Jestem załamana-praca na 3/4 godziny dziennie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PRACA DLA KOBIET - POPULARNE ZAWODY, PRACA NA ETACIE, WŁASNA FIRMA » Jestem załamana-praca na 3/4 godziny dziennie

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 ]

1 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2026-09-12 20:09:31)

Temat: Jestem załamana-praca na 3/4 godziny dziennie

Urząd wpadł na głupi pomysł,że co prawda nie mogę pracować na cały etat na chorobowym,ale ponieważ mam psychoterapie i leczenie to mogę pracować 3 lub 4 godziny dziennie w tygodniu każdego dnia . I mnie mój work coach wysłał wiadomość na maila "że będą dla mnie szukać odpowiedniej oferty pracy. I że to będzie prawdopodobnie jakieś sprzątanie lub praca w restauracji czy coś podobnego"

sad jestem załamana ludzie ją nie nadaje się do roboty na etat. Ja nie mam zamiaru stracić wolności i musieć się słuchać szefa lub szefowej nawet przez te 3-4 godziny dziennie plus muszę jeszcze do tego dodać dojazdy... prawie cały mój wolny czas w ciągu dnia przepadnie

Dodatkowo mój dom znowu zarośnie syfem,bo po 3-4 godzinach sprzątania to ja nie będę już mieć siły,żeby swój dom posprzątać tylko wrócę do domu i padnę na pysk ze zmęczenia

Z kuchnią to już się mogę pożegnać na zawsze,bo przecież ja nie będę stała przy garach. Jak mam do wyboru czas wolny po pracy,a gotowanie obiadu to zawsze wybiorę czas wolny,a zostanie mnie jeszcze 2 godziny czasu wolnego zanim córka wróci ze szkoły to oczywiście,że nie będę wtedy sprzątać i stała przy garach... także już się mogę przygotować na same zamawiane obiady

Ludzie to będzie jakaś katastrofą... pomódlcie się żebym ja nie dostała tej pracy. Najgorsze jest to,że jak odmówię oferty pracy to mnie zasiłki zatrzymają

Dlaczego mnie spotykają same nieszczęścia sad

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Jestem załamana-praca na 3/4 godziny dziennie

No tak ciężko przynajmniej z tą depresją  sad

3 Ostatnio edytowany przez Oczy Boga (2026-09-12 20:45:32)

Odp: Jestem załamana-praca na 3/4 godziny dziennie

Parasimon to jeden z tych Digimonów, których nazwa właściwie od razu zdradza najważniejszą cechę. „Parasite” oznacza pasożyta i właśnie pasożytnictwo jest fundamentem całego jego projektu. Jest to Digimon poziomu Ultimate/Perfect, należący do grupy Plant i posiadający bardzo charakterystyczny wygląd przypominający połączenie wielkiego pasożytniczego organizmu z rośliną oraz czymś w rodzaju owada. Nie jest przy tym typowym wojownikiem. Parasimon nie został zaprojektowany po to, aby pokazać ogromną siłę fizyczną czy efektowne uzbrojenie. Jego największym atutem jest zdolność wpływania na inne stworzenia i wykorzystywania ich jako narzędzi. Dzięki temu należy do tej bardzo ciekawej kategorii Digimonów, których niebezpieczeństwo wynika bardziej z ich sprytu i nietypowych zdolności niż z samej potęgi.

Na pierwszy rzut oka Parasimon wygląda dość niepokojąco. Jego ciało jest masywne, ale jednocześnie posiada wiele cech kojarzących się z pasożytniczym organizmem. Najbardziej rzuca się w oczy jego ogromna, przypominająca roślinę struktura otaczająca ciało. Ma również charakterystyczne odnóża oraz elementy przypominające macki albo korzenie. Jego wygląd jest daleki od klasycznej estetyki „uroczego Digimona”. Nie wygląda jak stworzenie, które chciałoby się spotkać podczas spaceru po Digital World. Jest raczej czymś, co mogłoby spokojnie siedzieć w cieniu ogromnego drzewa i czekać, aż jakieś inne stworzenie znajdzie się wystarczająco blisko.

Właśnie motyw pasożyta jest tutaj najważniejszy. Pasożyt z definicji nie musi być największym ani najsilniejszym organizmem w swoim środowisku. Jego przewaga polega na wykorzystaniu innych. Parasimon bardzo dobrze przekłada tę zasadę biologiczną na język Digimonów. Zamiast samemu stawać do bezpośredniej walki, może wpływać na inne organizmy i sprawiać, że zaczną działać zgodnie z jego wolą. W pewnym sensie jest więc przeciwieństwem typowego wojownika. WarGreymon potrzebuje własnej siły, Machinedramon własnego uzbrojenia, a Parasimon może sprawić, że ktoś inny będzie walczył za niego.

