Witam wszystkich, jestem nowy na forum, mam problem i potrzebuję Waszej rady.
Sytuacja w której jestem jest dość skomplikowana i opisując wszystko od samego początku będzie tego sporo i pewnie nikt nie przeczyta. Postaram się jednak napisać jak najzwięźlej i zarazem jak najdokładniej opisać sytuację.
Kilka zbiegów okoliczności sprawiło, że poznałem Monikę lat 20 przez Internet. Szybko jednak okazało się, że jest Ona zaręczoną z chłopakiem lat 19 i niedługo się przeprowadzają do wynajętego mieszkania. W trakcie rozmowy na gg powiedziałem, że co tydzień jeżdże na basen do pewnej miejscowości nad morzem. Było to pod koniec sierpnia. Okazało się, że pracuje tam na kuchni sezonowo jej siostra Edyta lat 18, dla żartu zapytałem: "wolna jest?" Monika: wolna. I zapytała się mnie kiedy będę jechał na ten basen to może by się ze mną zabrała, odwiedziła siostrę. Choć mieszkała 20km ode mnie. Mówie czemu nie, poznamy się w realu i jeszcze poznam Twoją siostrę.
Pojechaliśmy, jeszcze zabrała koleżankę (bała się sama ze mną jechać, ale myślę że to zrozumiałe). Gdy dojechaliśmy na miejsce, okazało się, że Edyta pracuje z koleżanką o imieniu Anita (lat 18). Czyli w sumie, w tym dniu poznałem 4 dziewczyny ![]()
Monika w realu okazała się nie za ciekawą osobą. Okazało się, że oszukiwała swojego chłopaka odnośnie tego wyjazdu, najpierw nie odbierała telefonu, a potem jak dzwonił mówiła mu, że jest z koleżanką na targu. Do tego One wszystkie się znały, były z jednej dzielnicy, a Monika nawet nie chciała mnie przedstawić swojej siostrze i Anicie. Więc stałem chwile jak kołek i dopiero gdy zwróciłem jej uwagę, coś w stylu "nie przedstawisz mnie" - dostałem odpowiedź "u Nas się wszyscy sami przedstawiają", no to się przedstawiłem sam ![]()
Usiedliśmy wszyscy przy stoliku, Edyta poszła na kuchnie zrobić herbatę. Gdy wróciła, dziewczyny zaczęły rozmawiać między sobą (wiadomo znały się), a ja trochę się poczułem jakbym był nie stąd. W sumie mam 25 lat, no ale nie jestem staruszkiem, żeby nie umieć rozmawiać z nastolatkami hehe Jednak zauważyłem, że Anita próbuje mnie jakby wkręcić do rozmowy, wykazuje zainteresowanie w sumie jako jedyna moją osobą. Kto ja jestem, skąd się wziąłem itd. Były to można powiedzieć pierwsze przebłyski mojego zainteresowania nią.
Pojechałem na basen. Tam już pływając coś zaczęło się dziać w mojej głowie, bo już myślałem o Anicie. Ogólnie nigdy wcześniej mi się coś takiego nie przydarzyło. Gdy wróciłem, Monika z koleżanką poszły nad morze, ja usiadłem przy stoliku i zaraz do niego przysiadła się Anita. Teraz mogę powiedzieć, że miała to coś w sobie. Magię w swoim spojrzeniu, z tych wszystkich dziewczyn jako jedyna potrafiła mi spojrzeć w oczy i nie odwrócić wzroku, heh, to mi się zdarzało odwracać wzrok jak z nią rozmawiałem. Miło nam się rozmawiało, Ona co jakiś czas biegała do tej budki i sprzedawała pieczywo turystom po czym wracała do mnie. Potem rozmawiałem nawet z jej szefową, bardzo sympatyczną starszą kobietą. Edyta poszła zrobić obiad dla pracowników, dla szefowej i jej matki (babci). Szefowa mnie zaprosiła do obiadu. Anita się uśmiechnęła, że załapałem się na obiad
W trakcie obiadu siedzieliśmy na przeciw siebie, widziałem, że spoglądała na mnie. Było naprawdę bardzo miło, już dawno nie spotkała mnie taka uprzejmość ze strony praktycznie obcych ludzi.
Z Edytą też próbowałem nawiązać jakiś kontakt, ale niezbyt mi to wychodziło, nie wykazywała praktycznie żadnego zainteresowania moją osobą. Kontakt na zasadzie jak o coś pytasz to Ci odpowiem.
