Po 16 latach zwiazku i 12 latach malzenstwa, postanowilam zlozyc pozew o rozwod. Od 6 lat walczylam z mezen alkoholikiem i w koncu doszlam do sciany. Mamy nastoletniego syna, ktory umacia mnie w podjetej decyzji.
Rok 2025 byl dla mnie przelomowy. Zaczelam czesciej spotykac sie z kolezankami, pojechalam do spa, zmienilam fryzure, schudlam 15 kg. Poznalam tez chlopaka. Pracujemy razem 1,5 toku i jakos od slowa do slowa, jedno wyjscie, drugie, dziesiate. Nie ma sexu, jest bliskosc i rozmowy. Na bazie tych doswiadczen podjelam decyzje o rozwodzie. Maz byl zalamany. Ja juz oswoilam sie z ta mysla, zbieralam sie od 2 lat do tej decyzji, stad moze latwosc, z ktora ja podjelam. Z kolega z pracy bylo fajnie, ale i to sie zakonczylo. Taka chwila przypomnienia sobie, ze jestem cos warta i ze drzemie we mnie potencjal, ze jestem w stanie dac komus uczucie. Przez te kilka lat walki o malzenstwo, myslalam, ze juz nie jestem w stanie nic ofiarowac, tylko obojetnosc i pustke. Po doswiadczeniu z kolega, obudzily sie we mnie dawne poklady uczuc. Oczywiscie zaluje, ze ta znajomosc sie zakonczyla. Ale wiem tez, ze jakby byla kontynuowana to na zasadzie z deszczu pod rynne. To tez alkoholik i w dodatku naduzywajacy innych substancji. Ale chyba uczepilam sie go, bo nie mialam innej alternatywy i go po prostu zmeczylam wlasna osoba. Rozmawiamy w pracy, ale juz sluzbowo i nie mamy kontaktu prywatnie. Mimo tego, iz wiem, jaki jest, brnelabym w to dalej, tak bardzo go lubie. Wiecie, te same fale, rozmowy do rana, czulosc, namietnosc. Cale serce mi sie trzesie jak go widze w pracy, do tego boli kiedy on traktuje mnie jak powietrze, to z jego inicjatywy wszystko sie skonczylo. Obecnie czekam na date sprawy rozwodowej. Mieszkamy z mezem razem, mijamy sie w mieszkaniu jak obcy ludzie. Cala jestem w strachu, ze po takiej zmianie zycia o 180 stopni zostane sama. Boje sie samotnosci. Pomimo, iz tyle lat bylam z kims i tez czulam sie samotna. Ale wydaje mi sie, iz teraz bedzie to inny wymiar. Czasem sie zastanawiam, czy robie dobrze. Ale po tylu latach bitew, uwazam, ze tak. Pomimo panicznego strachu o przyszlosc.
Pozostaje tylko mieć nadzieję, że jednak nie będziesz sama, tylko spotkasz kolejnego alkoholika (w twoim rozumowaniu lepszego), który wart będzie twojego zaangażowania.
Nie zostaniesz sama, czemu miałoby tak być?
masz nastoletniego syna i nawet On wspiera Cię w decyzji o rozwodzie. Tylko pytanie, czy przemyslałaś sprawy materialne, na tym powinnaś się skupić teraz: gdzie będziesz mieszkać, z czego żyć.
no i masz do przerobienia, dlaczego ciągnie Cię do mężczyzn na zakręcie? wzorce z domu? Ratowniczka?
Nie zostaniesz sama, czemu miałoby tak być?
masz nastoletniego syna i nawet On wspiera Cię w decyzji o rozwodzie. Tylko pytanie, czy przemyslałaś sprawy materialne, na tym powinnaś się skupić teraz: gdzie będziesz mieszkać, z czego żyć.
no i masz do przerobienia, dlaczego ciągnie Cię do mężczyzn na zakręcie? wzorce z domu? Ratowniczka?
Syn mnie wspiera, to prawda. Duzo przezylismy przez te pare lat. Mam bardziej obawy, ze zostane sama jako kobieta. Byc moze to strach przed nowym, zaloba po starym zyciu? Nie wiem. Ale moja decyzja podjeta byla nie na kolanie, a na podstawie walki o utrzymanie dotychczasowego zycia, ktora to jednak spelzla na niczym.
Mam mieszkanie, jestem na wysokim stanowisku, w razie problemow mam rowniez rodzicow, na ktorych moge zawsze polegac. Pod tym wzgledem wiem, ze dam sobie rade.