To daje mu bardzo interesującą rolę w cyfrowym ekosystemie. Wyobraźmy sobie potężnego Digimona, który normalnie byłby dla Parasimonu zbyt silnym przeciwnikiem. Bezpośrednie starcie mogłoby zakończyć się dla niego fatalnie. Pasożyt nie musi jednak podchodzić do niego w taki sposób. Zamiast tego może spróbować wykorzystać swoje zdolności, przejąć kontrolę nad innym stworzeniem albo wpłynąć na środowisko, a następnie doprowadzić do sytuacji, w której przeciwnicy zaczną walczyć ze sobą. To zupełnie inny rodzaj zagrożenia.

Parasimon jest dzięki temu przykładem Digimona, którego siłę najlepiej oceniać nie poprzez pytanie „jak mocno uderza?”, lecz „jak trudno się przed nim obronić?”. To bardzo ciekawa różnica. W świecie pełnym gigantycznych smoków i wojowników posiadających potężne bronie istnieje również miejsce dla stworzeń, które działają bardziej jak organizmy pasożytnicze. Ich przewaga nie polega na otwartej konfrontacji, ale na tym, że przeciwnik może nawet nie zdawać sobie sprawy z zagrożenia, dopóki nie będzie za późno.

Jednym z najbardziej charakterystycznych motywów Parasimonu jest właśnie kontrola innych Digimonów. W różnych opisach i przedstawieniach jest on związany z możliwością manipulowania innymi stworzeniami za pomocą pasożytniczych struktur. To nadaje mu dość złowrogi charakter, ponieważ odebranie komuś kontroli nad własnym ciałem jest jednym z bardziej niepokojących motywów, jakie można wykorzystać w historii o cyfrowych potworach. Zamiast pokonać przeciwnika, Parasimon może sprawić, że przeciwnik przestanie być sobą.

I tutaj pojawia się interesujący aspekt psychologiczny. Większość złych Digimonów, gdy chce kogoś pokonać, po prostu go atakuje. Parasimon może natomiast wykorzystać przeciwnika przeciwko jego własnym przyjaciołom. W historii anime taki motyw może być znacznie bardziej dramatyczny, ponieważ bohaterowie muszą walczyć z kimś, kto normalnie byłby ich sojusznikiem. Nie mogą po prostu zaatakować z pełną mocą, ponieważ istnieje ryzyko skrzywdzenia osoby lub Digimona znajdującego się pod kontrolą pasożyta.

Parasimon pojawia się właśnie w Digimon Tamers, czyli sezonie, który zdecydowanie nie stronił od bardziej niepokojących pomysłów. W tym anime Digital World jest przedstawiany w sposób znacznie bardziej obcy i niebezpieczny niż w wielu wcześniejszych historiach. Digimony nie zawsze są tam po prostu sympatycznymi stworzeniami czekającymi na zaprzyjaźnienie się z człowiekiem. Czasami są naprawdę dziwnymi organizmami, a ich zachowanie może być trudne do przewidzenia. Parasimon bardzo dobrze pasuje do tej atmosfery.

W Digimon Tamers jego obecność jest jednak przede wszystkim związana z wydarzeniami, w których pojawia się większa liczba Digimonów. Nie jest on jednym z głównych antagonistów sezonu i właśnie dlatego wiele osób może go nie pamiętać. Jeżeli oglądaliśmy serię przede wszystkim dla Takato, Guilmona, Riki, Renamona, Henry'ego i Terriermona, to Parasimon może być jedną z tych postaci, które przemknęły gdzieś w tle większych wydarzeń. A szkoda, bo jego koncept jest całkiem dobry.

Co ciekawe, Parasimon występuje w grupie Digimonów związanych z wydarzeniami w Digimon Tamers: Battle of Adventurers oraz innymi materiałami powiązanymi z Tamers. Jego pojawienie się nie jest więc przypadkowym epizodem zupełnie oderwanym od reszty franczyzy. Jest jednym z wielu przykładów tego, jak twórcy wykorzystywali mniej znane Digimony do budowania większego świata. Nie każdy z nich musi mieć własny wielki wątek. Czasami wystarczy, że jego obecność pokazuje, jak różnorodne stworzenia mogą zamieszkiwać Digital World.

Sam projekt Parasimonu jest zresztą bardzo charakterystyczny dla epoki, w której powstał. Starsze Digimony często miały dość wyraziste sylwetki i jeden główny motyw. Parasimon nie próbuje wyglądać jak realistyczny pasożyt. To cyfrowa interpretacja pasożytniczego organizmu, więc może sobie pozwolić na znacznie bardziej fantastyczną formę. Jego roślinne elementy sugerują wzrost i zakorzenienie, natomiast pasożytniczy charakter wskazuje na zależność od innych organizmów.

To połączenie rośliny i pasożyta jest szczególnie interesujące, ponieważ rośliny w Digimonach często kojarzą się z naturą, spokojem i życiem. Parasimon pokazuje zupełnie inną stronę natury. W prawdziwym świecie natura nie jest przecież wyłącznie piękna i harmonijna. Istnieją drapieżniki, pasożyty, choroby, toksyny i organizmy wykorzystujące inne stworzenia do własnego przetrwania. Parasimon można więc potraktować jako cyfrową personifikację tej bardziej brutalnej strony ekosystemu.