Monika z koleżanką wróciła i czas było wracać, Edyta poszła na kuchnie, Anita poszła umyć zęby i jak zobaczyła, że już się zbieram przyszła ze szczoteczką chyba żeby mnie pożegnać. No więc naszła mnie myśl, że muszę poprosić ją o numer tel. Nie miałem jednak przy sobie telefonu (nie biorę jak jade na basen), ani nic do pisania, więc wpadłem na mało genialny pomysł, że dam jej swoją wizytówkę. Powiedziałem tak: Pewnie się już nie zobaczymy, bo ja na basen przyjadę dopiero za tydzień, a to już będzie po sezonie i Ciebie tu już nie będzie. Poprosiłbym Cię o numer tel. ale nie mam przy sobie tel. ani nic do pisania więc dam Ci swoją wizytówkę, mam nadzieję, że się kiedyś odezwiesz, napiszesz cokolwiek.
Widać było, że się ucieszyła, patrzała w tą wizytówkę jak w obrazek, nawet zażartowała z mojego nazwiska. I wróciłem do domu. Na początku byłem pewien, że się odezwie. Na drugi dzień tłumaczyłem sobie, że się nie odezwała tym, że nie ma nic na koncie. Na trzeci dzień zacząłem żałować, że jednak nie poprosiłem jej o ten numer telefonu i miałem masę innych mniej lub bardziej realnych myśli dlaczego się nie odzywa.
Postanowiłem więc poprosić o numer do niej Monikę - ta jednak powiedziała mi, że nie ma do niej numeru (co prawdopodobnie było kłamstwem). Poprosiłem więc, aby wzięła numer od Edyty i podała mi albo podała mi numer do Edyty to zadzwonie i sam poproszę - powiedziała mi, że nie rozdaje jej numerów, bo będzie na nią zła.
No więc postanowiłem pojechać do Anity, aby się z nią zobaczyć. Kupiłem różę, choć nawet nie wiedziałem czy kogoś ma, ale chciałem jej ją dać dopiero po uzyskaniu takiej informacji. Przyjechałem i zastałem tylko jej szefową, która powiedziała mi, że dziewczyny wyjechały do domu kilka godzin temu. Wiedziałem, że miały być dzień dłużej, ale pojechały wcześniej z powodu złej pogody i małych utargów. Podziękowałem więc tej Pani za informacje i pojechałem do domu.
Pozostała mi więc tylko nasza-klasa, jako ostatnia opcja kontaktu z Anitą. Odnalazłem ją na NK i napisałem do niej. Odczekałem dwa dni i nic. Odnalazłem więc Edytę na NK. Napisałem do niej, że poszukuje kontaktu do Anity, żeby chociaż przekazała jej, żeby weszła na NK i chociaż przeczytała co napisałem. Odpisała, że Anita nie wchodzi na NK (na swój profil) bo zapomniała hasła, ale przekaże jej, że chce się z nią skontaktować.
Myślę sobie to koniec, przepadłem. Najpierw pokrętny los sprawił, że ją poznałem, a teraz robi wszystko, abym już jej nie zobaczył. To, że nie ma hasła wydaje się prawdą, bo ubywa jej znajomych. To czy Edyta przekazała Anicie, że zależy mi na skontaktowaniu się z nią to już zagadka.
Nie poddałem się jednak i znalazłem szkołę do której chodzi, wiem też do jakiej klasy i mam także jej plan zajęć ![]()
Niedługo miną dwa tygodnie od Naszego spotkania, a ja nie wiem co robić. Czy przyjąć, że skoro się nie odzywa to nie chce mnie znać? A jeśli to przez tą akcje z wizytówką, może wyszedłem na kolesia który jest tak boski, że tylko rozdaje wizytówki a laski same do niego dzwonią. A może jest wstydliwa, a może ma kogoś. A jeśli nie chce mnie znać to dlaczego? tak fajnie nam się rozmawiało, w powietrzu prawie czułem iskry między nami. Być może "koleżanki" jej coś nagadały, zawiść itd. Pozostały mi tylko domysły, a one są straszne.
Miałem pomysł, aby ją spotkać w szkole, zarzuciłbym plecak, wmieszał się w tłum i na przerwie zagadał, jeśli bym ją tam znalazł, ale czy nie przestraszyła by się mnie? Nawet po szkole jakbym ją spotkał to przecież nie powiedziałbym, że przypadkiem, bo było by to kłamstwo. Nie mam w sumie już innej możliwości kontaktu.
Być może to wygląda jak jakaś obsesja czy jak zakochanie, ale to nie jest to i nie chodzi o to (ew. zauroczenie), chodzi mi o to czy miałbym jakąś szanse na poznanie jej. Nawet gdyby powiedziała "odwal się" to byłoby lepsze niż ta niepewność i domysły jakie teraz mnie męczą. Po prostu Jej milczenie jest gorsze od najgorszej prawdy.
Nie wiem co mam robić, poddać się, zapomnieć, czy walczyć, choć walka ta byłaby o pytanie: "Czy chciałabyś mnie poznać, bo ja bardzo chciałbym lepiej poznać Ciebie?".
Jeśli ktoś przebrnął przez moją historię do końca to uprzejmie proszę o rady i ocenę sytuacji ![]()