Witam...
Moja historia jest banalna, szczerze pisząc nawet nie umiałam wybrać do jakiego działu ją zakwalifikować. Zaczęło się w podstawówce. Wtedy prześladowały mnie różne obrazy, jak tylko przeniosłam je na papier, narysowałam, przestały. Po kilku genialnych rysunkach, plakatach (oceniali je specjaliści, nauczycielka plastyki z mojej podstawówki i jej koleżanka po akademii plastycznej jeden nawet został nagrodzony w konkursie wojewódzkim), talent zanikł. Już nie widziałam w myślach obrazów i nie umiałam naszkicować niczego czemu bym się dokładnie nie przyjrzała. Inaczej jest z historiami, które z różną częstotliwością zaprzątają moje myśli. Jest ich kilka, cztery wysuwają się na pierwszy plan. Jedną z nich nawet zapisałam, drugą częściowo. Pomimo to mnie nie opuściły mnie tak jak obrazy. Postanowiłam dać komuś ocenić. Pierwszą dałam przeczytać siostrze, po dwóch rozdziałach powiedziała ciekawe, daj to mamie lubi książki i ma więcej czasu (nie dałam mama dużo czyta ale swoje dzieci zawsze oceniała na "tak"). Spróbowałam z bratową, udostępniłam tylko początek (dwa i pół rozdziała), powiedziała "dobre, gdzie reszta, opublikuj", później coś dodała o braku realizacji życiowej, u mnie nie w opowiadaniu. Następnie opowiedziałam tą historie koleżance, poprosiła o możliwość przeczytania. Jakieś trzy lata temu zarzuciłam zapisywanie. To co wcześniej napisałam przepadło, syn wykończył komputer i moje opowiadania poszły do recyklingu (nie zależało mi i nadal nie zależy). Rozwinęłam się w tym czasie zawodowo i społecznie, podupadłam na zdrowiu i się "podniosłam". Historie nigdy mnie nie opuściły, ostatnio częściej nachodzą. Moja refleksja: czy muszę to wszystko spisać i trafić do człowieka, czy same odpuszczą. Dodam tylko, że obrazy, które naszkicowałam w dzieciństwie znalazły właściciela, jednego z tych szkiców znam właściciela, ciocia trzyma go do dziś. Na szkicu, który dałam cioci był język na klocu przeszczepiony siekierą. Pamiętam go dokładnie tak jak inne, paradoksalnie traktowały za każdym razem o czymś odmiennym. Był taki z twarzą opiekuńczego duch, który się przyśnił mojemu młodszemu bratu (jako jedyny długopisem, bo nie miałam nic pod ręką, gdy brat opowiadał), taki z naszym kościołem, dostała go nauczycielka plastyki, był też z strzykawką z igłą, z której kropelkami spływała jakaś ciecz, naszkicowany w kontenansie zakazu, nieświadomie jako plakat i poszedł na konkurs. Teraz mam własne dzieci, nigdy nie umiałam rysować, już lepiej piszę. Jak myślicie czy historie, jakie mnie prześladują muszą zostać spisane (nie mam na to czasu, pracuję), czy też mnie opuszczą same.
ewe...
Podobne tematy
Probowac zawsze warto...
Nie chcę zarabiać na opowiadaniach, mam pracę i mi odpowiada, chcę żeby historie mnie opuściły. Są jak wizje, gdy wszystko ucichnie nasuwają się na myśl zamiast listy zakupów.
To może rzeczywiście spróbuj je opisać. Przy obrazach się sprawdziło i Cie opuściły. Ja na Twoim miejscu bym je opisała. Przeciez to Ci nie zaszkodzi. Powodzenia ![]()
5 2011-02-26 00:43:32 Ostatnio edytowany przez Noelle (2011-02-26 01:12:03)
Coś mi się zdublowało...
Pisałaś kiedyś opowiadanie? Narysowanie szkicu zajmuje mi 30min. do godz., opowiadanie kilka tygodni, miesięcy, zależnie od klimatu (mojego)...
Pisz kobietko nie każdy ma taki dar jak Ty a może kiedyś wyślesz je do jakiejś gazety i inni będą mogli je czytac np. ja czy nasze kolezanki z czatu.:) pozdrawiam