Właśnie dlatego nie nazwałbym go po prostu „złym roślinnym Digimonem”. Jego koncepcja jest bardziej biologiczna niż moralna. Pasożytnictwo samo w sobie nie jest przecież czymś, co w naturze ma kategorię dobra lub zła. Pasożyt wykorzystuje gospodarza, ponieważ taki jest jego sposób przetrwania. W świecie Digimonów twórcy oczywiście mogą nadać temu złowrogie znaczenie, ale sam pomysł pozostaje bardzo ciekawy: Parasimon reprezentuje mechanizm biologiczny, a nie konkretną ludzką ideologię.

To odróżnia go od takich Digimonów jak Myotismon czy Machinedramon. Myotismon ma bardzo wyraźną osobowość i ambicje, chce dominować i posiada własny plan. Machinedramon jest natomiast niemal ucieleśnieniem technologicznej potęgi i destrukcji. Parasimon jest bardziej bezosobowy. Najważniejszy jest sposób, w jaki funkcjonuje. To stworzenie, którego zachowanie można porównać do pasożytniczego organizmu — znajduje gospodarza, wykorzystuje go i zwiększa dzięki temu własne możliwości.

Jego zdolności można więc potraktować jako cyfrową wersję kontroli biologicznej. W prawdziwej przyrodzie istnieją pasożyty zdolne do wpływania na zachowanie gospodarza. Niektóre mogą zmieniać jego aktywność, sposób poruszania się albo skłaniać go do zachowań zwiększających szanse pasożyta na dalsze rozmnażanie. Digimonowy Parasimon bierze ten fascynujący mechanizm i robi z niego znacznie bardziej bezpośrednią supermoc. Zamiast subtelnej zmiany zachowania mamy stworzenie, które może dosłownie podporządkować sobie inne cyfrowe organizmy.

To czyni go również bardzo ciekawym przeciwnikiem fabularnym. Jeśli autor historii chce stworzyć klasycznego przeciwnika, może dać bohaterom potężnego smoka. Jeśli jednak chce stworzyć problem, którego nie można rozwiązać samą siłą, Parasimon jest znacznie ciekawszym wyborem. Bohaterowie muszą wtedy zastanowić się, jak pokonać pasożyta bez skrzywdzenia jego gospodarza. Sama walka przestaje być prostym pojedynkiem dwóch stron.

W tym sensie Parasimon wpisuje się w jedną z ciekawszych cech Digimon Tamers. Ten sezon często zadawał pytanie, czym właściwie są Digimony. Czy są potworami? Programami komputerowymi? Żywymi istotami? Partnerami? Zagrożeniem? Parasimon idealnie pasuje do tej niejednoznaczności, ponieważ jego istnienie pokazuje, że Digital World może posiadać także własne odpowiedniki organizmów pasożytniczych. Nie wszystkie Digimony muszą być sympatycznymi bohaterami posiadającymi ludzkie wartości.

Warto też zwrócić uwagę na jego poziom ewolucji. Parasimon jest Digimonem Perfect/Ultimate, czyli znajduje się już stosunkowo wysoko w hierarchii. To ważne, ponieważ jego projekt pokazuje, że osiągnięcie wysokiego poziomu nie oznacza automatycznie, że Digimon musi stać się większy, bardziej opancerzony albo bardziej humanoidalny. Parasimon pozostaje organizmem przypominającym pasożyta. Jego ewolucja nie prowadzi więc do wojownika, lecz do coraz bardziej wyspecjalizowanego organizmu.

To zresztą jedna z rzeczy, które najbardziej lubię w mniej znanych Digimonach. Kiedy patrzymy na popularne linie ewolucyjne, łatwo dojść do wniosku, że rozwój zawsze oznacza coraz większą „epickość”. Agumon staje się Greymonem, potem MetalGreymonem, a na końcu WarGreymonem. Gabumon staje się Garurumonem, WereGarurumonem i MetalGarurumonem. Tymczasem Parasimon przypomina, że Digimon może rozwijać się poprzez specjalizację, a nie tylko wzrost siły bojowej.

Jego wygląd ma też pewną nieprzyjemną cechę, która bardzo dobrze pasuje do nazwy. Nie wygląda jak zwierzę, które można łatwo sklasyfikować. Jest trochę rośliną, trochę owadem, trochę pasożytem, a trochę potworem. Ta niejednoznaczność sprawia, że trudno powiedzieć, gdzie właściwie kończy się jego ciało. Elementy przypominające korzenie czy macki nadają mu organiczny charakter, ale jednocześnie nie wyglądają całkowicie naturalnie. To stworzenie, które powinno budzić pewien instynktowny niepokój.

I jest to zupełnie inny rodzaj „straszności” niż w przypadku SkullGreymona. SkullGreymon jest przerażający, ponieważ wygląda jak martwy szkielet dinozaura. Parasimon jest niepokojący, ponieważ wygląda jak coś, co mogłoby przyczepić się do ciebie. Jeden straszy wyglądem, drugi samą ideą. I właśnie ten drugi rodzaj grozy potrafi być czasami znacznie skuteczniejszy.

