żądał, żebym odeszła z pracy (na dowód, że potrafię się dla niego poświęcić - pozwolił mi ewentualnie pracować w McDonalds'ie), z czasem zaczął mi grozić, wyzywać... Horror...Wpadłam w totalny dół, wciąż szukałam winy w sobie mysląc, że może gdybym była lepsza dla niego, to byłby dla mnie dobry... Ehh, szkoda gadać.. W każdym razie po tym wszystkim zostałam kompletnie sama, bez mieszkania (nasze wspólne odsprzedałam mężowi - na żądanie jego i teściów), przyjaciół (powiedział im, że zostawiłam go dla innego - oczywiście o tym co robił ani słowa)...No a po rozwodzie mój były oznajmił, że kocha tylko mnie, że nie wiedział, jak do mnie dotrzeć (przez ponad rok nie raczył spotkać się ze mną, a sprawy formalne załatwiali ze mna jego rodzice), że teraz bedziemy razem... A potem okazało się, ze kiedy ja straciłam rok na rozpaczy i depresji, mój były zajął sie wspinaczką, biegał, grał w piłke, chodził na imprezy i nawe układał sobie życie z inna panią, która "zaakceptowała jego trudna sytuację".. A ja jak to kobieta, co zrobiłam? WYBACZYŁAM!!! Tyle, że po tygodniowej sielance wszystko wróciło - prawie wszystko, bo ja byłam już inna, silniejsza... Teraz się nie widujemy, bo nie zmieściłam sie w jego grafiku:) I wiecie co, mam to juz gdzieś... Pewnie, że czasem jest ciężko, pomimo terapii u psychologa, ale nie poddaję się smutnym myślom... Dlatego miska i wszystkie inne zranione, porzucone - TRZYMAJCIE SIĘ! Prawdą jest, ze "co nas nie zabije, to nas wzmocni". Sprawdziłam to na sobie.

16

Odp: Samotna po rozpadzie związku.

Tylko powiedzcie mi, po co być z kimś ileś lat 3-5-7 więcej i się z nim rozstawać? Jak dla mnie po przekroczeniu "jakiejś" (zapewne nieustalonej i mocno intuicyjnej) granicy bycia razem już się po prostu nie powinno zostawiać drugiej osoby. Czy tylko faceci są tak okrutni? Czy to nie jest tak, że jeśli się kocha i kocha prawdziwie to jest się  z kimś na dobre i na złe?
A z drugiej strony są dni kiedy go nienawidzę i nie chcę go znać, niestety są również przepłakane spędzone w kącie pokoju i na moje nieszczęście są również dni kiedy muszę do niego zadzwonić i z nim porozmawiać. Na szczęście tych ostatnich jest coraz mniej, zwłaszcza, że on podczas każdej rozmowy podkreśla mi bardzo dobitnie, że nie jesteśmy już razem i nigdy nie będziemy. Chciałabym mu udowodnić, że ja jednak byłam najwspanialszą dziewczyną na świecie i nigdy lepszej mieć nie będzie. Ale myślę, że to przyjdzie mu z czasem jak znajdzie sobie nową pannę i zobaczy, że świat jednak nie jest taki różowy. A może to ja tylko jestem tak naiwna?

17

Odp: Samotna po rozpadzie związku.
miska napisał/a:

... Czy tylko faceci są tak okrutni? Czy to nie jest tak, że jeśli się kocha i kocha prawdziwie to jest się  z kimś na dobre i na złe?
A z drugiej strony są dni kiedy go nienawidzę i nie chcę go znać, niestety są również przepłakane spędzone w kącie pokoju i na moje nieszczęście są również dni kiedy muszę do niego zadzwonić i z nim porozmawiać. Na szczęście tych ostatnich jest coraz mniej, zwłaszcza, że on podczas każdej rozmowy podkreśla mi bardzo dobitnie, że nie jesteśmy już razem i nigdy nie będziemy. Chciałabym mu udowodnić, że ja jednak byłam najwspanialszą dziewczyną na świecie i nigdy lepszej mieć nie będzie. Ale myślę, że to przyjdzie mu z czasem jak znajdzie sobie nową pannę i zobaczy, że świat jednak nie jest taki różowy. A może to ja tylko jestem tak naiwna?

