Zaczęłam się spotykać z pewnym chłopakiem, mamy za sobą 5 spotkań które trwały średnio po 6 godzin. Już na drugim spotkaniu powiedział mi, że ma jaskrę.. wiadomo jak to się kończy. Jest świetny, dobrze nam się rozmawia, i mamy wspólną pasję - wędrówki górskie. Byliśmy już na małej wyprawie, przeszliśmy jakieś 20 km w w ciągu 6 godzin, padał deszcze, bardzo zmokliśmy. Zgubiliśmy się, na własne życzenie, bo zeszliśmy ze szlaku, droga wzdłuż rzeki wydawała nam się ciekawsza,było super:) Jest bardzo opiekuńczy. Chodziliśmy po skałkach, zawsze podawał mi rękę. Przechodziliśmy przez rzekę, most był delikatnie mówiąc już trochę spróchniały, widział że się boję, objął mnie. We wcześniejszych związkach, nie spotkałam się z taką opiekuńczością ze strony faceta.
Ja również mam za sobą małe problemy zdrowotne. Guz mózgu - dwie operacje w zeszłym roku. Nic nie widać po mnie, bardzo się zdziwił gdy mu powiedziałam. Może dlatego, że ze mną w pewnym momencie było krucho, chciałabym być z nim. Mnie zostawił, chłopak po pierwszej operacji, pamiętam jak się czułam. Miałam obawy, czy kiedykolwiek będę z kimś. Chciałabym sprawić, aby on też był szczęśliwy, mimo choroby, tego co go spotyka.
Dodam jeszcze, że mimo tych wielu godzin, które ze sobą spędziliśmy, jeszcze mnie nie pocałował. Były przytulenia, trzymanie za ręce, ale bez pocałunków, co także bardzo mi się podoba.:)
Zastanawiam, czy nie robię błędu. Chciałabym być z nim, ale wydaje mi się, że kierują mną chęci zaopiekowania się, nie chciałabym aby był sam w takiej sytuacji. Chyba nie o to chodzi, związek polega na czymś innym. Napewno nie jest mi obojętny. Zwróciłam uwagę na niego zanim się dowiedziałam o tym, że ma jaskrę więc coś w nim jest takiego co mnie przyciąga. Dobrze się czuję przy nim, tylko obawiam się czy uda nam się stworzyć stabilny związek na takiej podstawie. Nie chciałabym później rozstania, jeżeli by się okazało że ja nie czuję nic do niego, że kierowała mną chęć zatroszczenia się o niego, bo wiem jak się czuje, byłam w podobnej sytuacji.