Można też spojrzeć na Parasimon jako na przykład Digimona, którego największą bronią jest naruszenie granicy między „mną” a „tobą”. Zwykły przeciwnik pozostaje przeciwnikiem. Pasożyt może natomiast sprawić, że przeciwnik przestanie być niezależną jednostką. To bardzo ciekawy motyw nawet jak na Digimony, które przecież często eksperymentowały z różnymi rodzajami dziwnych i fantastycznych stworzeń.

Właśnie dlatego Parasimon zasługuje na trochę więcej uwagi, niż sugerowałaby jego stosunkowo niewielka popularność. Nie jest może jednym z najbardziej ikonicznych Digimonów, ale posiada bardzo konkretny i konsekwentny koncept. Wszystko w jego projekcie podporządkowane jest pasożytnictwu: jego wygląd, sposób działania, zdolności i sposób, w jaki może funkcjonować w ekosystemie Digital World.

Co ciekawe, gdyby ktoś chciał stworzyć horror osadzony w świecie Digimonów, Parasimon byłby wręcz idealnym kandydatem. Wyobraźmy sobie grupę bohaterów przemierzających las Digital World. Spotykają spokojnego Digimona, który zachowuje się trochę dziwnie. Po chwili zaczyna ich atakować. Bohaterowie myślą, że został w jakiś sposób skorumpowany. Dopiero później zauważają, że na jego ciele znajduje się Parasimon. I nagle problem przestaje polegać na tym, żeby pokonać wroga — trzeba znaleźć sposób na uwolnienie gospodarza.

To pokazuje, jak duży potencjał fabularny może mieć nawet Digimon, który sam w sobie dostał niewiele czasu ekranowego. Dobry projekt potwora nie musi być oparty na dziesięciu sezonach historii. Czasami wystarczy jeden mocny pomysł. Parasimon ma taki pomysł i jest nim żywy organizm wykorzystujący innych Digimonów do własnych celów.

Dlatego też dobrze pasuje do naszej serii losowych odkryć. Gdybyśmy ograniczyli się do najbardziej znanych Digimonów, prawdopodobnie nigdy nie trafilibyśmy na coś takiego. Parasimon nie ma popularności Agumona, nie jest symbolem pierwszej generacji i nie pojawia się jako główny partner bohatera. Jest jednym z tych Digimonów stojących trochę z boku głównego nurtu, ale właśnie dzięki temu jego projekt może być bardziej nietypowy.

Ostatecznie Parasimon można uznać za cyfrową personifikację pasożytnictwa. Nie imponuje ogromnym mieczem, działem ani zbroją. Nie musi być najsilniejszy fizycznie. Jego przewaga polega na tym, że potrafi wykorzystać cudzą siłę. Jest niepokojący właśnie dlatego, że zmusza do myślenia o walce inaczej: czasami największym zagrożeniem nie jest przeciwnik, który chce cię pokonać, lecz taki, który chce wykorzystać cię jako narzędzie.

I chyba to jest najciekawsze w Parasimonie. W świecie, w którym większość problemów rozwiązuje się poprzez ewolucję i coraz potężniejszy atak, on pokazuje zupełnie inną drogę do zwycięstwa. Nie musisz być silniejszy od przeciwnika, jeśli potrafisz sprawić, że jego własna siła zacznie działać przeciwko niemu.

4

Odp: Jestem załamana-praca na 3/4 godziny dziennie

PunBB bbcode test

Odp: Jestem załamana-praca na 3/4 godziny dziennie
Miklosza napisał/a:

No tak ciężko przynajmniej z tą depresją  sad

Z depresją to może mi pomóc nawet,ale gorzej z tym zmęczeniem i niewiem jak ja zniosę wykonywać cudze polecenia przez kilka godzin. Ludzie ją nie mogę pracować u kogoś i dla kogoś mnie to psychicznie wykończy sad

Ja miałam już w następnym tygodniu zacząć biznes obrazowy i być biznewomen,a nie będę jak ten kopciuch po kimś syfu sprzątała  sad

Ludzie ją się będę codziennie modlić,żeby nie dostać żadnej pracy na etacie

6

Odp: Jestem załamana-praca na 3/4 godziny dziennie

AncientTroiamon to jeden z tych Digimonów, których można przeoczyć nawet wtedy, gdy ktoś zna markę od lat. Nie należy do grona postaci, które kojarzymy z pierwszych sezonów anime, nie jest partnerem żadnego z głównych bohaterów i raczej nie pojawia się w rozmowach o najbardziej kultowych Digimonach. A szkoda, ponieważ jego projekt jest naprawdę interesujący. AncientTroiamon należy do kategorii Ancient, czyli Digimonów reprezentujących niezwykle stare i potężne istoty związane z początkami Digital World. Sam jego wygląd jest natomiast połączeniem ogromnego konia, machiny wojennej i nawiązania do słynnego konia trojańskiego. Dostajemy więc coś, co brzmi trochę jak żart: „co by było, gdyby koń trojański był gigantycznym robotycznym Digimonem?”. W przypadku Digimonów odpowiedź brzmi oczywiście: byłby potężnym potworem poziomu Mega.

