Spotykałam się z pewnym chłopakiem, fajnie nam razem było. Pewnego razu nasza rozmowa zeszła na temat związków. Opowiedziałam mu o parce która rozstała się z powodu zdrady, on przespał się raz z dziewczyną no i jej o tym powiedział. Stwierdziłam ze głupio zrobił, gdyby jej nie mówił a był to jeden głupi wyskok pewnie nadal byli by razem mimo jego wyrzutów sumienia ? ale on by już sobie sam z tym poradził. Mam takie zdanie. Po prostu-o niektórych rzeczach wolałabym nie wiedzieć. A on się oburzył, może i słusznie?i wyszła z tego taka matnia ze już nie uda się tego odkręcić. Powiedział ze mamy zupełnie inne spojrzenie na tą sprawę i dla niego nie jest to sprawa kompromisu i coś co można przeskoczyć, na co można przymknąć oko.. ze ja w tej sytuacji pewnie zrobiłabym tak samo, że jestem egoistką itp?ale to tylko spojrzenie na głupią sprawę!! Nic takiego się nie stało moim zdaniem? a On stwierdził ze nic z tego nie będzie bo już to przerabiał itp. Bla bla bla ! Jak mam to odkręcić.. a może nie warto.. skoro tak kategorycznie postawił sytuację. Cholera. Zalezy mi na nim.
Podobne tematy
Pewnie poczuł się zagrożony:) Niezbyt miło zyć w przeświadczeniu, że jesli partnerce zdarzylby się skok w bok, to ona by to przemilczała i udawała że nic sie nie stalo. W sumie go rozumiem, a ty dalas plamę, bo poglądy to jedno, a paplanie o tym to drugie.
A jak odkręcić - hmmm raczej nie odkręcisz, bo powiedziałaś szczerze co myślisz i on o tym wie. Jesli już koniecznie chcesz, to możesz spróbować coś w stylu: wcześniej tak myślałam, bo nigdy nie byłam szczęsliwa w związku, nie kochalam żadnego partnera, ale z toba jest inaczej, ciebie bym nie umiala oszukać itd, itp, blebleble. Może uwierzy, ale jesli to nie jest prawda, to ja bym to sobie jednak darowała. Może po prostu do siebie nie pasujecie.
"gdyby jej nie mówił a był to jeden głupi wyskok"
Potraktował ten element wypowiedzi jako "jeden głupi wyskok nie zaszkodzi i bądź gotów na to, że i ja Ciebie mogę zdradzić a potem będę okłamywać w żywe oczy."
A jak to naprawić? Nie mam pojęcia... Myślałaś o tym od strony zdradzanej, on pomyślał od strony zdradzonego.
Dużo lepiej byłoby powiedzieć, że nie chciałabyś wiedzieć, że jesteś zdradzona niż to, że powinno się przemilczeć zdradę. Dałoby radę sprostować?
Galicjanin ma rację. Faktycznie można zauważyć tu pewne rozróżnienie. Czym innym jest poczucie, że uniknięcie "wiedzy" o zdradzie - czyli potocznie mówiąc "czego oczy nie widzą..." to coś innego niż celowe przemilczenie zdrady. Ale z drugiej strony "spece" od związków często niestety właśnie radzą taki sposób postępowania, by osoba, która zdradziła, a wie, że to jakaś straszna sytuacja, której nigdy już nie powtórzy z różnych powodów (nie będę tu usprawiedliwiać) nie mówiła o zdradzie. Właśnie z tego powodu, że strona zdradzona może po pierwsze nie potrafić wybaczyć a po drugie nawet jeśli wybaczy, diametralnie zmienić stosunek do związku i osoby, która zdradziła. (poniekąd słusznie).
Z resztą to bardzo trudne, jaką wybrać drogę. Mimo wszystko jestem zdania, że sama nie dałabym rady, choć nie krytykuję tej "zalecanej metody".
Może spróbuj mu powiedzieć, że Twoje zdanie nie świadczy o tym, że zachowałabyś się tak samo. Bo przecież na zimno mówi się inaczej, niż to co podpowiadają emocje, kiedy faktycznie do czegoś dojdzie...
November - mi się po prostu wydaje, że osoba, która "szczerze i otwarcie" przyznaje się do zdrady najzwyczajniej w świecie zwala połowę problemów na partnera. Gdyby nic nie powiedziała musiałaby uporać się sama z wyrzutami sumienia, zdecydować co do tego doprowadziło i przyznać się przed samą sobą, że zrobiła świństwo. Gdy jednak mówi się drugiej osobie - to o ile łatwiej jest to cierpienie przejść? Przynajmniej się nie jest w nim samemu, tak?