Natomiast bardzo dobre mi pytanie zadalas.. ratowniczka? Raczej wzorce z domu. Tato alkoholik, bil i pil. Na wszystko musialam zasluzyc, na odrobine milosci, na cieplejsze spojrzenie. Staralam sie bardzo byc grzeczna i cicha. Tak mam do tej pory. Pomimo 42 lat nic w tym kierunku nie zmienilam. Cokolwiek zrobisz ja i tak ci wybacze. Nie umiem sie postawic, moza mnie ulozyc.
Ten kolega, powtarzal mi: co jeszcze musialbym zrobic abys nie chciala sie ze mna widywac?
A ja jestem glodna uczuc, marze o czyms wiecej.
Dostalam troche zainteresowania i tak brnelam w to. Mysle, ze on to zauwazyl, dlatego zakonczyl relacje.
Nie wiem, jak sobie poradzic z takim podporzadkowaniem. Jak zmienic myslenie, aby w koncu dostrzec to, ze ktos chcialby mnie za to jaka jestem w rzeczywistosci a nie ze staram sie robic wiecej aby zasluzyc na wiecej?
Maz pil, awanturowal sie, ja w koncu po 6 latach dopiero powiedzialam dosc.
Jestem na rozstaju drog. Niby wiem, ze jestem wartosciowa a jednak z drugiej strony, robie wiecej niz powinnam aby zaluzyc na cos lepszego.
Pozostaje tylko mieć nadzieję, że jednak nie będziesz sama, tylko spotkasz kolejnego alkoholika (w twoim rozumowaniu lepszego), który wart będzie twojego zaangażowania.
Bardzo dobre spostrzezenie.
Wielokrotnie sie nad tym zastanawialam.
Jednak wciaz nie wiem, dlaczego tak sie dzieje.
Przyciagam ich, czy po prostu lakne zauwazenia. Niezaleznie od kogo?
6 2026-02-15 12:16:30 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2026-02-15 12:23:11)
Bożesz, i na co Ty czekasz?
Aż Ci życie ucieknie?
idż do prawnika od rozwodów, niech ci poradzi w sprawach materialnych.
złóż pozew, wniosek o zamieszkanie syna z Tobą, bo jak rozumiem tego On chce, i zacznij żyć na własny rachunek.
No i koniecznie musisz iść na terapię, 2 lata pracy nad sobą i zaczną Ci się podobać inni mężczyżni niż mąż, niż przyjaciel dotychczasowy. Powodzenia.
A przyjaciel? Dobrze że z Tobą ograniczył znajomość. Sam czuje, że potrzebuje kobiety stawiającej twardsze warunki do bycia z nią. Dlaczego? Bo sam jest słaby i nie potrafi samodzielnie się ogarnąć. Fajnie że potrafi dawać bliskość i czułość, że jej doznałaś w takiej relacji. Ale to za mało do zdrowej relacji niestety.
dobrze że tego doznałaś, ale to jeszcze nie produkt końcowy.
wyobraż sobie, że silni, poukładani mężczyżni też to potrafią ![]()
Bożesz, i na co Ty czekasz?
Aż Ci życie ucieknie?
idż do prawnika od rozwodów, niech ci poradzi w sprawach materialnych.
złóż pozew, wniosek o zamieszkanie syna z Tobą, bo jak rozumiem tego On chce, i zacznij żyć na własny rachunek.
No i koniecznie musisz iść na terapię, 2 lata pracy nad sobą i zaczną Ci się podobać inni mężczyżni niż mąż, niż przyjaciel dotychczasowy. Powodzenia.
Pozew w sadzie, czekam na termin rozprawy.
A prosze podpowiedz mi, jaka to mialaby byc terapia i gdzie jej szukac? Nigdy sie nad tym nie zastanawialam i nie wiem gdzie szukac.
8 2026-02-15 12:28:07 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2026-02-15 12:30:25)
poszukaj w swojej miejscowości psychoterapeutów z certyfikatem. poczytaj opinie.
tutaj też możesz pisać, na pewno odezwie się ktoś z podobnymi doświadczeniami.
są tu wątki dziewczyn z problematycznych rodzin, które wyszły na prostą, często droga prowadziła krętymi ścieżkami.
Powiem Ci, że masz dość dobrą sytuację teraz, mimo iż rozwody nie są pestką, to jasne.
jesteś młoda, masz pracę, masz syna prawie dorosłego.
Dziekuje ci za rade, poszukam w wolnej chwili, moze to mi faktycznie pomoze.
Wiem, ze moja sytuacja jest dobra, dlatego zdobylam sie na odwage (nie wiem skad ja wzielam!) i zlozylam pozew.
