Witam,
Podejrzewam, że takich wątków było już sporo, ale liczę na litość moderatorek, które może same są mamami lub czekają na dziecko ![]()
Od dwóch miesięcy staramy się z mężem o dziecko. Sprawa jest dosyć skomplikowana, ponieważ ja kilka lat temu zapadłam na ciężką i tajemniczą chorobę, która sprawiła, że nie jestem do końca sprawna. Mimo to lekarze (różnych specjalności) przeciwwskazań dla ciąży nie widzieli, a wręcz przeciwnie, może nawet mi złagodzić objawy choroby. Jak się domyślacie, jestem pełna obaw, czy wszystko będzie dobrze, ale bardzo chcemy mieć dziecko.
W tym cyklu bardzo przyłożyliśmy się do starań, dokładnie według wskazówek pani ginekolog. Do terminu miesiączki pozostał mi tydzień. I tu właśnie jest pies pogrzebany - pomimo tego, że mam sporo pracy, umieram z niepewności. Mam więc do Was pytanie: jak przeżyłyście ten okres pomiędzy zapłodnieniem a wykonaniem testu? Co pomogło Wam nie zwariować czekając na dwie kreski?
I jeszcze jedno pytanie (chociaż zdaję sobie sprawę, że prośba o diagnozę przez komputer jest idiotyczna, ale wiadomo, czego chwyta się tonący) do doświadczonych mam, a nawet wróżek: czy jestem w ciąży? Od kilku dni mam bóle w podbrzuszu jak przed okresem (zostało mi jeszcze ok. 7 dni), bardzo bolesne i obrzmiałe piersi, jakby więcej śluzu, a dziś zwymiotowałam. Na wymioty to trochę za wcześnie, więc podejrzewam siebie o myślenie życzeniowe, ale reszta wygląda mi na prawdziwą. Nie jestem senna i nie mam zwiększonego apetytu. Będę wdzięczna za słowa otuchy, szczególnie od tych z Was, które już przez to przeszły...