Witajcie,
piszę artykuł o współczesnych Polkach, ich problemach, różnych sytuacjach życiowych, radościach i smutkach. Poszukuję dziewczyny w wieku 25-28 lat, która mieszka z rodzicami albo sama, ale jest na ich utrzymaniu (np. studentka ale niekoniecznie). Czy któraś z Was zechciałaby podzielić się swoimi doświadczeniami? Jak sobie radzicie? Jakie macie plany? Piszcie na priv ![]()
Podobne tematy
Minęło trochę czasu, szkoda, że magdalen_ka nie podzieliła się z nami wnioskami z rozmów.
Może my podyskutujemy? Dlaczego dorosłe kobiety pozostają na utrzymaniu rodziców? Takie czasy (mieszkania drogie, pracy nie ma)? Lenistwo? A może pogląd, że to mąż powinien zabrać kobietę z domu rodzinnego, a że obecnie wychodzimy za mąż coraz później...?
Ją jestem w takiej sytuacji. Niedawno temu skończylam szkole i jestem teraz na utrzymaniu rodziców. Szukałam pracy i już jedną mam za sobą niestety. Nie przedłużyli mi umowy ponieważ byłam dwa dni na chorobowym. To nie była łatwa praca. Szyłam pokrowce na samochody przez 8 godzin na stojąco na 3 zmiany. Mimo tego jakie tam były warunki klimat i ludzie to chciałam tam pracować i sie dobrowolnie nie zwolniłam. za te dwa dni chorobowego nie mam już pracy i znów jej szukam tylko problem w tym tkwi że trudno jej znaleźć w tych czasach. Co dziennie przeglądam oferty i szukam pracy ale niestety nic nie znajduje. Już nie wiem co w końcu mam ze sobą zrobić bo nie chce być przez całe życie na garnuszku rodziców.
Babo, predzej bym sie do misji w Afganistanie udala, niz mieszkala jako dorosla osoba na wikcie i opierunku u rodzicow. Doroslym..czyli? Ja zakladam, ze po ukonczeniu wszelkich szkol umozliwiajacych podjecie pracy zawodowej. Nie doroslym czyli 18+. O bezrobotnych mezatkach nie pisze, bo te i tak wyprowadzaja sie najczesciej do meza, z mezem itp.
Nie wyobrazam sobie sytuacji kiedy musze prosic o kase, kiedy musze dostosowac sie do regul w domu rodzicow, kiedy nie mam swobody wlasnego zycia. Nie, no masakra jakas.
Piszecie, ze w PL nie ma pracy. Nawet jesli tak jest, choc do konca nie wierze, to sa inne mozliwosci: doksztalcenie sie, przeksztalcenie sie w kierunku gwarantujacym prace, nauka jezyka i wyjazd. Wszystko byle nie na garnuszku u starszych.
Babo, predzej bym sie do misji w Afganistanie udala, niz mieszkala jako dorosla osoba na wikcie i opierunku u rodzicow. Doroslym..czyli? Ja zakladam, ze po ukonczeniu wszelkich szkol umozliwiajacych podjecie pracy zawodowej. Nie doroslym czyli 18+. O bezrobotnych mezatkach nie pisze, bo te i tak wyprowadzaja sie najczesciej do meza, z mezem itp.
Nie wyobrazam sobie sytuacji kiedy musze prosic o kase, kiedy musze dostosowac sie do regul w domu rodzicow, kiedy nie mam swobody wlasnego zycia. Nie, no masakra jakas.
Piszecie, ze w PL nie ma pracy. Nawet jesli tak jest, choc do konca nie wierze, to sa inne mozliwosci: doksztalcenie sie, przeksztalcenie sie w kierunku gwarantujacym prace, nauka jezyka i wyjazd. Wszystko byle nie na garnuszku u starszych.
Ja mam 20 lat ,,Babo,, mam zamiar nadal szukac pracy oraz isc na jakis kurs. jak Myślisz że fajnie mi jest brać pieniądze od rodziców to sie grubo mylisz. Chce sie usamodzielnić i znaleźć pracę. Jakbyś mieszkała na podkarpaciu to byś miała inne spojrzenie na pracę. U nas straszne jest bezrobocie. Może tam gdzie Ty mieszkasz jest inaczej niż ją Ci tu opisuje ale tutaj tak dobrze nie jest.
Mussuka napisał/a:Babo, predzej bym sie do misji w Afganistanie udala, niz mieszkala jako dorosla osoba na wikcie i opierunku u rodzicow. Doroslym..czyli? Ja zakladam, ze po ukonczeniu wszelkich szkol umozliwiajacych podjecie pracy zawodowej. Nie doroslym czyli 18+. O bezrobotnych mezatkach nie pisze, bo te i tak wyprowadzaja sie najczesciej do meza, z mezem itp.
Nie wyobrazam sobie sytuacji kiedy musze prosic o kase, kiedy musze dostosowac sie do regul w domu rodzicow, kiedy nie mam swobody wlasnego zycia. Nie, no masakra jakas.
Piszecie, ze w PL nie ma pracy. Nawet jesli tak jest, choc do konca nie wierze, to sa inne mozliwosci: doksztalcenie sie, przeksztalcenie sie w kierunku gwarantujacym prace, nauka jezyka i wyjazd. Wszystko byle nie na garnuszku u starszych.
Ja mam 20 lat ,,Babo,, mam zamiar nadal szukac pracy oraz isc na jakis kurs. jak Myślisz że fajnie mi jest brać pieniądze od rodziców to sie grubo mylisz. Chce sie usamodzielnić i znaleźć pracę. Jakbyś mieszkała na podkarpaciu to byś miała inne spojrzenie na pracę. U nas straszne jest bezrobocie. Może tam gdzie Ty mieszkasz jest inaczej niż ją Ci tu opisuje ale tutaj tak dobrze nie jest.
A Ty cos sie tak czepnela? Ja pisalam o sobie, nie o Twoim przypadku. Pisalam wyraznie, ze JA nie chcialabym i nie wyobrazam sobie zycie z rodzicami majac 20 kilka - to tez doczytaj, lat. Kurcze, jakie tu towarzystwo nadmiernie drazliwe. A slowo "BABO" odnioslam do innej forumowiczki na tym watku.
Muszę sobie zmienić nick ![]()
Muszę sobie zmienić nick
Tak, na Chlop Feudalny:)
Taaaa, wtedy to dopiero oberwiesz, jak któraś Forumowiczka pomyśli, że piszesz do niej "chłopie" ![]()
Koniec offtopu, bo będę musiała sama się zmoderować ![]()
Mieszkanie z rodzicami w wieku powyzej 18 lat?