Moja droga nie tylko Ty znalazłaś się w takiej sytuacji. Może nie byłam aż w takim długim związku, ale wiem, że to ten jedyny. Kobieta to wie...
Nie jesteś naiwna, poprostu kochasz go. Nadejdzie taki dzień kiedy przyjdzie do Ciebie i powie, że był głupcem. Tylko czy Ty nadal będziesz chciała go słuchać... Oni są mądrzy po szkodzie, a my głupie zakochane płaczemy do poduszki w nocy, aby rano stawić czoła rzeczywistości.
Mężczyźni są dużo słabsi od nas. Często uciekają w inny związek żeby nie dręczyły ich wyrzuty sumienia.(tak jest w moim przypadku)
My kobiety tak nie potrafimy. Bo jeśli kobieta kocha, to kocha do końca... I tak jest też ze mną. Przyżekłam sobie, że nie obdażę takim uczuciem już żadnego mężczyzny. Nie pozwolę na to aby znów płakać z powodu niespełnionej miłości.
Miłość w życiu ma się jedną

Moim cytatem w życiu jest to, co kiedyś w jednym ze swoich programów powiedział Cejrowski wychwalając kobiety, a ganiąc mężczyzn:..."Mężczyzna jest prościzną na poziomie młotka, albo stoi albo leży albo wali..."
I tak już będzie zawsze, że facet pozostanie chodzącym testosteronem.

Oni nigdy nie zrozumieją tego co nosimy głeboko w sercu

Jestem z Tobą smile

18

Odp: Samotna po rozpadzie związku.

[miska napisała]Tylko powiedzcie mi, po co być z kimś ileś lat 3-5-7 więcej i się z nim rozstawać? Jak dla mnie po przekroczeniu "jakiejś" (zapewne nieustalonej i mocno intuicyjnej) granicy bycia razem już się po prostu nie powinno zostawiać drugiej osoby. Czy tylko faceci są tak okrutni? Czy to nie jest tak, że jeśli się kocha i kocha prawdziwie to jest się  z kimś na dobre i na złe?
Wiesz miska, ja moge odpowiedzieć ci tylko za siebie: ja byłam pewna, ze to ten właściwy, jedyny, na dobre i na złe. I nie wiedziałam, co zrobić, kiedy uzłyszałam z jego ust słowa "najlepiej byłoby dla wszystkich, żebyś poszła się zabić", nie mogłam zrozumieć, co zrobiłam? Bolało, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że mój mąż dla innych jest czuły, troskliwy, wyrozumiały, zawsze znajdzie czas, by ich wysłuchac, doradzić - a to wszystko odbywa sie moim kosztem. I wciąż pamiętam ten strach, gdy dzwonił dzwonek do drzwi, oznaczający że "mój właściwy, jedyny, na dobre i na złe" właśnie wraca do domu i będzie kolejna awantura... Długo nie mogłam pogodzić się z jego obłudą, potem trudno było mi wybaczyć, że wygodniej mu było znaleźć sobie kogoś, zamiast zastanowić się nad tym co tak naprawdę zrobił mi, nam, naszemu małżeństwu...Teraz uczę się zrozumieć, że nie można nikogo zmusić, żeby pokochał - nawet jesli kiedyś twierdził, że kocha - że dla niektórych ludzi kochać kogoś to znaczy brać od niego dla siebie ile się da, życ sobie wygodnie i być centrum wszechświata nie dając nic w zamian... I już wiem, że nie ma takiej granicy, po której nie powinno się kogoś zostawiać...A największą ironią w tym wszystkim jest, że wiele razy zdarzyło mi sie wspierać ludzi, którzy byli w trakcie rozwodu, doradzałam innym, kiedy podejmowali taka decyzję - i byłam pewna, że mnie sie to nie przytrafi...A jednak, zycie lubi  zaskakiwać... Dlatego lubie o sobie myśleć, że teraz jestem mądrzejsza..

19

Odp: Samotna po rozpadzie związku.

Każdy kto jest szczęśliwy i kto kocha myśli, że wtedy nic złego mu się nie może przytrafić, że kocha na zawsze. On mi zawsze powtarzał, że zawsze to bardzo długo, ja wiedziałam, że na zawsze. Teraz codziennie rano budzę się ze świadomością, że nadchodzi kolejny dzień i jest to kolejny dzień samotności. Tego nie można inaczej nazwać, nie mam dzieci, żyje sama w czterech ścianach rozmawiając czasem z kimś przez jakiś komunikator, ewentualnie sporadycznie spotykając się z kimś jak ktoś znajdzie czas. Dwie moje najlepsze przyjaciółki są za granicą i tak na prawdę pomagają mi jak mogą, ale to, że czasem budzę się ze świadomością, że przez całe życie będę sama jest gorsze od wszystkiego. Ale ich fizycznie nie ma tu, ani nie ma nikogo kto chciałby się ze mną spotkać, wysłuchać moich żali, otrzeć moich łez. Tak na prawdę przed znajomymi chcę być inna niż do tej pory. Chcę pokazywać się z jak najlepszej strony, uśmiechać się, być energiczną, radosną, pełną szalonych pomysłów. Wszyscy mi mówią, że wielka zmiana we mnie nastąpiła, że dobrze, że mnie zostawił, bo teraz lepiej spędza się ze mną czas itp. itd. Jednakże ja to wszystko "odchorowuje" w domu i już sama nie wiem co lepiej czy mieć takie dwie twarze, jedną smutną dla siebie, drugą wesołą dla innych, czy żyć smutna do końca.

