netkobietyWszystkie działy
Psychologia

DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

59 odpowiedzi22 210 wyświetleńzałożony przez samiusienka, 03.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 60 ]

1

Temat: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Cierpienie będące rezultatem rozwodu rodziców nie kończy się na dzieciństwie, ojca straciłam w wieku 0,5 roku i nie miałam go nigdy. Wczesniej nie zdawałam sobie z tego sprawy, chociaż zawsze czułam się taka inna, gorsza od innych.. ale dopiero teraz w dorosłym, już samodzielnym życiu widzę jaki bagaż musżę dźwigać każdego dnia.
"DDRR Mają one zazwyczaj trudności w nawiązywaniu głębszych relacji z ludźmi. Brakuje im pewności siebie. Zagrożeniem jest dla nich bycie od kogoś zależnym. Nie potrafią okazać, że są bezradne, a bezradności doświadczają często. Czują się ogromnie samotne i opuszczone. W swoim zachowaniu kierują się bardziej pragnieniem bycia akceptowanym przez ważne dla nich osoby, niż własnymi potrzebami.
Bywają przylepami emocjonalnymi: ustępliwi, mało wyraziści, żyją życiem innych. Im bardziej DDRR zależy na kimś, tym bardziej ustawiają się w jego cieniu. A rezygnacja z zaspokajania własnych potrzeb rodzi złość. To naturalna reakcja. Ale Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców boją się złości. Złości jako takiej i swojej. Boją się, ponieważ dużo jej w sobie mają. I obawiają się, że jeśli ją ujawnią, stracą nad nią kontrolę. Mój bagaż: bezsenność; zaniżona samoocena, nie lubię siebie; nieumiejętność funkcjonowania w związku partnerskim; wysoki samokrytycyzm; zawyżone wymagania co do siebie i innych itd.

Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców doświadczają wielu problemów w bliskich relacjach z płcią przeciwną. Do każdej randki podchodzą niezwykle poważnie i w efekcie przeżywają duże napięcie i niepewność. Po dwóch, trzech spotkaniach traktują nowo poznaną osobę tak, jakby to już była niemal żona, prawie mąż. Wybiegają 10 lat w przód i wyobrażają sobie, jak będzie wyglądało ich małżeństwo z tą osobą, w otoczeniu gromady dzieci.
Tak właśnie jest ze mną..Pragnę być ważna dla kogoś, ale zarazem odczuwam PRZEOGROMNY lęk przed odrzuceniem. Zakocham się, a on mnie zostawi  ta myśl nie daje  spokoju.Towarzyszyła mi od początku w 2 moich związkach, które rzeczywiście tak się skończyły.. Zamiast próbować poznać ukochaną osobę,  ulegam iluzji na jej temat, widzę ją taką, jaką pragnę ją widzieć  i w końcu jestem rozczarowana.

"Jestem DDRR mam bardzo niskie poczucie bezpieczeństwa, niską samoocenę (zawsze byłam dla mamy przysłowiowym "chłopcem do bicia"), zawsze czuję się samotna, strach przed małżeństwem ( że się nie uda)?"

Opisywane sytuacje śą mi bardzo bliskie.
Proszę powiedzcie jak sobie radzicie, albo raczej jak walczycie w dorosłym życiu z tymi wszystkimi syndromami. Ja mam tak ogromną PUSTKĘ wewnętrzną w sobie i poczucie osamotnienia i odrzucenia, że czuję się zawsze gorsza, jest to tak silne uczucie, którego nie da się wyrazić słowami w żaden sposób. Towarzyszy mi ono każdego dnia i mam wrażenie,że jest coraz głębsze. Niewiem jak sobie z tym poradzić w codziennym funkcjonowaniu, a właściwie.. czy wogóle można..?

Pozdrawiam Netkobietki smile

2

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Mozna, można i udowodnię Ci to:D

3

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

No ja nie udowodnię.
Szczerze to mnie załamałaś tym postem.
Podświadomie nabijałam się z własnego problemu i trywializowałam go. Nadanie mu nazwy i rzucanie mi cytatów prosto w twarz jest dla mnie załamujące. To tak jakby mi ktoś powiedział; No stara - naprawdę masz problem.
Każde jedno słowo z Twojego, samiusieńka, postu to prawda.

Pustka, totalna niewiara we własną przydatność w związku. Planowanie, pisanie scenariuszy. Stawanie w cieniu.
Nienawiść do samej uzależniającej strony relacji z partnerem...
Wszystko czysta prawda. Tylko, że... nie mam pojęcia co z tym zrobić. Obawiam się, że nic nie zrobię.
A pustka zachowuje się, jak czarna dziura. Z roku na rok zasysa coraz więcej mnie i odbiera śmiech. Całe szczęście, że tego ostatniego - w samoobronie przed złością i strachem przed przyszłością produkuję w nadmiarze.

4

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Ja również jestem DDRR i cóż jeśli chodzi o mnie ja doświadczyłam również pustkę i niską samoocenę, ale również często starałam się wystawiać na próbę bliskich moich przyjaciół, aby się przekonać czy oni nie odejdą jak zrobił to ojciec.

Na zajęciach z psychologii dowiedziałam się, że takie zachowanie jest normalne, gdyż często przywiązuje się do kogoś np przyjaciela i wystawiam go nieświadomie na jakąś próbę, aby sprawdzić czy on odejdzie bo coś mu się nie spodobało. Sytuacje są różne, np foch albo kłótnia. Jeśli odejdzie wtedy dopada mnie myśl, że skoro on odszedł to pewnie i z mojego powodu zrobił to tata, a wtedy dochodzi smutek, pustka i niska samoocena...

Jak sobie radzić - nie wiem... Wydaje mi się, że potrzebna jest tutaj pomoc psychologa, gdyż samemu się problemu nie rozwiąże i nie bójmy nazwać rzeczy po imieniu, bo jakby nie patrzeć to jest problem

5

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Ja sama z sobą zmagam się już ponad 10lat. Chodziłam do psychologa na początku gdy było bardzo źle a ja praktycznie byłam jeszcze dzieckiem. Ale teraz wiem,że to ja muszę pracować nad sobą. Nad swoją zazdrością (bo boje się,że narzeczony odejdzie jak ojciec),nad strachem przed małżeństwem i rodziną (bo nie spełnię się w roli żony i matki a wtedy on odejdzie) nad swoimi histerycznymi napadami złości (bo coś jest nie po mojej myśli), nad swoją samooceną która zakłada,że jestem beznadziejna a narzeczony i tak znajdzie sobie kogoś lepszego/ mądrzejszego/ bez koszmarów z przeszłości. Że on nie będzie szczęśliwy ze mną bo co ja mogę mu dać...Ja która wiecznie mam problem sama z sobą.
Mój ojciec zawsze był dla mnie autorytetem, był blisko, dzięki niemu czułam się bezpiecznie. Mieliśmy swoje sekrety, wyjeżdżaliśmy gdzieś sami, czytał mi bajki a później gdy pokochałam literaturę jak on, co chwila kupował mi tony książek, zawsze wiedział które chciałam przeczytać...
W trakcie rozwodu rodziców, trudnego, długiego, nie byłam chroniona przez żadnego dorosłego, dowiedziałam się wszystkiego tego, czego nie powinna wiedzieć dziewczynka w moim wieku ( wtedy 13 lat). Jak ojciec, mój ukochany tata zdradzał mame,jak ją traktował, jak w końcu wyznał przed sądem,że nie kocha ani jej ani mnie i chce mieć nową rodzinę. Nawet na mnie, swoją jedyną córeczkę nie chciał dobrowolnie płacić alimentów.
Teraz nie mam z nim żadnego kontaktu,już 8 rok. Widząc to wszystko wtedy wyrobiłam sobie w swoim mniemaniu pogląd,że mężczyźni zawodzą, że odchodzą, że nie potrafią kochać całe życie tylko jednej kobiety. Jednocześnie,że nie lubią dzieci i nie chcą ich mieć. I jak z takim dzieciństwem i przekonaniami budować relacje damsko-męskie oparte na normalności?
Ja określam swój stan jako chorobę. Duszy. Minęło tyle lat a ja wciąż wszystko doskonale pamiętam. Mimo,że dzięki własnej mobilizacji odnalazłam odrobinę wewnętrznego spokoju i radości przy moim narzeczonym to i tak nigdy nie będzie to pełnia wszystkiego co dobre. Wciąż zmagam się z przeszłością.Najgorsze w tym wszystkim jest to,że nie uważam się za dobrego człowieka, obwiniam siebie za to co się stało. Bezpodstawnie ale jak siebie samą do tego przekonać?
samiusienka pytasz czy z tym wszystkim można żyć, funkcjonować normalnie...Żyć można ale ja już 10 rok nie uporałam się z tym wszystkim, o tym nigdy się nie zapomni, jeszcze nie wróciłam do normalności. Pomóc możesz tylko sama sobie. Psycholog wskaże ci tylko drogę. Od razu mówię,że jest ona trudna. Czy "wyleczysz" się z tego wszystkiego zależy tylko od ciebie i od twoich bliskich.
Próbować zawsze warto.