Jak dla mnie to ja dziekuje ale postoje.
Nie umialabym tak, szlag by mnie trafil gdybym miala z rodzinka mieszkac w wieku 25 lat.
Moja kuzynka taka byla, nie wiem z czego to wynika. Ciagnela od rodzicow i dzis w sumie tez ciagnie bo jej kredyt splacaja na jej i meza mieszkanie.
Dla mnie jest to zalosne.
Corka kolezanki ma teraz lat 20, mieszka z mama, ale pracuje dziewczyna i studia robi zaocznie i sama placi za szkole i bilety i kupuje jedzenie i kupuje mamie zawsze jakis drobiazg. Pewno, ze ciezko prace bylo znalezc, ale znalazla. I to mi sie podoba.
Ja mialam lat 18 i juz sie wyprowadzalam.
ze znanych mi przypadków: dziewczyna teraz ponad 30 lat, nie pracuje od kilku. Kiedyś pracowała ale firma się zlikwidowała i ją zwolnili. Zupełnie nie wierzy w siebie, jest bardzo nieśmiała i wycofana, spalała się na każdej rozmowie, teraz już na rozmowy chyba nawet nie chodzi. Przypuszczam że ma mega zaniżoną samoocenę i to ją blokuje, bo nie sądzę że tak jej wygodnie, sytuację finansową mają kiepską
Przypadek nr dwa to dziewczyna dwa lata po studiach, czasem przychodzi na zastępstwo do recepcji w mojej firmie ale to 2-3 dni w miesiącu, innej pracy "nie może znaleźć', bo nie po to studiowała, żeby "kawę podawać". Nie mieszka z rodzicami, ale oni pokrywają koszty, bo "przecież teraz taka ciężka sytuacja i młodzi ludzie nie mogą znaleźć pracy"
niektórzy to są chyba od rzeczywistości i Polskich realiów oderwani
przeciez dużo dorosłych kobiet mieszka z rodzicami z prostego powodu,gdzie mają mieszkac? jak nie mają stałej pracy,nie mają jak wziąść kredytu
nie wszędzie jest możliwość wynajęcia mieszkania
niektórzy to są chyba od rzeczywistości i Polskich realiów oderwani
przeciez dużo dorosłych kobiet mieszka z rodzicami z prostego powodu,gdzie mają mieszkac? jak nie mają stałej pracy,nie mają jak wziąść kredytu
nie wszędzie jest możliwość wynajęcia mieszkania
Nom.
Niektorzy w tej polskiej rzeczywistosci wyrosli ![]()
15 2013-11-09 22:29:02 Ostatnio edytowany przez Lajla72 (2013-11-09 22:30:12)
Mnie nie stać na nowe mieszkanie, bo nie jestem z wa-wy tylko Wrocławia tu kiepsko z pracą a co dopiero dobrą, trzeba się trzymać tego co się ma
Mąż miał swoje mieszkanie ale wiadomo chyba będzie rozwód ![]()
Na razie mieszkamy osobno chyba nigdy nie zrozumiem mężczyzn.
lena812 napisał/a:niektórzy to są chyba od rzeczywistości i Polskich realiów oderwani
przeciez dużo dorosłych kobiet mieszka z rodzicami z prostego powodu,gdzie mają mieszkac? jak nie mają stałej pracy,nie mają jak wziąść kredytu
nie wszędzie jest możliwość wynajęcia mieszkaniaNom.
Niektorzy w tej polskiej rzeczywistosci wyrosli
nie wszyscy maja takie szczęście jak Ty Jaguar ![]()
Jaguar napisał/a:lena812 napisał/a:niektórzy to są chyba od rzeczywistości i Polskich realiów oderwani
przeciez dużo dorosłych kobiet mieszka z rodzicami z prostego powodu,gdzie mają mieszkac? jak nie mają stałej pracy,nie mają jak wziąść kredytu
nie wszędzie jest możliwość wynajęcia mieszkaniaNom.
Niektorzy w tej polskiej rzeczywistosci wyroslinie wszyscy maja takie szczęście jak Ty Jaguar
A dziekowac.
Z tego szczescia kupie dzis bilet na loterie ![]()
Zdecydowanie mniej dorosłych (rozumiem to : zdolnych do podjęcia pracy) kobiet mieszka z rodzicami niż dorosłych mężczyzn. Powody są przeróżne:
- jedna z moich koleżanek mieszka tylko z mamą (tata zmarł lata temu) i dopóki nie ma naprawdę poważnego powodu się wyprowadzić, to się nie wyprowadza, bo się dogadują; mama zarabia bardzo dobrze.
- jedna z moich koleżanek mieszka tylko z mamą (tata zmarł lata temu) i dopóki nie ma naprawdę poważnego powodu się wyprowadzić, to się nie wyprowadza; są do siebie bardzo przywiązane, wspierają się nawzajem, a marny bo marny zarobek koleżanki uniemożliwia wyprowadzenie się na swoje za to odciąża domowy budżet z racji marnej emerytury mamy.
- koleżanka zamieszkała z facetem, rozstali się i wróciła do rodziców. On do swoich też. O ile razem dali radę się utrzymać w wynajmowanym mieszkaniu, osobno już nie.
- średni zarobek kobiet, które znam to 2,000 zł na rękę. Często mniej. Średnia cena wynajmu mieszkania to 1500 zł (całość) - nie za bardzo jest możliwość ŻYĆ ![]()
- dorosłe kobiety często decydują się na mieszkanie z rodzicami bo rodzice je do tego nakłaniają, mówiąc: - Dopiero zaczęłaś pracować, mieszkaj z nami póki co a pieniądze ile możesz, to odkładaj.
Natomiast każdy człowiek ma różną...determinację co do tego kroku. Jeśli kobieta z rodzicami się dogaduje, są dla siebie nawzajem wsparciem to dalsze wspólne mieszkanie raczej nie będzie problemem dla żadnej ze stron.
Najtrudniej słucha się utyskiwania na rodziców i ciągłym pozostawianiu pod ich dachem; dla mnie te notoryczne starcia to znak, że pora szukać czegoś "swojego".
Zdecydowanie mniej dorosłych (rozumiem to : zdolnych do podjęcia pracy) kobiet mieszka z rodzicami niż dorosłych mężczyzn. ....