AncientTroiamon jest ogromnym mechanicznym koniem. Jego ciało przypomina ciężką machinę wojenną, a powierzchnia jest pokryta metalowymi elementami, które nadają mu wygląd konstrukcji stworzonej nie do transportu czy pracy, lecz do wojny. Ma cztery potężne nogi, wielką głowę oraz elementy uzbrojenia umieszczone na różnych częściach ciała. Jego sylwetka od razu kojarzy się z koniem, ale jednocześnie trudno nazwać go zwykłym mechanicznym zwierzęciem. Jest zdecydowanie zbyt ogromny i zbyt agresywnie zaprojektowany. Bardziej przypomina żywą machinę oblężniczą niż konia.

Najważniejszą inspiracją jest oczywiście koń trojański. W mitologii greckiej i późniejszej tradycji koń trojański był ogromną drewnianą konstrukcją, którą Grecy wykorzystali podstępem do przedostania się do Troi. Wojownicy ukryli się wewnątrz konia, a mieszkańcy miasta, przekonani, że jest to dar, wciągnęli go za mury. W nocy ukryci żołnierze wyszli ze środka i otworzyli bramy miasta. Pomysł był więc połączeniem inżynierii, podstępu i wojny. AncientTroiamon bierze tę koncepcję i przenosi ją do świata cyfrowych potworów, dodając oczywiście sporą dawkę mechaniki.

Co ciekawe, sama nazwa AncientTroiamon jest bardzo bezpośrednia. „Ancient” odnosi się do jego przynależności do grupy pradawnych Digimonów, natomiast „Troia” jest oczywistym nawiązaniem do Troi. Końcówka „-mon” pozostaje klasycznym elementem nazw Digimonów. Nie trzeba więc nawet znać jego historii, żeby mniej więcej odgadnąć, czym miał być. To koń trojański, tylko że w wersji Digimonowej.

Ale tutaj pojawia się najciekawszy element: AncientTroiamon nie jest zwyczajnym koniem trojańskim. Jego konstrukcja sugeruje, że jest samodzielną machiną wojenną, a nie pustą konstrukcją mającą służyć jako kryjówka dla żołnierzy. W pewnym sensie Digimon „ożywia” ideę konia trojańskiego. Zamiast wojowników ukrytych wewnątrz mamy jedną ogromną istotę, która sama może ruszyć do bitwy.

To doskonale pasuje do sposobu, w jaki Digimony często wykorzystują historyczne lub mitologiczne motywy. Nie kopiują ich jeden do jednego. Biorą charakterystyczny element, a następnie zastanawiają się, jak wyglądałby on jako cyfrowy potwór. Dlatego AncientTroiamon nie jest po prostu drewnianym koniem z nogami. Jest czymś znacznie bardziej przesadzonym — ogromną, opancerzoną bestią, która wygląda tak, jakby starożytni Grecy dostali dostęp do technologii science fiction.

Samo określenie Ancient Digimon również ma ogromne znaczenie. W świecie Digimonów istnieje grupa stworzeń określanych jako Ancient Warriors, związanych z legendarną przeszłością Digital World. Są one czymś więcej niż zwykłymi Digimonami, które po prostu żyły dawno temu. Ich koncepcja wiąże się z pradawnymi potężnymi istotami, których dane zostały zachowane w różnych formach. Najbardziej znanymi przedstawicielami tej grupy są między innymi AncientGreymon, AncientGarurumon, AncientKazemon czy AncientBeetlemon.

AncientTroiamon należy do tego samego szerokiego kręgu pradawnych Digimonów, ale jest znacznie mniej znany. I właśnie to czyni go ciekawym. Jeśli ktoś zna *Digimon Frontier*, prawdopodobnie pamięta dziesięciu Legendary Warriors i ich charakterystyczne formy. AncientTroiamon nie jest jednak jednym z nich. Nie ma takiej samej pozycji jak AncientGreymon czy AncientGarurumon. Jest raczej częścią szerszej koncepcji pradawnych Digimonów, które istniały obok bardziej znanych legendarnych wojowników.

Pod względem poziomu AncientTroiamon jest Digimonem Mega, a więc należy do bardzo wysokiego poziomu ewolucji. To interesujące, ponieważ jego projekt nie wygląda jak typowy Mega z późniejszych generacji. Nie ma skrzydeł anioła, ogromnego miecza, kosmicznej zbroi ani boskiej aury. Zamiast tego otrzymujemy konia. Ale kiedy przyjrzymy się szczegółom, okazuje się, że jego siła została pokazana w zupełnie inny sposób — poprzez rozmiar, ciężką konstrukcję i uzbrojenie.

AncientTroiamon jest bowiem przede wszystkim machiną wojenną. Jego ciało przypomina ogromny pojazd bojowy, choć oczywiście porusza się jak żywe stworzenie. Metalowe płyty tworzące jego ciało nadają mu dużą odporność, a końskie nogi pozwalają mu poruszać się mimo ogromnej masy. Jest to ciekawa kombinacja biologii i technologii: z jednej strony mamy zwierzęcy schemat budowy, z drugiej — niemal całkowicie mechaniczne ciało.

