Od kilku miesięcy jestem sama. Nie mogę sobie poradzic po 12 latach małżeństwa. Zostałam sama z dzieckiem a mój mąż sadysta wreszcie uwierzył w to że odchodzę. Jest mi źle samej. Nie umiem sobie poradzic z tym wszystkim. Staram się dla dziecka byc silna ale czasem nie daje rady. Chodze do psychologa ale i on nie pomoze mi sie z tym uporac. Jak to długo będzie trwac... Boje sie nawet sama siebie. Teraz mam kryzys wewnetrzny bo bardzo tesknie ale nie wiem za czym. Brakuje mi czegos, potrzebuje kogos kto mnie zrozumie, kto pomoze mi to przetrwac. Bóg to za mało, chocia z mocno wierze.
Podobne tematy
dobrze ze masz silna wiarę inaczej było by znacznie gorzej , musisz skupić sie na wychowaniu dziecka , ale nic straconego , jesteśmy MY tzn to forum napewno cos wymyslimy , lecz musisz sama podejmowac decyzje . Sadysta ? wiec jestes przynajmniej wolna , on by Cie pewnie wykonczyl nerwowo , Musisz przezyć wstepna faze kryzysu , zmienić swoje dotychczasowe zycie , postaraj sie znależc kogos ze swoich przyjaciól z ktorym mozesz porozmawiac szczerze , to pierwsze co zrob teraz tak z marszu .......ok juz koncze bo to forum kobiece i faceci sa pewnie niezbyt lubiani .....
Dziękuje za mile słowa, ale ile taki kryzys moze trwac? to juz czery miesiace i myslalam ze to sie skonczylo a tu łup nie wiadomo skąd nadeszła fala zwątpienia, obwiniania sie za to terazniejszy stan rzeczy. mam wiele osob wokol siebie ale tylko w pracy, a teraz... zostałam sama bo moje dziecko wyjechało na wakacje do dziadków , bo mama pracuje i ... nie umiem sobie poradzic z ta pustką. Tyle miałam planow co bede robic gdy bede sama, a tu zdziwienie... pije kawa za kawą, nie pale a wczoraj przez pół nocy wypaliłam paczke papierosow i dzis mam jeszcze kaca nikotynowego. czuje ze tonę w tej sytuacji, że topie sie tym życiem. nic mi sie nie chce. jutro wreszcie ide znow do pracy, wreszcie miedzy ludzi, ale czemu jest mi tak zle. biore tabletki na uspokojenie by nie oszalec. jestem sama dopiero 1 dzien, a gdzie pozostałe 20? Boże jak ja to przetrwam.