Czasem poplacze w poduszke, ale za chwile wstaje i ide dalej.
Dziekuje ci za rade, poszukam w wolnej chwili, moze to mi faktycznie pomoze.
Wiem, ze moja sytuacja jest dobra, dlatego zdobylam sie na odwage (nie wiem skad ja wzielam!) i zlozylam pozew.
Czasem poplacze w poduszke, ale za chwile wstaje i ide dalej.
Pozostaje tylko mieć nadzieję, że jednak nie będziesz sama, tylko spotkasz kolejnego alkoholika (w twoim rozumowaniu lepszego), który wart będzie twojego zaangażowania.
Ale jesteś wredny, że szok. Dlaczego ma niby spotkać lepszego alkoholika? Ja myślę,że znajdzie sobie kogoś bez nałogów
12 2026-02-15 17:48:24 Ostatnio edytowany przez Psiakrew (2026-02-15 17:48:41)
Powiem ci Julia, ze nie potraktowalam tego jako zlosliwosc. Tak chyba ze mna jest, ze wybieram podswiadomie ten typ mezczyzn.
13 2026-02-15 18:39:44 Ostatnio edytowany przez Legat (2026-02-15 18:40:51)
Powiem ci Julia, ze nie potraktowalam tego jako zlosliwosc. Tak chyba ze mna jest, ze wybieram podswiadomie ten typ mezczyzn.
I na to ci zwróciłem uwagę. ![]()
Ja myślę,że znajdzie sobie kogoś bez nałogów
Oj Julcia, gdyby życie było takie porste.
Psiakrew napisał/a:Powiem ci Julia, ze nie potraktowalam tego jako zlosliwosc. Tak chyba ze mna jest, ze wybieram podswiadomie ten typ mezczyzn.
I na to ci zwróciłem uwagę.
Julia life in UK napisał/a:Ja myślę,że znajdzie sobie kogoś bez nałogów
Oj Julcia, gdyby życie było takie porste.
Życie nie jest proste dla nikogo nawet dla noworodka, bo jest całkowicie zdany na doroslych, ale przecież większość facetów nie ma nałogów na świecie i ja wierzę,że sobie autorka tematu poradzi i znajdzie takiego bez nałogów
15 2026-02-15 19:59:27 Ostatnio edytowany przez Psiakrew (2026-02-15 20:00:13)
To prawda, zycie nie jest proste. Nawet patrzac na mnie, ze po tylu latach trzeba zaczac zycie wlasciwie od zera. Ale moze i dla mnie kiedys wyjdzie slonce.
Najpierw poczekam na rozwod, a potem bede myslala co dalej. Panicznie boje sie zmian, wrecz nienawidze zmian. Ale czas pokaze co bedzie dalej.
16 2026-02-15 20:02:10 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2026-02-15 20:03:15)
Powodzenia. Wszystko się ułoży ale masz jedna gruba robote do załatwienia jeśli chcesz byc szczesliwa. To o czym Ela i Legat pisali- jest cos co powoduje ze wybierasz niewłaściwych facetow. Niewłaściwych jesli chcesz byc szczęśliwa. To jest do ogarnięcia ale bez pomocy kogoś kumatego moze byc ciężko.
I nie daj Boże nie ładuj sie w związki bez rozgryzienia tej zagadki. Plastry Ci nie pomiga
Pare razy przemknelo mi to przez mysl. Jednakze nie zdawalam sobie tak do konca z tego sprawy. Ale jezeli 3 osoby w przeciagu 1 dnia mi to mowia, to musi byc cos na rzeczy. Ela napisala o terapii, poczytalam o tym nieco i faktycznie, istnieja terapie dla osob wspoluzaleznionych. Trwa to ok 20 miesiecy i chyba bede musiala spojrzec w tym kierunku. Moj przyjaciel to tez zly chlopak, nawet gorszy pod wieloma wzgledami niz moj maz. I prawdopodobniez, pelnil on fukcje plastra na to co obecnie dzieje sie w moim zyciu. Po glebszym zastanowienu, dochodze do takiego wniosku. I jest mi tak przeokrutnie smutno, ze to juz koniec.. widocznie moj mozg mial wobec niego inne plany. Dobrze, ze to sie skonczylo teraz. Bo mozliwe, ze jakbysmy byli razem to mialabym podobnie, a moze i gorzej, bo troszke go juz poznalam i znam jego historie. Moze jeszcze nie jest za pozno na zmiany w zyciu, aby moc byc w koncu szczesliwa.