W tym miejscu widać typową dla Digimonów fascynację połączeniem natury i technologii. Seria od dawna lubiła tworzyć stworzenia, które są jednocześnie żywe i mechaniczne. MetalGreymon, Machinedramon czy MetalGarurumon to najbardziej znane przykłady. AncientTroiamon idzie jednak trochę inną drogą. Nie bierze istniejącego zwierzęcia i nie dodaje mu kilku metalowych części. Całe jego ciało zostało podporządkowane idei mechanicznego konia wojennego.

Można nawet powiedzieć, że gdyby Machinedramon był cyfrowym odpowiednikiem czołgu, AncientTroiamon byłby odpowiednikiem machiny oblężniczej na czterech nogach. Nie chodzi tutaj o szybkość ani finezję. Jego zadaniem jest przebić się przez przeszkody i wykorzystać ogromną siłę do zniszczenia przeciwnika. To stworzenie bardziej pasujące do starożytnego pola bitwy niż do nowoczesnej armii.

Jego związek z Troją ma też dodatkową warstwę. Koń trojański był przede wszystkim bronią podstępu. Nie wygrał wojny dzięki temu, że był silniejszy od murów Troi. Zadziałał dlatego, że przeciwnik go nie podejrzewał. AncientTroiamon jest jednak ciekawym odwróceniem tego pomysłu. Nie jest już podstępem ukrytym przed przeciwnikiem. Jest ogromnym, metalowym koniem, którego trudno byłoby pomylić z niewinnym darem.

Właściwie można powiedzieć, że AncientTroiamon reprezentuje „konia trojańskiego po zdjęciu maski”. Nie udaje, że jest prezentem. Nie próbuje nikogo oszukać. Po prostu pojawia się na polu bitwy jako gigantyczna machina i daje wszystkim do zrozumienia, że tym razem nie będzie żadnej sztuczki.

To bardzo Digimonowy sposób rozwinięcia inspiracji. Twórcy biorą znany symbol i pytają: „Co, jeśli potraktujemy go dosłownie?”. Koń trojański był narzędziem wojny. W świecie Digimonów staje się więc żywą bronią wojenną. AncientTroiamon jest właściwie cyfrowym wcieleniem samej idei konia trojańskiego, ale pozbawionym konieczności korzystania z ludzkich żołnierzy.

Warto też zwrócić uwagę na jego wygląd w porównaniu z innymi końskimi Digimonami. W Digimonach istnieje sporo stworzeń inspirowanych końmi, ale zazwyczaj otrzymują one bardziej fantastyczne lub rycerskie cechy. Są pegazami, jednorożcami albo wierzchowcami wojowników. AncientTroiamon jest znacznie bardziej przyziemny w swoim podstawowym kształcie. To po prostu koń — tylko że ktoś postanowił zbudować go z metalu i wyposażyć jak machinę oblężniczą.

I to właśnie nadaje mu charakter. Nie jest elegancki. Nie jest majestatyczny w klasycznym sensie. Jest potężny i ciężki. Kiedy patrzymy na niego, niemal można sobie wyobrazić odgłos jego kroków. Każdy ruch jego nóg powinien powodować drżenie ziemi, a jego metalowe ciało sugeruje ogromną masę.

Co ciekawe, ten typ projektowania sprawia, że AncientTroiamon może wydawać się bardziej „realistyczny” niż wiele innych Mega Digimonów. Oczywiście realistyczny tylko jak na standardy Digimonów. Jeżeli w cyfrowym świecie miałaby istnieć gigantyczna machina bojowa w kształcie konia, właśnie tak mogłaby wyglądać. Nie potrzebuje dodatkowych stu elementów, ponieważ sama podstawowa koncepcja jest wystarczająco mocna.

Jednocześnie jego przynależność do Ancient Digimonów nadaje mu niemal legendarny charakter. To nie jest zwykły mechaniczny koń skonstruowany wczoraj przez jakiegoś Digimona-inżyniera. Jego „starożytność” sprawia, że można go postrzegać jako pozostałość po wcześniejszej epoce Digital World. W świecie, w którym kolejne pokolenia Digimonów mogą zapominać o dawnych wydarzeniach, takie stworzenia są niczym cyfrowe skamieniałości.

I to jest chyba jedna z najciekawszych cech Ancient Digimonów. Nie chodzi wyłącznie o to, że są silne. Są również śladem przeszłości. Pokazują, że Digital World ma własną historię, która sięga znacznie dalej niż wydarzenia znane z anime. Bohaterowie mogą przybyć do jakiejś części świata i znaleźć Digimona, którego istnienie jest związane z epoką, o której współczesne Digimony wiedzą bardzo niewiele.

