Długo by opowiadać, bo długi związek. Jesteśmy z sobą od wielu lat, małżeństwo prawie dorosłe. Mamy fajne dzieci i mogę być z nich dumna. Mąż ma na ich temat jeszcze wiele do życzenia, no cóż zapomniał jak był nastolatkiem. Problem: sam, pracuje a mi nie pozwala. Nie mam wygórowanych wymagań, ale na chleb nie lubię prosić, źle zabrzmiało na "waciki". Jak tylko podjęłam prace kłody pod nogi, więc rezygnowałam jak osiągnęłam cel: prawo jazdy, potem samochód, i parę innych rzeczy. Mąż zarabiał i zarabia dobrze, ale lubi żeby go prosić o pieniądze. Haruje jak wół i czasami myślę, że w ten sposób czuje się doceniony. Ja jednak nie lubię tłumaczyć się "na co" i zbierać paragonów. Dodam, że nie leżę bezczynnie, prowadzę własną działalność i jeszcze jemu pomagam, choć on tego zdaje się nie zauważa (za mało zarabiam). Niestety czuję się nie doceniana, czasem nawet wykorzystywana. Zawsze byłam wierna i lojalna wobec niego, nawet gdy ludzie opowiadali, że ma romans z jedną z naszych znajomych. Kobieta była na tyle nie fajna, że już nie jest przyjaciółką rodziny (męża rodzina kiedyś była z nią w dobrych stosunkach), ja też ją pogoniłam, ze względu na jej "własne zdanie", a jestem osobą niezwykle spokojną i wyrozumiałą. Niestety mąż nadal utrzymuje z nimi kontakt o co czasami zdarza mi się pozrzędzić, ale coraz rzadziej bo szkoda nerwów. Co do mnie to czasami mam poczuci, że moje życie nie należy do mnie i że mam coraz mniej czasu aby coś z niego uszczknąć. Coraz częściej uświadamiam sobie, że wielu rzeczy już nie zrobię. Jakiś półtorej roku temu podupadłam na zdrowiu, rokowania były straszne SM. Całe szczęście wszystko okazało się niewielkim wylewem i przepukliną kręgów szyjnych. Jestem na nogach ale stresu i obaw nikomu nie życzę. Nie mówiłam mężowi o rokowaniach by go nie denerwować wiedziała tylko moja siostra i jedna koleżanka. Mąż wiedział tylko, że "coś się dzieje w mojej głowie" co wpływa na wzrok i czucie w rękach. Było, minęło. Teraz oboje się cieszymy, że wylew się wchłonął a na kręgosłup trzeba uważać. On wie to najlepiej bo od wielu lat ma z nim problemy. Tamten czas dał mi do myślenia. Kocham swoje dzieci i zrobiła bym dla nich wszystko. Męża też chyba kocham, dawniej ponad wszystko. Ala zastanawiam się o czym ludzie gadali parę lat temu i dlaczego pomimo tylu grand nadal ją, ich odwiedza. Dlaczego nigdy w czasie jak robiłam badania nie spytał co mi jest i wreszcie dlaczego prze paręnaście lat małżeństwa dopiero w zeszłym tygodniu gdy mnie bardzo uraził powiedział mi, że mnie kocha. Odpowiedzi nie dostał, nie czułam tak wtedy a poza tym już nie chce mi się już tego gadać. On lubi błyszczeć, być w centrum, ja nie znoszę zwracać na siebie uwagi. U fryzjera to zawsze on bywał częściej, Ostatnio czuję na sobie oddech lat więc i dbałość inna. Wiem, że to mu nie pasuje ale sama robię na "waciki". Nasz związek jest na takim etapie, że gdy wychwyciłam u jednego mojego klienta zainteresowanie poczułam się wyróżniona tym bardziej, że facet był przystojny. Mąż znał go już wcześniej nie miał o nim najlepszego zdania. Jednak w dziwny sposób niedawno się z nim zaprzyjaźnił. Przy bliższym poznaniu stwierdziłam, że nie czuje chemii i nie warto, a on nie wiem czy ze względu na przyjaźń z moim, czy też nic nie poczuł, ale chyba odpuścił bo zaczął zachowywać się normalnie i już nie peszy go moja obecność. Jednak przeraża mnie fakt, iż o kimś pomyślałam w ten sposób, do czynów było daleko.
