Pierwszy dzień w nowej pracy: sporo osób jest w moim wieku lub zbliżonym i z nimi jest luz, ale zastanawia mnie temat zwracania się do osób dużo starszych, gdy w firmie panuje zwyczaj mówienia sobie „na ty”. Macie z tym dyskomfort, czy wchodzi to naturalnie?
Ja staram się mówić możliwie bezformowo, żeby nie używać ani „ty”, ani „pan/pani”. Np. zamiast „Gdzie ty to położyłeś?” mówię „Gdzie to leży?”, zamiast „Możesz mi to wysłać?” — „Da się to podesłać?” albo „Poproszę o podesłanie”, zamiast „Zrobiłeś już?” — „To jest już zrobione?” / „Na jakim to jest etapie?”, zamiast „Kiedy będziesz?” — „Na którą mniej więcej celujemy?”.
I jeszcze jedna rzecz: łapię się na tym, że raczej nie zagaduję starszych osób jako pierwsza — absolutnie nie z braku szacunku, tylko z niezręczności i obawy, że źle dobiorę formę. Jeśli już rozmawiam, to zwykle wtedy, kiedy jest to potrzebne.
Macie podobnie? Jakie macie swoje neutralne sformułowania albo zasady, kiedy przechodzicie na „ty”?