Jeszcze raz Cześć jakies 4 lub 5 lat temu opisywałam tutaj swoja historie przytocze ją troche a więc byłam z facetem jezdzilismy na imprezy do jego kuzyna on tak twierdził wlasciwie to znajomego od zawsze podobał mi sie ten jego znajomy zawsze patrzyłam na niego inaczej aż w koncu na pewnej imprezie mój wtedy facet zrobił mi awanture i rozstaliśmy sie . Byłam zrozpaczona i zaczełam sie spotykać z jego kolegą dogadywalismy sie super postanowilismy być razem naprawde znakomicie nam sie układało choć mieliśmy bardzo ciezki zwiazek poniewaz nikt go nie popierał i wszyscy nam robili pod górkę. I byliśmy z sobą tylko rok ponieważ on zmarł ja zostałam sama bez znajmoych bez niego bez niczego mam tylko jego rodzine i moja mame poniewaz rodzenstwa tez nie mam a znajomi to wiadomo jak to znajomi . Za kilka dni mija rok od jego smierci a ja dalej w tym tkwie i nie wiem co mam z soba zroic zyje wspomnieniami i w cholernym bólu .Bardzo mocno go kocham codziennie siedze u niego przy grobie ale to nic wlasciwie nie daje. Wpadlam na pomysl by sie wyprowadzic do innego miasta i zaczac od nowa nowi ludzie praca . Prosze was o to jak wy byście postąpiły na moim miejscu . Dziękuje z góry za pomoc!!
Podobne tematy
Utrata bliskiej osoby to traumatyczne przeżycie. Każdy pewnie inaczej to przeżywa. Ja po takim wydarzeniu wzięłam prawie miesięczny urlop w pracy (na szczęście miałam taką możliwość), bo nie mogłam się zupełnie na niej skupić, poza tym wciąż miałam 'szklane' oczy i ciężko mi było powstrzymywać płacz. Kolejną rzecz jaką zrobiłam, to zmieniłam mieszkanie.
Jak już pierwsze emocje opadły, wpadłam w wir pracy, unikałam spotkań towarzyskich, wolałam sport - myślę, że miał na mnie bardzo dobry wpływ nie tylko na kondycję fizyczną, ale i psychiczną. Zaczęłam też bardziej dbać o swoje zdrowie.
Z czasem jednak ten nowy rytm życia staje się nową codziennością, coraz mniej się myśli o przeszłości, żyje się po prostu dalej, skupiając na innych rzeczach.
Mi jednak zajęło kilka lat zanim zaczęłam być z kimś innym, bez wracania do przeszłości.
Powiem szczerze ze też nie byłam w stanie pracować na szczescie miałam bardzo wyrozumiałą szefową ,która nie miała nic przeciwko o nic nie pytała tylko powiedziała ze mam być ile chce na urlopie a to była moja nowa praca może tydzien tam pracowałam bede jej wdzieczna za to do konca zycia! Czyli zmiana zamieszkania jest jak najbradziej dobra przynajmniej nie przypomina tak tego wszystkiego . Sport dobrze działa tylko że trzeba mieć siłe i motywacje do tego wszystkiego ! No własnie chyba długo musiałaś z tym walczyć by móc zblizyc sie do kogoś . ja mam z tym ogromny problem i póki co nie wyobrazam sobie ..
Ja też się spotkałam z dużą wyrozumiałością w pracy.
Tak, zmiana mieszkania, była wg mnie właściwą decyzją, nowe ściany, okolica - poza tym zaangażowanie w urządzanie, sadziłam kwiatki, różne zioła. Po prostu potrzebowałam zająć się czymś, by nie myśleć, albo jak najmniej myśleć. Nad książkami przez jakiś czas nie mogłam się skupić, potem jednak to też był sposób, by wejść w inny świat ![]()
Sport jednak był najlepszym lekarstwem. Wiem, że do tego trzeba siły i motywacji, ale najważniejsze to zacząć coś robić, bo wtedy się człowiek nakręca sam, poza tym sport to endorfinki - o ile przed zajęciami nic mi się nie chciało, tak po pomimo zmęczenia miałam dużo przypływ energii.
Ja też przez dłuższy czas miałam problem z wejściem w relacje z innym mężczyzną. Nawet myślałam, że będę już całe życie sama. Dopiero po około 3/4 latach się znów zakochałam.
Tak więc chyba nie mam na co czekać tylko wziąć się za Siebie i zmienić by nie było tyle wspomnień .. Też własciwie zaczynam biegać i rózne takie inne rzeczy by troche odpoczać psychicznie . No to jeszcze długa droga przede mną jeśli chodzi o partnerów też mam właściwie takie myśli ze juz do końca życia zostane sama . Chociaż czasami wydaje mi się że zwariuje i mam takie dziwne mysli .
