Witam,
jak widać nie jestem kobietą, więc co tu robię? Zajrzałem tu bo pewna sytuacja nie daje mi spokoju w naszym związku, a chciałbym zaczerpnąć rad kobiecych, inaczej zobaczy kobiecy punkt widzenia i po prostu wyrzucić to z siebie...
Otóż sprawa ma się tak - jesteśmy razem już ponad trzy lata za rok ślub, zawsze jakoś dochodziliśmy do kompromisu, ale coś zaczyna się psuć.
Najbardziej boli mnie to, że cały czas zarzuca mi brak wsparcia, ze nie staje za nią murem. Tyczy się to przede wszystkim sytuacji kiedy kłóci się z kimś z mojej rodziny. Nie zdarza się to często, ale zdarza sie. Ma charakter jak mój ojciec, co samo w sobie jest już źródłem konfliktów
W pewnej sytuacji broniąc jej pokłóciłem się przy rodzicach z bratem, a rodzina jest dla mnie najważniejsza - po czym wypomina mi że wogólę się za nią nie wstawiłęm...
Podobna sytuacja, wiem ze zrobiła źle - ale poszedłem za nią - jej reakcja ta sama... Nie wiem oczekuje ze pokłócę się z najbliższymi? A kiedy staram się jej powiedzieć dlaczego teraz nie buchłem na brata czy ojca, bo to ona źle postąpiła następuje atak - bo wszyscy winni tylko nie ona... Sam już nie wiem jak mam postępować, wbrew sobie? Wysłuchiwać ciągle uwag odnośnie mojej rodziny. Tylko po to by ją udobruchać? Czasem mam wrażenie ze wogólę nie myśli o mnie, a wiecznie o sobie, że wogólę się ze mną nie liczy. Zawsze staram się załagodzić sytuacje. Skoro mamy być rodziną to trzeba jakoś się razem trzymać, czasem ustąpić. Nie zawsze musi być tak jak się tego chce. Nie mówię ze jest tak zawsze. Czasem po prostu jest idealnie. Jak to bywa raz lepiej, raz gorzej.
Wydaje mi się ze po prostu nie rozumie, nie czuje najprostszych rzeczy. Że czasem trzeba odpuścić ku lepszej przyszłości, a nie ciągle buntować i oskarżać. Może ma to związek ze pochodzi z rozbitej, skłóconej rodziny...
Myślę ze tej próby nie przetrwamy.. Ciężko, oj ciężko.
No, wyżaliłem się porządnie..
1 2010-08-28 14:58:56 Ostatnio edytowany przez yvette (2010-08-28 16:42:59)
Podobne tematy
oj w sumie jesteście już lata ze sobą. Twoja rodzina to jednak zawsze będzie Twoja rodzina i moze ona choć czasem emocje biorą góre to boi sie, że wszyscy są przeciwko niej i nawet jej ukochany. Widzę, ze Ty spokojnie podchodzisz do tej sytuacji... a ona jeszcze się Ciebie czepia. W sumie też chciałabym zeby mój facet stanał po mojej stronie a Ty później możesz na spokojnie pogadac z rodziną... rodzina zawsze wybaczy a jak widzisz dziewczyna tylko się wkurza na Ciebie.
Ma taki charakter i pewnie ciężko bedzie to zmienic... ale powiedz jej to na spokojnie, ze się obawaiasz, ze to Cie męczy-ale nie świezo po kłótni.
Geronimo, jesteś między młotem a kowadłem. Ciężko Ci cokolwiek doradzić, kiedy nie mówisz, o co najczęściej się kłócą?
Widzę tą sytuację przynajmniej z dwóch różnych punktów widzenia:
1) Twojej dziewczyny. Jej oczekiwanie, że w razie konfliktu staniesz po jej stronie jest zupełnie naturalne. Dla każdego człowieka rodzina, którą zakłada musi być siłą rzeczy oddzielona grubą kreską od rodziny, z której wyszedł. Jeżeli ona nigdy nie będzie miała w Tobie oparcia to na dłuższą metę nigdy nie poczuje się jak członek rodziny i najważniejsza teraz dla Ciebie kobieta.