6

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Dziewczyny,polecam Wam ksiazke Wojciecha Kruczyńskiego pt Wichry Samotności. Tam jest troszke o tej pustce,o zlosci siedzacej w czlowieku,wg mnie godna polecenia. Mozna sciagnac z chomika ,ewentualnie moge zainteresowanym podeslac.

7

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

FollowMe poruszyła kilka kolejnych kwestii.
Ciągle wydaje mi się, że nie jestem dobrym człowiekiem.
Jak każdy mam swoje zue zagrywki, ale naprawdę, rzeczy do których się przyznaję, które mówię i jak codziennie staram się naprawiać jakieś kretyńskie sytuacje/rzeczy pożera mnie. To nie jest zwykłe "chcę być dobrym człowiekiem". To jest ciągłe udowadnianie sobie, że nie jestem zła.
Dużo bardziej zwracam uwagę na to, niż na relacje z ludźmi. Ba! Ograniczam je, czasem nie dopuszczam - bo z prawdopodobnego scenariusza wychodzi, że prawdopodobnie kogoś zranię(!).
I ja o tym wiem.
Przy ostatniej próbie bycia z kimś, otwarcie o tym powiedziałam.
Przyjdzie moment, że zacznę się wycofywać. Będę miała zgrabne argumenty. Tak działa moja psychika, uciekam. Nie pozwól mi.

Gdyby nie fakt, że mężczyzna ten nie bardzo chciał się ze mną widywać jeszcze w momencie kiedy normalnie rozmawialiśmy - pewnie siedziałabym teraz pogrążona w depresji - myśląc, że zapewne to ja, własnym problemem, zgrabnie zamordowałam własne szczęście.

Mój ojciec odszedł kiedy miałam 3 lata. Nie znam go w tej roli w ogóle. Kilka razy potem spotykaliśmy się. Rzucał mi jakieś ochłapy. Przynosił wstyd w mieście. W końcu wezwał mnie do sądu by odebrać alimenty.
To chyba jedna z najgorszych rzeczy, jakie może zrobić rodzic.

A mam pytanie. Jak zachowywali się ci rodzice, którzy z Wami zostali?

Moja Mama jeszcze pogłębiała we mnie obcość mężczyzn. Uczyła mnie ich nienawidzić.
W związku z czym ja w wieku nastu lat podjęłam ciągłą, ustawiczną walkę z jej opinią w tym temacie.
Natomiast mój brat kompletnie nie szanuje kobiet. Serce boli, jak patrzę, jak on traktuje swoje kobiety.
Ja w związkach nie bywam - on robi z nich harem.

8

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Pixy, moja mama na szczęście w tej kwestii była bardzo rozsądna i nie pielęgnowała we mnie nienawiści do mężczyzn ale co z tego skoro ja głupia nie byłam i widziałam jej spojrzenia, jakieś aluzje, komentarze pełne pogardy, litości właśnie do mężczyzn. To wszystko gdzieś tam jest w sercu, głowie i odzywa się chociaż bardzo tego nie chcę to jednak siła podświadomości jest wielka.Jak ktoś mądry powiedział: nic nie jest zależne od nas samych, lecz my od wszystkiego.

9

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Rzeczywiście to się nie kończy, tylko ciągnie latami, także w życiu dorosłym, a pewności siebie brakuje cały czas.

10

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców
sylvia napisał/a:

Rzeczywiście to się nie kończy, tylko ciągnie latami, także w życiu dorosłym, a pewności siebie brakuje cały czas.

Właśnie... Nie radzę sobie już z tym uczuciem, brakiem pewności siebie, tym wszystkim...
Odczuwam to na każdym kroku i dlatego, dla nas DDRR życie jest takie ciężkie....

11

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Dziewczyny, ciekawa jestem jakie jest wyjście z tej sytuacji? Co możecie poradzić?Ja czytałam literaturę fachową, byłam u psychologa, mam wsparcie najbliższych i dalej jestem chora? Jak się z tego wydostać?

12

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Próbować, próbować, próbować. Przełamywać wrodzoną niechęć do zbyt bliskich i zbyt częstych kontaktów.
Ja pcham się gdzie się da. Czuję przy tym dyskomfort, ale zagłuszam. Trzeba poznawać ludzi, a potem dać im się porwać.
I codziennie walczę o to, żeby nie uczynić a ni jednego kroczka w tył.
Zaowocowało zaproszeniem na koncert - co prawda z kimś, kogo zawsze tylko będę bardzo lubiła, ale to już coś smile.

13

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Może nie powinnam wypowiadać się w tym wątku, tak naprawdę nie mam pojęcie przez co przeszłyście, dorastałam w pełnej, kochającej rodzinie i nigdy niczego mi nie brakowało (przynajmniej ze strony rodziców), ale nie jest to temat całkiem dla mnie obcy. Ja jestem tak jakby po tej drugiej stronie niż Wy, bo mój chłopak jest DDRR i wiem ile przeżył w życiu. U niego to było tak, że mama zaczęła zdradzać tatę, a później odeszła i zabrała ze sobą dwoje dzieci a jego właśnie zostawiła. Chyba to go najbardziej boli, że jego zostawiła.  Jak pomyślę o tej kobiecie to złość mnie bierze. Tez często boje się o to co będzie, czy będziemy umieli zbudować szczęśliwą rodzinę. Widzę, że jemu tej szczęśliwej rodziny brakuje, bo często mówi o ślubie (pomimo, że nie jesteśmy razem nawet rok), przeprowadził się do mnie, często mówi o dzieciach a ja uważam, że jesteśmy jeszcze za młodzi na takie decyzje. Nie zauważyłam jednak u niego tego o czym Wy piszecie, jakiegoś wahania, złości, niepewności, raczej zapewnia mnie, że chce ze mną być, że zrobi wszystko aby nam się układało. Widzę, że boi się mnie stracić, naprawdę stara się, ja również robię wszystko aby czuł się przy mnie bezpiecznie i spokojnie. Raz była tylko sytuacja, która strasznie mnie zabolała, mianowicie przy kłótni powiedział mi coś takiego "nie kochasz mnie już, nie chcesz mnie tak jak matka mnie nie chciała":( zabolało mnie to okropnie bo wtedy pierwszy raz uświadomiłam sobie, jak bardzo to wszystko przeżył. Czasami zastanawiam się jak mogę mu pomóc. Dodam jeszcze, że są ludzie którzy odradzali mi wiązanie się z nim a jako argumentów używali miedzy innymi właśnie tego jaka miał mame i że on będzie taki sam, że tez nie będzie wobec mnie w porządku. Myślicie, że u DDRR może tak to działać??

14

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Witam Was,

Tez jestem DDRR.Widzę , ze to nie tylko ja mam takie problemy, wszystko co piszecie odnajduje również w swoim zachowaniu. Szczególnie jeśli chodzi o brak pewności siebie i ciągłą obawę, ze mój chłopak mnie zostawi dla kogoś innego... nie potrafię nad tym zapanować, wiem ze to dla niego moze być męczące. Miałam 9 lat jak moi rodzice sie rozwidli , teraz wiem , ze tak jest lepiej ale mimo to gdzieś w środku pozostawiło to we mnie bliznę... Myślałam o psychologu. Zresztą jak byłam mała to chodziłam po rozwodzie rodziców. Ale jakoś nie moge uwierzyć , ze psycholog moze mi pomóc... cięzko mi jest zaufać obcej osobie do takiego stopnia. Boje sie , czuje obawy. Któraś z was moze była u psychologa włąsnie z tego powodu? czy czujecie , ze to cos pomogło? Wiem , ze sam psycholog nie pomoze, głównie chodzi o prace z samym sobą, ale jednak przydałby sie ktoś kto pokieruje i pomorze....

Pozdrawiam

15

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców
Pixy napisał/a:

Próbować, próbować, próbować. Przełamywać wrodzoną niechęć do zbyt bliskich i zbyt częstych kontaktów.
Ja pcham się gdzie się da. Czuję przy tym dyskomfort, ale zagłuszam. Trzeba poznawać ludzi, a potem dać im się porwać.
I codziennie walczę o to, żeby nie uczynić a ni jednego kroczka w tył.
Zaowocowało zaproszeniem na koncert - co prawda z kimś, kogo zawsze tylko będę bardzo lubiła, ale to już coś smile.

Zanim się na ludzi troszeczkę otworzyłam, zajęło mi to kilka ładnych lat. I teraz niby mam dużo znajomych, ale... nie umiem z nimi postępować, na przykład kompletnie nie radzę sobie z krytyką czy ze złośliwością. Co do kroczka w tył, ja daję zwykle krok do przodu, ale za chwilę się cofam. I trochę obawiam się zbyt częstych kontaktów, bo miałam tak nieraz w życiu, że im częściej z kimś przebywałam, tym szybciej to się rozpadało. Bliskich kontaktów też się obawiam, czasami wolę na bezpieczny dystans. Podziwiam Cię, że sobie coś wypracowałaś, to znaczy, że dajesz radę:-) Ja przełamałam się tylko tyle, że jestem bardziej kontaktowa, że podtrzymuję te kontakty, które nawiązałam, a kiedyś z byle powodu potrafiłam z kimś zerwać. No i że potrafię opowiedzieć coś o sobie, ale jak ktoś mnie nie słucha, wycofuję się i zamykam w sobie.