Dokładnie! Zamartwianie się co dalej, jak będzie wyglądało Twoje życie czy rozpamiętywanie tego co było nic nie da a tylko pogorszy sytuację, Twój stan psychiczny. Na nową miłość przyjdzie czas jak wewnętrznie będziesz na to gotowa, nie ma co tego przyśpieszać. Nie wiem czy fakt stażu bycia razem ma tu znaczenie. U mnie to było ok 8 lat. Może dlatego aż tak długo nie mogłam wyobrazić sobie życia z kimś innym.
Teraz masz czas by zadbać o siebie, swoje samopoczucie, zdrowie. Ja w międzyczasie skończyłam 30-tkę - to też było dla mnie jakimś bodźcem.
A, i jeszcze jedno - bardzo chciałam mieć wtedy jakiegoś zwierzaczka w domu, niestety przez tryb mojej pracy (częste wyjazdy) nie bardzo mogłam. O ile o podlanie kwiatków raz na jakiś czas mogłam kogoś poprosić, to już z opieką nad zwierzaczkiem pewnie byłoby znacznie trudniej. Często jednak w weekendy jeździłam albo do schroniska, gdzie zabierałam na spacer jakiegoś pieska, albo jeździłam do stadniny. To naprawdę bardzo pozytywnie na mnie wpływało. Ja jednak przez pierwszy rok totalnie unikałam spotkań towarzyskich - nie chciałam, by się nade mną użalano, słyszeć jak komuś jest przykro , że wszystko będzie dobrze itd. Na słowa osób, że nie wiedzą co w takiej sytuacji powiedzieć, odpowiadałam krótko: najlepiej nic. A jeżeli to była bliska osoba to - po prostu przytul. ![]()
Po roku już stałam się bardziej otwarta na ludzi, coraz częściej korzystałam z zaproszeń, też sama proponowałam, organizowałam - chyba zaczęło już mi brakować towarzystwa. Nie były to jednak jeszcze randki a zwykłe spotkania ze znajomymi.
No to fakt jest różnica ponieważ 8 lat to jest bardzo duzo czasu ale przywiązanie robi swoje niestety. Dokładnie jak teraz nie zadbam o Siebie i o to czego pragne to później moge tylko mieć pretensję do Siebie.. No tak mi też przechodziły przez myśl zwierzaki no ale stwierdzam ze to jest obowiązek na kilkanascie dobrych lat a póki co mieszkam w domu rodzinnym wiec miałby kto zajmować sie zwierzakiem jak jestem w pracy ale jak sie wyprowadze zmienie miejsce zamieszkania to co dalej więc odpuścilam . A z schroniskiem to bardzo dobry pomysł jest nawet mi to przez myśl nie przeszło tak szczerze mowiąc a pomysl mi sie spodobal zawsze inaczej mozna spedzić czas. No tak ja też sie zamknełam totalnie na srodowisko innych ludzi tylko wychodziłam sie spotkac na obiad czy kawe z jego rodziną i to na tyle i do teraz raz tak zostało . Nawet jeśli bym chciała gdzieś z kim kolwiek wyjsc teraz to nie mam z kim poprostu zostałam sama jak palec.. Dlatego musze sie wyprowadzić i poznac nowych ludzi to chyba jest jedyne wyjscie..
8 2015-03-08 18:44:50 Ostatnio edytowany przez Anastacjaa (2015-03-08 18:55:49)
Żeby poznać nowe osoby, nie musisz się koniecznie wyprowadzać. Wystarczy, że się bardziej otworzysz na ludzi, zaczniesz gdzieś bywać, może odnowisz dawne znajomości?
Moi przyjaciele okazali się bardzo wyrozumiali i nie mieli mi za złe, że na jakiś czas "zniknęłam", bo wiedzieli jaka jest sytuacja. Nie oznacza też, że w ogóle przestałam z ludźmi rozmawiać, spotykać... w pracy zachowywałam się normalnie, zdarzało mi się wyjść z kimś na kawę, czy do kina... ale już jakieś wyjścia w większym gronie, imieniny, imprezy zupełnie mnie nie interesowały.
Ciesze się że spodobał Ci się pomysł ze schroniskiem.
Ja bym Ci jeszcze poleciła zajęcia jogi (nie wiem czy masz gdzieś blisko szkołę?). Ja np na takich lekcjach poznałam bardzo fajnych ludzi. Od czasu do czasu są przynajmniej w mojej szkole organizowane wyjazdy - warsztaty w jakichś fajnych zakątkach, połączone z medytacją i oczyszczaniem organizmu - naprawdę fajna sprawa. Poza tym joga sama w sobie nie tylko wzmacnia organizm, ale i uspakaja, wycisza, dodaje energii... na dodatek bardzo fajnie modeluje sylwetkę
same plusy! ![]()