Witam, bywalam tu często jednak pod innym nickiem - niestety zostalam zdemaskowana
Pojawił sie u mnie problem, odwieczny problem kobiet w małżeństwie.. (przynajmniej niektorych kobiet) Od 3 miesiecy jestem w zwiazku małżeńskim. Od razu dodam, ze miałam dosc ciezka przeszłość. Leczylam się psychiatrycznie wiele lat po tym jak moja pierwsza milosc - mowiac kolokwialnie - zrobila w mnie w ciula. Dlugo mialam problemy z akceptacja siebie, z wiara ze ktos moze mnie tak po prostu pokochac. W koncu 5 lat temu pojawil sie 'on'! Nie, nie bedzie dalszej czesci, ze byl cudowny l, uroczy i kochany... zawsze byl dupkiem. Ale nigdy nie zdradzal, nie podniosl reki, ma po prostu charakter ktory ciezko jest zniesc ( on ma zawsze racje, wie wszystko, zawsze jest bez winy, i jak sie mu cos nie podoba to potrafi dopiec ze w piety pojdzie...). Pokochalam go takim jaki jest, wszystko by bylo dobrze gdyby nagle po slubie nie okazalo sie ze...jest maminsynkiem!! ON?! Przed slubem łatwiej byloby mi uwierzyc ze jest gejem niz maminsynkiem! Awantury zaczely sie po tygodniu malzenstwa.. kiedy to dowiedzialam sie ze tesciowie maja klucze do naszego wspolnie wybudowanego domu. Jak wspomnialam zawsze mialam problem z wiara w siebie i ciezko mi bylo przed slubem poczuc sie tam 'jak w domu'. Liczylam ze po slubie sie zmieni...w koncu tesciowie nie beda juz wiecznie tam przebywac bo bedziemy nowa oddzielna rodzina. Przerazil mnie fakt ze oni nadal maja dostep do naszego zycia - w formie kluczy do domu (ale to moze przesadzam, obsesja.) Jednak to co teraz sie dzieje jest nie do pomyslenia. Dwa dni temu wynioslam sie z domu i wywrzeszczalam mezowi ze chce rozwodu. Jego matka jest wszedzie i zawsze w naszym zyciu. Kazdy niedzielny i swiateczny obiad jest koniecznością spedzenia go z tesciowymi. Dodam ze ja uwielbiam gotowac, zawsze uwielbialam. Maz przed slubem to docenial i zawsze mowil ze jak tylko razem zamieszkamy to bede miala pole do popisu, bo tak raz w jednym domu, raz w drugim wykazac sie nie da
teraz, wracam z pracy z zakupami, z drugiego dnia chce odgrzac super obiad ktory robilam o 23 w nocy zeby kochany maz mial co dobrego jesc...otwieram lodowke a tam: bigos, pierogi, pomidory, maslo...wszystko, cholera wszystko..od tesciowej. Maz nie tknie mojego jedzenie tylko mamy.. bo mama dala. Co chwila do niej jezdzimy bo obiad, bo trzeba jej obraz zawiescic, bo nie umie laptopa wlaczyc.. ja u swoich rodzicow jestem raz na miesiac - chociaz mieszkamy od siebie 4 km. Tesciowa musi zawsze wszystko wiedziec, gdzie bylam, kiedy wróciłam z pracy, o ktorej jej synus wrocil. Za kazdym razem ogrom pytan! Jest tak nachalna i upoerdliwa ze az cos sie robi. Najgorsze jest to ze maz wini mnie. Ze jestem podla, niewdzieczna, ze jak moge mówić cos zlego o jego mamie?! Jak moge nie chciec jechac do nich na obiad w niedziele! Jak tylko o niej pomysle to mi sie kiszki wykrecaja... zawsze byla nieznosna, upierdliwa, nachalna. Ale teraz jej nienawidze i chyba dlatego ze wlasnie maz zawsze stoi za nia murem - mnie potrafi zglebic ze jestem poje..na, chora psychicznie itp - ale mamusie obroni. Ona jest dla niego najwazniejsza a ja czuje sie jak zero. Czy ktos z Was kiedys 'odmaminsynkowal' faceta? Jest to mozliwe zeby miec wlasna rodzine bez tesciowej u boku? Rozmowa nic nie daje... miesiac temu bylo to samo i tez sie wynioslam ale zmieklam bo tesknilam i wrocilam następnego dnia
myslalam ze wszystko jiz jasne... sytuacja powtorzyla sie, nawet jest jeszcze gorzej.. kazda rada bedzie dla mnie bardzo cenna.
