Miałam przyjaciółkę przez jakieś 2 lata, z którą gadałyśmy codziennie, była dla mnie najważniejszą relacją, jaką wtedy miałam. Jednak nie miałam podobnego wrażenia w drugą stronę, ale z uwagi na moje problemy emocjonalne cały czas podważałam swoje odczucia, myślałam sobie, że może ja oczekuję za dużo czy jestem zaborcza, w końcu przyjaźń to przyjaźń, nie ma w niej wyłączności jak w związkach. W tamtym czasie weszłam w przelotną znajomość z chłopakiem, która jej się nie podobała, bardzo często rzucała jakimiś aluzjami, że ja go źle traktuję, będąc w relacji, w której kogoś nie kocham. Sama przepracowywałam wtedy wiele rzeczy, nie wiedziałam do końca, czego chcę. Denerwowało mnie, że dla mnie była jedną z najważniejszych znajomości, a miałam poczucie, że ja dla niej niekoniecznie - niby spędzałyśmy wiele czasu razem, ale ona często odwoływała lub przekładała spotkania, chciała mnie zapraszać na ostatnią chwilę, tak że musiałam rzucać wszystko w 15 minut, bo się umówiłyśmy gdzieś, gdzie mi było ciężko dojechać bez samochodu. Parę razy na to zwracałam uwagę - w odpowiedzi słyszałam, że przecież jeśli nie dam rady, to nic się nie dzieje - tylko wtedy się nie widziałyśmy kolejny tydzień lub dwa, a że mi zależało na spotkaniach, to starałam się jednak dawać radę. W efekcie odkryłam, że czekam np cały tydzień na jej znak, że możemy się spotkać dzisiaj za godzinę. W końcu w trakcie jakiejś kłótni, kiedy znowu się czepiała mojej relacji z chłopakiem, czara się przelała i postanowiłam nie odezwać się pierwsza po tej kłótni. Czekałam na jej wyciągnięcie ręki przez parę tygodni, potem chyba przestałam czekać. Odezwała się po ok 2 miesiącach, i to tak, jakby nic się nie stało, czy chcę jechać w trójkę na wakacje do Czarnogóry. Wahałam się, co odpisać, chyba ciągle byłam na nią zła, w końcu wyszło tak, że nie odpisałam nic - przez kolejne 2 lata. Z jakiegoś powodu teraz wracam do tej relacji myślami, może dlatego, że zakończyłam inną bliską przyjaźń, i nagle zaczęłam żałować tego, że tak ją potraktowałam na koniec. Żałuję, że nigdy nie powiedziałam tak naprawdę tego, co czuję, wprost. Ale też chyba bałam się jakiejś konfrontacji na koniec znajomości i wolałam mieć nadzieję, że jeśli nie zakończymy znajomości oficjalnie, to jest szansa na jej wznowienie w przyszłości. Napisałam do niej ostatnio, przeprosiłam, zaproponowałam kawę. Ona zareagowała bardzo w porządku, również przeprosiła, zadeklarowała chęć spotkania - ale jak przyszedł jego termin, odwołała. Teraz czekam, aż powie, kiedy jej będzie pasować, ale motam się trochę w swoich emocjach, od razu widzę te same zachowania, które wtedy spowodowały, że nie wytrzymałam, znowu nie czuję, żeby jej zależało - ale w sumie nie mogę tego oczekiwać po takiej przerwie i zghostowaniu jej.
Nie wiem też, czego oczekuję od tego wątku, ale chyba moje pytanie jest takie: czy/do jakiego stopnia można oczekiwać od przyjaźni, że będziemy się w niej czuli ważni, skoro to relacja, która z definicji nie jest na wyłączność, ludzie mają swoich partnerów, swoje życie?
Jak dla mnie jesteś dla niej opcją numer dwa. Przyjaciółka daje znać o sobie kiedy czegoś potrzebuje i nie za bardzo szanuje twój czas.
Jak dla mnie jesteś dla niej opcją numer dwa. Przyjaciółka daje znać o sobie kiedy czegoś potrzebuje i nie za bardzo szanuje twój czas.
O to zupelnie jak moja dawna kolezanka. Dzwonila jak chciala pieniadze pozyczyc
Ja miałam podobnie, dużo dawałam od siebie, to było dobrze, ale jak zaczęłam mieć swoje potrzeby to już niekoniecznie były one takie ważne.
Jak dla mnie zakończenie tej przyjaźni było czymś dobrym, bo to nie była ta przyjaźń. Ona powinna być obustronna, a nie jednostronna.
Zadaj sobie pytanie, czy faktycznie Ci odnowienie tej przyjaźni potrzebne? Czy tak naprawdę myślisz, że będzie jak dawniej po takim czasie?
To twoje życie więc jak zechcesz się starać, to Twoja wola, ale szczerze mówiąc czy to twoim zdaniem ma sens?
Wrocilas, bo nie masz kogos innego. Sprobuj poznac nowa kolezanke.
6 2026-04-11 22:28:45 Ostatnio edytowany przez Samba (2026-04-11 22:30:15)
Teraz czekam, aż powie, kiedy jej będzie pasować, ale motam się trochę w swoich emocjach, od razu widzę te same zachowania, które wtedy spowodowały, że nie wytrzymałam, znowu nie czuję, żeby jej zależało - ale w sumie nie mogę tego oczekiwać po takiej przerwie i zghostowaniu jej.
Nie wiem też, czego oczekuję od tego wątku, ale chyba moje pytanie jest takie: czy/do jakiego stopnia można oczekiwać od przyjaźni, że będziemy się w niej czuli ważni, skoro to relacja, która z definicji nie jest na wyłączność, ludzie mają swoich partnerów, swoje życie?
Nie motaj się, bo nie wiadomo, czy się odezwie w ogóle. Jeśli tak, to zawsze możesz odmówić.
Co do twojego pytania, to w przyjaźni powinno chodzić o symetrię i wzajemność. Jednak człowiek jest tylko człowiekiem, przy dobrych wiatrach nie skapnie się, przy gorszych - nie przejmie się, gdy tej symetrii brak, zwłaszcza gdy jest to jego wina.