Możesz podac źródło informacji?
20 2013-11-12 09:38:17 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2013-11-12 09:42:17)
Jaguar napisał/a:lena812 napisał/a:niektórzy to są chyba od rzeczywistości i Polskich realiów oderwani
przeciez dużo dorosłych kobiet mieszka z rodzicami z prostego powodu,gdzie mają mieszkac? jak nie mają stałej pracy,nie mają jak wziąść kredytu
nie wszędzie jest możliwość wynajęcia mieszkaniaNom.
Niektorzy w tej polskiej rzeczywistosci wyroslinie wszyscy maja takie szczęście jak Ty Jaguar
sadzisz, ze to tylko szczescie?
- średni zarobek kobiet, które znam to 2,000 zł na rękę. Często mniej. Średnia cena wynajmu mieszkania to 1500 zł (całość) - nie za bardzo jest możliwość ŻYĆ
A dlaczego tyle zarabiaja? Moze inaczej - za jaka prace tyle kobietom sie placi? Identyczna jaka wykonuja panowie? To sa zarobki lekarza, inzyniera, bankowca, glownej ksiegowej? Nauczyciele chyba na tym poziomie zarabiaja o ile pamietam jakies dyskusje o placach.
nie Mussaka nie tylko szczęście
chęć zmienienia czegoś też,ale zmień coś przy zarabianiu najniższej krajowej
22 2013-11-12 10:17:06 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2013-11-12 10:20:23)
Przeczytaj sygnaturkę Wielokropka.
Zawsze można COŚ robić albo ... (tylko) narzekać ![]()
nie Mussaka nie tylko szczęście
chęć zmienienia czegoś też,ale zmień coś przy zarabianiu najniższej krajowej
trzeba sie postarac aby zarabiac wiecej.
Catwoman napisał/a:Zdecydowanie mniej dorosłych (rozumiem to : zdolnych do podjęcia pracy) kobiet mieszka z rodzicami niż dorosłych mężczyzn. ....
Możesz podac źródło informacji?
Moje źródło informacji to moje obserwacje. I - jak na razie- nie chce być inaczej.
Mussuka dlaczego tyle zarabiają.... wyjaśnię Ci :
Idzie kobieta na rozmowę kwalifikacyjną. W pewnym momencie pada pytanie: Ile chciałaby pani zarabiać? No to ona mówi : - No tak na początek to z 2200 zł netto.
Idzie facet na rozmowę kw.W pewnym momencie pada pytanie: Ile chciałby pan zarabiać? No to on mówi : - No tak na początek to z 3500 zł netto.
Oczywiście warto walczyć o to by zarabiać więcej, tak, by człowieka było stać na samodzielne utrzymanie.
Ale co do tego mieszkania, jest i druga strona medalu:
Często duży dom, w którym mieszkają sami rodzice/rodzic.
Mussuka dlaczego tyle zarabiają.... wyjaśnię Ci :
Idzie kobieta na rozmowę kwalifikacyjną. W pewnym momencie pada pytanie: Ile chciałaby pani zarabiać? No to ona mówi : - No tak na początek to z 2200 zł netto.
Idzie facet na rozmowę kw.W pewnym momencie pada pytanie: Ile chciałby pan zarabiać? No to on mówi : - No tak na początek to z 3500 zł netto.Oczywiście warto walczyć o to by zarabiać więcej, tak, by człowieka było stać na samodzielne utrzymanie.
Ale co do tego mieszkania, jest i druga strona medalu:
Często duży dom, w którym mieszkają sami rodzice/rodzic.
czyli co - brak kobietom asertywnosci, wiary we wlasne mozliwosci, zdolnosci, brak ambicji? Ze niby mezczyzna lepiej wykona dane zadanie - pomijajac prace fizyczne i wymagajace meskiej sily, to chyba zaden argument? Ze kobieta ma dzieci? A mezczyzna ich nie ma?
Nie moge dojsc do podstaw takiego myslenia kobiety, ze jej wystarczy tylko ta minimalna placa.
Jesli chodzi o duzy dom i jednego rodzica to i tak mnie to nie przekonuje, zeby mieszkac z nimi do poznej starosci - mojej oczywiscie. Mam taka nature a nie inna, ze nie potrafie zyc w domu wielopokoleniowym, musze miec swoje terytorium, na ktore NIKT mi nie wejdzie. Niestety z rodzicami jest to tak, ze oni nawet podswiadomie zawsze swoje 3 grosze wtraca, bo widza w nas zawsze swoje dzieci. Dla mnie takie wspolne mieszkanie to nie do konca przecieta pepowina i mnie by to zadusilo.
Ale jesli komus pasuje to ok. Tylko nie na utrzymaniu rodzicow, nawet jesli pod jednym dachem.
Mussuka, kobieta myśli tak: "Mam mniejsze szanse że mnie zatrudni, bo pójdę na macierzyński, to moją kartą przetargową będzie to, że mniej kasy chcę". I nie ma się co potem burzyć o "nierówne płace" bo jak wiesz każda kolejna podwyżka, premia wynika proporcjonalnie od płacy podstawowej.
Wiesz, też lubię własne terytorium, ale sytuacje rodzinne są różne.
Mussuka, kobieta myśli tak: "Mam mniejsze szanse że mnie zatrudni, bo pójdę na macierzyński, to moją kartą przetargową będzie to, że mniej kasy chcę".
no coz, jak sobie poscielemy tak sie wyspimy. Dziwne podejscie przyznam szczerze. Zwlaszcza, ze na argument pracodawcy - no ale pani pojdzie pewnie na macierzynski - zawsze mozna odpowiedziec tak, ze jesli JA dostane dobra pensje to na tacierzynski pojdzie tata:). Po prostu nie powinno sie wchodzic na rozmowe od razu z pochylona glowa tylko z pewnoscia siebie i tego co firmie moge dac.
Powinno się i dobrze jest się nie bać. Uważam, że zdrowa pewność siebie= dobra samoocena to plus w oczach potencjalnego pracodawcy. No ale różnie bywa.
Kwestia tego mieszkania jest jeszcze taka: na ile chcemy żyć, a na ile przeżyć... do 'pierwszego'
Mam znajomą parę, która zarabia dobrze i spokooooojnie mogliby ze sobą zamieszkać, ale czekają z tym, bo wiedzą, że gdy zamieszkają ze sobą = wynajmą mieszkanie, za które będą musieli co miesiąc płacić około 1600 zł, to być może nie pojadą na wymarzone wakacje. A tak sytuacja idealna: mieszkają z rodzicami; każdy ze swoimi, dorzucają się do wydatków domowych i żyją tak jak chcą.
