Hej, mam na imię Karol i mam 30 lat. W jednym miejscu pracy jestem już od 8 miesięcy i dziewczyna o której mowa również podobnie. Tak więc ma z nią kontakt "pracowniczy" od 8 miesięcy. Praca w korpo, mamy podobne stanowiska. Przez 8 miesięcy mamy kontakt na przerwach, parę minut po pracy ale również dosyć często w samej pracy. I przez te 8 miesięcy ona wydawała się super kulturalna, ułożona, po dobrych studiach, jest atrakcyjna i to bardzo, ale wyglądała na naprawdę spokojną dziewczynę. Ja również jestem spokojny, nie jestem osobą wulgarną.
No i tutaj zaczyna się dziwna sytuacja. Umówiłem się z nią na wieczór z pizza i oglądanie filmów i rano do pracy. Na noc i ona sama zaproponowała. Tzn spotkanie ja zaproponowałem, ale przebieg już ona.
I teraz zaczyna się jazda....
Spotykamy się o godzinie 19 i najpierw idziemy po mini zakupy. I od razu coś było nie tak, niby się gadało normalnie, ale ona trochę wplatała przekleństw. Zdziwiłem się bo to była mega kulturalna dziewczyna. No ale nic myślę sobie odreagowuję ona może po pracy.
I idziemy do niej, zamawiamy pizze i gadamy o pracy i życiu itp i jak już się rozkręciła to co chwila słowa typu (przepraszam ale wulgarne) kurwa, jebać to, szef może mi ciągnąć pałę z połykiem, idioci, kurewskie, debile, rzygam tym.... to i więcej w parę godzin. A rano jeszcze przed wyjściem pomyślałem, że może miała ciężki dzień psychicznie czy coś, a ona wypaliła z tekstem, że już idziemy ale ona musi "się wysrać" i jeszcze wychodząc jakiś żenujący tekst że jest 2 kg lżejsza. To już mi całkowicie ręce opadły.
Nie powiem byłem w ciężkim szoku. Dziewczyna zawsze w marynarce, okulary, brak mocnego makijażu, uprzejma w pracy aż do przesady, bardzo zgrabna, piękne oczy, uśmiech.
I zaraz następne zdziwienie. Tzn nasze spotkanie było koleżeńskie...ale jednak. Dzwoni jakiś facet... ona odbiera i gadają i on pyta co robisz, ona mówi, że siedzi z kolegą z pracy. A on na to mówiłaś, że z koleżanką, a ona że mówiłam tak bo byś się wkurwiał znowu że mam kolegów, ciesz się, że teraz mówię prawdę. On do niej, że ok ale aby się nie puszczała jak kiedyś, a ona do niego coś w stylu "a spierdalaj, najebana byłam" no i się pożegnali. I pytam jej.. nie mówiłaś, że masz faceta.. a ona... "no mam, kocham go, ale jebać go".
Nasze spotkanie było koleżeńskie zjedliśmy pizze, oglądaliśmy filmy, alkoholu nie było, żadnych podtekstów seksualnych nie było ani propozycji z żadnej strony.
Po prostu za bardzo nie mam znajomych i nie miałem się tym z kim podzielić.
Bardzo jestem zszokowany jak człowiek może sprawiać pozory tak bardzo kulturalnego i ułożonego, oczytanego a prywatnie być zwykłym chamem. Zastanawiam się, czy dużo ludzi żyje w takim zakłamaniu jak ona, że udają kim nie są. Jeśli tak to mi ręce opadają na całą ludzkość.