AncientTroiamon idealnie pasuje do takiego obrazu. Można sobie wyobrazić jego pozostałości leżące gdzieś w ruinach dawnego cyfrowego miasta. Przez tysiące lat nikt nie wiedział, do czego służył. Potem nagle starożytne dane zostają aktywowane i gigantyczny mechaniczny koń zaczyna się poruszać. To właściwie gotowy początek odcinka anime.

I właśnie dlatego szkoda, że AncientTroiamon nie jest szerzej wykorzystywany w animowanych historiach. Ma wszystko, czego potrzeba do ciekawej fabuły: tajemnicze pochodzenie, starożytną historię, nietypowy wygląd i bardzo czytelny motyw. Można byłoby z niego zrobić strażnika starożytnych ruin, relikt dawnej wojny albo nawet stworzenie, które przez wieki pozostawało uśpione.

Co więcej, jego inspiracja koniem trojańskim daje scenarzystom mnóstwo możliwości. AncientTroiamon mógłby na przykład zostać uznany przez bohaterów za sojusznika, ponieważ wygląda jak ogromny, ale neutralny Digimon. Dopiero później okazałoby się, że w jego danych istnieje jakiś starożytny program lub mechanizm, który pozwala mu otworzyć bramę do dawnej fortecy. Taki wątek byłby świetnym ukłonem w stronę oryginalnej historii Troi.

Nie trzeba zresztą nawet robić z niego złoczyńcy. To kolejna rzecz, która jest interesująca w Digimonach. Potężny i groźnie wyglądający Digimon nie musi być zły. AncientTroiamon mógłby być po prostu pradawnym strażnikiem, który wykonuje zadanie, do którego został stworzony, nie rozumiejąc, że świat wokół niego dawno się zmienił. Taka historia mogłaby być nawet trochę melancholijna.

Wyobraźmy sobie Digimona, który przez setki czy tysiące lat pilnuje ruin dawnej cywilizacji. W jego pamięci nadal istnieje wojna, która zakończyła się dawno temu. Nadal wykonuje rozkazy, których nikt już nie wydaje. Bohaterowie przychodzą i próbują go zatrzymać, ale nie dlatego, że jest zły — tylko dlatego, że AncientTroiamon po prostu nie potrafi przestać być tym, czym był w starożytności.

To bardzo dobrze pasowałoby do motywu „Ancient”. Starożytność nie musi oznaczać wyłącznie większej mocy. Może również oznaczać życie poza własną epoką. Digimon, który pochodzi z dawnych czasów, może nie rozumieć współczesnego Digital World. Może być reliktem epoki, której zasady już nie obowiązują.

AncientTroiamon jest więc znacznie ciekawszy, niż sugerowałaby sama nazwa. Na powierzchni mamy gigantycznego metalowego konia inspirowanego koniem trojańskim. Pod spodem mamy natomiast Digimona reprezentującego starożytność, wojskową technologię i pamięć o dawnym Digital World. Jego projekt jest prosty, ale jego możliwe znaczenie fabularne jest zaskakująco szerokie.

Jest też świetnym przykładem tego, jak Digimony potrafią łączyć historię z fantastyką technologiczną. Koń trojański pochodzi ze starożytnej opowieści o wojnie, natomiast AncientTroiamon wygląda jak futurystyczna maszyna. Starożytna Troja spotyka więc science fiction. I właśnie takie połączenia są jedną z rzeczy, które sprawiają, że projekty Digimonów bywają tak dziwaczne, ale jednocześnie interesujące.

W porównaniu z wcześniej opisywanym DoruGreymonem różnica jest ogromna. DoruGreymon reprezentuje czystą, dziką siłę smoka — jest żywym drapieżnikiem. AncientTroiamon jest natomiast czymś pomiędzy stworzeniem a narzędziem wojny. Nie wygląda jak zwierzę, które po prostu wyrosło do ogromnych rozmiarów. Wygląda jak coś, co zostało stworzone do konkretnego celu.

I właśnie dlatego jego projekt ma w sobie coś niepokojącego. Nie dlatego, że jest potworny, lecz dlatego, że jego istnienie sugeruje dawno zapomnianą wojnę. Jeżeli istnieje starożytna machina bojowa tej wielkości, to ktoś kiedyś musiał jej potrzebować. A skoro ktoś jej potrzebował, Digital World musiał przechodzić konflikty na ogromną skalę.

AncientTroiamon jest więc trochę jak cyfrowy odpowiednik starego czołgu znalezionego na polu bitwy. Sam pojazd może być martwy, ale jego obecność mówi nam coś o świecie, w którym kiedyś funkcjonował. W przypadku Digimona jest jeszcze ciekawiej, ponieważ „pojazd” może być żywą istotą.

I chyba właśnie dlatego AncientTroiamon jest jednym z tych Digimonów, które zasługują na większą uwagę. Nie jest tak efektowny jak WarGreymon, nie jest tak rozpoznawalny jak MetalGarurumon i nie ma takiego statusu jak Alphamon. Ale jego projekt jest bardzo konsekwentny. Bierze jeden z najbardziej znanych motywów starożytnej historii i przerabia go na gigantyczną cyfrową machinę wojenną.