Podobne tematy
Na pare twoich problemow polecam ci ksiazke 'Dlaczego mezczyzni kochaja zolzy''. Ebook znajdziesz w internecie, moge ci tez przyslac na maila. Mysle, ze w ciekawy sposob ci'pouklada' spojrzenie na rozne sprawy
I pomoze odswiezyc zwiazek.
Dziękuję za radę. Książkę już ściągnęłam, przeczytam na pewno w wolnej chwili.
ewka-36, ja się nie dziwię, że tak pomyślałaś o innym mężczyźnie. I masz rację - rzeczywiście jesteś wyrozumiała.... ja bym chyba ostrzej zareagowała na inna kobietę w życiu mojego faceta, zresztą zawsze byłam bardzo zazdrosna, być może bym się spakowała i wyjechała do rodziców np. (; Z tego, co piszesz, to delikatnie raczej reagowałaś, co? Masz rację, że szkoda nerwów, by wypominać, zakazywać, denerwować się... Zawsze masz jednak prawo do dbania o siebie i jeśli coś w Waszym związku jest nie tak, a Ty dopiero teraz to sobie uświadamiasz (być może kiedyś umiałaś to znosić łatwiej, bo Ty też się zmieniasz na przestrzeni lat, zmieniają się twoje potrzeby itp.), to albo możesz postarać się coś zmienić w sobie, by było lepiej (zawsze wina jest po środku, a mamy wpływ tylko na swoje zachowanie), w sensie, żeby np. być bardziej stanowczą, stawiać granice, zacząć rozmawiać z mężem o tym, co Cię boli, a jeśli to nic nie da (na to jednak potrzeba czasu - wiadomo, więc możesz to zrobić jedynie wtedy, jeśli jesteś wystarczająco cierpliwa
), to zawsze, ale to zawsze pamiętaj możesz wykreować swoje własne życie - nawet bez męża. To pewnie drastyczne rozwiązanie, ale chcę Ci po prostu pokazać, że taka opcja jest i w imę swojego dobra, szczęscia - zawsze można zniej skorzystać. Wiadomo - trzeba rozważyć, co lepsze, wszystkie konsekwencje itp. A może zacznij żyć trochę swoim życiem, jakiś sport, rozwijanie pasji... to zawsze pobudzi wyobraźnię faceta, może zacznie być zazdrosny? Może powrócą dawne uczucia, które na przestrzeni lat gdzieś tam się chowają i pokrywają kurzem
Myślę, że jest wiele możliwości
, a pewnie przeczytanie ksiązki, którą pleca koleżanka - także. Ja też się do niej przymierzam
apropos - jak ją ściągnąć?
5 2010-09-14 08:33:00 Ostatnio edytowany przez ewka-36 (2010-09-14 14:05:05)
Książkę wzięłam z stąd :(tu był link do chomika, niestety nie mogę ich jeszcze używać) mogę wysłać na mejla.
To co piszesz wszystko się zgadza. Co do tamtej kobiety długo rozważałam odejście, jednak w ostateczności uznałam, że ja nic złego nie zrobiłam, lubię swoje życie i nie zamierzam karać siebie. To była trudna decyzja, od tego czasu zaczęłam na nas patrzeć jak "ja i on", a nie już tylko "my". Ułatwiło to pewne sprawy, inne (finansowe) skomplikowało. Już chyba wiem jak znów wzbudzić jego zainteresowanie i sprawić, by był jak kiedyś oddany jak "pies", muszę mu sprytnie przypomnieć, że tak naprawdę to tylko ja wiem jaki jest , i że przy mnie zawsze może być sobą. Co do mojego życia, to mam własne: koleżanki, rower, praca. Chyba popełniłam błąd zbytnio broniąc tego terytorium. Może jak go trochę zaangażuję w swoje sprawy przestanie domagać się uwagi używając za argument pieniędzy. Trudno będzie to wszystko zrobić gdyż facet ma naprawdę silny charakter, ale taki mnie właśnie pociągał. Pamiętam jak postępowałam kiedyś: jak wymyśliłam jakiś remont dopinałam swego w taki sposób, aby myślał, że to jego pomysł. Z czasem chyba stałam się zbyt wygodna (leniwa) i po prostu odpuszczam.