Mój były narzeczony siedział cicho, kiedy jego ojciec bardzo złośliwie i dość boleśnie dla mnie komentował powrót mojego taty w moje życie. Nie miał odwagi też zaprotestować, kiedy jego chrzestna (notabene z 10 lat od nas starsza) czuła się zazdrosna o nasze wspólne zwiedzanie Londynu i starała się wszelkimi możliwymi sposobami przekonać go, żebyśmy się w ogóle przestali widywać. Nigdy nie pokłóciłam się otwarcie z nikim z jego rodziny, znosiłam to bardzo cierpliwie, ale oczekiwałam, że powie "Dosyć, to nie Twój interes/Nie mów tak".
2) Twojego. Rozumiem, że nie chcesz się kłócić z rodziną i nie zawsze Twoja dziewczyna ma rację. Ale niekoniecznie musisz stawać po czyjejkolwiek stronie, żeby zabrać głos. "Przestańcie!" - taka uwaga zwykle jest wymierzona w obie strony. Dobrze byłoby porozmawiać z tymi członkami rodziny, którzy najczęściej uczestniczą w konflikcie i wyjaśnić, w jakiej sytuacji Cię stawiają. Bez dwóch zdań powinieneś też przypomnieć swojej dziewczynie te momenty, w których jednak się za nią wstawiłeś i wytłumaczyć, że nie chcesz mieć w domu nieustannie pola bitwy.
Ciężko mi oceniać, czy to ona nie liczy się z Tobą, czy to może Ty nie liczysz się już z jej argumentami, bo wina prawdopodobnie leży gdzieś pośrodku. Może Ty za każdym razem, kiedy zaczyna się spór, myślisz sobie "Znowu..." i w ogóle nie zastanawiasz się nad tym, kto ma rację. Może masz poczucie, że cały czas próbujesz ją udobruchać i teraz oczekujesz tego samego w zamian. Myślałeś kiedyś nad tym, co powoduje te konflikty? Czy nie jest przypadkiem tak, że Twoja rodzina nie akceptuje tej kobiety, a Tobie jednak bardzo zależy na ich akceptacji?
Jeżeli kłótnie dzieją się między nią a Twoją rodziną to powinieneś pamiętać, że to nie jest kłótnia z Tobą. I pozostawienie dziewczyny dlatego, że nie dogaduje się z nią brat może świadczyć o tym, że jesteś jeszcze za mocno uwiązany w poprzednią rodzinę, żeby założyć własną.
Zauważ, że w tym, co napisałam jest dużo "może". Nie wiem ja i pewnie nikt tu na Forum, co się naprawdę dzieje w Twojej rodzinie. Ale żadne skrajne rozwiązania nie są tutaj najlepsze - ani rozstawanie się z dziewczyną ani skłócenie się z resztą rodziny, byle tylko ją ochronić.
Wiem, że się stara to nie ulega wątpliwości. Mimo paru poprzednich kłótni jakoś zawsze starała się, może tudzież po moich większych/mniejszych namowach, pogodzić.
Czy nie jest przypadkiem tak, że Twoja rodzina nie akceptuje tej kobiety, a Tobie jednak bardzo zależy na ich akceptacji?
Coś w tym jest, zwłaszcza, że mój brat jest mężem jej siostry - dzięki nim się poznaliśmy:). A jej siostra jest jej zupełnym przeciwenstwem - łagodna, ugodowa.
Ponadto nie bedę ukrywał, prowadzę taki tryb życia że praktycznie 12/h siedem dni w tygodniu praca. W święta tym bardziej.
Sytuacja jest o tyle zagmatwana, że w wakacje pracuje razem ze mną w rodzinnej firmie, często również pomaga poza wakacjami jeśli jest taka potrzeba - choć nie musi, kiedy raz nie przyjdzie wszyscy obrażeni - że co? trudno jej było przyjść i pomóc. I oto w dużej mierze kłótnie wychodzą przez to. Ojciec coś jej dogada, ona nie odpuści. A ja faktem, przyznam się czasem - i to jest mój problem- że nie zawsze od razu zareaguje, w obawie przed większą kłótnią, albo usprawiedliwiając się "a jakoś to będzie, jakoś się ułoży".
Wiem, że także nie jestem bez winy, mam tego świadomość. Wiem że jak się założy własną rodzinę to będzie ta najważniejsza. Ale chciałbym mieć pewność, że będę miał w miarę normalny kontakt z rodziną, zwłaszcza ze mieszkamy w jednej miejscowości i bardzo często się widzimy.