16 Ostatnio edytowany przez Pixy (2010-10-16 20:33:23)

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

No sylvia - czyli jest dobrze. Ja nie mówię, że kleję się do ludzi teraz. Postępuję mniej więcej tak, jak Ty. Tylko naprawdę zgadzam się na wszelkie propozycje wypadów szybko. Zanim się zastanowię. Bo nie wolno za dużo myśleć. smile

Ostatnio odkryłam jednak nową rzecz u siebie, niepokojącą.
No może nie nową, ale dopiero ją pełną gębą ujrzałam*.

Mam straszny sposób dobierania mężczyzn, którzy mi się podobają.
Otóż... pożądam, pragnę i zwracam uwagę na tych nieosiągalnych... ;/

Nie, nie - uprzedzając - jeszcze nie zrobiłam nic złego, ani głupiego, ale... odkryłam, że poruszają mnie mężczyźni, z którymi nie mogę bezproblemowo planować przyszłości. Żonaci, zajęci, daleko, nieosiągalni...

I odkryłam, że to mechanizm, który zagwarantuje mi brak związku.
Nie umiem być w związku i nawet podświadomie szukam mężczyzny, z którym go nie będę mogła bezkarnie zbudować...
To jest problem i to straśny...
Nie mam pojęcia, jak sprawić, żebym zapłonęła uczuciem do kogoś dla mnie, stanu wolnego i w ogóle...

@viola
Coś w tym jest.
Po pierwsze - ja też nie chce i jednocześnie chcę założyć rodzinę. Jednakże na pewno nie chcę mieć dzieci - bo się boję, że zrobię im krzywdę. I to na tyle silna obawa, że zdusiła wszelkie macierzyńskie instynkty. Uważam, że nie umiem stworzyć ciepłego domu rodzinnego - czyli "boję się, że będę, jak matka/ojciec".
A drugie - mam wrażenie, że chłopcy inaczej reagują na syndrom DDRR.
Jak już pisałam wyżej, mój brat nie ma problemów z tworzeniem związków. Ma za to problem z wiarą w nie, ufnością i szacunkiem. Nadużywa szantaży emocjonalnych.
Jest zaradny, wie, że da radę stworzyć ognisko domowe, ale czasem ma wyskoki ucieczkowe, kiedy jest niemiły, kiedy włada nim tak potężny egoizm, że przerażona patrzę, jakim chamem jest...
Niestety nie jest to osoba, z którą można porozmawiać na temat DDRR, nie uzyskam zatem żadnych bliższych informacji. szczerze, to w ogóle nie zachowuje się, jak brat. Nawet doprowadził kilka razy do takich sytuacji, że śmiało mogę powiedzieć, że brata nie mam.
--------------------------------------
*taka tam zmutowana druga para oczu w paszczy ;P

17

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców
Pixy napisał/a:

No sylvia - czyli jest dobrze. Ja nie mówię, że kleję się do ludzi teraz. Postępuję mniej więcej tak, jak Ty. Tylko naprawdę zgadzam się na wszelkie propozycje wypadów szybko. Zanim się zastanowię. Bo nie wolno za dużo myśleć. smile

No właśnie nie wolno za dużo myśleć, a ja ciągle za bardzo wszystko analizuję. Czyli tak dobrze to nie jest:/

18

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

U mnie sytuacja wygląda tak...
Byłam 2 razy w związkach i za każdym razem nie umiałam w nich funkcjonować.
Po pierwsze w codziennym życiu, tak bardzo pragnę obecności drugiej osoby, która wypełni tą ogromną pustkę, że nie da się tego opisać słowami a gdy już ktoś jest przy mnie to nic nie czuje, nie umiem się zaangażować emocjonalnie, mam jakąś silną wielką blokadę, od zawsze:(...
Po drugie, gdy miałam chłopaków za każdym razem, podświadomość mi mówiła, że on "i tak mnie zostawi"... było to tak silne, że nie sposób było nad tym zapanować.. i w końcu obaj mnie rzeczywiście zostawili, bo byłam za dobra..
Mam wrażenie, że nie umiem stworzyć związku. Chcę mieć związek idealny(nie bierzcie tego dosłownie), a przeradza się to w tak ogromną nadgorliwość, że tylko na tym tracę.
Od dawna mam coś takiego, że czasem jak się położę, nagle przychodzi mi paraliżująca myśl, że nigdy nie wyjdę za mąż, bo "niewiem jak to się robi" -żyje w małżeństwie...
a co do ludzi, widzę, że zamykam się w sobie, gdy ktoś się ze mną nie zgadza, nie umiem być asertywna, biorę wszystko, dosłownie do siebie i towarzyszy mi tak ogromna pustka i samotność, że nie macie pojęcia, a może macie?
Dzisiaj mogę już nawet powiedzieć, że straciłam nadzieję, na to że kogoś poznam i że stworzę udany związek.
Głupie to, wiem jestem młoda, zadbana, ale nie umiem w to wierzyć, boję się że i tak prędzej czy później ON mnie zostawi.... sad

19

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Kochana moja, nie wiem  ile masz lat, ale Twój problem...to mój problem, niezależnie od tego, że jestem w związku. Cały czas mam wrażenie, że nawet gdy z kimś jestem, jestem strasznie niepewna jutra. Może mu się znudzę, albo nie będę pasować....albo inna długonoga i piękna blondyna zauroczy go w pracy...Wiesz na co cierpimy???? na jakiś syndrom nieudanego pierwszego związku, lub ktoś bliski nas zostawił....tak myślę

20

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Cierpimy na brak pewności siebie. Na niewiarę we własną wartość. Na wiarę w ułomność naszych umiejętności. Na posuchę serca cierpimy.
I nad tym trzeba pracować. Trzeba pokochać siebie.
I to się da zrobić, a  wiecie czemu?
Kiedy nawet wmuszasz w siebie codziennie takie "płaskie" zdanie: Jestem piękna.
I wmuszasz je w siebie systematycznie, potem podklejasz do tego uśmiech kokieteryjny w lustro - do samej siebie. Potem przestajesz się głupio z tego śmiać, a zamiast tego zaczynasz zauważać, że naprawdę piękniejesz przez tę drobną czynność...
Idziesz do pracy i nagle odkrywasz, że Twoje czary-mary w przytoaletkowym lustrze, jakimś cudem trafiło do ludzi w robocie.
Stajesz na środku korytarza i autentycznie zdumiona patrzysz, jak kolega zatapia w Tobie uśmiechnięte spojrzenie, a koleżanka przy której zawsze czułaś się niepewnie niespokojnie porusza brwią na Twój widok.
I stoisz osłupiała. W tym momencie zalecam powiedzieć sobie pod nosem: Jestem. o k***a jak ja właśnie JESTEM. Ja bardzo zaistniałam.

I stoisz nadal, i odkrywasz kolejna prawdę.
Nie zaistniałaś "w towarzystwie". Zaistniałaś dla siebie. Zauważyłaś siebie. Jesteś. I lubisz ten stan.


Oczywiście nie ma przełomowych katharsis, ale takie momenty będą zdarzały się coraz częściej.

Nie myślcie o mężczyznach. Zaistniejcie.

Wiem, mówię, jakbym coś tam wygrała i już uzyskała. Jeszcze nie smile, ale czuję się naprawdę o niebo lepiej.

Tutaj na forum znalazłam już dwie książki, które mimo, że traktują o mężczyznach, tak naprawdę uczą nas kochać siebie, bo jak pokochasz siebie - świat da Ci wszystko.

Sherry Argov - Dlaczego mężczyźni kochają zołzy
Greg Behrendt, Liz Tuccillo -  Nie zależy mu na Tobie


...
Ale się pompatyczna zrobiłam ;P.

21

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców
Pixy napisał/a:

Cierpimy na brak pewności siebie. Na niewiarę we własną wartość. Na wiarę w ułomność naszych umiejętności. Na posuchę serca cierpimy.
I nad tym trzeba pracować. Trzeba pokochać siebie.
I to się da zrobić, a  wiecie czemu?
Kiedy nawet wmuszasz w siebie codziennie takie "płaskie" zdanie: Jestem piękna.
I wmuszasz je w siebie systematycznie, potem podklejasz do tego uśmiech kokieteryjny w lustro - do samej siebie. Potem przestajesz się głupio z tego śmiać, a zamiast tego zaczynasz zauważać, że naprawdę piękniejesz przez tę drobną czynność...
Idziesz do pracy i nagle odkrywasz, że Twoje czary-mary w przytoaletkowym lustrze, jakimś cudem trafiło do ludzi w robocie.
Stajesz na środku korytarza i autentycznie zdumiona patrzysz, jak kolega zatapia w Tobie uśmiechnięte spojrzenie, a koleżanka przy której zawsze czułaś się niepewnie niespokojnie porusza brwią na Twój widok.
I stoisz osłupiała. W tym momencie zalecam powiedzieć sobie pod nosem: Jestem. o k***a jak ja właśnie JESTEM. Ja bardzo zaistniałam.

I stoisz nadal, i odkrywasz kolejna prawdę.
Nie zaistniałaś "w towarzystwie". Zaistniałaś dla siebie. Zauważyłaś siebie. Jesteś. I lubisz ten stan.


Oczywiście nie ma przełomowych katharsis, ale takie momenty będą zdarzały się coraz częściej.

Nie myślcie o mężczyznach. Zaistniejcie.