Co do książki, to jest naprawdę zaje....ta, polecam wszystkim. Ja postaram się o wydanie papierowe, do poduszki bo z laptopem nie lubię spać-wolę z mężem.
Ps.
Dziś poprosiłam by naprawił dzwonek u mnie w zakładzie, bo ja się niby na tym nie znam. Facet wymienił baterie i był wniebowzięty.
Chyba moja mama miała rację mówiąc do córek, że nie warto radzić sobie samej, bo mężczyzna może poczuć się zbędny.
W sumie udało mi się tą książkę ściagnąć wpisując po prostu w wyszukiwarkę tytuł i dodając skrót "pdf"
. Widzisz Ewka, to Ty tak naprawdę jesteś bardzo silna i mającą swoje zdanie kobietą, jak czytałam Twojego poprzedniego posta, to odniosłam inne wrażenie. Podziwiam Cie, że masz koleżanki, pracę... ja w sumie nie mam zwykłych koleżanek, a z osobami mi bliskimi, nie bardzo mi po drodze. Pracy nie mam na razie, co też jest przygnębiające i dlatego zazdroszczę Ci nawet, że tak masz - swoje życie
. A na rowerze też sobie jeżdzę
Tylko jeśli chodzi o to podejście do faceta... takie też jest prezentowane w tej książce...chodzi mi o to, że to jest taka manipulacja, a ja np. chciałąbym się ustrzec wszelkich manipulacji, gier itp itd. Zwróciło moja uwagę twoje zdanie:
Już chyba wiem jak znów wzbudzić jego zainteresowanie i sprawić, by był jak kiedyś oddany jak "pies", muszę mu sprytnie przypomnieć, że tak naprawdę to tylko ja wiem jaki jest , i że przy mnie zawsze może być sobą
No ale właśnie, czy związek to tylko taka gra? walka o władzę i "kto kogo od siebie uzależni"? Ja wierzę, że nie...
Kiedyś też myślałam, że to manipulacje i intrygi, a ja tak nie chcę. Co więcej uważam swojego faceta za osobę inteligentną więc z góry zakładałam, że przejrzy takie gierki. Z czasem okazało się to wszystko sztuką kompromisu i zwykłym partnerstwem. Jeżeli ja się staram i w jakiś sposób pokazuje mu, że czegoś chcę on uznaje, że mi ma nim zależy bo włożyłam w to sporo wysiłku. Fakt, że chcę czegoś od niego oznacza, że go potrzebuje i doceniam i odwrotnie, jak on się stara to mi z tym dobrze. Doskonale mnie zna i zdaje sobie sprawę z tych "gierek", w końcu to mężczyźni częściej używają takich metod. Mój facet nie znosi gdy radzę sobie sama, czuje się wtedy niepotrzebny i odsunięty. Z drugiej strony co miałam zrobić gdy on jasno zaznaczył swoją pracę jako jego terytorium. Zwyczajnie zajęłam się sobą.
Wczoraj na przykład gdy wrócił z pracy jak co dzień otrzymał swój posiłek i pilota, on jednak zaczął głośno zrzędzić jak "baba", nie zwracałam na to uwagi bo akurat z synem coś gotowaliśmy i mieliśmy niezłą zabawę. Uderzyły mnie jednak jego słowa:"a potem, że marudzę i weź tu nie marudź". Przez cały dzień był w pracy i zaczął zwracać na siebie uwagę gdy nikt nie zaważył, że wrócił, myślałam, że zacznie tupać jak dziecko. Wniosek nie wystarczy nakarmić mężczyznę trzeba jeszcze dołożyć słowo, spytać jak minął dzień. Ja tak się zajęłam własnym życiem, że On poczuł się zagrożony, zląkł się że dla niego nie starczy w nim miejsca. Nie jestem silną kobietą tylko głupią, ale się poprawie.
