Czesc, chyba wlasnie przyznalam się przed sama soba, ze mam problem. Jestem zagubiona.. coraz bardziej. Mam 25 lat i nie potrafie ułożyć sobie zycia.. nie wiem od czego zaczac. Jestem bardzo samotna, do tej pory spotykałam się z paroma facetami, z jedym bylam tak na serio, ale trwalo to krotko.. nie umiem sobie nikogo znaleźć. Nawet nie wiem gdzie szukac. Zreszta i tak bliższe znajomości z facetami strasznie mnie stresuja, bo jestem osoba bardzo niepewna siebie, niesmiala i naiwna.. nigdy nie bylam szczesliwie zakochana.. nie wiem jak to jest, czego strasznie zaluje.. dodam, ze w oczach mężczyzn jestem osoba atrakcyjna.. podobam się wielu facetom, ale z zadnym z nich nie zaiskrzylo. Natomiast kiedy mi na kims zalezy- tej osobie nie zalezy na mnie? nie mam dużego doświadczenia, jeśli chodzi o facetow, boje się ich. A im jestem starsza, tym jest gorzej w mojej glowie.. wydaje mi się, ze żaden facet już nie zrozumie, dlaczego jestem taka zdystansowana.. a ja jestem po prostu strasznie niesmiala..i boje się wysmiania. Kiedys nie zdawalam sobie z tego sprawy, ale teraz już wiem, ze ten problem jest odbiciem tego, co było, gdy bylam nastolatka. Wtedy nie bylam atrakcyjna.. wiadomo- brak wlasnych pieniędzy uniemożliwiał wpływ na swój wyglad, a rodzice raczej niechętnie w to inwestowali. Jako nastolatka bylam brzydka.. przeraźliwie chuda z problemowa cera.. kompleksy były duze. Pamiętam, ze jeszcze w podstawowce zakochana bylam w jednym chłopaku strasznie i kiedys zostalam przy nim osmieszona.. chodzilo wlasnie o mój wyglad. Była taka jedna osoba w mojej szkole, która lubila się nade mna ?znęcać? w ten sposób.. pamiętam do dzis te uczucia, które towarzyszyly temu upokorzeniu.. pamiętam, ze pisałam wtedy pamiętnik i wstyd mi było o tym pisac.. nie było się komu zwierzyc? w domu brat i ojciec tez często dawali mi do zrozumienia, ze ?nie wygladam?. Słyszałam złośliwe komentarze na temat swojego wygladu, ze to moja wina, np. ze jestem glupia, bo uzywam tych wszystkich kosmetykow do twarzy i od tego mam tradzik.. właściwie non stop słyszałam komentarze typu ? jak ty wygladasz??, ?jak ty się ubrałaś?? i smiech.. często tez słyszałam, ze jestem glupia. Mowie tu o ojcu i bratu.. mama siedziała cicho. Nie wiem.. strasznie ciezko mi o tym pisac, bo teraz gdy jestem już starsza to wiem, ze nikt nie jest idealny. Wiem, ze powinnam im wybaczyc, bo nie zdawali sobie sprawy, ze wyrządzają mi tymi chocby głupimi komentarzami krzywde.. lata minely, skończyłam studia, zaczelam prace.. już od ladnych paru lat mam naprawde duze powodzenie. Ale co z tego. Z reguly trafiam na facetow, którzy szybko chca ?przejść do rzeczy?. A ja niestety nie umiem szybko otworzyc się przed facetem. Boje się wysmiania.. a im jestem starsza tym bardziej się tego boje.. boje się, ze osoba z która zaczne się spotykac uzna mnie za dziwaka.. no bo jak to, taka ?fajna laska? a taka zamknieta, chlodna i niedostepna? Dwa lata temu poznalam chłopaka przez Internet. Najpierw była dluga korespondencja zanim się spotkaliśmy. I chyba dlatego latwiej mi było się na niego otworzyc. Był cierpliwy, szybko mu zaufałam, po 2 miesiacach znajomości był mi bliższy niż najblizsza przyjaciolka która znam od lat.. wiedział wszystko na mój temat.. był swietnym przyjacielem i na tym powinno się skończyć, ale chyba z ciekawości zabrnęliśmy troche dalej.. gdzies w glebi czulam, ze to nie to.. i on chyba tez, bo szybko zostawil mnie bez slowa... od półtora roku jestem sama, najbliższe koleżanki albo wyszly już za maz, albo się zaręczyły i niestety nie maja tyle czasu co kiedys.. w tym roku obiecałam sobie, ze pojade gdzies wypocząć na urlop.. od paru lat w kazde wakacje pracuje i marzyl mi się wypoczynek.. niestety. Pomimo zebranych na ten cel pieniędzy nie udalo mi się wyjechac, gdyz.. nie mialam z kim? postanowiłam wiec, ze musze zaczac zmieniac swoje zycie. Odeszłam z pracy, która kompletnie mnie już nie rozwijala i sprawiala, ze stoje w miejscu.. wiec gdy zaczelam się w niej już naprawde zle czuc, postanowiłam podjąć odwazna decyzje i zrezygnowac. W dniu, w którym złożyłam wypowiedzenie poczulam, ze podjęłam najwlasciwsza z