Podobne tematy
2 2016-11-07 20:28:07 Ostatnio edytowany przez samotnax4 (2016-11-07 20:28:52)
Udało mi się " odmaminkować" męża, ąle u ciebie to już spalone. Dlaczego? Bo odeszłaś i wróciłaś. Ja swojemu po prostu powiedzialam co myśle i spakowałam JEMU walizki. Na pulpicie laptopa zostawiłam napisany pozew rozwodowy. Z tym, że mój mąż wie, że jak coś postanowię to tak będzie. Manipulacja... owszem. Ale wolę to niż rozwód. Teraz nie chodzi do matki w ogóle i mnie też nie zmusza. Nawet w święta jej nie odwiedzamy. I jesteśmy szczęśliwi. A momentami naprawdę zastanawiałam się czy nie popełniłam błedu. Powalcz, może warto:)Tylko bądź konsekwentna w swoich decyzjach to podstawa.
Udało mi się " odmaminkować" męża, ąle u ciebie to już spalone. Dlaczego? Bo odeszłaś i wróciłaś. Ja swojemu po prostu powiedzialam co myśle i spakowałam JEMU walizki. Na pulpicie laptopa zostawiłam napisany pozew rozwodowy. Z tym, że mój mąż wie, że jak coś postanowię to tak będzie. Manipulacja... owszem. Ale wolę to niż rozwód. Teraz nie chodzi do matki w ogóle i mnie też nie zmusza. Nawet w święta jej nie odwiedzamy. I jesteśmy szczęśliwi. A momentami naprawdę zastanawiałam się czy nie popełniłam błedu. Powalcz, może warto:)Tylko bądź konsekwentna w swoich decyzjach to podstawa.
Dziekuje bardzo za odpowiedz. Wlasnie jesli chodzi o konsekwenscje - slabo u mnie.. nie do wytrzymania u mnie jest ze nie odzywa sie do mnie od dwoch dni.... i wymiekam
boje sie tez ze jak bede to ciagnac i nie przeprosze (sama nie wiem za co) to bedzie wiecznie mial mi za zle ze tak sie zachowałam..
Maran ale mamy podobne problemy tylko u mnie nie teściowa a "babcia " się wcina we wszystko ma bzik na punkcie mojego męża na sile chce namieszać miedzy nami ale już jej się to nie udaje jednym słowem się nienawidzimy na wzajem i mowie to otwarcie. Może podasz e-maila to popiszemy bo wiele nas łączy.
hmmm, cóż ja tutaj mogę poradzić. Sam fakt tego, że mialabym faceta, kóry zawsze ma rację i koniec, to juz by mnie męczyło, a kłótni byłoby co nie miara, bo nie pozoliłabym, żeby mi ktos organizował życia, naawet mąż.
Co poradzić ? Mówienie nie pomaga, tłumaczenie nic nie zmienia? Tylko ultimatum, nic innego mu nie wejdzie do głowy. Skoro nie rozumie, mozesz zaczać bawic się w to samo. Przesiadywać u swoich rodziców, skoro jest niedaleko, zapraszać mamę do siebie itd
ale , to co ja bym zrobiła, to ALBO JA ALBO ONA. Oczywiście bez krzyków, obwiniania, ale spokojnym tonem. Ze Twój limit cierpliwości się wyyczerpał. I po prostu się wyprowadzasz.
