Witajcie!
Mam taki problem, a mianowicie rozstałam sięz facetem pół roku temu z jego winy, zdradził mnie.
Byłam wściekła na niego i postanowiłam, że zerwiemy wszelkie kontakty.... I nie kontaktowaliśmy się przez dłuższy czas...
Po iluś tygodniach przypomniał sobie o mnie, zaczął pisać smsy, dzwonić, prosić o spotkanie itp... Spotkała się z nim, na piwko, ale za każdym razem jak widzialiśmy się, to zaczynał się do mnie "dobierać", całować, przytulać... Nie chciałam tego, więc zawsze odwracałam głowę, odpychałam go... On nie mogąc pogodzić się z tym zawsze zaczynał kłótnie, wyzwiska i obrażanie.
Wczoraj jednak przesadził, pisal o kolejnym spotkaniu, ale stanowczo odmówiłam mu, prosząc żeby w końcu dał mi święty sopkój, na co odpisał, że teraz dopiero zobaczę i że powie narzeczonemu mojej przyjaciółki, że mu rogi przystawia ( a wie to stąd, bo moja przyjaciółka pisała mi kiedyś smsa, którego on przeczytał - pod moją nieobecność)!!! Pisał też wiele obrazliwych smsów typu : " nawet nie chciałem się z tobą spotkać, tak tylko pisałem, no chyba żebym sobie operacje zrobiła, albo, że wole z innymi koleżankami się spotkać, bo mniejszy wstyd przynajmniej....
Jest mi taj strasznie przykro czytając takie smsy, płaczę niekiedy z bezsilności i nie odpisuję. Martwi mnie jednak to, że on rzeczywiście nagada coś temu narzeczonemu, a ja nie chcę stracić swojej najlepszej przyjaciółki.
Będąc z nim, kiedyś powieżył mi pewną tajemnicę dot. jego byłej dziewczyny... Tak sobie myślę, czy nie zacząć go tak samo szantażować, że powiem jej o wszystkim.
Wiem, głupie to jest, ale ja już nie wytrzymuję psychicznie.... Poradzcie, proszę co robić???