Wiem, mówię, jakbym coś tam wygrała i już uzyskała. Jeszcze nie smile, ale czuję się naprawdę o niebo lepiej.

Tutaj na forum znalazłam już dwie książki, które mimo, że traktują o mężczyznach, tak naprawdę uczą nas kochać siebie, bo jak pokochasz siebie - świat da Ci wszystko.

Sherry Argov - Dlaczego mężczyźni kochają zołzy
Greg Behrendt, Liz Tuccillo -  Nie zależy mu na Tobie


...
Ale się pompatyczna zrobiłam ;P.

jest  ok  Pixy  tak trzymaj                                 

Czy to DDRR,AA,ALANON,DDA  czy bóg raczy wiedziec kto jeszcze muszą zaczac od  poczucia własnej wartości ,a tu przypomina mi sie pewien tekst
,,Życie jest zbyt krótkie aby?
wielokrotnie zastanawiać się nad tym czego nie zrobiliśmy? wracać myślami do chwil, w których podjęliśmy złą decyzję? wypominać sobie błędy przeszłości? porównywać się do innych, a zwłaszcza do tych, których uznajemy za lepszych od nas samych? powstrzymywać się przed działaniem z obawy na krytykę otoczenia? mieć marzenia i nic z nimi nie robić?

mimo iż czas tak szybko płynie? życie daje nam tak wiele możliwości? tylko od nas samych zależy to czy z nich skorzystamy? nie ma aż tak wielkiego znaczenia jakie były dni, które już za nami? najważniejszy jest dzień dzisiejszy i te, które jeszcze przed nami? "
nic nie jarałem wink

22

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

big_smile
No musiałam się uśmiechnąć big_smile.
"Nic nie jarałem wink"
big_smile big_smile

23

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Samiusieńka! Nie załamuj się tylko jak najszybciej idź do psychiatry albo dobrego psychologa i weź skierowanie na grupową psychoterapię. Ona działa cuda! Masz bardzo zaniżoną samoocenę i oczywiście Twoje dzieciństwo ma na to przeogromny wpływ. To samo odczuwałam przez długie lata, choc ojca niby miałam. Ale to nie był mój tatuś, tylko ojciec adopcyjny, który pod nieobecnośc mojej matki w domu znęcał się nade mną fizycznie i psychicznie (to drugie najgorsze, do dziś pewne rany się nie zabliźniły), a moja matka udawała, że tego nie widzi, bo była kobietą od niego uzaleznioną. W ten sposób popełnilam własny błąd, potem powtórzyłam jej. Tzn. wyszłam za pierwszego, który powiedział KOCHAM i w ogóle chciał mnie. Nie udało się, byliśmy z innych bajek. Rozwód po 12 latach małżeństwa. Drugie małżeństwo. 3 lata chodził za mną, błagając, dając ekscytujące uczucie. I wtedy dopiero wpadłam. Wyszlam za replikę tatusia, apodyktycznego tyrana. 9 lat znosiłam bicie, upokarzania, wyzwiska itd. Bałam sie byc sama, tym bardziej, ze wyprowadzilam się z nim z mojego rodzinnego miasta do miejscowosci odległej o 450 km. Jednak przyszedł taki dzień kiedy powiedziałam NIE. Przeszłam 3 psychoterapie (kazda 8-10 tygodniowa, dzień w dzień 6 godzin). Bolało i to bardzo, ale oczy otwierały mi się ze zdziwienia, ze przez tyle lat umykało mi to co jest takie oczywiste! Dziś jestem innym człowiekiem i tylko mi żal, że leczyc się z tego co zaszczepił mi toksycznego rodzinny dom, zaczęłam tak późno. Mam już ponad 50 lat a dorosłam najwyżej 4-5 lat temu. Więc nie trac czasu na użalanie się tylko zrób cos dla siebie, bo jesteś dla siebie najważniejsza. Skoro nie jest wstydem leczyc chore nerki czy serce to PAMIĘTAJ, też nie jest wstydem leczyc chora duszę. A taką masz, bo Twoi rodzice zafundowali Ci ją jako dziedzictwo już bardzo dawno temu. Głowa do góry i POWODZENIA!

24

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Ja mam podobne uczucie pustki, ciagle bym chciała, żeby mój mąż przy mnie był, rozmawiał. Chcę czuć,że on jest dla mnie i przy mnie. A jak jest to mimo wszystko czuję się niekochana, czegoś mi brakuje. Mąż mówi, że mnie kocha, ale ja tego nie czuję. Nie wiem czy to jest wina doświadczeń z dzieciństwa, czy faktycznie on nie żywi do mnie żadnych uczuć. Wy czujecie tak wewnatrz, że mąż was kocha? Ja mam jakąś pustkę w środku ,jakbym miała jakąś dużą dziurę. Może to wynikać z faktu, że ojciec którego kochałam najbardziej na świecie odszedł od nas i boję się bardzo zaangażować emocjonalnie ze strachu przed kolejnym porzuceniem?

25

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Chodzę do psychologa, ale nie czuję, żeby to dawało mi jakąś siłę, już po raz kolejny.. Mam 20 lat i powinnam się cieszyć życiem, w końcu najlepszy czas życia.. a czuję się wypalona życiem, mam wrażenie, że psychikę mam conajmniej 40 latki i chwilami(a właściwie nie chwilami) nie mam już skąd brać siły... Wiecie co jest najgorsze? Jestem naprawdę rozsądną dziewczyną, zadbaną, .. Studiuje 2 kierunki i naokoło ciąglę słyszę, "że jestem taka fajna, ładna nawet za fajna żeby być samemu" a jednak jestem sama, nie mówię już o tej pustce, która mi towarzyszy i mam wrażenie, że jak byłam w związkach ona była nasilona jeszcze bardziej, za każdym razem. Nie umiem w to uwierzyć kim jestem..

jmgd mam pytanie skąd brałaś siłę?

"Nic nie jarałem " wink
Ja też nie big_smile

26

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Nic na siłę ,ten stan nie bedzie przecierz tak trwał ,DDRR  to tylko cztery litery
                  "Szczęście jest jak motyl. Ścigaj je, a umknie ci. Usiądź spokojnie, a spłynie na twoje barki."

27

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Mam nadzieję,że syndrom DDRR nie trwa wieki bo u mnie to się już ciągnie 10 lat:(

28

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Ciągnie się dopóty, dopóki pozwalasz na to. Samo nie zniknie. Trzeba pracować nad tym.

29

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Ostatnio coraz częściej mam wrażenie, że nie umiem, nie da się, nie mam siły...
Sama już niewiem..... sad

30

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Pixy, czy ja daje na to przyzwolenie? Nie wiem, jednak pewne sprawy są silniejsze, nie umiem radzić sobie ze wszystkim a i nie zawsze wsparcie bliskich wystarcza. Reasumując walczę o siebie już kilka ładnych lat-krok do przodu, dwa w tył i przepaść. Ale bywam nawet dosyć często szczęśliwa smile.

31

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

I to jest właśnie praca nad tym smile. Obawiam się, ze tak będzie w nieskończoność - po prostu musimy wywalczyć sobie to "bywanie szczęśliwym".
smile

32

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców
Pixy napisał/a:

I to jest właśnie praca nad tym smile. Obawiam się, ze tak będzie w nieskończoność - po prostu musimy wywalczyć sobie to "bywanie szczęśliwym".
smile

czy mogłabyś to rozwinąć

33 Ostatnio edytowany przez Pixy (2010-10-24 10:31:40)

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Hmm...

Nigdy nie byłam na żadnej terapii, ale podejrzewam, że taka terapia ma na celu pokochanie siebie, zaakceptowanie. To prawie niemożliwe do osiągnięcia, jeżeli ktoś ma głęboko zagnieżdżoną niechęć do siebie. Jeszcze trudniej kiedy ma się świadomość: jestem ładna, podrywają mnie = wiem o tym, więc nie mogę nie lubić siebie.
A jednak nie lubimy siebie tak bardzo, że odtrącamy wszystkich = bo przecież nie mogą nas pokochać. Nie za wygląd, ale za wnętrze, za słabość życiową, za brak umiejętności.
I tutaj trzeba sobie to uświadomić i pracować nad tym.
Codziennie.
Napominać się.
A co najgorsze zaufać komuś, że autentycznie nas nie opuści.
Oglądałam ostatnio taką tam komedię romantyczną. Szczęśliwa para, bla bla bla... i nagle kobieta wpaja partnerowi, że on i tak odejdzie, bo jest w ciąży z nie jego dziećmi.
Doprowadza do tego, ze zrezygnowany facet się wycofuje, mimo, że ją kocha.
A co ma zrobić jeżeli ona systematycznie, boleśnie i bezpardonowo wciąż mu wspominała: wiesz, jak chcesz możesz odejść (w domyśle - i tak odejdziesz).

Problem polega na tym, że ludziki bez problemów, jakie ma DDRR po prostu są z kimś, kochają, kłócą się etc. etc.
Ja nie jestem z nikim, bo buduję scenariusz, który najdłużej trwa pół roku i kończy się rozstaniem - w mojej głowie.
Nie dajemy szansy ludziom.