Na pewno.. jeśli mu zależy, a zakladam, że tak jest, będzie próbował sciągnać Cie z powrotem. Wiec niech sobie nie mysli, że Cie udobrucha, ze minie tydzień, dwa, a Ty zmiękniesz i będzie ok! Albo wytłumaczy mamie, że nie umrze z głodu i brudu bez niej albo niech z nią bierze slub. Bo na cud i poprawe nie liczyłabym .
Zyczę więcej siły i samozaparcia. Masz prawo od niego wymagać.
Czyli tak naprawdę nic zmienic nie chcesz.
Furią i awanturą niczego nie osiągniesz, a tym bardziej wyprowadzkami i powrotami.
Twoja teściowa uważa zapewne, że jest niezastąpiona i że pomaga Wam, jednak panoszenie się w Waszym domu, bez Twojej zgody jest totalnym nietaktem.
To jest także Twój dom i pierwsze na co bym postawiła, to odzyskanie kluczy do domu, które znajdują się w posiadaniu teściów. Może zacznij od tego (skoro mąż nie reaguje), że powiesz wprost teściom, że nie godzisz się na to, żeby wchodzili do TWOJEGO domu podczas Twojej nieobecności, Ty jesteś tam panią domu i to co robią jest niedopuszczalne.
Poproś o oddanie kluczy.
Powiedz mężowi, że jeśli nie oddadzą tych kluczy i nadal będą panoszyć się w Waszym domu wbrew Twojej woli, Ty dorobisz kilka kompletów i rozdasz w swojej rodzinie dając im wolną rękę do przebywania i myszkowania po Waszym domu.
Chce otwartego domu, to będzie go miał.
W innych kwestiach weź go sposobem np. nie gotuj dla niego, tylko dla siebie, skoro woli jedzenie mamusi, nich biega tam nawet codziennie. Po co się wysilasz, będzie mniej pracy dla Ciebie.
Jeżeli stosunki między Tobą, a teściami nie zepsuły się już całkowicie, skorzystaj, ewentualnie z niedzielnego obiadu raz w miesiącu (pod warunkiem, że atmosfera będzie znośna).
Jeśli on biega tam co niedzielę, Ty w tym czasie umów się ze znajomymi i spędź fajnie czas, może coś się w nim ruszy, choćby z zazdrości.
W innych kwestiach, jeśli on zawsze upiera się przy swojej racji, odpuść i rób swoje, nie musisz mu przytakiwać, z tym bardziej kłócić się, gorzej, gdy sprawy dotyczą wspólnych decyzji, a on wymusza swoją wolę. Tutaj także można byłoby poszukać jakiegoś sposobu. W końcu wiedziałaś jaki on jest.
Ultimatium juz bylo...albo ja albo ona. Podobno wybral mnie - ale pomiesiacu sytacja wraca do normy. Teściowa nie jest zla kobieta - na pewno chce dobrze, ale zaglaskac mozna i na smierc. Moj maz uwaza ze on zawsze jest wdzieczny za pomoc i to ja jestem jakas chora ze ja odrzucam. Ze przed slubem chetnie jadlam u niej obiady a teraz nie! Ze kobieta zawsze sie zmienia po slubie! Z kluczami juz rozmawa byla - stwierdzil ze to normalne, ze rodzice musza miec do domu klucze jakby sie coe dzialo albo kwiatki trzeba bedzie podlac (od slubu jesscze nie ruszylismy sie z domu i tego raczej nie zrobimy bo maz pracuje w policji a tam zaplanowac urlop ciezko
). Najgorzej ze on znowu jest na mnie wsciekly jak ja moglam mu taka awanture zrobic i sie wyprowadzic. Nie odzywa sie w ogole od kilku dni. Klocimy sie o wiele rzeczy ale zawsze dochodzimy do porozumienia ale tesciowej nie przeboleje! Jak mu to powiedziec? Jak on taki zaskoczony ze przeciez kiedys tak nie bylo wiec czemu dopiero teraz...no jak mam mu to uswiadomic? Juz probowalam gotowac tylko dla siebie - nie zalapal o co chodzi.
