Witam..
Już dawno trafiłam na to forum.. jednak długo się zastanawiałam czy napisać...
Szukałam gdzieś podobnego przypadku lecz nie znalazłam.. A może po prostu po kilku przeczytanych sytuacjach poddałam się...
... Moje życie od dawna nie układa się zbyt dobrze.. Mam niewiele ponad 20 lat i cały czas kierują mną inni... Boję się podejmowania decyzji.. Dlatego cały czas dostaje w tyłek..
Będąc w związku bez perspektyw, z facetem który ciągle pił.. lubił się czasem wyżyć..poznałam w sieci "przyjaciela".. Faceta, którego właśnie zostawiła dziewczyna.. chciał się komuś wyżalić... Okazało się, że nadajemy na podobnych falach.. Nie był przystojny, ale był niezwykle czuły i zawsze mówił to co kobieta chce usłyszec.. Z niebywałą precyzją odgadywał stan mojej psychiki... reagował tak, że koił mój ból.. Chciał się spotkać.. Mimo że dzieliło nas 250 km był gotowy przyjechać.. Ale ja się bałam... Bałam się jak powiem mojemu ówczesnemu chłopakowi że to koniec.. Jak zareaguje jego rodzina.. Tkwiłam w tym toksycznym związku jeszcze przez 2 lata..
W końcu zdobyłam się na odwagę.. Powiedziałam że to koniec... Nie podniósł ręki... Ale chodził za mną krok w krok, dzwonił, pisał.. Nasyłał matkę, brata... by wpłyneli na moją decyzje...
W efekcie zmieniłam numer, wyjechałam na jakiś czas z mojej miejscowości.. Gdy wróciłam wszystko wróciło do normy...
Ale z tym chłopakiem poznanym w necie już nie pisałam.. Nasz kontakt gdzieś się urwał.. Miałam jego adres... Siedziałam w pociągu z myślą, że w końcu się poznamy... Wysiadłam kilka stacji przed jego miejscowością... zawróciłam... Dlaczego? Bóg to jeden wie...
Po kilkunastu tygodniach spotkałam swoją szkolną miłość... I chyba za szybko zdecydowałam się na ten związek...
Nie mogę nigdzie wyjść, bo się obraża... Nie mogę chodzić późno spać (a jestem jak sowa) bo uważa że tak nie wolno.. Nie pozwala mi za długo leżeć na słońcu, bo dostanę udaru... Jest zbyt opiekuńczy... Są chwile kiedy śmieje się ze mnie że nie lubię rozmawiać o seksie... Wkurzył się kiedy mu powiedziałam, że marzę o tym żeby jednak iść na studia dzienne... Stwierdził że na studiach wszystkie panienki stają się dziw***... Kiedy powiedziałam, że chcę spróbować otworzyć butik od razu zgasił mój zamysł twierdząć, że to nie wypali... Może warto jeszcze dodać że mieszka w innej miejscowości (praca) i cały czas myśli że go zdradzam... A ja już nawet rzadko się z domu ruszam..
Różnica między nami jest taka, że ja lubię czasem wyjść z koleżanką, znajomymi... Dla niego takie wyjście to bezsens... Widzi w tym tylko chęć zdrady.. Np że prędzej czy później mężczyzna kobiecie zaproponuje seks lub na odwrót... Dlatego ciągle po pracy siedzi w mieszkaniu sam.. Narzeka na nudę, a kiedy go proszę żeby znalazł sobie jakieś zajęcie, twierdzi że on potrzebuje tylko kobiety... CZyli mnie...
Jest dobrym facetem... Może zniszczyła go poprzednia miłość, gdzie narzeczona odeszła z jego znajomym.. teraz mają dziecko..
I wszystko byłoby wporządku gdyby nie to, że ostatnio znowu pojawił się pan "wirtual"... Załamał ręce gdy dowiedział się że jestem w tak toksycznym jak to określił związku... Chce się spotkać.. Ja mu tłumaczę, że nie mogę bo mój facet mnie chyba udusi jak się dowie że spotkałam się z kolegą...
Mam taki dylemat... Naprawde nie wiem już co robić... Moja sytuacja jest bardzo zawiła.. ALe myślę, że ktoś ją zrozumie.. Że ktoś mi pomoże choć zrobić krok.. Że ktoś skarci.. że ktoś pocieszy...