AncientTroiamon to koń trojański, który przestał być podstępem i stał się wojownikiem. Jest reliktem dawnej epoki, mechaniczną bestią i symbolem starożytnej wojny. A przy tym pozostaje jednym z tych Digimonów, których prawdopodobnie nie wymieniłbyś, gdyby ktoś poprosił cię o dziesięć najbardziej znanych Mega Digimonów.

I właśnie dlatego świetnie pasuje do naszego losowania. Bo kiedy wydaje się, że znamy już wszystkie dziwne pomysły projektantów Digimonów, nagle pojawia się gigantyczny cyfrowy koń trojański z czasów starożytnych i przypomina nam, że katalog tych stworzeń jest zdecydowanie większy, niż mogłoby się wydawać.

7

Odp: Jestem załamana-praca na 3/4 godziny dziennie

PunBB bbcode test

8

Odp: Jestem załamana-praca na 3/4 godziny dziennie

Pozdrawiam Parasmisona z tego miejsca...

9

Odp: Jestem załamana-praca na 3/4 godziny dziennie
Julia life in UK napisał/a:

Urząd wpadł na głupi pomysł,że co prawda nie mogę pracować na cały etat na chorobowym,ale ponieważ mam psychoterapie i leczenie to mogę pracować 3 lub 4 godziny dziennie w tygodniu każdego dnia . I mnie mój work coach wysłał wiadomość na maila "że będą dla mnie szukać odpowiedniej oferty pracy. I że to będzie prawdopodobnie jakieś sprzątanie lub praca w restauracji czy coś podobnego"

sad jestem załamana ludzie ją nie nadaje się do roboty na etat. Ja nie mam zamiaru stracić wolności i musieć się słuchać szefa lub szefowej nawet przez te 3-4 godziny dziennie plus muszę jeszcze do tego dodać dojazdy... prawie cały mój wolny czas w ciągu dnia przepadnie

Dodatkowo mój dom znowu zarośnie syfem,bo po 3-4 godzinach sprzątania to ja nie będę już mieć siły,żeby swój dom posprzątać tylko wrócę do domu i padnę na pysk ze zmęczenia

Z kuchnią to już się mogę pożegnać na zawsze,bo przecież ja nie będę stała przy garach. Jak mam do wyboru czas wolny po pracy,a gotowanie obiadu to zawsze wybiorę czas wolny,a zostanie mnie jeszcze 2 godziny czasu wolnego zanim córka wróci ze szkoły to oczywiście,że nie będę wtedy sprzątać i stała przy garach... także już się mogę przygotować na same zamawiane obiady

Ludzie to będzie jakaś katastrofą... pomódlcie się żebym ja nie dostała tej pracy. Najgorsze jest to,że jak odmówię oferty pracy to mnie zasiłki zatrzymają

Dlaczego mnie spotykają same nieszczęścia sad

Wzruszylem sie jak stara galaretka

10

Odp: Jestem załamana-praca na 3/4 godziny dziennie
Bert44 napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Urząd wpadł na głupi pomysł,że co prawda nie mogę pracować na cały etat na chorobowym,ale ponieważ mam psychoterapie i leczenie to mogę pracować 3 lub 4 godziny dziennie w tygodniu każdego dnia . I mnie mój work coach wysłał wiadomość na maila "że będą dla mnie szukać odpowiedniej oferty pracy. I że to będzie prawdopodobnie jakieś sprzątanie lub praca w restauracji czy coś podobnego"

sad jestem załamana ludzie ją nie nadaje się do roboty na etat. Ja nie mam zamiaru stracić wolności i musieć się słuchać szefa lub szefowej nawet przez te 3-4 godziny dziennie plus muszę jeszcze do tego dodać dojazdy... prawie cały mój wolny czas w ciągu dnia przepadnie

Dodatkowo mój dom znowu zarośnie syfem,bo po 3-4 godzinach sprzątania to ja nie będę już mieć siły,żeby swój dom posprzątać tylko wrócę do domu i padnę na pysk ze zmęczenia

Z kuchnią to już się mogę pożegnać na zawsze,bo przecież ja nie będę stała przy garach. Jak mam do wyboru czas wolny po pracy,a gotowanie obiadu to zawsze wybiorę czas wolny,a zostanie mnie jeszcze 2 godziny czasu wolnego zanim córka wróci ze szkoły to oczywiście,że nie będę wtedy sprzątać i stała przy garach... także już się mogę przygotować na same zamawiane obiady

Ludzie to będzie jakaś katastrofą... pomódlcie się żebym ja nie dostała tej pracy. Najgorsze jest to,że jak odmówię oferty pracy to mnie zasiłki zatrzymają

Dlaczego mnie spotykają same nieszczęścia sad

Wzruszylem sie jak stara galaretka

Ja poważnie pisze. Nikt mnie nie rozumie  sad

Posty [ 10 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PRACA DLA KOBIET - POPULARNE ZAWODY, PRACA NA ETACIE, WŁASNA FIRMA » Jestem załamana-praca na 3/4 godziny dziennie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024