I tutaj właśnie należy sobie "wygrywać szczęście".
Zduszam w sobie negatywne obrazy, ciskam gdzieś w kąt umysłu scenariusze i czasem udaje mi się pobyć chwile szczęśliwą. Ale to ciągle trwa.
Ciągle rzucam jakimiś czarnowidztwami po zakamarkach umysłu - pozbywając się ich. Ale one nadal są.
I niestety rozumiem obawę FollowMe, że to się nigdy nie skończy. Tylko, że ja stawiam na te chwile szczęśliwości zamiast na pobudzenie się depresyjnych scenariuszów na relacje z ludźmi.
I to działa - bo im więcej się staram - tym bardziej widoczne są rezultaty. Zmienia się stosunek ludzi do mnie, mój do nich i spotyka mnie więcej przyjemności. Bo się otwieram - czasem tylko płacę za to baaardzo smutnym wieczorem.
Się opłaca. O.

34 Ostatnio edytowany przez empatyk (2010-10-24 20:24:58)

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

lecimy dalej  bez jarania wink 
cytat:
Pierwsza prawda: Trzymasz się fałszywego przekonania, że bez niektórych osób i rzeczy nie możesz być szczęśliwa. Przyjrzyj się z pewnego dystansu swoim przywiązaniem i zobacz fałszywość takiego przekonania. Możesz się spotkać z oporem własnego serca, ale w momencie, w którym to dostrzeżesz, dokona się natychmiastowa uczuciowa zmiana. W tej samej chwili przywiązanie straci swoją siłę. Druga prawda: Jeśli ciesząc się różnymi sprawami, odrzucisz jednocześnie przywiązanie do nich, inaczej mówiąc, gdy odrzucisz fałszywe przekonanie, że bez nich nie możesz być szczęśliwa, to zaoszczędzisz sobie wszystkich tych walk i emocjonalnego napięcia, które powstaje zawsze, gdy zapragniesz je ochronić i zachować tylko dla siebie.

tylko ,że to nie takie proste wink ale kiedy jest  się tego bardziej świadomym  jest lżej  i można coś  dla siebie z tego torta oderwać .

co do terapi DDA DDRR AA AL-ANON I INNE MASCI
Jesli nie rozwiazuje się tych problemów  to tak  jakby sie miało,, trupa" w szafie , a nowe ciuchy lezą  porozrzucane  w całym domu . Dom jako tako funkcjonuje ale nie  do końca normalnie .
          Wszędzie sa lezą ciuchy  a pani domu  zaczyna sie w tym wszystkim  gubić, zachowuje sie dziwnie  bo może  ktos przypadkim otworzyć ta szafe ? a sama sie boi !

Myśle, że każdy ma jakiegoś mola co go gryzie ,tylko po co go trzymac >> aby gryzł ? 
           oswojony też gryzie wink

35

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Mój sukces- narzeczony, stały i trwały związek. Następny- praca jaką kocham, druga która przynosi pieniądze i dzięki niej jestem określana w pewnym środowisku jako "niezależna, odważna, nowoczesna kobieta sukcesu". Ale jest drugie dno. Związek który przez DDRR ja zatruwam podejrzeniami, wątpliwościami i myślę,że pewnie i tak się nie uda no bo jak mi może się udać, jak mogę wygrać takie szczęście skoro związek "na zawsze" wygrywają tylko nieliczni? Ja nie zasłużyłam.
Własna firma co to za sukces? Tak jak ja ma wielu, to nie jest osiągnięcie.
I to jest właśnie bywanie szczęśliwym- niby jest ok ale zawsze jest drugie dno i to ciągnie się w każdej kwestii życia, w każdej dziedzinie i nigdy się nie kończy.
Jednak inni mają gorzej i każdego dnia dziękuję Bogu za cierpliwość i miłość narzeczonego, bo bez niego byłoby bardzo źle, taka wersja- ulepszona-mnie, by nie istniała... Staję się lepsza dzięki niemu i staram się dla niego smile.

36 Ostatnio edytowany przez Pixy (2010-10-24 23:08:15)

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

W tym przywiązaniu do rzeczy i spraw masz trochę racji, ale... Dla mnie jest to ciężkie, bo gdybym wyzbyła się tych ważnych "zachowajek"...
To coś jak obawa, że sedno mnie zaniknie. Osobiście uważam, że to co jest dla mnie ważne - poniekąd mnie określa.
Wyzbywanie się pasji, przywiązania do rzeczy i spraw - stworzyło we mnie tylko pustkę, której nie umiem dziś zapełnić. Mam wrażenie, że kiedyś żyłam, miałam pasję, obejmowałam mentalnie to co mnie wzruszało.
Dzisiaj, kiedy wyzbyłam się niektórych "przywiązań" - nie reaguje tak, jak kiedyś. I czuję się pusta.
Czy aby na pewno jesteś pewien, że człowiekowi samotnemu wyzbywanie się przywiązań służy?
Bo ja czuję wręcz odwrotnie.
Zubaża, a co za tym idzie - coraz mniej mam do zaoferowania otoczeniu - i dalej - opada samoocena jesio bardziej...
I tak dalej i tak dalej.
Zresztą ja nie pracuję nad wyzbyciem się "przywiązań" - ja je raczej usiłuje tworzyć. Dla mnie otwieranie się na ludzi zmusza i automatycznie nakazuje tworzenie nowych "przywiązań". Dla mnie zawieranie nowych znajomości to nie tylko frajda. To także poszerzające się zakresy zobowiązań. Relacje z ludźmi to wymiana. Wymiana emocji, rzeczy, informacji...


A tak swoją drogą - nigdzie nie powiedziałam, że trzymam się kogokolwiek, nie mam totemów*, ni ludzi w życiu, których się kurczowo trzymam. De facto jestem zupełnie sama. Nigdzie też nie powiedziałam, że uzależniam moje szczęście od kogoś innego niż ja.
Ja otwieram się na ludzi (a przynajmniej się staram) po to, żeby pokochać siebie, zaakceptować. smile
-----------------------------
*jest kilka przedmiotów, kilka utworów, kilka filmów - nic czego nie mieliby inni ludzie smile

37 Ostatnio edytowany przez empatyk (2010-10-25 21:59:44)

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Pixy   nasze płaszczyzny dyskusji  się mijają ,czy  czytałś  wezwanie do miłośći ?  mnie to jara     big_smile i big_smile
,,Zwróć uwagę na błąd, jakiego dopuszcza się większość ludzi we wzajemnych kontaktach. Starają się zbudować stałe i solidne miejsce w wiecznie żywym strumieniu życia.
Pomyśl o kimś, kogo miłości pożądasz. Czyż nie pragniesz być dla niego kimś ważnym, wyjątkowym i wiele znaczyć w jego życiu? Czy nie chciałbyś, by ta osoba troszczyła się o ciebie i interesowała się tobą w sposób szczególny? Jeśli tak jest, to otwórz oczy i zobacz, jak szaleńczo oczekujesz, by inni zarezerwowali sobie ciebie na własny użytek, by ograniczyli twoją wolność dla własnej korzyści, by kontrolowali twoje zachowanie, twój wzrost i
twój rozwój zgodnie z osobistym interesem. Przypomina to sytuację, w której ktoś powiedziałby do ciebie: Jeśli chcesz być dla mnie kimś wyjątkowym, musisz się zgodzić na moje warunki. Z chwilą gdy przestaniesz żyć zgodnie z moimi oczekiwaniami, przestaniesz być dla mnie kimś szczególnym. Ty przecież chcesz odegrać w czyimś życiu wyjątkową rolę, czyż nie tak? A więc musisz płacić cenę swojej wolności. Musisz tańczyć tak, jak inni ci zagrają; podobnie jak sama spodziewasz się., że inni będą tańczyć na twoją melodię, jeśli mają być dla ciebie kimś szczególnym."
jeśli zainteresowało  mogę przesłać całość na maila


    http://www.youtube.com/watch?v=Tqy54I_a … re=related  ach ta edytka mógbym w kolo słuchać   wink

38

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Linka nie odsłucham, bo mam kiepskiego neta ;/.
Tak, poproszę całość na mejla smile.

