Witajcie.
Moja historia jest niby prosta, ale składa się z tylu nachodzących na siebie wątków, że trudno ją streścić :-(
Spróbuję trzymać się jednego:
przez ostatni rok mojego 6-letniego związku z facetem, którego - muszę przyznać szczerze - bardzo kochałam (teraz nie wiem, czy to była czysta miłość, czy już uzależnienie...), on mnie zdradzał. Dowiedziałam się o tym długo po rozstaniu, od niego. Chciał być szczery (nie wiem, po co...), ale przede wszystkim chyba chciał się oczyścić z wyrzutów sumienia. Mógł sobie darować... Ponoć były to czysto seksualne potrzeby, żadnych uczuć. Ponoć (jak można tak mówić???) mnie kochał i nie chciał się rozstawać, ale ponieważ nie dostawał tego, co chciał i w potrzebnej ilości... No cóż...
W każdym bądź razie jego 2. kochanką (zdradził mnie z 2 kobietami) była dziewczyna jego najlepszego przyjaciela. Z którą ja też, rzecz jasna, w jakiś sposób się przyjaźniłam. Jasne, nie była to przyjaźń od serca, ale bliska znajomość między kobietami. Zwierzałam jej się ze swoich problemów w związku, ona ze swoich. Ja jej mówiłam, że źle się między nami dzieje, ona mnie pocieszała, a teraz się okazało, że i od niego wysłuchiwała takich zwierzeń, i doradzała mu coś zupełnie innego, niż mi... Szkoda słow. W każdym bądź razie przespali się ze sobą kilkakrotnie. Ponoć za pierwszym razem go uwiodła (on się zwierzał, jak się od siebie oddalamy, wiecie - dziewczyna go nie rozumie i wcale ze sobą nie śpią... a ona skorzystała z okazji, żeby go "pocieszyć") - załóżmy, że to prawda. Następnych spotkań już nie da się jednak wyjaśnić (jego słowa: skoro raz się to stało, i to tylko fizycznie, to już można było kilka razy... Bez komentarza).
Wcześniej mówiłam sobie, że bez znaczenia, kto to był - skoro nasz związek się rozpadał, to i tak by zdradził.
Teraz, z perspektywy czasu myślę, że gdyby ona zachowała się inaczej - jego nie uwiodła i każdemu z nas dodała siły o walkę, może udałoby nam się przetrwać kryzys. A ona nieodwracalnie zniszczyła nasz związek.
Wyobraźcie sobie, że ona teraz bezustannie do mnie pisze i chce się spotkać, pogadać. Znając ją, myślę, że również dla niej spanie z moim ex nic dla niej nie znaczyło i chciałaby wrócić do naszej "koleżeńskiej" relacji. Że tamto uważa za nieistotne i nie widzi przeszkód w znajomości ze mną.
A mi się nóż w kieszeni otwiera. Na razie zignorowałam jej prośby. Na kolejne pytanie, czy możemy spotkać się na kawę, na razie nic nie odpowiedziałam. Miałam odpisać tylko "Nie", ale generalnie korci mnie, żeby odpisać jej bardzo niecenzuralnie. Chcę zachować klasę - jeszcze ani razu żadnemu z nich nie zrobiłam awantury, zachowałam się spokojnie, żeby nie powiedzieć wyrozumiale... Przyjęłam na siebie część winy (rozpad związku to w większości wina obu partnerów), ale chyba już trochę ochłonęłam i coraz bardziej winię tych dwoje za rozbicie czegoś, co przecież było bardziej wartościowe niż kilkakrotne przespanie się z tanią... no właśnie.
Nota bene, ona zdradzała swojego byłego (tego najlepszego przyjaciela mojego ex - rzecz jasna już się nie przyjaźnią... teraz ja mam z nim lepszy kontakt - no tak, zdrady łączą...) na prawo i lewo, on zdawał się tego nie widzieć, ale dla mnie i mojego ex to było oczywiste. Dlatego dla niego było to chyba coś jak burdel za darmo...
Jak mam się zachować? mam sobie ulżyć i napisać, co o niej myślę? Czy być twardą aż do końca i ignorować? Ach, jak ja bym się na niej choćby słownie wyżyła... Poradźcie, nie chcę działać pod wpływem emocji. Choć od ostatniego jej zapytania minął już chyba tydzień, we mnie wciąż coś buzuje...
Podobne tematy
ja bym nic jej nie pisala, po co psuc sobie krew...zamknij ten rozdzial swojego zycia i sprobuj zyc od nowa.wiem ze brzmi to banalnie ale to moim zdaniem najlepsze wyjscie.
Pollyanno moim zdaniem bardziej zaboli ją Twoja ignorancja. Nie masz się co winić za rozpad tego związku...to on Cię zdradzał...to jemu ciągle czegoś w Tobie brakowało...a skoro tak było to wybacz za szczerość ale raczej Cię nie kochał. Wiem, ze moje słowa bolą, ale uwierz mi wiem co to znaczy jak ktoś mówi Ci, ze jesteś dla niego niewystarczająca.