No tak, wszystko byłoby dobrze, gdyby mężczyźni też sobie uświadomili, że my też czasem potrzebujemy pytania: jak minął dzień, heh ![]()
"Dlaczego mężczyźni kochają zołzy"...................przeczytałam...................wnioski???..........................???
Muszę, wrzucić luz i włączyć analizę. Jeszcze tu wadę, jak będę miała problem rzucę to na forum jako nowy wątek.
10 2010-09-21 02:17:13 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2010-09-21 02:20:18)
Co do książki, to jest naprawdę zaje....ta, polecam wszystkim. Ja postaram się o wydanie papierowe, do poduszki bo z laptopem nie lubię spać-wolę z mężem.
Ps.
Dziś poprosiłam by naprawił dzwonek u mnie w zakładzie, bo ja się niby na tym nie znam. Facet wymienił baterie i był wniebowzięty.
Chyba moja mama miała rację mówiąc do córek, że nie warto radzić sobie samej, bo mężczyzna może poczuć się zbędny.
Oo, ciesze sie, ze ci sie ksiazka spodobala
Wlasnie zajrzalam na ten watek, zeby skrobnac, zebys potem napisala o wrazeniach - no ale nawet nie musialam ![]()
Widze tez, ze wiele rad zaczynasz stosowac. Ja jak ksiazke ''przeczytalam'' (w cudzyslowiu,bo nie cala, od srodka zaczelam) to zrozumialam wiele zachowan mojego chlopaka - m.in. dlaczego tak lubi mnie straszyc w nocy
A on po prostu sie czuje taki meeski, jak ja taka przerazona sie chowam pod koldra
No i zrozumialam tez, ze w gruncie rzeczy jestem ''zolza'' ;P I ze ''to o to chodzi'', to tak go/facetow pociaga. A bledy, ktore popelnilam, z przyjemnoscia naprawie, bo ogolnie bardzo mi sie rady z ksiazki podobaja.
Chetnie poczytam dalsze posty o tym, co tam wcielasz w zycie i jak twoje malzenstwo zmienia sie na lepsze. Oczywiscie, nie na wszystko sa rady w ksiazce, ale swojego rozumu duzo tez masz
I mam nadzieje, ze to wystarczy, ze tylko takie bariery stanely na drodze miedzy wami.
11 2010-09-21 13:41:09 Ostatnio edytowany przez ewka-36 (2010-09-21 14:03:58)
No cóż paulina20 zawsze uważałam się za tą "grzeczna". Dzięki tej książce zrozumiałam, że facet ma przymnie ciężkie życie, tak bardzo chciałam być niezależna, iż nieświadomie wprowadziłam niezdrową rywalizacje między nami. Mąż chce podkreślić swoją męskość i jako argumentu używa pieniędzy, dają mu prawo głosu. Trudno będzie mi zmienić wieloletnie przyzwyczajenia, ale spróbuje. Zaczęłam od drobiazgów: mały komplement, zwykłe dziękuję za fajnie zorganizowany wypad w niedzielne popołudnie, przestałam jeździć jego samochodem (przecież jest dla mnie za duży no i to terenówka nic dla kobiety), i najważniejsze: jego motocykl jest najlepszy na świecie. Jak na razie mąż zrobił parę razy zakupy, przejrzał mój samochód - w naszym garażu!!! (kiedyś jeździłam z nim na warsztat). Nie rozumiem tylko tych telefonów, dzwoni gdy tylko zniknę mu z oczu, kiedyś tego nie robił.
Jeszcze jedna sprawa, świetnie dogaduję się z mężczyznami i gdy mówię to słuchają, postanowiłam unikać dyskusji z jego kolegami, bo dla mnie to tylko rozmowa a on może to postrzegać jako flirt, a nigdy się nie przyzna do zazdrości. Owszem lubi usłyszeć fajną masz żonę, ale raz a nie pięćdziesiąt w ciągu jednego wieczoru, nie chcę tu być źle zrozumiana żaden tam ze mnie cud
Ogólnie muszę uważać z tymi "nowymi praktykami", bo siostra już zaważyła, że mąż mi się "popsuł" ![]()