Niestety każda relacja jest pewnego rodzaju zniewoleniem, prawda?
Te prawdy są martwe. Niewykonalne.
Nie do końca się mijają te nasze płaszczyzny - zboczyłam nieco, ale na myśli miałam to samo. Nie wiem tylko dlaczego w to brniemy skoro tak naprawdę nie zaczynaliśmy tutaj od chęci bycia dla kogoś ważnym. Zaczynaliśmy od bycia ważnym dla siebie samego, tak?
Otwieranie się dla ludzi to dla mnie jedynie symptom postępującego akceptowania siebie. Bo czy ja ich poznam na dłużej, czy tylko na kilka minut - sprawiają, że działam, że akceptuję siebie, że się nie wycofuję. W tym wymiarze określałam relacje z ludźmi - w kwestii walki z "dziedzictwem" DDRR smile.
Ciekawe, ze podług cytowanego przez Ciebie tekstu - zwyczajnie kochać (w sensie być dla kogoś kimś ważnym) nie warto big_smile.
Bo zatracamy siebie i idziemy na czyjeś warunki - nieco pokrętny ciąg logiczny ;P.
Ale ja lubię czytać pokrętne rzeczy.
A jak się to ma do tego, ze zwiżki i życie - to w praktyce same kompromisy? smile

39 Ostatnio edytowany przez empatyk (2010-10-26 23:52:23)

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

a czy myslałaś kiedyś o tym ,że te osoby na naszej ściezce życia są jak lustra pokazują nam nasze wady i zalety i to od nas zależy w jakim świetle ich  odbieramy.
Wystarczy nauczyć się czytać .
  dalej nie jarałem  wink  zaraz ci wysle na mijla)

Co do  książki ktos kiedyś powiedział nie czytaj tego bo ci się w głowie popier..li  i chyba mi sie po..ło ale na lepsze  , emocje przeżywam ale już tak nie bolą   big_smile

40

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

hejka, ciesze sie ze ktos poruszyl ten temat, juz myslalam ze jestem sama i nikt nie przezywa tego tak jak ja

tez jestem DDRR, moi rodzice rozwiedli sie gdy mialam 4 lata, ale tata mieszkal z nami przez kolejne 9 lat, moja mama poznala faceta z ktorym zaszla w ciaze ale on nie chcial dziecka i ja zostawil, od dziecinstwa slyszalam od mamy ze musi kochac moja siostre bardziej i wiecej sie nia zajmowac bo ona nie ma taty, moj tata ozenil sie po raz drugi gdy mialam 13 lat, urodzil mu sie synek i chyba postanowil sobie ze nie potrzebuje juz "starej" rodziny skoro ma "nowa", zanim jednak odtracil mnie na dobre zdazyl narobic mojej mamie problemow, przez 2 lata procesowal sie z nia w sadzie o jakies glupoty...

od 13 roku zycia jestem niekochana przez ojca i obojetna matce, ktora cala swoja uwage poswiecala mojej siostrze... myslalam ze juz do tego przywyklam ale okazuje sie ze takie sprawy wracaja jak bumerang,

jako nastolatka wykorzystywalam chlopakow na maksa, probujac ich w sobie rozkochac a potem porzucic..., tak naprawde balam sie stalych zwiazkow bo balam sie ze chopak zostawi mnie tak jak zrobil to moj ojciec, gdy dotarlo do mnie ze nie potrafie stworzyc normalnego zwiazku zaczela sie depresja i bulimia, pojawialy sie mysli ze ojciec nie chce mnie bo nie jestem piekna i nie mam idealnej szczuplej figury,

ojciec mnie nie kocha to jak moze pokachac mnie jakikolwiek mezczyzna, chodzilam na terapie ale to nie pomoglo na dlugo, gdy mialam 23 lata poznalam fajnego chlopaka i to byl moj pierwszy powazny zwiazek, niestety nawet nie chcialam zauwazyc jak zle zaczyna traktowac mnie moj luby, po 2 latach wszystko sie skonczylo a ja nie majac odwagi powiedziec mu tego prosto w twarz ucieklam przed nim do uk, tu poznalam drugiego kolesia z ktorym mam dziecko a ktory tak naprwade nigdy nie traktowal mnie dobrze, bylam jednak slepo zakochana i za wszelka cene chcialam utrzymac ten zwiazek, jednak nic nas juz nie laczy a ja nadal z nim sie mecze bo jestem zbyt tchorzliwa zeby odejsc, dodatkowo martwie sie o synka

moje problemy powrocily: depresja, brak akceptacji samej siebie, niska samoocena, ciagle placze w nocy zastanawiajac sie dlaczego moj ojciec nadal nie chce mnie widziec, nie chce widziec mojego synka, swojego jedynego wnuka, przeciez jestem juz dorosla, nie musi na mnie placic alimentow, nie musi nic dla mnie robic, wystarczyloby zeby mnie kochal...

teraz ciagne do mezczyzn jak magnez ale wiem ze zaden mnie nie pokocha bo jak mozna kochac kogos kogo wlasni rodzice nie kochaja
jestem niepotrzebnym elementem laczacym od lat nieistniejacy juz zwiazek

wiem co czujecie bo jestem jedna z was i moge powiedziec ze to nadal boli i nie pomoze uplyw czasu (dla mnie to juz 16 lat) ani terapia, przez naszych rodzicow jestesmy "pekniete" i takie zostaniemy juz pewnie do konca, bo nie potrafimy normalnie funkcjonowac...

41

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

brutus-ka, jestem z Tobą całym sercem!

Wiesz ja też już powoli tracę nadzieję na terapię, chodzę nic mi nie pomaga, czuję się gorsza zawsze i wszędzie, choć z boku pewnie nikt by na to nie wpadł, nie radzę sobie z tym i niewiem już co mam robić...

Depresja, brak pewności siebie, niska samoocena, wszechogarniająca samotność i pustka....

Eh.. im jestem starsza tym bardziej mi to towarzyszy, zwłaszcza, że kazdy mój związek kończył się zostawieniem mnie i mam wrażenie że tak juz bedzie zawsze..

42 Ostatnio edytowany przez wikuś (2010-11-01 14:34:31)

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

"DDRR Mają one zazwyczaj trudności w nawiązywaniu głębszych relacji z ludźmi. Brakuje im pewności siebie. Zagrożeniem jest dla nich bycie od kogoś zależnym. Nie potrafią okazać, że są bezradne, a bezradności"

jak by ktoś pisał o mnie, moi rodzice rozwiedli się jak miałam może 2, lata. Też nie utrzywywał nie utrzymuje z nami kontaktów!
Brutuska strasznie mi się smutno zrobiło po przeczytaniu Twojego postu sad  <tuli>

43

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

"Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców doświadczają wielu problemów w bliskich relacjach z płcią przeciwną. Do każdej randki podchodzą niezwykle poważnie i w efekcie przeżywają duże napięcie i niepewność. Po dwóch, trzech spotkaniach traktują nowo poznaną osobę tak, jakby to już była niemal żona, prawie mąż. Wybiegają 10 lat w przód i wyobrażają sobie, jak będzie wyglądało ich małżeństwo z tą osobą, w otoczeniu gromady dzieci.
Tak właśnie jest ze mną..Pragnę być ważna dla kogoś, ale zarazem odczuwam PRZEOGROMNY lęk przed odrzuceniem. Zakocham się, a on mnie zostawi  ta myśl nie daje  spokoju.Towarzyszyła mi od początku w 2 moich związkach, które rzeczywiście tak się skończyły.. Zamiast próbować poznać ukochaną osobę,  ulegam iluzji na jej temat, widzę ją taką, jaką pragnę ją widzieć  i w końcu jestem rozczarowana."


to chyba jest to, że nie kochamy osoby taką jaką ona jest, tylko wyidealizowany obraz! ktory sobie stwarzamy o niej:(

44

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

samiusienka jezeli chodzi o terapie to chodzilam przez rok co tydzien, a poniewaz wstydzilam sie samej siebie i nie chcialam kogos meczyc swoimi problemami czesto odwolywalam spotkania, nikt nie zrozumie tego co czujemy jezeli sam nie byl w takiej sytuacji....

chetnie posluchalabym rady osoby ktora w jakis sposob uporala sie ze swoim zyciem w wyszla zwyciezko z walki z samym soba

samiusienka jestes jeszcze mloda a z doswiadczenia wiem ze bedzie gorzej, moje problemy ze zrozumieniem samej siebie i swojego postepowania zaczely sie gdy skonczylam 18 lat, bo bedac dorosla zrozumialam jak przesrane mialam dziecinstwo, i doszlo do mnie ze nic pewnie ciekawego mnie nie spotka w przyszlosci, bo nie umiem tak prwdziwie kochac, nigdy nie widzialam milosci miedzy kobieta a mezczyzna, moi rodzice mnie tego nie nauczyli, nie pokazali mi tego... nie potrafie kochac bo boje sie wiekszych, silniejszych uczuc do mezczyzny bo boje sie ze on mnie zostawi tak jak ojciec

45

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Mam do was kochani pytanie...
Jestem po tej 2giej stronie, mój chłopak jest ddrrem. Przeczytałam wiele książek na ten temat, studiuję psychologie, więc to też mi pomogło wiele rzeczy zrozumieć...ale pomimo tej teorii, którą tam gdzieś w sobie ulokowałam, nigdzie nie znalazłam odpowiedzi, ani w sobie, ani w książkach..jak ddrrowi można pomóc? Czy utwierdzać go w tym, że jest silny, że się go kocha...czy rozmawiać z nim na temat przeszłości...Bardzo chciałabym mu pomóc, ale nie wiem jak...

Pozdrawiam
hanka

46

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Ba... żebyśmy my to wiedziały... ;/.

47

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Nie chodzi mi tu o odpowiedź pt jak ddrrowi pomóc przestać być ddrrem..tylko co Wam, jako osobom żyjącym z tym bagażem pomaga..pomaga się otworzyć...czy ciepło,bliskość czy może wręcz odwrotnie ...pewien dystans i nie wkraczanie poza pewną linię...o to mi chodzi..

48

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Katarzynahanna, nie jestem teraz w związku, ale zdecydowanie bliskość, ciepło, akceptacja i miłość..

49

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Mi pomagają wszystkie standardowe zachowania typu: spacery, poznawanie nowych ludzi, samoakceptacyjna mantra. problemem nie jest to czym sobie pomóc problemem jest to, że to wszystko działa tylko na jakiś czas, a potem jest nawrót zaskorupienia i żądzy bycia samemu*.
------------------------
*przynajmniej u mnie. Moje DDRR odtrąca ludzi, którzy za blisko podchodzą. O.