Wracając do tej dziewczyny, to myślę, ze jeżeli jej napiszesz coś obraźliwego ulżysz sobie tylko na chwilę, a potem będziesz się z tym źle czuła...a chyba nie chcesz się upodabniać do niej. Ona nie ma wstydu i nie ma prawa do Ciebie pisać.
Pokaż jej że jesteś silna i masz w d...pie jej prośby i ją. Napewno ją bardziej zaboli, a Ty zachowasz klasę.
Pzdr
Ech... racja, dziewczyny, złość mi w niczym nie pomoże.
Tylko że kiedy już mi się zaczęło wydawać, że wychodzę na prostą - ból trochę ucichł, łzy przestały płynąć w najbardziej nieodpowiednich momentach, spróbowałam żyć w zgodzie sama ze sobą - ona zaczęła do mnie wypisywać i wszystko wróciło kolejną falą: żal, rozgoryczenie, zwątpienie. Ale macie rację - zakopać to trzeba jak najgłębiej i odciąć się od negatywnych uczuć. Niech ona sobie żyje własnym życiem, z daleka ode mnie. A najgorsze, czego bym jej mogła życzyć... to żeby zaczęła być z moim ex :-))) Niestety chyba się nie spełni ;-)
@muszka 23 - ja myslę, że on mnie kochał, ale przez pierwsze lata jakimś cudem udawało mi się zajmować pierwsze miejsce w hierarchii jego miłości, natomiast potem to jego miłość własna zaczęła wychodzi na prowadzenie. Z ręką na sercu, bez zawziętości, moge stwierdzić, że to był po prostu ekstremalny egoista. I chyba faktycznie nie ranił mnie celowo, ale dlatego, że myslał tylko o sobie i swoich uczuciach, potrzebach. Co rzecz jasna nie jest usprawiedliwieniem, ale teraz może mi go być tylko żal. Bo nad skrajnym egoizmem można tylko zapłakać.
Dzięki, że jesteście, że mogę się tu wyżalić. Niestety "realnym" przyjaciołom nie mogę wszystkiego powiedzieć - pewne rzeczy po prostu nie przeszły by mi przez gardło. Wstyd i poniżenie :-(
olać ich wszystkich !!!!!!!!!!!!! nie ma co się oglądać za siebie niech palą gumę....... masz nowe życie nowe sprawy i niech się grzeją w swoich poczuciach winy.
Tez uwazam, ze olac.
Ale jak bym juz nie wytrzymala bo by mnie nosilo po scianach i suficie, to bym odpisala (tylko jako odpowiedz na jej sms) w nieznanym jej jezyku, niech sobie przetlumaczy. Krotko, jedno dwa slowa o znaczeniu po ang. F*** O***
Nie moge napisac bo Moderator za madry i zna za duzo jezykow.
Mozna to znalezc bez problemu w internecie.
Nie, uważam, że wszelkie formy naubliżania i wyrażenia opinii na temat takiej osoby są bezsensowne. Czy to w języku polskim, czy staromacedońskim, czy bóg wie jakim. W takiej sytuacji trzeba zachować klasę od początku do końca. Tobie się to udało, więc się tego trzymaj. Jak dla mnie jesteś tutaj największą wygraną. Oni to wielcy przegrani. A panna "koleżanka" powinna więcej myśleć mózgiem, a nie d**ą. No (nie)stety.
Dzięki :-)
Wiem, że macie rację i że powinnam zachować stoicki spokój do końca - więc precz, wątpliwości! Z takim poparciem będę silna :-)
Ona i tak nigdy się nie zmieni, taką znajomością gardzę.
On - też wątpię, żeby się zmienił, egoista zawsze pozostanie egoistą i zawsze będzie kochał tylko siebie. Nie widzę dla niego szansy na razie w innym związku. Zawsze oczekiwał, że dostanie to najlepsze, a w momencie, kiedy nie miałam już siły być tą "naj", on zaczął szukać "uzupełnienia" u innych. Natomiast jemu do ideału też było zdecydowanie daleko - chodzi mi tu tylko o przymioty duchowo-umysłowe... Tyle że ja nigdy o sobie nie twierdziłam, że jestem idealna (nie jestem! i nikt nie jest!), natomiast on wprost powiedział, że wad u siebie nie widzi. Hehe, no i jak taki człowiek ma potem budować coś trwałego???
Obydwoje w pewnie sposób bardzo by do siebie pasowali.... Szkoda, że jego dążenie do znalezienia ideału wyklucza bycie z tą drugą, wątpliwych zasad moralnych osobą :-p
I niech takie myślenie wystarczy mi za jakąkolwiek zemstę :-)
Zgadzam sie, olac i nie zaprzatac sobie glowy kims takim.