Wynajmowanie mieszkania to i tak, moim zdaniem, wyrzucanie pieniedzy do cudzej kieszeni. Juz lepiej zgromadzic jakis wlasny maly kapital na wklad i postarac sie o kredyt. W sumie raty sa prawie takie same jak to ile placi sie za wynajem. Mam porownanie z wlasnego podworka: moj eks placi za 50+ m2 ok. 900? wynajmu, nasi znajomi w innej czesci miasta za 40m2 w bloku placa 700? miesiecznie, ja za dom 115m2 + ogrod place 1100?. Troche wiecej to prawda, ale juz teraz sprzedajac np. moj dom zarabiam na nim ponad 100tys. ? - tak poszly w gore ceny nieruchomosci od 4 lat. Wynajmujacy z chwila wyprowadzki nie maja znowu nic.
W Polsce proces jest chyba podobny, na mieszkaniach raczej sie nie traci. Zawsze to jakas inwestycja.
Ale oni chcą wynająć
Zwłaszcza, że ożenku chyba zbyt szybko nie planują, zatem nie wiedzą jeszcze tak do końca czy chcą jakichś poważniejszych zobowiązań, a kredyt to poważne zobowiązanie, zdecydowanie poważniejsze niż ślub ![]()
Ale oni chcą wynająć
Zwłaszcza, że ożenku chyba zbyt szybko nie planują, zatem nie wiedzą jeszcze tak do końca czy chcą jakichś poważniejszych zobowiązań, a kredyt to poważne zobowiązanie, zdecydowanie poważniejsze niż ślub
no to jak to nie jest nawet para jako para to inna sprawa:) a ile maja lat jesli moge spytac?
O widzisz, dobrze że zapytałaś
Ona ma 28, on 30.
O widzisz, dobrze że zapytałaś
Ona ma 28, on 30.
Wiecznie mlodzi?:)) Ciekawe kiedy zaczna dorastac i dorabiac sie na swoje:)
No widzisz, dlatego postawiłam pytanie: co wybrać? Bo w Polsce najczęściej trzeba wybierać: żyć razem na co dzień , ale skromniej czy żyć ....jak do tej pory: z rodzicami, ale bardziej "bogato" ![]()
No widzisz, dlatego postawiłam pytanie: co wybrać? Bo w Polsce najczęściej trzeba wybierać: żyć razem na co dzień , ale skromniej czy żyć ....jak do tej pory: z rodzicami, ale bardziej "bogato"
Wiesz, o ile bylabym w stanie zrozumiec, ze zyja teraz z rodzicami, bo oszczedzaja na cos wlasnego i za jakis czas to sie zmaterializuje to OK, ale mieszkac jako dorosla osoba pod skrzydlami mamusi, bo chce sobie na Karaiby wyskoczyc, to juz traci lekkim zdziecinnieniem. Zeby dosadniej nie nazwac:) Co to za bogate zycie, zawsze u mamy na wikcie i opierunku? Bogactwo zycia to nie tylko sama kasa.
Dużo mieszka z rodzicami z wygody.Owszem,znam przypadki,gdy np ktoś straci prace,no i trudno,pomieszkuje z rodzicami,ale sytuacja trwa parę miesięcy,może rok,a w tym czasie organizują sobie nowa prace.Ale większość z tych osób (powiedzmy przedział po 30 stce)mieszka z rodzicami z wygody.
Ich argumenty:
-bo dobrze się dogadujemy,wiec po co wyrzucać kasę na wynajem
-bo mała pensja ,więc sama się nie utrzymam (i siedzi się 5,10lat na posadzie,ktorej się nie cierpi,malo płatnej,ale nie szuka się nic nowego,bo i tak się nie uda)
-bo co będę sama w czterech ścianach siedzieć,jak nie mam męża
-bo w domu uprane,obiad na stole,wszystko za np 400zł miesięcznie dorzucane do domowego budżetu
-bo w końcu jakby rodzice chcieli,aby ichdorosle dziecko poszło wreszcie na swoje,to by mu wprost powiedzieli,a tak to widać,ze chcą z nim nadal mieszkac.
-niektorzy twierdza,ze wyprowadza się na swoje dopiero jak znajdą odpowiedniego partnera,Wczesniej nie,bo to nieekonomiczne.
To się tyczy obydwu płci w moim otoczeniu.
Nie spłycałabym tych powodów do wyjazdu na Karaiby- tak jest po prostu wygodniej. Kiedyś na pewno podejmą decyzję o zamieszkaniu razem- może czekają na jakąś extra podwyżkę lub coś w tym stylu? Nie wiem.
Na "wikcie i opierunku" to raczej nie: oboje się dorzucają do utrzymania domu praktycznie na równi z rodzicami.
sadzisz, ze to tylko szczescie?
.
Mussa my to juz w innym watku przerobilysmy ze ja to nic innego jak diabelskie szczescie mam i absolutnie wszystko spadlo mi z nieba tudziez zostalo mi podane na zlotej tacy spoczywajacej na rece pochylonego w pol niewolnika.
Bo przeciez zazwyczaj tak jest, nie? ![]()
Idzie kobieta na rozmowę kwalifikacyjną. W pewnym momencie pada pytanie: Ile chciałaby pani zarabiać? No to ona mówi : - No tak na początek to z 2200 zł netto.
Idzie facet na rozmowę kw.W pewnym momencie pada pytanie: Ile chciałby pan zarabiać? No to on mówi : - No tak na początek to z 3500 zł netto.
Na powszechne zdurnienie w tym temacie plci zenskiej nic sie nie poradzi ![]()
Chociaz ci powiem ze znam dziewczyny z moich studiow ktore niczym przecinak ida do przodu i nie boja sie wyceniac niczym diamenty rzadkiej wartosci. No ale one nie przepraszaja ze zyja
no coz, jak sobie poscielemy tak sie wyspimy.
Mussa ilez to ja juz razy to powtarzalam...nie dociera....Zastanawiam sie czemu?
Mam znajomą parę, która zarabia dobrze i spokooooojnie mogliby ze sobą zamieszkać, ale czekają z tym, bo wiedzą, że gdy zamieszkają ze sobą = wynajmą mieszkanie, za które będą musieli co miesiąc płacić około 1600 zł, to być może nie pojadą na wymarzone wakacje. A tak sytuacja idealna: mieszkają z rodzicami; każdy ze swoimi, dorzucają się do wydatków domowych i żyją tak jak chcą.