50

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Z nieudanego związku mam syna.Jest książkowym przykładem DDRR. Założył rodzinę mając ponad 30 lat.Ma dwoje dzieci. Niestety nie może jej utrzymać. Ma problemy w pracy. Nie znosi gdy ktoś nim kieruje,wydaje polecenia, narzuca sposoby pracy. Syn ma zawsze swoje wizje, racje i nie ma siły go przekonać.Nie ustąpi.Z innej strony, sam nic nie załatwi, Nawet telefonicznie. Nawet do lekarza nie pójdzie sam.Boi się rozłąki z rodziną.Dlatego nie może wyjechać do pracy za granicę. Wynajduje przeszkody nie do przeskoczenia.Straciłam nadzieję na jego "usamodzielnienie się". Najgorsze, że on nie zdaje sobie sprawy co się dzieje.Wymusza pomoc od wszystkich bliskich.Nawet niegroźnym szantażem. Uważa, że mu się to należy. Nie szuka przyczyn ani rozwiązań tej sytuacji.Nie słucha rad. On WIE!Mam już dość!

51

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Ja również jestem dzieckiem DDRR, ojciec wyniosl sie z domu a raczej matak wyrzucila go jak miałam 12 lat. Powiem że pamietam tylko niektóre sytuacje i kłótnie jakie miały miejsce w domu ale wiem ze były codziennie. Raz widziałam ojca jak całował się z mamy koleżanką która przyszła ich nota bene pogodzić. To było dla mnie takim szkokiem ze pamietam jak przestalam sie odzywac do kogokolwiek przez jakis czas. Nikt nie wiedział co się ze mna stało. pamiętam wszystko jak przez mgłę i bardzo mało w sumie a przecież nie byłam juz malutkim dzieckiem. Ciekawe dlaczego tak sie dzieje. Pamiętam ze zaczełam miec problemy w szkole i powiedziałam pani ze to przez ciezką sytuacje w domu ale z tego co pamiętam to wszystko obrócili inaczej i powiedzieli ze wcale nie jest zła, ze rodzice tylko się kłócą czasami a ja to wykozystuje bo wcale nie chce mi się uczyc. Nie pamiętam nic więcej z tego- może to była prawda sad.

pozniej pamiętam że mama pracowła bardzo duzo i żadko bywała w domu bo nie było pieniędzy. Innym razem miała okres siedzenia w domu bo była jakis czas na rencie ale była bardzo młoda. Pamiętam ją jak leżała całymi dniami w łóżku i chodziła całmi dniami w pizamie sad teraz z perspektywy czasu widze ze byla chyba załamana ale tez i bardzo sie zaniedbała. Pozniej nastąpił okres pracy w restauracji do poznych nocy gdzie wracała zawsze podpita a jak wracała podpita to zawsze robiłą awanture. Zbratem wiedzielismy że jak w chodzi do domu to najlepiej będzie dla nas że bedziemy udawali że spimy wtedy bynajmniej nie oberwie nam się za nie umyte gary np. Brat jest młodszy o 6 lat i wtedy był naprawde małym chłopcem. Pozniej jak juz mialam 16 lat to mama wyjechała za granice sad i zostaliśmy sami. Ja w domu a mój brat u babci sad

Ale czytając wasze wypowiedzi nie mogę się zgodzić napewno co do jednego oczywiście co do mojej osoby. Nigdy nie byłam zamknięta w sobie i zawsze miałam mnostwo znajomych i kolegow i kolezanek i bylam szczera i otwarta. Nigdy nie zamknelam sie przed ludzmi i swiatem i mam tak do tej pory, że jak mam problemy to musze przebywać z ludzmi bo oni mi daja sile. Samotna to fakt czuję się bardzo często jak tylko wroce do domu . Niska samoocena to tez ale mysle ze do tego dochodzi inny problem związany z moją matką który opisałam w innym wątku. Mam zawsze wrażenie ze jak cos robie to i tak nie robię tego dobrze bo sa inni co sa odemnie lepsi i zrobią to duzo lepiej:(

52

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Widzisz Dussia wszyscy jesteśmy do siebie bardzo podobni w tym jak siebie traktujemy, co przeżywamy, jaki mamy obraz samego siebie...To błędne koło.

53

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Witajcie!
ja nie jestem DDRR, ja w zasadzie nie miałam rodziców. Tzn. tata nigdy z nami nie mieszkał (jestem dzieckiem panieńskim) a mama - wolny ptak. Do dzis nie ułożyła sobie życia. Mamy nigdy nie było w domu. Nie martwiła się tez o moje utrzymanie. jednak zastanawia mnie coś innego. Ja nie jestem DDRR, a jednak nie potrafię chyba stworzyć normalnej rodziny, jestem wystraszona, boję się mężczyzn, jestem podejrzliwa. Moje małżeństwo istnieje na papierku. Przede mną rozwód. Do czego dążę. Chodzi mi o to jak Wy, jako DDRR oceniacie swoich rodziców. Czy jest pretensja, żal do obydwu? Jakie uczucia były gdy byliście mali?

54

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Jak byłam mała rodzice byli dla mnie wzorem dobrego małżeństwa i związku partnerskiego. Ojciec był największym autorytetem.
Moją mamę podziwiam za jej siłę i oddanie.
A co do niego. Minęło już wiele lat ale czuję do niego coś gorszego od nienawiści-obojętność. Nie obchodzi mnie co u niego, w ogóle o niem nie myślę, nie będzie go na moim ślubie, nie będzie dziadkiem dla moich dzieci, nie może się cieszyć z moich sukcesów, jest mi obojętny. Złym losem innych ludzi się przejmuję, jego-nie potrafię i nie chcę. Dla mnie nie istnieje.

55

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Ja nigdy nie mialam ojca, matka uciekla pol roku po slubie, bo sie nad nami znecał. Później byłam zastraszana całe życie, że cos mi zrobi itd. (jest niezrownowazony psychicznie), dzis nie płaci alimentów, bo nie pracuje, bije ojca itd, itp. Na matkę nie mam co liczyć, ma straszne problemy ze sobą, nigdy nie była dla mnie wspaciem WIECZNIE krytykowala, wzbudzila we mnie tak wielkie poczucie winy i brak pewnosci siebie, ze dzis czuje sie nikim......

Jestem zupelnie sama na tym swiecie, nie mam babci, cioci, chrzestnych, bo rodzina wiecznie skłócona, matka ma ciężką depresję, wiecznie mi narzuca swoje zdanie, prosty przykład zmusza mnie do chodzenia do kościoła, spowiedzi itd siła, przemocą psychiczną i fizyczną. Nie mogę mieć własnego poglądu,zdania pomimo ze mam 21 lat, pracuje i studiuje sama sie utrzymuje, to mówi że jestem jej dzieckiem ona mnie ochrzciła i do końca życia bedzie mnie zmuszała chodzić, nieważne czy wierzę, czy nie, mam już tego napradę dość!!

Nigdy nie widziałam prawdziwego zwiazku, wiecznie patologia.. zaden nie potrail z nia wytrzymac, duzo by opisywać, dziewczyny, mam 21 lat a nawet nie wiecie jak matka zniszczyła mi życie i psychikę... ;(

Mam do niej wielki żal, żal że nie mam rodziny, domu, fajnych normalnych rodziców, ojca, wieczoru spędzonego razem przy lampce wina siedząc z nimi i śmiejąc się z głupot..

Tak bardzo bym tego chciała.. czy ja naprawdę wymagam tak dużo??
Nie dostałam podstaw w dziecinstwie, nie mam zaspokojonych podstawowych potrzeb, bezpieczeństwa itd. Nie potrafiłam stworzyć związku z naprawdę fajnym chłopakiem, bo byłam dla niego za dobra i chciałam mieć związek idealny.. Po 2 mcach mnie zostawil, bo nic do mnie nie czuł..
Dziś mijają 2 lata, mam ciężką deresję, nie mogę się pozbierać, był moim jedynym wsparciem, od tego czasu nie spotkałam nikogo kto chociażby dorósł mu do pięt..
Zresztą nie mam gdzie i nie mam już siły, psychika mi wysiada...
Nie chce mi się życ..

Czy jeszcze kiedyś zaświeci dla mnie słońce? sad

56

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Hej.
Dopisuję się do "klubu" DDRR.
Pustka..żal...brak wsparcia...poznawanie siebie na nowo...norma to chyba dotyczy każdego.
W mojej sprawie robię postępy terapia u psychologa i grupa samopomocowa.
Na razie to tylko początek... efektów brak...tonę w literaturze ale jej nie polecam bo to głupie uczucie czytać o sobie!!Chyba bardziej mnie to dołuje.
Bez wsparcia specjalisty myślę że sobie nikt nie pomoże...
...próbowałam sama się "leczyć" ale nie dało rady.
Musimy wierzyć w to że mamy szanse na normalne życie.

