Mamy po 30 lat. Razem 3,5 roku.
Zdradziłam go z kolegą z pracy. Samo wyszło, od słowa do słowa zaprosiłam go po pracy na wyjście razem i... no spotykaliśmy się około 6 miesięcy. Cel oczywisty, seks i pogadać, posiedzieć, powygłupiać się trochę, napić się wina i nic więcej. Nie planowaliśmy być razem.
Nasze spotkania zakończyły się tak, że na gorącym uczynku przyłapał nas mój facet. Po 6 miesiącach byłam już zbyt pewna siebie i tak wyszło.
Mój partner się zdenerwował (co zrozumiałe). Mieliśmy bardzo ciężki pierwszy tydzień po zdradzie. Potem było lepiej. Przekonałam go aby ze mną został. Przeprosiłam, zerwałam kontakt z kochankiem. On zgodził się, ale warunkiem było podjęcie terapii. Po 3 miesiącach od wykrycia zdrady zaczęliśmy terapie.
I po paru spotkaniach wydawało się, że jest lepiej. Ja zrozumiałam swój błąd, on przestawał mnie obwiniać i robić wykłady i pouczać. I wtedy spadła na mnie bomba atomowa. Pani terapeutka w jakiś sposób wydobyła z niego jedno zdanie "również święty nie byłem". Nie rozumiałam o co chodzi, jednak po kolejnych minutach okazało się, że ten idiota mnie również zdradzał. Ewidentnie 10 sekund po tym jak się wygadał to już tego żałował.
Uderzyło mnie to bardzo mocno. Przez 4 miesiące po zdradzie miałam co drugi dzień "rozmowy wychowawcze", kontrole. Seks według jego uznania zawsze. Wszystko pod nos. Starałam się mu też wynagrodzić krzywdę jaką mu wyrządziłam.
Okazało się, że jak zaczął się nasz kryzys z seksem i ja zaczełam się spotykać z tym kolegą z pracy to on w tym czasie najpierw miesiąc próbował kogos poznać bezskutecznie, a potem zaczął chodzić na jakieś usługi seksualne.
On cały czas miał problem z tym jak to mówił, że jakbym się przyznała łatwiej byłoby mu mi wybaczyć, niż jak przyłapał.
Jak pytam go o wzajemność to odpowiada, że miał powiedzieć, ale zbierał się do tego i pewnie za tydzień by powiedział.
Nie wiem co robić. Z jednej strony nasze winy się wyrównują jakby. Jednak on twierdzi, że nie bo moja zdrada „więcej waży” mimo, że jego była z wieloma kobietami, ale za pieniądze a moja z jednym, ale bez pieniędzy tylko z chęci jak on to mówi. Nie umie poprzeć tej teorii niczym, poza tym, że jestem kobietą.
On chce kontynuować terapie w formie on (ofiara) ja (sprawca). Ja uważam, że powinniśmy to zrobić w formie współwinnych, bo wcale nie uważam, że moja zdrada więcej waży niż jego. Uważam, że oboje byliśmy oszustami. I jest 50 na 50.