Dzialanie po lini najmniejszego oporu.... Oczekuja medalu za zaslugi czy jak? Bo niczym sie raczej chwalic nie moga.
Nie spłycałabym tych powodów do wyjazdu na Karaiby- tak jest po prostu wygodniej.
Splycilas za nas
Jestem szalona entuzjastka nie utrudniania sobie zycia ale tutaj to jest malo powazne. Zalatuje mi niechecia do glebszego zaangazowania sie...z obu stron...Ich sprawa ale jakos nie umiem sie zdobyc na podziw czy cos w tym rodzaju...
Cóż, odświeżam temat, bo dziś wpadł mi w ręce krótki artykuł na ten temat:) Pozwolę sobie zacytować Internet:
"Z sondażu CBOS wynika, że aż 36 proc. Polaków w wieku od 25 do 29 lat nadal mieszka z rodzicami, a 20 proc. wciąż dostaje kieszonkowe.
Na garnuszku rodziców pozostaje ponad 25 proc. osób w tym wieku. Kolejna jedna czwarta ankietowanych pracuje, ale i tak musi mieć wsparcie bliskich.
Tylko niecała połowa jest już samodzielna.
Z rodzicami mieszka też aż 81 proc. osób pełnoletnich, które nie skończyły jeszcze 25 lat. Około dwóch trzecich dostaje kieszonkowe. Około 75 proc. młodych Polaków w tym wieku wciąż pozostaje na całkowitym lub częściowym utrzymaniu bliskich. Ponad połowa z nich wcale nie pracuje.
CBOS zaznacza, że trudna aktualnie sytuacja na rynku pracy nie ułatwia młodym ludziom zdobycia doświadczenia zawodowego, zwłaszcza jeżeli ich głównym zajęciem pozostaje nauka - zauważa rmf24.pl.
Większość ankietowanych przed 25. rokiem życia tłumaczy, że nie szuka pracy i nie usamodzielnia się, bo ich celem jest nauka oraz zdobycie jak najlepszego wykształcenia.
Z kolei ankietowani w wielu 25-29 lat deklarują, że zostają w domu bo muszą (lub wolą) zajmować się domem lub dziećmi - dodaje portal.
Młodzi ludzie coraz dłużej mieszkają z rodzicami i są uzależnieni od ich pomocy. "
Uważam, że nie ma nic złego w mieszkaniu z rodzicami, jeśli warunki mieszkaniowe na to pozwalają, nawet gdy ma się powyżej 25 lat. To, że ktoś z rodzicami dobrze się dogaduje i lubi z nimi mieszkać nie oznacza automatycznie, że jest niesamodzielny.
Oczywiście, w sytuacji, gdy sam zarabia na swoje potrzeby i dokłada się do rachunków. Da się mieszkać pod jednym dachem z rodzicami i samemu sobie gotować... Nie każdy chce wyrzucać ponad tysiąc na wynajem mieszkania tylko po to, by być "a swoim".
Natomiast nie pracowanie po skończeniu szkoły lub praca za grosze i w dalszym ciągu branie pieniędzy od rodziców to zupełnie inna bajka... To przedłużanie sobie młodości i uciekanie od życia. Mam w rodzinie dziewczynę o rok ode mnie starszą, 26 lat, szkołę skończyła lat temu. Ja od pierwszego roku studiów pracowałam i mieszkałam z rodzicami. Ona mimo skończenia szkoły jest na utrzymaniu rodziców, parę razy w ciągu tych sześciu lata załapała się na ulotki. Nie wiem, czy to kwestia lenistwa. Raczej niepewności siebie, nieumiejętności odnalezienia się na rynku pracy (kiepskie wykształcenie, brak chęci kształcenia się dalej) oraz kwestia otoczenia - zapyziała dzielnica w zapyziałym mieście, młodzież tam głównie włóczy się i pije, takich ma znajomych, życie bez celu, bez hobby, wegetacja.
Mam też koleżankę, która po ślubie mieszkała z mężem i dzieckiem z rodzicami, bo nie stać ich na własne. Mąż pracuje, ale za mało zarabia by mogli coś wynająć lub kupić. Dziewczyna przestała pracować zaraz po ślubie. Teraz dziecko już nie jest bardzo małe, można by postarać się o przedszkole, zresztą oboje jej rodzice nie pracują, ale jakoś dziewczyna nie kwapi się do pracy. Trzy osoby (dziewczyna, jej ojciec na emeryturze, matka gospodyni domowa) siedzą w domu z dzieckiem. Mąż pracuje, ale że wywiązały się konflikty bo zarabia za mało na utrzymanie dziecka wyprowadził się. Ona mieszka z dzieckiem u swoich rodziców, on u swoich. I tak już od dwóch lat. Dziewczyna dostaje kasę na dziecko, sama de facto na utrzymaniu ojca, ale widać sytuacja jej pasuje skoro nie szuka pracy. A jest po zawodówce, mogłaby u kogoś pracować w salonie. Chyba jej się nie chce, dziecko jest wygodną przykrywką. Może to też kwestia przekonania, że facet powinien na niż robić, wyniesionego z domu.
Znam też dziewczynę przed 30., która skończyła studia, ale nie poszła do pracy, bo ma bogatych rodziców i "nie musi pracować". Nie siedzi bezczynnie, rozwija zainteresowania, udziela się w wolontariacie, ale czy to jej w czymś pomoże jeśli po 30. albo 40. będzie szukać pracy? Chyba, że liczy iż po śmierci rodziców będzie żyć ze spadku.
Uważam, że zamieszkiwanie u rodziców po 20. nie zawsze jest związane z niezaradnością, ale bywają takie przypadki, gdy można tylko załamać ręce. Jak osoba blisko 30. bez doświadczenia zawodowego odnajdzie się na rynku pracy? A rodziców przecież kiedyś zabraknie.
Ja osobiście znam ludzi, którzy mają po 50 lat i nadal mieszkają z rodzicami na ich utrzymaniu w 80% na pewno ![]()
Osobiscie dziekuje za taka wygode
Pozostawanie na utrzymaniu rodzicow po osiagnieciu doroslosci i zakonczeniu nauki jest po prostu niezdrowe. Kiedys w koncu trzeba wyfruuunac z rodzinnego gniazda na wlasny garnuszek, ku korzysci obu stron i wziac zycie we wlasne rece.