Mam pytanie co sądzicie o związku z osobą która ma ten sam problem... syndrom ??
Jest szansa na zbudowanie czegoś normalnego...??:/

57

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Dobry wieczór, jestem studentką pedagogiki i piszę pracę magisterską na temat DDRR. Szukam osób wychowanych w rodzinach rozwiedzionych, którzy aktualnie są w wieku około 40-45 lat, w celu przeprowadzenia badań do pracy. Gdyby ktoś z Państwa byłby w stanie mi pomóc i opowiedzieć mi trochę o sobie, o swojej rodzinie i o rozwodzie rodziców byłbym bardzo wdzięczna. Niestety nie mogę wstawić swojego maila, bo jestem "nowa", dlatego bardzo proszę zainteresowane osoby o  zamieszczanie odpowiedzi na forum:)

58

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców
samiusienka napisał/a:

Cierpienie będące rezultatem rozwodu rodziców nie kończy się na dzieciństwie, ojca straciłam w wieku 0,5 roku i nie miałam go nigdy. Wczesniej nie zdawałam sobie z tego sprawy, chociaż zawsze czułam się taka inna, gorsza od innych.. ale dopiero teraz w dorosłym, już samodzielnym życiu widzę jaki bagaż musżę dźwigać każdego dnia.
"DDRR Mają one zazwyczaj trudności w nawiązywaniu głębszych relacji z ludźmi. Brakuje im pewności siebie. Zagrożeniem jest dla nich bycie od kogoś zależnym. Nie potrafią okazać, że są bezradne, a bezradności doświadczają często. Czują się ogromnie samotne i opuszczone. W swoim zachowaniu kierują się bardziej pragnieniem bycia akceptowanym przez ważne dla nich osoby, niż własnymi potrzebami.
Bywają przylepami emocjonalnymi: ustępliwi, mało wyraziści, żyją życiem innych. Im bardziej DDRR zależy na kimś, tym bardziej ustawiają się w jego cieniu. A rezygnacja z zaspokajania własnych potrzeb rodzi złość. To naturalna reakcja. Ale Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców boją się złości. Złości jako takiej i swojej. Boją się, ponieważ dużo jej w sobie mają. I obawiają się, że jeśli ją ujawnią, stracą nad nią kontrolę. Mój bagaż: bezsenność; zaniżona samoocena, nie lubię siebie; nieumiejętność funkcjonowania w związku partnerskim; wysoki samokrytycyzm; zawyżone wymagania co do siebie i innych itd.

Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców doświadczają wielu problemów w bliskich relacjach z płcią przeciwną. Do każdej randki podchodzą niezwykle poważnie i w efekcie przeżywają duże napięcie i niepewność. Po dwóch, trzech spotkaniach traktują nowo poznaną osobę tak, jakby to już była niemal żona, prawie mąż. Wybiegają 10 lat w przód i wyobrażają sobie, jak będzie wyglądało ich małżeństwo z tą osobą, w otoczeniu gromady dzieci.
Tak właśnie jest ze mną..Pragnę być ważna dla kogoś, ale zarazem odczuwam PRZEOGROMNY lęk przed odrzuceniem. Zakocham się, a on mnie zostawi  ta myśl nie daje  spokoju.Towarzyszyła mi od początku w 2 moich związkach, które rzeczywiście tak się skończyły.. Zamiast próbować poznać ukochaną osobę,  ulegam iluzji na jej temat, widzę ją taką, jaką pragnę ją widzieć  i w końcu jestem rozczarowana.

"Jestem DDRR mam bardzo niskie poczucie bezpieczeństwa, niską samoocenę (zawsze byłam dla mamy przysłowiowym "chłopcem do bicia"), zawsze czuję się samotna, strach przed małżeństwem ( że się nie uda)?"

Opisywane sytuacje śą mi bardzo bliskie.
Proszę powiedzcie jak sobie radzicie, albo raczej jak walczycie w dorosłym życiu z tymi wszystkimi syndromami. Ja mam tak ogromną PUSTKĘ wewnętrzną w sobie i poczucie osamotnienia i odrzucenia, że czuję się zawsze gorsza, jest to tak silne uczucie, którego nie da się wyrazić słowami w żaden sposób. Towarzyszy mi ono każdego dnia i mam wrażenie,że jest coraz głębsze. Niewiem jak sobie z tym poradzić w codziennym funkcjonowaniu, a właściwie.. czy wogóle można..?

Pozdrawiam Netkobietki smile

Nie mam absolutnie żadnego syndromu dziecka rozwiedzionych rodziców.
Może dlatego, że u nas odbyło się to w bardzo przyzwoity i cywilizowany sposób. Oczywiście teraz, z perspektywy dorosłego człowieka (wtedy miałam 16 lat) myślę, że bardzo szkoda, iż moi rodzice nie uratowali swojego związku, bo na pewno byliby szczęśliwsi, ale widocznie nie potrafili tego zrobić i podjęli się najlepszego rozwiązania co i mnie wyszło na dobre. Nie musiałam żyć w krzywym zwierciadle, nie mam spaczonego spojrzenia na życie, na rodzinę, a jeśliby na siłę tkwili w tym, myślę, że szkód byłoby mnóstwo. Na "fałszu" nie buduje się szczęścia.

59

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców
Pixy napisał/a:

Szczerze to mnie załamałaś tym postem.
Podświadomie nabijałam się z własnego problemu i trywializowałam go. Nadanie mu nazwy i rzucanie mi cytatów prosto w twarz jest dla mnie załamujące. To tak jakby mi ktoś powiedział; No stara - naprawdę masz problem.
Każde jedno słowo z Twojego, samiusieńka, postu to prawda.

Pustka, totalna niewiara we własną przydatność w związku. Planowanie, pisanie scenariuszy. Stawanie w cieniu.
Nienawiść do samej uzależniającej strony relacji z partnerem...
Wszystko czysta prawda. Tylko, że... nie mam pojęcia co z tym zrobić. Obawiam się, że nic nie zrobię.

Kropka w kropkę, poczułam dokładnie to samo czytając pierwszy post. Czytając każde zdanie czułam jak mnie przeszywa z góry do dołu.
Rodzice rozwiedli się, gdy miałam 8 lat, później kontakt z ojcem był kiepski, mam wrażenie, że trochę udawany. Po dłuższym czasie w ogóle przestał się do mnie odzywać, a ja często głośno powtarzałam, że jest mi dobrze jak jest i mam go gdzieś. No, niestety nie do końca. Czasem nadchodził moment, gdy wszystko pękało, ale szybko ocierałam łzy i znowu zakładałam maskę.
Również mam trudności z nawiązywaniem kontaktów z ludźmi. Jestem niepewna siebie do tego stopnia, że z góry ustawiam się na przegranej pozycji - "że mnie nie polubią, że uważają, że jestem beznadziejna, brzydka, głupia, itd". Najgorsze jest to, że siedzi to we mnie na tyle głęboko, że jestem przekonana, że tak faktycznie jest - np. idąc do nowej pracy wydaje mi się, że każdy ocenia mnie w tak negatywny sposób, że muszę im pokazać, że mam to gdzieś - i tworzy się błędne koło - ja się alienuję, a oni faktycznie nie mogą mnie bliżej poznać. Boję się być otwarta na ludzi.
Często czuję się bezradna i dosłownie "wiszę" na bliskich mi osobach z załatwieniem czegokolwiek. Wymagam wiele od partnera, czasem wydaje mi się, że większość kłótni spowodowanych jest moją "zrytą" psychiką. Dążę do perfekcji, bo ciągle wydaję mi się, że nie jestem wystarczająco ładna i dobra, chociaż czasem rezygnuje z wielu rzeczy, bo wiem, że nie podołam, od razu stawiam się na ostatnim miejscu. W związkach zawsze towarzyszył mi paniczny lęk przed odrzuceniem. Każde zostawienie mnie przez partnera, było czymś co uniemożliwiało funkcjonowanie, przestawałam chodzić do pracy, szkoły, zamykałam się na innych. Tak samo było z kłótniami - albo bardzo łatwo przychodziło mi rzucenie słów o rozstaniu (chciałam uniknąć bycia porzuconą; później oczywiście żałowałam) albo znów mnie ścinało i za wszelką cenę chciałam się pogodzić, wiedzieć, że jest dobrze, że go nie stracę. Teraz jestem w poważnym związku, mam narzeczonego, dziecko i czasem przemyka lęk, że nam się nie uda i że zgotuję dziecku takie życie jakie ja miałam bez ojca.
Próbowałam terapii - chodziłam na dwie czy trzy, ale jakoś szybko odpuszczałam. Nie wiem, kłamałam chyba, że jest ok, że nie mam nad czym pracować i kończyłam. Jakoś zawsze wydawało mi się, że mój problem jest śmieszny i nie będę komuś głowy zawracać. Nawet teraz mam ochotę skasować post, bo chyba się zaczęłam trochę użalać... tongue Trochę chaotycznie napisałam, jakoś ciężko złożyć wszystko w całość.

60

Odp: DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Witam,
Jestem studentką Pedagogiki resocjalizacyjnej, piszę pracę magisterską na temat modelu życia rodzinnego realizowanego przez Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców. W związku z tym bardzo proszę o wypełnienie ankiety. Jest ona zupełnie anonimowa, odpowiedzi zostaną jedynie wykorzystane w celach naukowych. Z góry bardzo serdecznie dziękuję za poświęcony mi czas i pomoc. smile Jeśli znajdą się chętne osoby wyślę link do ankiety.

Posty [ 60 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » DDRR-Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026