Witam.
Nie radzę sobie z zapędami mojego męża do alkoholu. Uważam, że pojawił się niemały problem, z którym nie wiem jak już sobie radzić.
Mój mąż niemal codziennie spożywa alkohol. Od jednego do trzech piw lub od jednego drinka do trzech drinków dziennie. Gdy mamy spotkania ze znajomymi lub uroczystości rodzinne (wesela, chrzciny, urodziny) to on jest osobą pijącą, a ja kierowcą. Gdy się na to nie godzę, on na siłę próbuje znaleźć kierowcę. Gdy przeanalizowałam dany miesiąc, to okazało się, że max 7 dni w miesiącu jest bez alkoholu. Oczywiście po alkoholu nie ma mowy o jakiejkolwiek poważnej rozmowie przez co czuje się w wielu kwestiach naszego życia samotna. Sama zauważyłam, że moje odpowiedzi w stosunku do niego stają się krótkie i bez zaangażowania, co też zostało mi wypominane. Próbowałam już nie raz o tym z nim rozmawiać i mu tłumaczyć, ze nasze życie nie powinno wyglądać w taki sposób, że to ja jestem jedyną osobą mogącą cokolwiek załatwić bądź będącą w stanie gotowości na różne przykre sytuacje. Oczywiście w odpowiedzi słyszę, że przesadzam, że każdy zdrowy facet tak ma i pije. Żadne moje argumenty do niego nie trafiają.
Nasz dzień wygląda tak, że wracamy z pracy i mąż niemal od razu sięga po alkohol na głodniaka. Gdy wraca wcześniej ode mnie, to przygotowuje dla nas posiłek ale oczywiście ze szklaneczką alkoholu w ręku. Jak dla mnie cały jego wysiłek i gest traci na wartości. Czuję wręcz, że robi to tylko po to aby zamknąć mi usta na jego zapędy.
Już przed ślubem zauważyłam, ze alkohol jest często obecny w jego życiu. Nie wiem co ja sobie wtedy myślałam... ze zmieni się to po ślubie, że razem dojdziemy do wspólnych wniosków czy też dotrzemy się. Tak, wiem - głupia ja. Nie mieszkaliśmy przed ślubem i to był mój ogromny błąd.
Czy któraś z Was miała podobny problem ? Jak sobie z tym poradziłyście ?