Myślę, że każda historia jest po prostu inna ![]()
cat, no fajne podsumowanie tematu, ale te historie jednak maja wspolny mianownik
. Najwieksza dla mnie zaleta doroslosci to decydowanie o sobie i odpowiadanie za siebie. Trudno o tym mowic w kontekscie brania kasy od rodzicow w wieku lat 50 ![]()
Nie no, branie kasy od rodziców w wieku 50 lat (jak pisałam: znam takie przypadki, ale tu jest problem alkoholowy) to gruba, a nawet tłusta przesada!
Jakoś tak...miałam na myśli (pisząc, że każda historia jest inna) młodych, pracujących ludzi a mieszkających z rodzicami.
Bo to trzeba rozroznic - mieszkanie czy pomieszkiwanie u rodzicow z roznych wzgledow (dorabiamy sie, albo dzielimy kosztami, wzajemna pomoc) czyli rozne sytuacje zyciowo losowe,- a tak po prsotu - odpuszczenie sobie wszelkich staran.. i zwis na rodzicu, - niech sie staruszek martwi, jak tą emeryturką Karaiby opękac ![]()
Ciekawy artykuł w temacie:
http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1548373,1,oszukani-dwudziestolatkowie.read
Z moich obserwacji wynika, że jednak kobiety są bardziej samodzielnie. Wyprowadzają się chętniej i częściej. Z drugiej strony po 10 latach mieszkania z rodzicami i pracy, średniej lub niskiej części i nawet dokładaniu się do rachunków można odłożyć kasę na mieszkanie i żyć przez resztę życia bez kredytu hipotecznego na głowie.
Kazdy ma walsny rozum itd, oczywiscie, ale czy kredyt hipoteczny nie jest dla ludzi? Mnie osobiscie wydaje sie, ze korzysci takiego ukladu sa pozorne (a raczej czesc kosztow jest ukryta, zwlaszcza ta ze sfery emocjonalnej
).
Znam dwoch takich osobnikow (akurat znajomych plci meskiej), jeden mieszka tylko z mamusia, drugi z rodzicami - musze stwierdzic, ze, nie owijajac w bawelne, to po prsotu zyciowe ciamajdy. Nie wiem tylko, co jest tu skutkiem, a co przyczyną ![]()
oczywiscie, ale czy kredyt hipoteczny nie jest dla ludzi?
Nie, kredyt hipoteczny jest dla banku, bo on na nim najwięcej zarabia ![]()
Co do reszty to się zgadzam. Koszty emocjonalne są bardzo duże. Z tym, że jak się chce to można szybko nadrobić ten czas.
Swego czasu wkurzali mnie ludzie, którzy mogli mieszkać z rodzicami, ale wybrali wolność, a później strasznie marudzili i patrzyli z góry na wszystkich, którzy nie poszli tą drogą. Jak się chciało więcej wolności to trzeba wziąć na klatę mniejsze bezpieczeństwo czy inne koszty. Tak samo jak ktoś zakłada działalność i przeszkadza mu, że ktoś dobrze na etacie zarabia.
Coz, punkt widzenia.. itd.
Tak samo jak ktoś zakłada działalność i przeszkadza mu, że ktoś dobrze na etacie zarabia.
Przyznam sie bez bicia, ze najbardziej wkurza mnie, ze mają 26 dni urlopu ![]()
Z drugiej strony po 10 latach mieszkania z rodzicami i pracy, średniej lub niskiej części i nawet dokładaniu się do rachunków można odłożyć kasę na mieszkanie i żyć przez resztę życia bez kredytu hipotecznego na głowie.
Serio? W moim mieście średnia cena mieszkania to aktualnie ponad pół miliona złotych, żeby odłożyć na nie w ciągu 10 lat musiałabym odkładać po 4500zł miesięcznie (..!) i to bez brania pod uwagę inflacji. Niby jak to zrobić, jeśli średnia krajowa netto to 2500-3000zł, a od tego trzeba odliczyć przecież wydatki "na życie", na nieprzewidziane wypadki losowe (które potrafią być bardzo kosztowne), na jakiś wypoczynek etc etc.
Wyszło mi, że gdybym odkładała bardziej realną kwotę 1000zł miesięcznie (czyli prawie połowę średniej pensji co w praktyce oznacza bardzo skromne życie), to własne średniej wartości mieszkanko mogłabym sobie kupić już za ... 46 lat (również nie uwzględniając inflacji). ;-)
Vian, no chyba że spod kurateli rodziców się na kilka lat wyrwałaś i zarabiałaś od świtu do nocy w Skandynawii; ledwo śpiąc i niedojadając ![]()
No. Wtedy wróciłabym do Polski, kupiła mieszkanko i pewnie umarła niedługo później z wycieńczenia organizmu. ^^'
Ja mieszkam w swoim rodzinnym domu, którym podzieliłam się z mamą (ona ma dół, ja górę) i wcale się tego nie wstydzę. Zamierzam tu mieszkać całe życie chyba, że trafiłaby mi się serio korzystna perspektywa. Chyba bym musiała ciężko na łeb upaść, żeby na siłę się stąd wyrywać (a dom niech niszczeje, bo moja mama sama jedna by go zwyczajnie nie utrzymała, ew. była zmuszona sprzedać, chociaż jest nasz od ok wieku), żeby wszystkim pokazać co to nie ja i jaka jestem samodzielna. Dla mnie to koszty zupełnie niewspółmierne dla korzyści.
A ja mieszkam z teściami (też mamy podzielone piętrowo) i też się tego nie wstydzę
Moglibyśmy chcieć coś komuś udowodnić, ale po co? Nam tak jest dobrze, rodzicom też. Oczywiście zaznaczać nie muszę, że zarówno oni na siebie pracują jak i my na siebie.
56 2013-11-30 23:46:49 Ostatnio edytowany przez marioosh666 (2013-11-30 23:52:45)
marioosh666 napisał/a:Tak samo jak ktoś zakłada działalność i przeszkadza mu, że ktoś dobrze na etacie zarabia.