Wg mnie jeżeli doszło do jednorazowej zdrady wynikającej z głupoty, alkoholu czy chwilowego uniesienia należy to zachować dla siebie właśnie po to, żeby na cierpienie nie narażać swojego partnera. Złudna szczerość wyrządza znacznie większą krzywdę niż takie przemilczenie.
Co zaś do tematu głównego:
Katarzyno, uważam, że taka nadmierna otwartość - zwłaszcza przy tak delikatnym temacie jak zdrada - jest zbędna w przypadku pierwszych randek i spotkań. Nie dziwię się, że faceta - zwłaszcza jeżeli kiedyś miał jakieś nieprzyjemne sytuacje z niewiernymi kobietami - odstraszyłaś swoim stwierdzeniem. Oczywiście, możesz próbować z nim rozmawiać i tłumaczyć - nie mniej jednak jak wiemy swojego stanowiska nie zmienisz. Możesz więc prosić go o to aby zaakceptował Cię taką jaką jesteś albo kłamać i mówić, że wcale nie myślałaś tak, jak mówiłaś.
Ja oczywiście jestem za pierwszym rozwiązaniem - niestety, jeżeli facet się zafiksował na tym, że jesteś okropną, kłamliwą dziewuchą to klapa. Miejmy jednak nadzieję, że po prostu trochę się przestraszył i wszystko jest jeszcze do odratowania. Na początek daj mu chwilę czasu, niech sobie chłopaczyna nowe informacje poukłada w głowie. Za tydzień, dwa zaproponuj spotkanie. Jeśli się zgodzi to sukces, jeśli nie to pora zrezygnować z dalszych prób zdobycia go.
6 2010-06-25 12:14:44 Ostatnio edytowany przez november (2010-06-25 12:15:02)
No tak, z tym też się zgadzam. Z jednym wyjątkiem: jeśli ktoś decyduje się milczeć ale spływa to po nim jak po kaczce, to chroni swój własny tyłek. A jeśli milczy, bo zależy u na związku to hm.. to wtedy jest to lepsze rozwiązanie (słowo właściwe w tym temacie jakoś mi nie pasuje).
Czytam to co napisałam i nadal nie wiem co jest w takiej sytuacji właściwsze...
"Wg mnie jeżeli doszło do jednorazowej zdrady wynikającej z głupoty, alkoholu czy chwilowego uniesienia należy to zachować dla siebie właśnie po to, żeby na cierpienie nie narażać swojego partnera. Złudna szczerość wyrządza znacznie większą krzywdę niż takie przemilczenie."
pennylane, uważam zupełnie tak samo i to próbowałam mu wytłumaczyć, najdelikatniej jak potrafiłam..temat został poruszony przypadkiem a rozkręcił się tak bardzo i został w jego głowie do tego stopnia że tak go to gryzło cały czas... i postanowił mi powiedzieć ze to nie ma przyszłości...zamurowało mnie! wczoraj z nim pisałam dużo na ten temat...wyznałam mu ze mi zalezy.. powiedziałam już wszystko żeby tylko jakos to odratowac, ważyłam każde słowo. On również przyznał, że mu na mnie zależy i to bardzo i tym bardziej woli to teraz zakończyć niż później, jak jeszcze bardziej się rozkręcimy więdząc że mam takie podejście, dla najwazniejszej dla niego sprawy.. tłumaczyłam w kółko to samo i poprosiłam zeby jeszcze się nad tym zastamowił, i....
... obiecał ze w najbliższym czasie da mi znać. i teraz czekam. czy powinnam coś jeszcze zrobić? nie poznaje samej siebie.. nigdy tak otwarcie nie przyznałam się facetowi do swoich uczuć . nie wiem czy mozna jeszcze bardziej się otworzyc więc chyba narazie sobie dam spokój i poczekam..;/
". Jesli już koniecznie chcesz, to możesz spróbować coś w stylu: wcześniej tak myślałam, bo nigdy nie byłam szczęsliwa w związku, nie kochalam żadnego partnera, ale z toba jest inaczej, ciebie bym nie umiala oszukać itd, itp, blebleble. Może uwierzy, ale jesli to nie jest prawda, to ja bym to sobie jednak darowała. Może po prostu do siebie nie pasujecie."
dokładnie tak mu powiedziałam. I bez okłamywania. Taka jest prawda. Teraz czekam. Bo co innego mi zostało. Eh. A jutro egzmin poprawkowy, kompletnie mi to przesłoniło myśli.. tak nawiasem mowiąc, chcąc jeszcze troszkę się pożalić...:/
pozdrowienia!!!