18 2026-02-15 20:24:46 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2026-02-15 20:57:43)
To prawda, zycie nie jest proste. Nawet patrzac na mnie, ze po tylu latach trzeba zaczac zycie wlasciwie od zera. Ale moze i dla mnie kiedys wyjdzie slonce.
Najpierw poczekam na rozwod, a potem bede myslala co dalej. Panicznie boje sie zmian, wrecz nienawidze zmian. Ale czas pokaze co bedzie dalej.
Wiele ciężkiej pracy przed Tobą, ale ogarniesz to. Po rozwodzie zamknij za sobą drzwi i wyrzuć klucz. Po nim nikt Tobie nie będzie już przeszkadzać, jak to było do tej pory, czyli jeszcze Twój mąż. Poza tym, co jest bardzo ważne, masz wsparcie w swoim synu. Powiedziałaś, że zajmujesz wysokie stanowisko w firmie. To dowód na to, że sztormy czy wspinaczka wysokogórska nie jest Ci obca, mówiąc metaforycznie. Za free czy piękne oczy nie doszłaś zawodowo do tego miejsca, w którym teraz jesteś.
Obawa przed zmianami to naturalna reakcja. Każdy potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, stabilności, pewności. Natomiast zmiany zmuszają do wyjścia ze swojej strefy komfortu, a w szczególności wymuszają funkcjonowanie w nowych realiach.
Psychoterapia to bardzo dobry pomysł. Gorzej jest ze znalezieniem skutecznego specjalisty, ale może nie będzie tak źle. Nie poddawaj się, myśl pozytywnie...wyłącznie o sobie i synu.
19 2026-02-15 20:31:09 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2026-02-15 20:34:11)
Pare razy przemknelo mi to przez mysl. Jednakze nie zdawalam sobie tak do konca z tego sprawy. Ale jezeli 3 osoby w przeciagu 1 dnia mi to mowia, to musi byc cos na rzeczy. Ela napisala o terapii, poczytalam o tym nieco i faktycznie, istnieja terapie dla osob wspoluzaleznionych. Trwa to ok 20 miesiecy i chyba bede musiala spojrzec w tym kierunku. Moj przyjaciel to tez zly chlopak, nawet gorszy pod wieloma wzgledami niz moj maz. I prawdopodobniez, pelnil on fukcje plastra na to co obecnie dzieje sie w moim zyciu. Po glebszym zastanowienu, dochodze do takiego wniosku. I jest mi tak przeokrutnie smutno, ze to juz koniec.. widocznie moj mozg mial wobec niego inne plany. Dobrze, ze to sie skonczylo teraz. Bo mozliwe, ze jakbysmy byli razem to mialabym podobnie, a moze i gorzej, bo troszke go juz poznalam i znam jego historie. Moze jeszcze nie jest za pozno na zmiany w zyciu, aby moc byc w koncu szczesliwa.
Nie znam sie na tym ale dobrze zeby znalazł się ktoś kto Cie poprowadzi. Terapia dla wspoluzaleznionych to jedno a schematy na bazie których podejmujesz wybory to chyba inna sprawa. Znajdz kogos kto ma dobre opinie i jest skuteczny. Nie musi byc milutki czy przyjemny tybko skuteczny. Koniecznie ktos kto się superwizji poddaje. Określenie ze terapia trwa 20 miesięcy jest dziwne. To sprawa indywidualna. Jeden stanie na nogi po 3 miesiącach drugi 3 latach
........... Z kolega z pracy bylo fajnie, ale i to sie zakonczylo. Taka chwila przypomnienia sobie, ze jestem cos warta i ze drzemie we mnie potencjal, ze jestem w stanie dac komus uczucie. Przez te kilka lat walki o malzenstwo, myslalam, ze juz nie jestem w stanie nic ofiarowac, tylko obojetnosc i pustke. Po doswiadczeniu z kolega, obudzily sie we mnie dawne poklady uczuc. Oczywiscie zaluje, ze ta znajomosc sie zakonczyla. Ale wiem tez, ze jakby byla kontynuowana to na zasadzie z deszczu pod rynne. To tez alkoholik i w dodatku naduzywajacy innych substancji. .