20

Odp: Samotna po rozpadzie związku.

ja z dnia na dzień czuje sie sie coraz gorzej...pomimo że mnie skrzywdził i powinnam o nim zapomnie a może nawet znienawidzieć nie potrafie zapomnieć:( wkracza we mne rutyna, wstaje szwendam sie po domu, wyjde z psem i tak w kółko, nie pracuje dopiero od paxdziernika zaczynam kolejne studia...nie moge sobie znaleźć miejsca.mam przyjaciół ale oni są dobrzy na chwile, na moment bo nie mogą przecież być ze mną cały czas...

21

Odp: Samotna po rozpadzie związku.
miska napisał/a:

Każdy kto jest szczęśliwy i kto kocha myśli, że wtedy nic złego mu się nie może przytrafić, że kocha na zawsze.

Masz rację miska - jakoś tak się dzieje, ze wierzymy, że miłość tego jedynego jest prawdziwa.. Ja wierzyłam, zawsze będę pamiętać chwilę, gdy patrzył mi w oczy i przysięgał "miłość, wierność i uczciwość małżeńską...". Tak jak zawsze będę pamiętać jego słowa, które mi potem wykrzyczał: "nienawidzę cię najbardziej na świecie, jestes nikim, już dawno powinienem cię zabić"... Słyszę od innych, że po rozwodzie odżyłam, nareszcie się usmiecham.. Pewnie cie to nie pocieszy, ale niektórzy mówią, że swoje trzeba od życia oberwać, że najpierw musi być pod górkę, żeby potem było z górki - tylko że ja mam wciąż tylko pod górkę...

22

Odp: Samotna po rozpadzie związku.

...od mojego rozstania minely juz dwa lata...bylismy ze soba siedem...i prawda jest to ze bedac zkims to wierzysz ze to juz do konca zycia...inaczej nie mialoby sensu bycie razem...a bol po tym jak sie zostalo odrzuconym przez osobe ktora sie kocha cala soba jest straszny!czlowiek nigdy juz nie bedzie taki sam,juz na zawsze pozostanie bol.ja wiem ze w kazdym nastepnym zwiazku bede czula strach ze zostane odrzucona,sama.najgozej jest gdy nie bylo wczesniej sygnalow...z dnia na dzien ktos cie zostawia...i nie ma dnia dlaczeg?za co?czy ja jestem taka beznadziejna,czy byl oszustem?czy tak naprawde mnie kiedys kochal?boze jak to boli!!!od tego momentu choc juz troche czasu minelo nie pamietam co to jest szczery smiech,prawdziwa radosc...wszystkim kobieta porzuconym zycze o stokrc mniej bolesnego zycia po porzuceniu...tragedia trwa tylko chwile reszta to nasze dzielo...


...prosze Boga niech nigdy wiecej nie pozwoli na to by ktos trafil w moje serce...

23

Odp: Samotna po rozpadzie związku.

Może zabrzmi to śmiesznie w moich ustach. Ja mimo że wciąż myślę (i to nawet dość często) o swoim byłym, to traktuje to jako coś co było, a nie może jeszcze być. A wszystko dzięki osobie, która mnie chce wysłuchać, która zaakceptowała mnie jaka jestem, zaryzykowałam i zaufałam. Potrzebowałam kogoś. Nie ukrywam, że jest to facet. Nie jesteśmy razem, nie mamy żadnego związku. Kiedy potrzebuję, to on mnie przytuli, posiedzi ze mną, pogada. Jest zupełnym przeciwieństwem mojego byłego. Wiem, że między nami nie będzie nigdy nic więcej niż zwykłe bliskie koleżeństwo, ale właśnie chyba taka całkowita szczerość była pewnego rodzaju lekarstwem. Potrafi mnie postawić na nogi opieprzając, że wspominanie byłego mnie niszczy. Więc życzę wszystkim znalezienia takiego kogoś. Wiem, że jest bardzo ciężko na taką osobę trafić, ale może kiedyś się uda.

24

Odp: Samotna po rozpadzie związku.

no to uważaj miśka oj uwarzaj

Posty [ 25 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Samotna po rozpadzie związku.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026