Przyznam sie bez bicia, ze najbardziej wkurza mnie, ze mają 26 dni urlopu
Też możesz sobie zrobić 26 dni urlopu, a nawet więcej
Mój znajomy jest trader' em, więc może spać do której chce, a do tego pracować z łóżka (na laptopie). Strasznie marudzi, że żona jak idzie do pracy to mu od 6 rano hałasuje ![]()
Serio? W moim mieście średnia cena mieszkania to aktualnie ponad pół miliona złotych, żeby odłożyć na nie w ciągu 10 lat musiałabym odkładać po 4500zł miesięcznie (..!) i to bez brania pod uwagę inflacji. Niby jak to zrobić, jeśli średnia krajowa netto to 2500-3000zł, a od tego trzeba odliczyć przecież wydatki "na życie", na nieprzewidziane wypadki losowe (które potrafią być bardzo kosztowne), na jakiś wypoczynek etc etc.
A dlaczego musisz mieszkać w swoim mieście? W moim wystarczy 150 000 PLN i to na coś więcej niż 30 metrowa kawalerka. Rozejrzyj się może po okolicy. Ok. 50 km od dużego miasta zaczyna się inna strefa cenowa i jest przynajmniej połowę taniej. Do tego niedoszacowanie jak u mnie, bo za 2 - 3 lata będzie 1/3 drożej, a mieszkanie kupuje się przecież na dłużej.
Wyszło mi, że gdybym odkładała bardziej realną kwotę 1000zł miesięcznie (czyli prawie połowę średniej pensji co w praktyce oznacza bardzo skromne życie), to własne średniej wartości mieszkanko mogłabym sobie kupić już za ... 46 lat (również nie uwzględniając inflacji). ;-)
Liczyłem właśnie przy założeniu, że uda się odłożyć 1 000 PLN miesięcznie + jeszcze 3 000 PLN dodatkowo w ciągu roku (premie, nadgodziny, podwyżka itp.) co przy mieszkaniu z rodzicami i dokładaniu się do rachunków jest realne. Zakładając, że odłożysz na połowę mieszkania to i tak jest bardzo duża różnica w racie. Przez 10 lat wysokość pensji powinna się zmienić na plus, a od 1 stycznia będzie 10% wartości mieszkania z programu rządowego czego w wyliczeniu nie uwzględniłem.
A ja mieszkam z teściami (też mamy podzielone piętrowo) i też się tego nie wstydzę
Moglibyśmy chcieć coś komuś udowodnić, ale po co? Nam tak jest dobrze, rodzicom też. Oczywiście zaznaczać nie muszę, że zarówno oni na siebie pracują jak i my na siebie.
Moja znajoma po ślubie zamieszkała z rodzicami. Kasę, którą zarobili z mężem odkładali i po 7 latach wyprowadzili się na swoje bez balastu w postaci kredytu. Do tego mają dwójkę "odchowanych" dzieci (teściowie pomogli). Jak widać mieszkanie z rodzicami nie musi wyjść na złe. Najważniejsze to mieć pomysł na siebie.
Ja sie nie wstydze
, ze mieszkalam 2 lata z tesciami - z czego rok rowniez z mezem. Ale, jak by to powiedziec, nie bylo fajnie. Na szczescie potem poszlismy na swoje.
A dlaczego musisz mieszkać w swoim mieście? W moim wystarczy 150 000 PLN i to na coś więcej niż 30 metrowa kawalerka. Rozejrzyj się może po okolicy. Ok. 50 km od dużego miasta zaczyna się inna strefa cenowa i jest przynajmniej połowę taniej. Do tego niedoszacowanie jak u mnie, bo za 2 - 3 lata będzie 1/3 drożej, a mieszkanie kupuje się przecież na dłużej.
Dlatego, że na swój sposób kocham swoje miasto, mam tu swoje ulubione kąty, rodzinę, przyjaciół, jako takie perspektywy pracy (na pewno lepsze niż w mniejszej i tańszej miejscowości) i żebym z tego zrezygnowała to naprawdę musiałabym mieć o wiele lepszą motywacje niż cena własnego mieszkania. 50km od miasta też bym nie chciała mieszkać, bo nie mogę mieć samochodu ani prawa jazdy (względy zdrowotne) i nie uśmiecha mi się dojeżdżać np. 2,5h w jedną stronę do pracy. Zresztą nawet gdybym miała samochód - to z kolei kosztuje: benzyna wymiana części, czas, nerwy stracone po drodze na przedzieranie się przez korki itd.
Celowo zresztą wzięłam średnią cenę mieszkań, bo zestawiłam ją ze średnią pensją. Wiadomo, że są i tańsze mieszkania niż za pół miliona, ale są też niższe pensje niż średnia a nie każdy ma zwyczajnie możliwość wyciągnąć te 2500-3000 miesięcznie. Jasne, można wyciągnąć nawet więcej, ale mieszkania są też droższe niż za pół miliona.
Dlatego, że na swój sposób kocham swoje miasto, mam tu swoje ulubione kąty, rodzinę, przyjaciół, jako takie perspektywy pracy (na pewno lepsze niż w mniejszej i tańszej miejscowości) i żebym z tego zrezygnowała to naprawdę musiałabym mieć o wiele lepszą motywacje niż cena własnego mieszkania. 50km od miasta też bym nie chciała mieszkać, bo nie mogę mieć samochodu ani prawa jazdy (względy zdrowotne) i nie uśmiecha mi się dojeżdżać np. 2,5h w jedną stronę do pracy. Zresztą nawet gdybym miała samochód - to z kolei kosztuje: benzyna wymiana części, czas, nerwy stracone po drodze na przedzieranie się przez korki itd.
Dziwi mnie, że wiele osób ma takie podejście. Mam znajomych za granicą i tam ludzie uciekają z wielkich miast, a tutaj im bliżej centrum tym lepiej. Najwyraźniej Polacy jeszcze do tego nie dojrzali.
Napiszę na przykładzie mojego miasta do którego zresztą nie jestem jakoś specjalnie przywiązany:
- pracy tutaj nie ma, a jeżeli już to prosta i słabo płatna, ale za to jest cisza i spokój, lasy, rzeka, a w pobliżu puszcza, więc dużo świeżego powietrza,
- niższe ceny w tym bardziej naturalne produkty od mieszkańców okolicznych wsi i dużo marketów,
- na dzisiaj - 1 h 20 m lub 1 h 8 m od Centrum Warszawy, 1 h albo mniej od lotniska, 1 h 5 m albo mniej od największego skupiska biurowców w Warszawie - wszystko to czas przejazdu pociągu, a jest jeszcze autobus i samochód (stacja PKP na której zatrzymuje się każdy pociąg),
- w ciągu najbliższych 2 lat + mały poślizg czasy polecą przynajmniej o połowę, czyli będzie 35 - 40 m do Centrum, więc ceny mieszkań pójdą w górę,
- można mieć wszystkie atrakcje dużego miasta bez tego całego syfu w postaci korków, protestów czy smogu.