I cholera, jestem typem ugodowym, wole wysłuchać co kto ma do powiedzenia, to co chce wyrzucić trzymam dla siebie - żeby kogoś nie urazić, nie sprowokowąć większej kłótni...
może świadczyć o tym, że jesteś jeszcze za mocno uwiązany w poprzednią rodzinę, żeby założyć własną.
Zwłaszcza,że cały czas z nią mieszkam, pracuje... Kurde.. to chyba prawda.
Najgorsze jest to (tak wyjde pewno na ciepłe kluchy), że zawsze martwię się o innych, co powiedzą, żeby przypadkiem kogoś nie urazić, nie skłócić się z kimś, zawsze myślę, czy postąpię właściwie, zawszę się przejmuje co ktoś powie... Brakuje mi pewności siebie..
Kurde, jeden post, a uświadomił mi to na samym początku.
Dziękuje ![]()
Z tego, co piszesz wynika, że to Twoja rodzina powoduje wiele kłótni. I tutaj błąd leży po Twojej stronie, że próbujesz wszystkich dookoła zadowolić, zamiast jasno postawić na swoim i bronić kobiety, z którą bądź co bądź chyba jakąś przyszłość planujesz?
Obawiam się, że nawet najbardziej ugodowa kobieta prędzej czy później zauważyłaby minusy Twojej postawy i nie czułaby się z tym komfortowo.
Zacznij się od tej rodziny odcinać, jeżeli nie życiowo (wyprowadzając się/zmieniając pracę) to chociaż mentalnie. Na tą chwilę oni wiedzą, że wolno im wszystko, więc będą nasilali swoją krytykę, zamiast zastanowić się, czy w ogóle mają prawo głosu - a uwierz mi, rodzina nie zawsze je posiada.
U mnie w rodzinie bardzo podobna do Ciebie jest moja mama. Przyzwyczajona do posłuszeństwa, do duszenia w sobie różnych rzeczy, zwłaszcza przed moją bardzo apodyktyczną babcią. Tak samo przed moją babcią skacze moja ciotka, a siostra mojej mamy - niezależnie od swojego wieku, wciąż konsultuje z babcią podstawowe decyzje dotyczące wychowywania dzieci/postępowania z mężem itd. Kiedyś doszło do tego, że gdy moja babcia naopowiadała rodzinie zagranicą, że mój ojciec bije mamę, moja mama... Nie umiała jej nic powiedzieć! Po prostu to w sobie zdusiła.
Może Ci się teraz wydawać, że Twoja zależność od rodziny nie ma takiej formy i umiałbyś się postawić, ale jeżeli drobne sprzeczki czy sytuacje stanowią problem, te większe tym bardziej Cię zablokują.
Osobiście postawiłam się babci niejednokrotnie. Nie pozwalam jej komentować ani moich wyborów, ani mojego życia. Nie obyło się bez okrzyknięcia mnie "czarną owcą w rodzinie", ale z czasem zrozumiała, że nie pozwolę jej kompletnie na wszystko mimo wielkiej miłości i spuściła z tonu.
Bądź stanowczy, jeżeli widzisz, że rodzina zaczyna - utnij, zanim na dobre się pokłócą i nie bój się mówić, że nie podoba Ci się ich postawa. Nie będzie łatwo, ale efekty są warte próby.
Pozdrawiam ![]()
W ogóle rozumiem Twoją dziewczynę, gdyby ktoś mnie bezpodstawnie atakował też chciałabym, żeby bliska mi osoba np. przyjaciółka stanęła po mojej stronie. I źle odebrałabym brak jej reakcji.
Twoi rodzice nie powinni jej wypominać braku pomocy, jeśli zazwyczaj pomaga i nie bierze za to pieniędzy i powinni to docenić. Jeśli tego nie robią, to powinieneś stanąć po jej stronie.
No i problemem jest też to, ze Twój brat i jej siostra to para, jeśli tam się pojawia konflikt, to pojawi się też konflikt na linii Twój brat-Twoja dziewczyna, bo ona z pewnością będzie bronić siostry, zwłaszcza jeśli jest z nią blisko związana.