najwłaściwszych decyzji. Do czasu, kiedy nie wróciłam do domu i usłyszałam: ? a co z pieniędzmi? I co teraz? zamierzasz nic nie robic??. Chciałam odpocząć. Jednak te slowa sprawily, ze postanowiłam od razu szukac nowej pracy. Okazalo się, ze znalazłam ja bardzo szybko- prace w swoim zawodzie. Pokonałam spora konkurencje i jeszcze bardziej poczulam, ze podjęłam wlasciwa decyzje zwalniając się z poprzedniej pracy.. zarobki niestety nie pozwalaja mi na chwile obecna na wynajem mieszkania, chociaz bardzo bym chciala wyprowadzic się od rodzicow.. i oni tez licza, ze szybko się wyprowadze. Niestety splacam jeszcze kredyt i po prostu nie stac mnie na wynajem.. ciagle pojawiaja się w mojej glowie nowe pomysły.. niestety gdy je przedstawiam rodzicom, to slysze tylko negatywy ?a jak ty to zamierzasz opłacić? My nie będziemy ci ciagle za wszystko placic?.. ale ja nie proszę o pieniadze.. tylko o wsparcie. Odrobine wsparcia. I wiem, ze rozmowa na ten temat niewiele tu pomoze, bo podejmowałam już takie proby.. zwykle konczy się to niepowodzeniem. Ja wciąż staram się nie załamywać, chociaz w moim zyciu nie ma zadnej miłości. Wciąż staram się pokazywac zyciu, ze mnie nie pokona, ze potrafie być pewna siebie i postawic na swoim. Niestety nie umiem. Brak wsparcia ze strony najbliższych odbiera mi ochote na cokolwiek. Nie mam już z kim o tym porozmawiac. Powoli trace sile i checi do czegokolwiek. Gdy mam wolne- w ogole mogę nie wstawac z lozka.. bo po co.. żeby o pare godzin dłużej siedzieć przed komputerem? Owszem, mam znajomych, z którymi czasami wyjde na kregle czy do kina.. wtedy jest ?fajnie?. Ale na czeste wyjscia tez trzeba mieć pieniadze, a na zwykle spacerki to raczej nie mam z kim często chodzic.. zreszta trace ochote na cokolwiek. Na jakiekolwiek wyjscia. Najchętniej zamykam się w pokoju i obmyślam nowe plany dzialania.. czasami nastrajaja mnie pozytywnie, jednak pozniej wydaja mi się być glupie, albo nie realizuje ich po prostu z powodow finansowych.. z drugiej strony jednak siedzenie w domu mnie dobija. Nie wiem już sama co robic. Nie wiem od czego zaczac.. od szukania miłości, od szukania mieszkania.. wiem jedno.. cokolwiek zrobie to i tak tylko dla siebie.. a ja chciałabym moc podzielic się czasem swoim szczęściem z kims bliskim? nie mam takiej osoby.. a Zycie dla samej siebie jest dla mnie coraz bardziej przygnębiające? teraz boje się, ze nie poradze sobie w pracy, ciagle skupiam się na tym, czego jeszcze nie umiem. Zastanawiam się tez, ile jeszcze wytrzymam mieszkając w domu.. wiem, ze nie powinnam uzależniać swojego szczęścia od innych osob i nauczyc się być szczesliwa ze soba. Ale nie potrafie? potrzebuje jakiegos wsparcia chyba jak każdy z nas. Czuje, ze ta sytuacja przestaje być normalna.. nie umiem sobie z tym poradzic. Jestem mloda.. podobno ladna i chyba nieglupia.. dlaczego nie potrafie odnaleźć szczęścia..
Podobne tematy
No wiele czytałam tutaj postów o samotności, ale Twój to dokładne odzwierciedlenie mojej codzienności.
Powiem Ci to samo co ciągle powtarzam - bez względu na to, ze są dni kiedy sama w to nie wierzę.
Będzie dobrze. Uśmiechaj się. Wychodź do ludzi. POWINNAŚ była pojechać na te wakacje. Sama.
I zrób to, jeżeli stać Cię na to.
dzięki za odpowiedź.. ja miewam różne myśli.. jednego dnia myślę, że będzie dobrze a następnego dnia wydaje mi się, że skoro przez tyle lat nic się nie zmienia, to już nie ma na to nadziei.. chociaż ciągle się staram walczyć o tę codzienność... zastanawiałam się nad samotnym wyjazdem.. ale zaczęłam się obawiać, że mogłabym się poczuć jeszcze bardziej samotnie... ![]()
Pixy.. piszesz, że masz podobną sytuację.. jak Ty sobie z tym radzisz?
Dużo pisze o tym co czuję, obserwuje ludzi - usiłuje wykryć te subtelne różnice, które sprawiają, ze oni jednak żyją inaczej.
A przede wszystkim - śmieje się.
Czy to czarny humor, czy głupawka... Moim lekarstwem na wszystko jest śmiech
.
Czasem popadam w lekkie paranoje i teorie spiskowe
.
Co tez koniec końców kończy się śmiechem
.
Życie jest piękne. Fajnie książki... Piękne obrazy, cudne zachody słońca. Owszem może jeszcze nie mam z kim tego dzielić, ale kurde póki widzę to paczeć będę
.