Podałem dane jako przykład pewnej prawidłowości. Takich miejsc jest w Polsce więcej. Rozumiem, że przy 10 - 20% różnicy to nie ma znaczenia, ale tutaj mowa o przynajmniej 50% Poza tym kredyt hipoteczny na ustabilizowanym i spadającym rynku to nieciekawa sprawa. Wystarczy, że coś się w życiu posypie i zabierają mieszkanie, a do tego trzeba spłacić przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy kredytu.
Czemu Cię dziwi? Jedni chcą mieszkać w mieście, inni nieco poza. Każdy ma swoje powody.
Czemu Cię dziwi? Jedni chcą mieszkać w mieście, inni nieco poza. Każdy ma swoje powody.
Nie chodzi o poszczególne jednostki i ich powody, ale o ogólny trend. On może nieco dziwić. Niektórym się wydaje, że poza dużym miastem są tylko wsie i ogromne odległości, a tak nie jest, bo czasem bliżej niż z jednej dzielnicy do drugiej.
Gdyby jeszcze chcieli sobie mieszkać w dużym mieście i nie marudzili, że to drogo kosztuje...
P. S. Do dzisiaj pamiętam jak goście z USA mieli przylecieć do Warszawy (2009 r.) i zadawali pytania typu - Czy u was jest elektryczność? Czy jeździcie na koniach? Czy macie apteki?
Marioosh, ja za innych nie mogę mówić, ale na chwilę obecną mieszkam na obrzeżach Warszawy, do pracy dojeżdżam i tak ok 1h10min, fakt, mam dość daleko, ale za to dojazd wygodny. Hyc w busik, busikiem do tramwaju i tramwajem pod samą pracę. Mogę też dojeżdżać częściowo pociągiem i o dziwo wcale nie jest szybciej chociaż ten pociąg jedzie 20min do Śródmieścia. ALE - na stację trzeba się jakoś dostać (ok 15min), trzeba być trochę wcześniej, przynajmniej 5min, a nie na styk, bo następny pociąg to już za późno, potem ze stacji trzeba się wyczłapać i doczłapać na właściwy przystanek (ok 10 min). W sumie wychodzi 50, a z tego Śródmieścia i tak muszę dojechać i to z przesiadką. Nie ma lekko. Nie wierzę szczególnie w dojeżdżanie z miasta 50km bez straty czasu, nerwów i pieniędzy.
Poza tym pewnie gdybym nie miała z mamą domku rodzinnego, a małe mieszkanko, to i moje decyzje pewnie wyglądałyby całkiem inaczej.
Piękną tradycją w naszym kraju były rodziny wielopokoleniowe, zamieszkujące razem w jednym domu, a przynajmniej w dużej bliskości.
Dom to rodzinny to pewna wartość i warto go utrzymywać i dbać o niego. Ja - jako osoba urodzona na tzw. ziemiach odzyskanych - jestem trochę wykorzeniony, majątki rodzinne zostały na wschodzie (Wilno, Baranowicze) i jeszcze dziś widzę jak siostry mojej babci czują się tu nieswojo.
Młode Polki -o ile mają pracę - i mają życzenie mieszkać z mamą, niech sobie mieszkają. Poza tym akurat wątpię by było to w pełni wynikiem decyzji młodych Polek. Przyczyny jest kilka:
1. praca - cóż koszty pracy są ogromne, w zasadzie to najwyżej opodatkowane dobro w Polsce;
2. wszechogarniający fiskalizm - Polak płaci około 84% swoich dochodów jako różnego rodzaju podatki (proszę wziąć pod uwagę, że każdy podatek jest przerzucalny - tzn. że ostatecznie ciężar ekonomiczny podatku ponosi konsument), warto przypomnieć, że w starożytnym Rzymie niewolnik mógł zachować dla siebie 10% tego co zarobił - mało tego jeżeli właściciel niewolnika go oszukał mógł iść do Pretora perygrynusa i nie tylko zyskiwał wolność;
3. regulowany rynek nieruchomości, nieruchomością są obecnie warte kilka razy więcej niż ich rzeczywista wartość, a niestety ostatnie ustawa o tzw. mieszkaniu dla młodych nie tylko nie poprawia sytuacji ona ją pogorszy. Bez tej ustawy rynek nieruchomości zacząłby się nieuchronnie zbliżać do tzw. ściany - słowem mieszkania/domy poleciałby na zbity łeb, no więc nasz wspaniały rząd - DLA NASZEGO DOBRA RZECZ JASNA - zaczyna kombinować jak zrobić żeby ceny mieszkań w żadnym wypadku nie poleciały w dół;
P.S. jest nadzieja, że przynajmniej bankom uda się trochę przytrzeć nosa z kredytami we frankach szwajcarskich. Niestety proces wszczęła kancelaria prawnicza w imieniu własnym, która - z tego co wiem - specjalizuje się w prawie gospodarczym, to niestety może znacznie utrudnić uzyskanie korzystnego dla kredytobiorców rozstrzygnięcia Sądu Najwyższego (bo nie wątpię, że o to chodzi).
Ale podobnych sytuacji jest nieco więcej. Można wiec powiedzieć, że pojawiają się światełka w tunelu. Choć ze światełkami w tunelu to należy uważać, bo światełko w tunelu to zazwyczaj pociąg....
Mieszkanie dla Młodych to sponsorowanie banków i deweloperów. Ceny mieszkań w Polsce (nie wszędzie) są sztucznie napompowane. Gdyby nie te programy to musiałyby w końcu spaść do realnych wartości, czyli 3 500 - 4 000 PLN za m2.
Z jednej strony to pozostaje się cieszyć, że rząd jest tak nieudolny w swojej polityce, bo przywiązanie do prawa własności zacznie dławić naszą gospodarkę, kiedy ta ruszy do przodu.
Najpierw powinny powstać mieszkania czynszowe i to w dużej ilości. To jest właśnie coś dla ludzi w wieku 20 - 30 lat, a przy tym większa mobilność. Gdyby dało się np.: w Warszawie wynająć mieszkanie za 500 - 600 PLN, a po kilku latach je wykupić to więcej młodych ludzi mogłoby się wyprowadzić od rodziców.
Realna cena za metr kwadratowy to około 2000 złotych. Kwota 3 500 - 4000 jest mocno zawyżona.