Z samego faktu posiadania kluczy jeszcze nic nie wynika, chodzi o to jak oni z tych kluczy korzystają. Jeśli tylko je mają na wszelki wypadek to ok (choć mąż powinien skonsultować z Tobą decyzję o daniu ich), co innego jeśli wpadają jak do siebie, bez zapowiedzi (kwestia porozmawiania z nimi) albo wpadają po uzgodnieniu z mężem, a on Ci tego nie przekazuje (kwestia porozmawiania z mężem).
Pamiętaj, że to też Twój dom i nie widzę powodu, żebyś miała się ze swojego domu wprowadzac.
Twoj mąż chyba nie dojrzał do małżeństwa, nie ma świadomości, że to z Tobą, a nie z mamą będzie budował swoje życie w wymiarze osobistym i gospodarczym, a na końcu spocznie z Tobą w grobie (no, takie jest założenie). A dzieci też mama będzie mu rodziła i wychowywala?
Spróbuj mu to uświadomić, delikatnie, ale stanowczo. Masz prawo nie życzyć sobie aż tak bliskiego kontaktu z jego mamą, co nie znaczy, że macie go zerwać. Intensywność niedzielnych obiadów można zmniejszyć, zaczelabym od weekendowego wypadu albo innych zajęć uniemożliwiających uczestnictwo w nich.
Ale generalnie trzeba za sobą rozmawiać (co nie oznacza ciągłego przepraszania, że ma sie inny pogląd i odczucia).
(...) Ze przed slubem chetnie jadlam u niej obiady a teraz nie! Ze kobieta zawsze sie zmienia po slubie! (...)
Faktycznie tak właśnie było? Przed ślubem chodziłaś na te obiady, a po ślubie oczekujesz zmian? Dlaczego?
Maran napisał/a:(...) Ze przed slubem chetnie jadlam u niej obiady a teraz nie! Ze kobieta zawsze sie zmienia po slubie! (...)
Faktycznie tak właśnie było? Przed ślubem chodziłaś na te obiady, a po ślubie oczekujesz zmian? Dlaczego?
Dlatego ze mamy juz wlasna rodzine. Wczesniej spędzaliśmy czas albo u mnie, albo u niego - jak to przed slubem bez wlasnego mieszkania. Tak wiec sila rzeczy, jedlismy posilki albo u mnie albo u niego.
Tak wiec ok. Rozmowa. Ale czy jak wroce nie bedzie znowu znakiem ze moze na pierwszym miejscu stawiac mame, bo ja i tak wroce?
Mamidełko napisał/a:Maran napisał/a:(...) Ze przed slubem chetnie jadlam u niej obiady a teraz nie! Ze kobieta zawsze sie zmienia po slubie! (...)
Faktycznie tak właśnie było? Przed ślubem chodziłaś na te obiady, a po ślubie oczekujesz zmian? Dlaczego?
Dlatego ze mamy juz wlasna rodzine. Wczesniej spędzaliśmy czas albo u mnie, albo u niego - jak to przed slubem bez wlasnego mieszkania. Tak wiec sila rzeczy, jedlismy posilki albo u mnie albo u niego.
Tak wiec ok. Rozmowa. Ale czy jak wroce nie bedzie znowu znakiem ze moze na pierwszym miejscu stawiac mame, bo ja i tak wroce?
Rozumiem, jakoś tak przyjmuje mi się w głowie założenie, że ludzie przed ślubem mieszkają razem, a to przecież nie zawsze tak ![]()
Jeśli wrócisz bez konkretnych ustaleń i planu zmian jakie wprowadzicie do Waszego życia, to tak będzie to znakiem, że może dalej Ciebie olewać. Jeśli wszystko ustalicie, to możesz sprawdzić czy on się będzie tych ustaleń trzymał i wrócić. Nie zapomnij o konsekwencjach złamania Waszych ustaleń - te realizuj bez żadnych skrupułów.
Bardzo bardzo dziekuje za wszystkie odpowiedzi
dały mi sporo do myslenia.