Oby nie zgubiło cię doświadczenie, że jesteś coś warta dla alkoholika i degenerata. Poważnie mówię/piszę. Obyś nie utwierdziła się w przekonaniu, że tylko dla takich coś znaczysz, bo przepadniesz z kretesem. Nie masz doświadczenia z normalnymi, zdrowymi na ciele i umyśle facetami i nie masz pojęcia jak się wobec nich zachowywać. Nie chcę być złym prorokiem, ale jeśli utwierdziłaś s ię w swojej zaniżonej samoocenie, to znalezienie przez ciebie nowego rozrywkowego gościa, to tylko kwestia czasu. Moim zdaniem daj sobie czas życia w pojedynkę, naucz się rozpoznawać czerwone flagi, stawiać granice i mówić NIE, gdy coś ci podpada. Fajnie, że dojrzałaś do rozwodu z mężem, ale twoje małżeństwo to też temat do przemyśleń. Moim zdaniem szybko na nogi nie staniesz, oczywiście mam na myśli twoją psychikę, ale jeśli dasz sobie czas na retrospekcję i analizę, oraz odpoczynek po wszystkim co przeszłaś, to masz dużą szansę na znalezienie normalnego faceta. Malo ci tego już na świecie, ale jeszcze są...
Tylko trzeba dokładnie szukać i nie rzucać się na wszystko, co się świeci.
Na poczatku balam sie napisac na forum, myslalam, ze po co sie uzewnetrzniac, kto mi uwierzy itp.
Ale po waszych dzisiejszych odpowiedziach i radach, dobrze, ze to zrobilam.
Nigdy nie sadzilam, ze na podstawie tak skroconego opisu ostatnich lat zycia, mozna wysunac tak daleko idace wnioski.
To prawda, 11 lat pracowalam na to kim teraz jestem w pracy. Duzo wysilku, sily i determinacji pomoglo mi w tym, aby zostac tym kim jestem.
Gorzej w zyciu.
Ja naprawde nie wiedzialam, ze jestem w stanie wybaczyc wszystko. Po awanturach, rano wstawalam i pytalam co zje na sniadanie.
Chodzilam na paluszkach, wiecznie usprawiedliwialam. Prosilam syna, aby jeszcze troche wytrzymal, tato ma gorszy dzien, zmarla mama, dostal ochrzan w pracy.
Maz mial tendencje do wyzywania sie na nas i ja to regularnie tlumaczylam, ukrywalam przed rodzina. A w nocy wylam w poduche, za jakie grzechy musze to znosic. Przeciez wie co przeszlam w dziecinstwie.
Ale tkwilam w tej relacji.
Dopiero moj kolega mi to uswiadomil. Jak pisalam wyzej,spytal: co jeszcze bym musial zrobic abys w koncu nie chciala sie ze mna widziec? A ja jak w amoku, kazda wolna chwile mu poswiecalam, lecialam jak na skrzydlach.
I to bylo jak uderzenie obuchem.
Zaczelam analizowac. Doszlam jednak do marnych wnioskow.
Mam kolezanke, ktora zwrocila na to uwage. Od slowa do slowa,wyrzygalam wszystko co lezalo mi na sercu.
Poradzila spotkanie z adwokatem i dopiero to obudzilo we mnie wole walki.
Fakt,niby wiem, ze mam wartosci, jestem mila itp,wyksztalcona, nie glupia i chyba nie brzydka. Ale i tak uwazam, ze dopoki nie zasluze to nie dostane.
Moze to mnie pretenduje do miana osoby wspoluzaleznionej.
Oby nie bylo jak pisze Salomonka, ze widze swoj blask tylko w oczach degeneratow.
Zawsze musialam na wszystko zasluzyc. Jak taki wytrenowany piesek na smaczka. I choc nigdy sie do tego nie przyznam, ale do tej pory tak mam, skrzetnie to ukrywam. Jestem jak modelina, jak mnie ulepisz to tak bedzie. Ale tylko na plaszczyznie prywatnej. W pracy jestem zupelnie inna osoba, silna, wladcza, decyzyjna, odpowiedzialna za 20 osob.
Faktycznie, nie pamietam abym miala kiedykolwiek stycznosc z "normalnym" facetem. I czy umialabym z takim zyc, cos mu ofiarowac? Ale co ja moglabym ofiarowac, oprocz ciezkiej pracy i dawaniu nastepnych szans? Ja nie umiem prosic, przyjmowac i dawac. Wymusza to wszystko na mnie relacja.
Dziekuje wam za slowa otuchy. Zamkne ten rozdzial w zyciu i poszukam realnej pomocy dla mnie, bo ewidentnie mam ciagoty do bad boysow, ten chaos, ta adrenalina, moge byc taka potrzebna i pomocna.
Dzwigne sie, ale na sama mysl, ile mnie to bedzie kosztowalo wysilku i wyjsc z kolejnych stref komfortu, mam ciary.
Ale mam dla kogo zyc i to mam nadzieje napedzi mnie do rozpoczecia terapii.